Dobre ciało

Katarzyna Nocuń
(fot. shutterstock.com)

Chrześcijaństwo zapomniało o ciele nie w sensie teologicznym, ale praktycznym. Tymczasem lekceważone ciało upomina się o siebie. Popularność zajęć z jogi w dużych miastach nie wynika z fascynacji kulturą Wschodu jako taką, ale z potrzeby integracji tego, co przez lata - przynajmniej mojemu pokoleniu - kazano rozdzielać. To potrzeba odczuwania siebie jako jedności.

 

W ubiegłym już roku przeszłam fragment Orlej Perci. Schodziłam, trzymając się łańcuchów. Mając za sobą przepaść, nie czułam się dobrze. Bałam się, że się osunę, gdy źle postawię stopę. Widziałam innych - w większości mężczyzn, którzy - tak mi się wydawało - z dużą pewnością przechodzili przez te same miejsca. Lekko, na luzie. I wtedy, albo może już po powrocie, uświadomiłam sobie, że nie ufam swojemu ciału.

 

Nie miałam pewności, że gdybym się poślizgnęła, utrzymam się na łańcuchu: będę mogła się podciągnąć, wspiąć i uratować. Wizje miałam katastroficzne. Uświadomiłam sobie, że właściwie nie znam swojego ciała. Nie wiem, na co je stać.

 

Stosunek do ciała mamy schizofreniczny. Mówi się o nim, ocenia, czy jest atrakcyjne, zadbane, wysportowane a jednocześnie podkreśla, że liczy się wnętrze. O ciało trzeba oczywiście dbać: nakarmić, umyć, ładnie ubrać zwłaszcza na ważne okazje, bo "jak cię widzą, tak cię piszą", bo "liczy się pierwsze wrażenie". Z jednej strony jest więc ważnym i pierwszym komunikatem ze światem, z drugiej - powłoką a więc czymś pustym - powierzchownością, którą można łatwo zafałszować, bo przecież "nie szata zdobi człowieka".  Do przekazów zamkniętych w powiedzeniach dochodzą wychowanie w szkole i religia.

 

Na lekcje WF-u w podstawówce składa się suma moich życiowych upokorzeń: nie umiałam biegać, moje ciało się mnie nie słuchało. Choć chciałam biec szybciej i skakać dalej - ono nie chciało, nie potrafiło. Czułam, że jest z nim coś nie tak, nie wiedziałam dlaczego tak jest i jak to zmienić. Zrozumiałam natomiast i zaakceptowałam - to pewnie przekazali mi starsi - że niektórzy są dobrzy w sporcie, inni nie - jakby niewiele albo nic nie można było z tym zrobić. Pocieszano mnie: ważniejsze są polski i matematyka, umysł. Ciało było czymś drugorzędnym.

 

Powiedzieć z kolei, że religia w przekazie, który otrzymałam, była wobec ciała nieufna - to mało. Nawet we wschodniej duchowości chrześcijańskiej, która przechowała modlitwę z wykorzystaniem oddechu, ciało jest gorsze. Ciało jest słabe, stawia opór, boli podczas godzin medytacji - to dobrze.

 

Ciało ma być umartwione, bo ciało jest przeszkodą. Do tego dochodzi krytyka powierzchowności, lęk przed zbytnim skupianiem się na ciele, jego atrakcyjnością. Jak w przypadku księdza Artura Kapłonia, który decyzją biskupa przepraszał za "wywołanie zgorszenia" - powodem był udział mistrzostwach kulturystyki (!) Zarówno podejście komercyjne, seksualizacja ciała w reklamie, filmach jak i religijny lęk są w istocie tym samym. Oba podejścia traktują ciało jako powłokę.

 

Tymczasem lekceważone ciało upomina się o siebie. Popularność zajęć z jogi w dużych miastach nie wynika z fascynacji kulturą Wschodu jako taką, ale z potrzeby integracji tego, co przez lata - przynajmniej mojemu pokoleniu - kazano rozdzielać. To powrót do odczuwania siebie jako jedności. Trudniej bywa w mniejszych miejscowościach. W pewnym znanym mi mieście, w ośrodku kultury odbywały się ćwiczenia gimnastyczne dla seniorów. Było to tai chi - powolne ruchy połączone z oddechem były idealne dla osób z problemami stawów, uspokajały i odprężały. Jednak kilka zaangażowanych religijnie pań doprowadziło do likwidacji ćwiczeń ze względu na "zagrożenie duchowe". Mam wrażenie, że chrześcijaństwo zapomniało o ciele: nie w sensie teologicznym, ale praktycznym. Bojownicy religijni straszą tym, co inne i nieznane, nie oferując nic w zamian.

 

Jednocześnie odwrót od cielesno-duchowego dualizmu widać na wielu polach. Psychoterapia zwraca uwagę, że doświadczenia, w tym traumy zapisują się w ciele, które w podobnych okolicznościach reaguje tak jak w sytuacji traumy z przeszłości. Techniki mindfulness relaksują między innymi przez uwagę skupioną na ciele. Osteopatia to coraz bardziej popularna forma fizjoterapii, która widzi człowieka jako psychofizyczną całość. Kontakt z własnym ciałem (lub jego brak) wzmacnia lub osłabia. Brak zaufania do swojego ciała odbiera pewność siebie. Z kolei słuchanie go daje siłę i uczy pokory wynikającą ze znajomości własnych ograniczeń.

 

Polski katolicyzm wspiera tylko dwie formy duchowo-cielesnego (w sensie wysiłku fizycznego) doświadczenia. Jedną są piesze pielgrzymki, które mają więcej wspólnego z umartwianiem, "wznoszeniem ducha ponad słabość ciała." Drugą (i jedyną pozytywną) są wyprawy w góry - jako rodzaj metafizycznego doświadczenia - oswojone dekady temu za sprawą Jana Pawła II. Trochę mało.

 

 

Katarzyna Nocuń - dziennikarka, redaktorka. Interesuje się polityką zagraniczną i reportażem

 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.36

Liczba głosów:

158

 

 

Komentarze użytkowników (52)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~blockajoana 17:39:40 | 2019-02-06
Warto tu jeszcze wspomnieć o odżywianiu, ostatnio coraz częściej mówi się o tym, że nasza kondycja zależy w dużej mierze od tego, co dzieje się w naszych jelitach. Dla mnie to arcy ciekawy temat, przyglądając się sobie w lustrze widzimy głowę, twarz, ręce, nogi, tułów, kolor skóry. Ale przecież to tylko zewnętrzna powłoka, cała wielka i doskonale stworzona fabryka mieści się pod tym wszystkim. Dzisiaj jest tak ogromny dostęp do fachowej literatury i to niekoniecznie tylko dla przyszłych lekarzy, że nic tylko brać i czytać, czytać i uczyć się o sobie. Jakim to się jest cudem, któremu często nieświadomie wyrządzamy krzywdę, a potem cierpimy. Posty, głodówki to czasem wspaniałe lekarstwo na wiele dolegliwości, dawniej kojarzone tylko z mnichami, teraz coraz częściej po nie sięgamy. Resetujemy komputery ale sobie samemu tez trzeba zafundować od czasu do czasu taki reset. Ciało i umysł odżywa, wspaniale się oczyszcza, regeneruje itd. Nie da się rozwijać duchowo zaniedbując ciało.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Paweł Kaźmierczak 10:26:17 | 2019-02-05
Istnieją różne, mniej lub bardziej udane, katolickie próby odpowiedzi na popularność jogi, dążące do integracji sfery cielesnej i duchowej poprzez połączenie chrześcijańskiej modlitwy z ćwiczeniami fizycznymi. W internecie można znaleźć instruktażowe filmy na ten temat. Mi osobiście podoba się pietrafitness.com, ciekawe (ale dość drogie) wydaje się soulcore.com, nie mogłem z kolei przekonać się do Rosary Workout na YouTube.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

pokutny_wor 21:09:34 | 2019-02-02
A cóż za kolejny przykry artykuł, czemu ktoś w ogóle pisze takie rzeczy, pierwsze zdanie jest absurdalne "Chrześcijaństwo zapomniało o ciele nie w sensie teologicznym, ale praktycznym", czyje chrześcijanstwo zapomniało? Kto to zmierzył, kto to zbadał i w jaki sposób, ja jestem chrześcijaninem, a dbam o ciało z należytym szacunkiem i nikt nigdy w szkole na katechezie, tym bardziej w kościele nie zniechęcał mnie do mycia zębów i sportu, czy zdrowego odżywiania. Przykro czytać deon widząc, że twórcy żyją w innym wyimaginowanym świecie.

Oceń 46 53 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

T7HRR 15:46:59 | 2019-02-01
No cóż.
Dusza-rozum-ciało. To taki skrócony, uproszczony, opis człowieka.

Rozum(wiedza) i ciało mają służyć rozwojowi duszy.
Zarówno wiedza jak i sprawność fizyczna, dobrze wykorzystane, pozwalają bardzie pomagać innym i poznawać Boga.

Uczenie się matematyki jest tym samym tak samo dobre jak zajęcia WF - nie są celem samym w sobie.

Na marginesie:
Yoga generalnie ma doprowadzić do wyzwolenia z ciała i rozpłynięcia się w niebycie.

Oceń 16 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

yogitea 12:30:59 | 2019-02-01
Mnie się wydaje, że w dzisiejszej dobie wszelki egocentryzm zmierza do swojego apogeum, mamy byc zdrowi, asertywni, wysportowani, bożymi liderami i świętymi (oczywiście na miarę tego, na ile możemy żeby się za bardzo nie przesilić, po przeciez mamy kochać bliźniego swego - ale najpierw siebie), ja się tego trochę boję. Natomiast tu wypowiem się jako kobieta, skuszę się na ten ekschibicjonizm - kiedy ćwiczę wybrane pozycje jogi, bóle menstruacyjne znikają! :) Ha ha ha, także ja bym tam jogi, która jest też piękną inspiracją w ogóle - nie zabraniała (ale nawet joga mówi, że ćwiczenia to jest element a generalnie chodzi po postawę satwy jesli dobrze pamiętam, życzliwą i dobrą dla innych i nie tylko ludzi). Pozdrawiam... :)

Oceń 5 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Fix 10:06:57 | 2019-02-01
Droga Autorko, nie jest tak źle - oprócz pozytywnych wypraw w góry mamy też KAJAKI! :) 

Oceń 7 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Jacek Rozpędowski 22:18:39 | 2019-01-31
I znowu bardzo dziwna grafika ilustrującą artykuł, jakaś Pani w pozie a la nagi instynkt, próbuje zasłonić nogami swoją kobiecość... przed kim? Przed szturmującym samcem? A kto jest autorka artykułu? oczywiście kobieta! I znowu kobiece fantazje biorą górę nad rozumem. Psze Pani, a dlaczego to męski biceps nie jest ilustracją tego artykułu? Albo spocony mężczyzna dźwigający ciężary? Igra pani z seksualnością młodzież gimnazjalnej czytującej deon.pl. Ostatnio znajoma katechetka mówiła mi, że młodzi z jej klasy aż buzują kiedy sobie wejdą na deon, tu leginsiki, tam kolanko, a jeszcze gdzie indziej zuzka radzik pisząca o męczennicach, kobiecych piersiach i damsko-męskich zapasach, feromony unoszą się w powietrzu. A kto potem pierze bieliznę tej młodzieży? Ano matki! czyli namiętności wywołują kobiety i kobiety później ponoszą konsekwencję. To jak z jabłkiem w ogrodzie Eden czyli w sumie po staremu, nihil novi sub sole

Proszę nie wymyślać koła na nowo.

Oceń 36 46 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Stanibor 12:37:54 | 2019-01-31
Skąd się bierze niechęć do ciała, cielesności, nie tylko seksualności, ale i całej fizyczności? Z wpajanych postaw, skojarzeń, zachowań, przekonań. Wśród wielu wierzących pokutuje błędna, nieomal gnostyczna wizja czlowieka jako duszy uwięzionej w brudnym, złym, nieczystym, grzesznym ciele, jak czysta woda w szpetnym wazonie wyparowująca w chwili śmierci.

W ciągu 2 tysięcy lat w historii było wielu zasłużonych dla Kościoła tłumaczy, filozofów, władców, którzy jednocześnie byli wzgardzicielami ludzkiego ciała, na ogół dodatkowo byli to mężczyźni z problemami w relacjach z kobietami.

Zaczęło się od sfery seksualnej, ale potem podejrzliwość przeniosła się na całą cielesność i krytykę wszelkiej namiętności, zmysłowości, a także troski o ciało.

Może teraz brzmi to egzotycznie, ale nie tak dawno religijnie ludzie miewali skrupuły i poczucie winy w związku przyjemnością  podrapania się czy masażu i zamartiwali się czy dokładność w higienie intymnej albo używaniu ówczesnych zamienników dzisiejszych kosmetykó to już grzech nonszalancji.

Oceń 16 50 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook