"Last Christmas" nie musi okradać katolików ze Świąt

Magdalena Jóźwik
(fot. shutterstock.com)

Wbrew pozorom chwyty reklamowe, które słyszymy, nie pozbawione są racji i można znaleźć w nich chrześcijańskie przesłanie. Są tylko niestety jak góra lodowa - widzimy wierzchołek, a w związku z tym nie jest oczywiste, jaka pod jej powierzchnią kryje się głębia.
 

W Polsce na szczęście mamy uroczystość Wszystkich Świętych, Dzień Zaduszny, w tym roku jeszcze w wyjątkowy sposób świętowaliśmy 100-lecie odzyskania niepodległości, w związku z tym świąteczny wystrój tak na dobre zagościł w sklepach dopiero pod koniec listopada. Właściwie chwilę przed Adwentem - oczywiście przedsmaki były już gdzieniegdzie wcześniej. Ale zagościł jak zwykle z impetem - propozycji prezentów, ogromnej ilości specjalnych świątecznych słodyczy, różnorakich dekoracji nie brakuje. Nawet w sklepach odzieżowych co rusz to specjalna okazja, a to w związku z 6 grudnia, a to z powodu końcoworocznej wyprzedaży, a przecież w te WYJĄTKOWE ŚWIĘTA trzeba się również w coś ubrać. Właściwie wszystko, co tylko jest na sklepowych półkach, próbuje się przez cały grudzień, przy naprzemiennych dźwiękach "Last Christmas" oraz "Jingle bells", uczynić niezbędnymi artykułami, bez których nie sposób… poczuć magii tych Świąt.

 

Zapewne nie brakuje zwolenników tego przedświątecznego rozgardiaszu i wyjątkowej atmosfery w Święta. Chcą oni ze wszystkich sił uczynić ten czas wyjątkowym, jedynym, trochę, by wrócić do wspomnień z dzieciństwa, trochę dla odreagowania codzienności, która często przytłacza i stresuje. A być może również najzwyczajniej, dla zmysłowo-emocjonalnych doznań, bo te zapachy, te dźwięki, ta piękna choinka, ten nastrój, te wzruszenia dają takie błogie, przyjemne uczucie, stajemy się jacyś inni i mamy nadzieję, że lepsi.

 

Nie brakuje również przeciwników, którzy uważają, że przedświąteczna gorączka zakupów, przygotowań to po prostu komercjalizowanie Świąt, namawianie do konsumpcjonizmu, a przecież nie o to chodzi w chrześcijańskim świętowaniu. Przepych i bogactwo naszych stołów, lodówek, brak miejsca pod choinką od dostatku prezentów wręcz wypaczają ubóstwo i prostotę narodzenia Jezusa, o solidaryzowaniu się z uboższymi i cierpiącymi w niedalekim od nas świecie nie wspominając. Od tego świątecznego rozgardiaszu gubi się istota, sens, chrześcijańskie znaczenie świętowania.

 

Kto ma rację? Jak znaleźć sens tego wszystkiego, co robimy przed Świętami "na Święta"?

 

Wbrew pozorom chwyty reklamowe, które słyszymy, nie pozbawione są racji i można znaleźć w nich chrześcijańskie przesłanie. Są tylko niestety jak góra lodowa - widzimy wierzchołek, a w związku z tym nie jest oczywiste, jaka pod jej powierzchnią kryje się głębia.

 

Przesłanie pierwsze: życzenia, wyrażane w różny sposób nadzieje, że w te święta staniemy się lepsi, będziemy dobrzy dla siebie nawzajem, a to wszystko sprawi w nas magia Świąt. Z chrześcijańskiego punktu widzenia, tak, dokładnie o to chodzi! Boże Narodzenie, czyli to, że Bóg stał się człowiekiem, jest właśnie po to, byśmy z grzeszników stali się dziećmi Bożymi, co stanowi zdecydowaną zmianę w jakości życia i to właśnie na lepsze! Problem tylko polega na tym, że nie żadna magia Świąt to sprawia, ale Bóg to dla nas zrobił, stał się człowiekiem dla nas i dla naszego zbawienia. Życzenia, które sobie nawzajem składamy, swój najgłębszy sens mają wręcz ewangelizacyjny - przyjmij Boże zbawienie w swoim życiu, a wtedy i radość, i szczęście, i pokój, a w wielu wypadkach pewnie i zdrowie będziesz mieć! Jeśli życzymy sobie nawzajem i sami chcemy, by w końcu w te Święta coś się w nas zmieniło, to pytanie, które sobie warto zadać, jest następujące: czy pozwalam Bogu, by mnie zmieniał?

 

Przesłanie drugie: prezenty, dajemy je bliskim, nie tylko dzieciom, obdarowujemy też znajomych, chcemy dać innym coś wyjątkowego. Właściwie dlaczego to robimy? Co tym chcemy wyrazić? Chyba w większości zgodzimy się co do tego, że prezent jest symbolem miłości, obdarowujemy tych, których kochamy, by im okazać, jak są dla nas ważni. Te drobiazgi jednak mogą mieć również głęboko chrześcijańskie znacznie, otóż mogą nam przypominać, że właśnie o to chodzi, by całe nasz życie stawało się dawaniem siebie. Bóg się rodzi właśnie po to, by wyciągnąć nas z czterech ścian naszego egoizmu, lęku przed stratą, przyjmując Go, serce zaczyna się otwierać na innych, nawet nieznanych. Stąd w okresie okołobożonarodzeniowym nie brakuje także różnych inicjatyw charytatywnych, kiedy jesteśmy zapraszani, by podzielić się tym, co mamy, z tymi, którzy często mają zdecydowanie mniej niż my. Okazuje się, że najwięcej można zyskać, dając za darmo. Jak różnorodne są pakunki pod choinką od skarpetek, po książki, perfumy, najnowsze klocki lego czy gry komputerowe, dokładnie tak wiele różnorodnych jest sytuacji, w których okazuje się, czy umiemy kochać drugiego, czy umiemy zrezygnować z siebie, zamiast brać dawać, nie szukać swojej wygody. Ostatecznie to pytanie o wezwanie płynące z Ewangelii: Czy potrafimy oddać swoje życie za drugiego?

 

Przesłanie trzecie: to rodzinne święta, w gronie bliskich, wśród tych, którzy są dla nas ważni. Rodzinność jest chyba jedną z ważniejszych cech kojarzonych z Bożym Narodzeniem. W pewnym sensie nie brakuje w tym paradoksu, bo jak często najtrudniej nam właśnie z tymi, których mamy najbliżej? Bóg stworzył z nas rodzinę swoich dzieci. Syn stał się człowiekiem, doświadczył jak nasz brat normalności ludzkiego życia, aż w końcu swoją męką i zmartwychwstaniem pojednał nas z Ojcem. Tak, teraz dzięki Niemu możemy nazywać się dziećmi Bożymi, a dla siebie nawzajem być braćmi, a nie wrogami. Gdy w Bogu mamy swojego Ojca, Jego miłość sprawia, że potrafimy być rodziną, bo przyjmując Jego pojednanie, Jego przebaczenie, stajemy się zdolni, by innym wybaczać i widzieć w drugim brata. Nasza polska tradycja zostawiania jednego pustego miejsca przy wigilijnym stole z jednej strony ma nam przypominać o gościnności, o przyjmowaniu tych, którzy są w potrzebie, którzy dziś jak kiedyś Święta Rodzina szukają schronienia. Z drugiej strony, właśnie przy stole w domu gromadzi się rodzina i gdy zostawiamy wolne miejsce z pełną świadomością, że ktoś faktycznie może je zająć, to w pewnym sensie okazuje się, na ile braterstwo, które Chrystus chce dawać, staje się już naszym udziałem. A może zostawiamy wolne miejsce, mając nadzieję, że jak zwykle zostanie puste i nikt nie zakłóci nam świętowania?

 

Przesłanie czwarte: to wyjątkowy czas, jedyny taki dzień w roku. Właściwie wszystko od 1 do 24 grudnia dzieje się właśnie po to, by ten czas stał się wyjątkowy, inny niż reszta roku. Jest w tym trochę racji. Czas, kiedy Bóg stał się człowiekiem, św. Paweł w Liście do Galatów nazywa "pełnią czasu", z kolei List do Hebrajczyków przypomina, że czas, w którym Bóg mówi do nas przez swego Syna, to dni ostateczne. Dlaczego? Ponieważ w Chrystusie Bóg objawił nam się w sposób ostateczny, w Nim powiedział nam o sobie wszystko, co chciał dla naszego zbawienia. Co było przed, zmierzało do Wcielenia, co stało się po, ma Chrystusa jako punkt orientacyjny. Poza tym zbawienie w Nim już się dla nas dokonało, umarł i zmartwychwstał i już więcej nie umiera, raz na zawsze pokonał śmierć i przeprowadził przez nią i nasze człowieczeństwo.

 

Tak, czas Wcielenia Syna Bożego jest wyjątkowym czasem dla ludzkości. A dlaczego co roku wspominamy Narodzenie Chrystusa? Trochę dlatego, że z naszą pamięcią jest krucho - łatwo nam zapominać o tym, co Bóg dla nas zrobił. Jednak tak naprawdę Kościół rozpoznał w świętowaniu możliwość głębszego przeżywania i przyswajania tajemnic naszej wiary. I o to właśnie chodzi w tym wyjątkowym, jedynym czasie Świąt - kolejny raz popatrzeć na Dzieciątko, rozpoznać w Nim Boga, zachwycić się tym, jak bardzo nas kocha, skoro chciał się stać taki mały, i znów zapragnąć, by być z Nim bliżej.

 

 

Magdalena Jóźwik - doktor teologii dogmatycznej, od ponad roku pracuje w Archidiecezjalnym Centrum Formacji Pastoralnej oraz współtworzy Szkołę Katechetów Parafialnych w Katowicach. Wcześniej przez 5 lat pracowała w sekretariacie II Synodu Archidiecezji Katowickiej

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.38

Liczba głosów:

26

 

 

Komentarze użytkowników (5)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Sofia Kowalik 15:08:07 | 2018-12-19
1-24 XII to czas wyjątkowy, zgadzam się! Galerie i wszelkiej maści sklepy pękają w szwach ... teraz święta to przede wszystkim konsumpcja, firmy mają grudniowe obroty,  z których żyją potem przez większość roku

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

saska.kempka 22:36:33 | 2018-12-16
A czy jakieś religijne wytłumaczenie black friday Pani znajdzie? Albo wyprzedaży noworocznych, wakacyjnych obiżek cen...

Marketingowcy zrobią wszystko żeby zarobić. I póki opłaca im się używać świątecznych symboli i sloganów, doputy będziemy zaarzucani wizerunkami grubego krasnala w czerwonym kubraku. Zejdźcie na ziemię marzyciele.

Oceń 4 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

no_name 22:01:21 | 2018-12-15
Pięknie napisane i niosace naprawdę ewangeliczne przesłanie. :-)
Kochać to zawsze dawać z siebie i siebie, nie oczekując odwzajemnienia. Nie brać, tylko dawać.
Po to się narodził nasz Zbawiciel, On nas tego nauczył.

Błogosławionych Świąt Narodzenia Pańskiego dla Pani, Redakcji, oraz Wszystkich Czytelników. :-)

Oceń 10 14 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Ann. 13:31:49 | 2018-12-15
Oczywiście, ze tak. Bardzo dobrze, że istnieje cała ta oprawa świąteczna, ktora tworzy atmosferę. Ważne tylko, by na tym nie poprzestać, by to był dodatek do wiary, a nie  odwrotnie.
Ale wcale nie byłoby dobrze, gdyby sklepy i cała przestrzen publiczna były obojętne, gdyby znaki świąt były zakazane, jak próbowano to zrobić w niektórych krajach. 

Oceń 15 8 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook