Co dalej ze sprawą ks. Jankowskiego?

Tomasz Krzyżak
(fot. twitter.com / shutterstock.com)

Trzeba tylko chcieć i wykazać minimum zainteresowania. A tego nie widać. Jest wyłącznie deklaracja i oczekiwanie. A gdyby tak odrzucić na bok wszelkie uprzedzenia i naprawdę zadbać o "dobro Kościoła"?

 

"Archidiecezja Gdańska wyraża gotowość podjęcia próby rzeczowego i zgodnego z prawdą zbadania wszystkich możliwych aspektów tej sprawy…" - tak po kilku dniach zwłoki kuria archidiecezji gdańskiej odniosła się do zarzutów kierowanych pod adresem nieżyjącego ks. Henryka Jankowskiego. Podkreśliła przy tym, że między 2008 a 2018 rokiem nie wpłynęły do niej "żadne doniesienia potwierdzające zarzuty podnoszone w mediach".

 

Można byłoby odetchnąć z ulgą gdyby nie to, że z oświadczenia niewiele wynika, a sama gotowość podjęcia próby to za mało. Głosy wzywające abp. Sławoja Leszka Głódzia do wyjaśnienia zarzutów wobec prałata Jankowskiego pojawiają się z różnych stron. Apeluje o to prezydent Gdańska i wielu mieszkańców miasta. Apelują świeccy publicyści, apelują księża (choćby na łamach deon.pl ks. Artur Stopka), apeluje o. Adam Żak - koordynator episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży. Ojciec Żak zwrócił przy tym uwagę na zapis obowiązujących w polskim Kościele wytycznych, które dotyczą postępowania w przypadku oskarżenia kapłana o molestowanie. Jest w nich zapis, że jeśli zgłoszenie dotyczy osoby zmarłej, to proces wyjaśniający można rozpocząć, by wyjaśnić sprawę "dla dobra Kościoła". A zatem furtka istnieje.

 

Gdańska kuria w swoim komunikacie również o niej wspomina, ale jednocześnie podkreśla, że żadnych zgłoszeń w ciągu dziesięciu lat nie było. W podobnym tonie w sobotę wypowiedział się też ks. Krzysztof Szerszeń, delegat ds. ochrony dzieci i młodzieży przy metropolicie gdańskim. Komunikat i słowa delegata można odczytywać wprost: "nie zajmiemy się sprawą na podstawie doniesień medialnych", a skoro "nikt się do nas nie zgłasza, to znaczy że nie ma sprawy". Otóż jest. Problem tkwi jednak w podejściu do tematu.

 

Kilka tygodni temu, przy okazji premiery filmu "Kler", grający w nim jedną z głównych ról Arkadiusz Jakubik publicznie opowiedział historię swojego kolegi, który miał być molestowany przez księdza ze Strzelec Opolskich. Biskup Andrzej Czaja (ordynariusz opolski) nie czekał jednak na oficjalne zgłoszenie i natychmiast podjął działania. Napisano maila do aktora, a ten chociaż na niego nie odpowiedział, skłonił rodzinę do tego, by się do kurii zgłosiła i opowiedziała całą historię. Temat zbadano, powiadomiono organa ścigania oraz jedną z niemieckich diecezji, na terenie której ów ksiądz dziś pracuje. Kapłan został zawieszony w pełnieniu posługi, sprawa trafiła też do Watykanu.

 

W Gdańsku mamy na razie deklarację zbadania sprawy, ale czy podjęto próbę skontaktowania się z ofiarami ks. Jankowskiego, które zdecydowały się na przerwanie milczenia? Przecież znane są ich personalia, wiadomo gdzie mieszkają. Autorzy publikacji prasowych mają do nich kontakt i z pewnością udostępniłyby go odpowiednim instytucjom kościelnym. Trzeba tylko chcieć i wykazać minimum zainteresowania. A tego nie widać. Jest wyłącznie deklaracja i oczekiwanie. A gdyby tak odrzucić na bok wszelkie uprzedzenia i naprawdę zadbać o "dobro Kościoła"?

 

Parę lat temu Kościołem powszechnym wstrząsnął skandal ks. Marciala Maciela - szanowanego założyciela Legionistów Chrystusa. Przez lata wiele osób wiedziało o jego podwójnym i niemoralnym życiu. Przez lata to ukrywano. Do rezygnacji zmuszono go pod koniec życia. Dopiero dwa lata po jego śmierci Watykan oficjalnie przyznał, że "najcięższe i obiektywnie niemoralne zachowania ojca Maciela, potwierdzone przez niepodważalne świadectwa, jawią się niekiedy jako prawdziwe przestępstwa i ukazują życie, pozbawione skrupułów i autentycznych uczuć religijnych".

 

Jakże dużo podobieństw jest w obu tych sprawach. W tej drugiej na szczęście wykazano się determinacją i troską o Kościół. Czy i tak samo będzie w tej naszej, polskiej? Pierwsze reakcje nie napawają nadzieją, ale przecież ona umiera ostatnia…

 

Tomasz Krzyżak - autor jest dziennikarzem, kierownikiem działu krajowego "Rzeczpospolitej". W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.36

Liczba głosów:

322

 

 

Komentarze użytkowników (36)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Sofia Kowalik 12:06:50 | 2018-12-13
Uważam, że jest gorsze zachowanie niż Jankowskiego (jego uznaję jako chorego psychicznie, którego należało odseparować od społeczeństwa). To osoby odwracające wzrok na cudzą krzywdę oraz wierni wyznawcy broniący postaci do końca, bez wspólczucia dla ofiar. Bo oni to robią świadomie, pewnie z różnych pobudek. 

Oceń 13 27 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

WDR . 01:24:15 | 2018-12-13
Ks.Piórkowski "Nie pierwszy, nie ostatni raz. Dlaczego? Bo artykuły z "GW" są odbierane jako atak wrogich mediów i nieprzyjaciół Kościoła. Więc wtedy należy reagować tylko tyle, ile się musi."

Naciągana teza przecząca rzeczywistości (delikatnie mówiąc).

Głosy osób, które od lat 90-tych mówią/proszą/żądają oczyszczenia Kościoła trafiały w próżnie, a często te osoby nazywane były oszołomami. Dopiero jak Wyborcza coś napiszę to zaczyna się jakiś ruch: czasami pozorowany innym razem nie.

Pytam dlaczego tak jest? Dlaczego "swój" traktowany jest z buta, a hierarchowie interesują się sprawą dopiero jak Czerska podejmie temat?

Oceń 22 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Ewa_Z 20:41:08 | 2018-12-11
Jak widać po przykładzie sprawy ks. Jankowskiego Kościół nie jest zdolny zając się tak poważymi wykroczeniami duchownych. Nic dziwnego że nikt nie chce informować instytucji kościelnych o takich przypadkach. Tylko te nagłośnione publicznie mają szansę na rozwiązanie. Przykład bp. Czaji jest tu wyjątkiem a powinien być regułą.

Co dalej? Dalej czeka na wyjaśnienie sprawa abp. Paetza. Kościół przed nią nie ucieknie.

Oceń 25 106 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

BUKA 13:32:23 | 2018-12-11
„To prawda, że my, biskupi wszyscy jesteśmy grzesznikami. Wielki Oskarżyciel próbuje ujawnić grzechy, aby było je widać, aby zgorszyć lud. Wielki Oskarżyciel który, jak sam mówi Bogu w pierwszym rozdziale Księgi Hioba, przemierza świat, szukając jakby oskarżać. Siłą biskupa wobec Wielkiego Oskarżyciela jest modlitwa. Zarówno modlitwa Jezusa za niego jak i jego własna. Siłą biskupa jest pokora i poczucie się wybranym oraz trwanie blisko ludu Bożego, nie dążąc do życia arystokratycznego, które odbiera to namaszczenie. Módlmy się dzisiaj za naszych biskupów: za mnie, za tych, którzy są tutaj z przodu i za wszystkich biskupów świata” – Ojciec Święty Franciszek, prosze o tym pamiętać!

Oceń 2224 222 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

adagan 13:26:44 | 2018-12-11
Czyżby kolejne dno się odsłaniało w tej sprawie? Trudno zarzucać społeczeństwu złą wolę, że oczekuje od szefa diecezji Sławoja Głódzia rzetelnego wyjaśnienia i zajęcia stanowiska. Nikt po śmierci nie będzie karał ewentualnego sprawcę. Chodzi o przywrócenie szacunku dla godności osób pokrzywdzonych. Chodzi o prawdę, o którą powinno też chodzić kierującym diecezją. Każdym teraz zachowaniem dobitniej dajecie świadectwo o sobie. 

Oceń 26 47 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lleszek 13:06:20 | 2018-12-11
Mam wrażenie, że jesli chodzi o pedofilię to Kościoł w Polsce jest na etapie Kościoła w USA w latach 1990-ych, to znaczy dowiaduje się, albo udaje że się dowiaduje, o problemie z publikacji prasowych. Wyraźnie czeka na rok 2002, gdy ukazał się klasyczny cykl w Boston Globe, czyli na bombę, która zdewastowała Kościół w USA i nie tylko.
Regularnie słucham w BBC 4 "Sunday", czyli audycji poświęconej sprawom kościelnym i religijnym. BBC sympatyzuje z lewicą, redaktorzy w Sunday są ludźmi odległymi od Kościoła katolickiego. Tematy pedofilii się często pojawiają, ale nigdy sobie nie przypominam, żeby rozmówcy reprezentujący Kościoł, także biskupi, kiedykolwiek powiedzieli cokolwiek w stylu "nic nie wiemy, bo do naszej kancelarii żadne pismo nie wpłynęło". Ściśle rzecz biorąc, mówiąc w ten sposób, by się sami podłożyli. 
Widać, że blisko 30 lat skandalu pedofilskiego w Kościele, w Polsce nikogo niczego nie nauczyło. Nawet jeśli chodzi o rozumienie problemu, to kościelnych hierarchów dzielą lata świetlne.
Może rzeczywiście dopiero mocne uderzenie w kieszeń, czyli konieczność zapłacenia milionowych odszkodować będzie prysznicem który przyniesie otrzeźwienie.

Oceń 27 135 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Dariusz Piórkowski SJ 11:41:49 | 2018-12-11
A najciekawsza jest tutaj zawsze ta wojna na gwiazdki i punkty. To znaczy, im niżej, tym lepiej:) Tekst utrafia w sedno.

Oceń 23 93 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Szczelka 11:06:24 | 2018-12-11
Myślę, że zbadanie tej sprawy aż do ostatecznego stwierdzenia, czy ksiądz Jankowski był winny stawianym mu zarzutom, czy też był niewinny, jest niezmiernie istotne dla sytuacji KK w Polsce. Chodzi o to, że księdza Jankowskiego kojarzy każdy Polak w wieku 35 plus. To nie jest ksiądz znany tylko swoim parafianom, albo choćby i biskup, ale działający na misjach setki kilometrów stąd. Zbadanie tej sprawy nie można zlecić Watykanowi ani Honolulu. To, że tak powiem, sprawa polska, a ze względu na znaczenie księdza, jego popularność, szeroki krąg osób, które miały z nim kontakt - sprawa gruba, mogąca ujawnić wiele nieprawidłowości w Kościele, ale i szereg naszych "polskich" grzechów głównych. Okazja do zweryfikowania pewnych poglądów, a nawet odarcia się z mitów. Że np. katolik to nie może robić niczego złego; że ktoś kto czynił dobro innym na pewno nie czyni równolegle/potem/wcześniej zła; że ludzie dzielą się na dobrych i złych (słyszałam nawet kiedyś takie kazanie :-)); itp., itd. To wszystko brzmi śmiesznie, gdy się o tym czyta w komentarzu, ale powiedzmy sobie szczerze, jak często my, chrześcijanie, wpadamy w grzech łatwego oceniania, szarżowania opiniami, szufladkowania ludzi? No i skąd u nas taka łatwość w ustalaniu, kto jest bohaterem narodowym i komu należy się pomnik czy sarkofag na Wawelu...?

Oceń 21 59 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Dariusz Piórkowski SJ 09:54:56 | 2018-12-11
Panie Tomaszu, w sprawie będzie się "coś" robiło dopóki media będą o tym gadać. Ale to tylko będzie zasłona dymna, ruchy pozorowane. Nie pierwszy, nie ostatni raz. Dlaczego? Bo artykuły z "GW" są odbierane jako atak wrogich mediów i nieprzyjaciół Kościoła. Więc wtedy należy reagować tylko tyle, ile się musi. 

Problem w tym, że tu brakuje rozeznania. Zapominamy, że w Biblii Bóg działa często przez pogan i wrogów wiary, by coś powiedzieć tym, którzy wierzą. Gdy św. Paweł bał się w Koryncie o sobie, Bóg powiedział mu, żeby się nie bał, ponieważ "mam tutaj swoich ludzi". Tymi ludźmi okazali sie... Rzymianie, a dokładnie Gallio, który uratował Pawła. 

Mnie się wydaje, że to właśnie jest porażka rozeznania, gdy Kościół sam z siebie nie potrafi rozwiązać takich spraw. Dlatego Bóg posługuje sie mediami. A jak ma inaczej dotrzeć, skoro inne drogi nie skutkują? Ja sam zaczynam się obawiać, czy mnie kiedyś na sądzie Bóg nie zapyta o to, czy nie zlekceważyłem głosu "wrogów", przez których Bóg przemawia. U św. Jana też czytamy, że uczeni w Piśmie byli skonfundowani. Czy Bóg może uzdrawiać przez opętanego, za jakiego uznali Jezusa? Przecież oni kierowali się dobrą wolą i bronili wiary. A jednak sie pomylili.

Oceń 38 254 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?