Trucizna, która niszczy Kościół

Anne-Marie Pelletier
(fot. shutterstock.com)

Jesteśmy świadkami ogromnego trzęsienia ziemi, po którym możemy oczekiwać podobnych reakcji jak te, które pojawiły się w Irlandii.

 

Tym razem Kościół ryzykuje utratę wiarygodności na ogromną skalę sprawiając jednocześnie, że sztandar Ewangelii podnoszony przez niezliczonych chrześcijan zaangażowanych w podstawowe dzieła miłosierdzia, mediacji i humanizacji na całym świecie staje się niewidoczny. Jednak kwestia obecnie poddawana dyskusji nie sprowadza się tylko do dewiacji seksualnych w szeregach katolickiego kleru. To sama instytucja Kościoła objawia swoje braki i pokazuje, że zbacza z wyznaczonego kursu.

 

Takiego ducha szczerości odnajdujemy w liście, który papież Franciszek skierował ostatnio Do Ludu Bożego. List ten nie rezygnuje z objawiania jasności Bożego Słowa. Papież raczej potwierdza w nim punkt widzenia, który przedstawił wcześniej w adhortacji apostolskiej Gaudete et exsultate. W tekście Franciszek przywoływał fundamentalną prawdę uporczywie umniejszaną, pomimo tego, co zapisano w Konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen Gentium. Chodzi o prawdę współistotnego z chrztem wezwania do świętości - wezwania do świętości uniwersalnej, dotyczącej każdego powołania i sięgającej ponad różnorodne hierarchiczne wyróżnienia, które narosły w ciągu historii.

 

Wyrażenie "Lud Boży", często postrzegane z podejrzliwością po tym, jak powróciło w tekstach soborowych, teraz na nowo odzyskuje znaczenie i staje się przynagleniem.

 

Właśnie co do tej rzeczywistości teologicznej papież Franciszek nie ma wątpliwości, że powinna być dzisiaj pilnie przywrócona. To ta rzeczywistość stanowi antidotum na truciznę klerykalizmu, który odpowiada za bezprawne nadużycia władzy w Kościele.

 

Ta diagnoza, która wskazuje na źródła dzisiejszych tragedii - na odpowiedzialność skrzywionego organu władzy w przeważająco męskiej instytucji kościelnej - prowadzi do postrzegania kobiet obecnych w sercu Ludu Bożego jako tych, których w pierwszej kolejności dotyczy wezwanie papieża do reakcji.

 

To kobiety jako pierwsze odkrywają, czym jest wykorzystywanie kościelnej władzy. Bez względu na to, czy są osobami konsekrowanymi czy nie, zbyt dobrze znają skupiony na nich wyniosły, protekcjonalny i pogardliwy wzrok oraz posłuszeństwo narzucone im przez mężczyzn, którzy zazdrośnie zatrzymują dla siebie prestiż wiedzy i władzę decyzyjną.

 

To rzeczywistość, której kobiety doświadczają każdego dnia. Jest to doświadczenie potwierdzające zbiorową pamięć słowa, które przejęło kontrolę nad sumieniami i ciałami kobiet oraz które zawsze woli wypowiadać się zamiast nich niż ich słuchać.

 

Oczywiście, na marginesie tego zjawiska znajdują się także kobiety, które są przygotowane do zaadoptowania klerykalnego podejścia. Oczywiście, w niektórych wspólnotach żyją kobiety o usposobieniu drapieżników, są gotowe niszczyć ludzkie życie dokładnie tak, jak robią to zaburzeni mężczyźni.

 

Jednak w większości przypadków kobiety podejmują inną relację z władzą. Pewien kobiecy sposób pojmowania wolności wyzwala je z tej obsesji władzy, która dręczy tak wielu mężczyzn. Kobiety mają przydatną zdolność traktowania z przymrużeniem oka męskiej gry tytułów, zaszczytów i kolorów nakryć głowy w kościelnej instytucji. W swoich powołaniach i nieoczekiwanych zdarzeniach są generalnie bardziej zainteresowane odkrywaniem niespodzianek życia niż tworzeniem planów kariery. A także od początku Ewangelii bez przesadnego afiszowania się z tym faktem podążały za Jezusem w wolności i z bezwarunkowym przywiązaniem.

 

Wszystko to czyni z obecności kobiet warunek konieczny w dzisiejszych okolicznościach, w których Kościół musi na nowo odkryć prawdziwie ewangeliczne rozumienie władzy jako służby. Jest to jednak możliwe tylko pod dwoma warunkami: że w tradycyjnym, klerykalnym braku życzliwości kobietom poświęci się uwagę i namysł, których do tej pory im odmawiano, a także, że eklezjologia nie będzie więcej postrzegana, kreowana i praktykowana wyłącznie przez mężczyzn, którzy prawie zawsze są osobami duchownymi. A to dlatego, że nawet jeśli uznamy klerykalne pragnienie poznania Kościoła zgodnie z nauką Chrystusa za prawdziwe i tak nie uda się nam uniknąć filtru męskiej wizji nałożonej na eklezjologię przez osoby żyjące w celibacie i wychowane w idei prymatu posługi kapłańskiej, która legitymizuje w nich groźny przywilej posiadania specjalnych praw nad innymi.

 

Stąd pochodzi nagląca dziś potrzeba połączenia ze sobą różnych sposobów rozumienia Kościoła i włączenia w nie także tego rozumienia Kościoła, które mają kobiety - pojmowania bazującego na ich doświadczeniu ewangelicznego wezwania i ich wierności Chrystusowi.

 

Innymi słowy, eklezjologia musi być dziś formowana przez dwa głosy, łączyć ze sobą doświadczenie zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Tylko w ten sposób wprowadzanie zmian naprawdę okaże się możliwe, a instytucja Kościoła będzie zdolna uwolnić się od bycia reprezentowaną przez kapłaństwo, które w mniejszym lub większym stopniu wciąż hierarchicznie utrzymuje klerykalną tożsamość całego Kościoła. W ten sam sposób kapłaństwo ochrzczonych odnajdzie pełnię swojego istnienia oraz całkowitą realizację w sercu Kościoła. Także do całej swojej wielkości przywrócone zostanie kapłaństwo służebne - to, które służy życiu i świętości ochrzczonego ludu, jest przeżywane w skromności i oddanej wierności jako obraz Chrystusa, który "nie przyszedł, aby Mu służono, ale aby służyć".

 

Trzęsienie ziemi, które dzisiaj powoduje wstrząsy w całym Kościele, bez wątpienia musi doprowadzić do wprowadzenia radyklanych środków dyscypliny i wdrożenia odpowiednich metod prawnych.

 

Jednakże na dłuższą metę musi nastąpić także podstawowa rewizja poglądów w kwestii tego, jak Kościół rozumie sam siebie, a tym samym jak rozumie swój sposób zarządzania. Czy Kościół katolicki będzie miał odwagę przeprowadzić taką duchową rewolucję? Jego wiarygodność, a dokładniej jego przyszła twarz wobec świata w sposób oczywisty od tego zależy. Żadne ustępstwo, żadna niewierność nie może osłabić wierności Chrystusa wobec swojego Kościoła. Ale Kościół dzisiaj musi mieć odwagę do przełamywania swoich nawyków dotyczących władzy, które sprawiają, że traci grunt pod nogami.

 

Anne-Marie Pelletier - jest teolożką katolicką i biblistką. Papież Franciszek poprosił ją osobiście, by przygotowała tekst rozważań Drogi Krzyżowej na Wielki Piątek w 2017 roku. Tekst ukazał się pierwotnie w L'Osservatore Romano.
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.11

Liczba głosów:

522

 

 

Komentarze użytkowników (9)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

efka47 13:20:59 | 2018-12-05
Święte słowa. Męski, klerykalny Kościół tak się już skompromitował, że chyba gorzej być nie może. Nie taki był zamysł pierwotny. Apostołowie nie byli "księżmi", lecz zwykłymi, żonatymi, uczciwie pracującymi facetami. Św. Paweł wyrabiał namioty. Biskupi mieli być "mężami jednej żony". Celibatariusze byli marginalną grupką, mieszkającą na pustyni. W centrum Kościoła była rodzina, czyli "świeccy" mężczyźni i kobiety. Do tego trzeba wrócić, bo celibat nikomu nie służy, rozbudza tylko ponad miarę niezdrowe namiętności, chciwość, zachłanność, żądzę władzy.
Szokiem też była dla mnie wiadomość, że na ostatnim synodzie w głosowaniach brali udział księża i bracia zakonni, a przełożone generalne zakonów żeńskich nie miały prawa głosu. Na miłość Boską, to XXI wiek!!! Rozumiem, gdy kobiety nie umiały czytać i pisać. Ale dziś kobiety stanowią 70% studiujących na uniwersytetach! To fakt! Musi się coś zmienić, bo w Kościele kobiety też są większością. Widać to gołym okiem. Jak zaczną odchodzić, to dopiero będzie bieda.

Oceń 2 34 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

BUKA 14:18:56 | 2018-12-04
to wspaniale że deon promuje takie poglądy, poglądy konserwatywne nie powinny być obecne we współczesnej kulturze. Dialog nie polega na tym bysmy się kłócili. trzeba żeby ludzie wreszcie zrozumieli że czas zmian nadszedł. Chrystus założył KK 2000 lat temu i niestety jego nauczanie nie jest już aktualne. Zmieńmy wreszcie ten świat! odwagi, jezuici jak zawsze w awangardzie - brawo redakcja deona!

Oceń 12 14 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Marco 18:05:34 | 2018-12-01
W kółko to samo... Kobiety są lepsze od mężczyzn i lepiej rządziłyby Kościołem. To, że Chrystus wybrał na przywódców Kościoła samych mężczyzn nie ma dla pań kato-feministek żadnego znaczenia. Ideologia feministyczna stoi w ich hierarchii ponad Ewangelią. Ostatecznie mogą pozostać katoliczkami pod warunkiem, że nauczanie Kościoła będzie zgodne z feminizmem. To jest dla nich kryterium jego słuszności.
I ta niepomierna pycha. Podstawą tych wszystkich twierdzeń jest zawsze własny rozumek. Nie teksty soborów powszechnych czy uznanych doktorów. Zawsze własne rozeznanie.

Ja, ja, ja! Ja wiem najlepiej! Sama wymyśliłam jak „powinno być”.

Oceń 217 21 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

nk 14:48:18 | 2018-12-01
"To kobiety jako pierwsze odkrywają, czym jest wykorzystywanie kościelnej władzy. Bez względu na to, czy są osobami konsekrowanymi czy nie, zbyt dobrze znają skupiony na nich wyniosły, protekcjonalny i pogardliwy wzrok oraz posłuszeństwo narzucone im przez mężczyzn, którzy zazdrośnie zatrzymują dla siebie prestiż wiedzy i władzę decyzyjną." Ach ten Chrystus, nie ustanowił żadnej biskupem!!!! Niech teraz publiczne przeprosi !!!!  Ja jestem męszczyzną i wcale nie mam wrażenia, że mam jakąś władzę nad kobietami. Ale że reforma Kościoła ma coś wspólnego dzieleniem się władzą w Kościele to dla mnie przynajmniej śmieszne. Dla mnie reforma Kościoła polega na (moje) życie Ewangelią. Wszelka żądza władzy jest kontraproduktywna, niezależnie od płci.

Oceń 179 14 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook