Co ma wspólnego Dawid Podsiadło z sytuacją Kościoła w Polsce?

ks. Artur Stopka
(fot. Jacek Kołodziejski/Sony Music Poland [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], via Wikimedia Commons)

Znany wokalista młodego pokolenia, Dawid Podsiadło, promując w ostatnich dniach najnowszą, trzecią płytę, sporo mówi na temat swojego pochodzenia, tożsamości, kompleksów.

 

Opowiada o tym, jak w jego życiu nastąpiły wielkie zmiany, wyprowadził się z domu rodzinnego, trafił z prowincji do wielkiego miasta, stał się rozpoznawalny.

 

- To było zderzenie z nowym światem. I to okazało się dla mnie trochę przytłaczające - powiedział w jednym z wywiadów.

 

W innym zrelacjonował, jak zaskoczyło go, że nagle poczuł się w stolicy obco, a zdarzyło się to przy okazji wyboru ciuchów, gdy szedł na siłownię. Pomyślał: "Po co się przebieram, skoro i tak nie będę wyglądał na siłowni jak inni, bo nie strój decyduje o samopoczuciu?". Kompleks pojawił się znikąd, z przekonania, że i tak wszyscy wiedzą, skąd pochodzi i mogą na niego patrzeć z góry.

Coś jest na rzeczy. W końcu przybyszy z peryferii nazywa się w stolicy naszej Ojczyzny "słoikami". Nie jest łatwo odebrać to określenie pozytywnie. "Peryferie" też raczej mają niezbyt korzystne konotacje.

 

 

Tymczasem uznany włoski watykanista, Andrea Gagliarducci, autor m. in. bloga mondayvatican.com, w wywiadzie dla KAI umieścił Polskę na peryferiach Kościoła.

 

- Polska nie jest w centrum. Wiem, że to smutne, bo w Polsce jest więcej katolików niż na przykład we Francji. Ale większa część wschodnioeuropejskiej teologii, podobnie jak południowoamerykańskiej, jest zaczerpnięta z Europy Zachodniej. Nawet teologia wyzwolenia tak naprawdę wzięła się z Francji i z Niemiec, po czym została przeszczepiona do Ameryki Łacińskiej - wyjaśnił. Usytuował nas na tych peryferiach w kontekście trwającego w Watykanie XV Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów i to w zastanawiającym towarzystwie, mówiąc o biskupach z Europy Wschodniej, z Afryki i z Azji.

 

Sprawa na pierwszy rzut oka wygląda kłopotliwie, ale haczyk polega na tym, że Gagliarducci tę naszą peryferyjność umieszcza w kontekście Franciszkowego nastawienia i przedstawia jako wartość dodaną. Przypomina, że wszystkie synody za pontyfikatu Franciszka pokazują, iż nadzieja dla Kościoła przychodzi z jego peryferii, tak jak o tym mówi Papież. Stawia też kropkę na "i": "Papież Franciszek ma rację: to peryferie są dziś nadzieją Kościoła". Trzeba się więc nauczyć myślenia o naszej peryferyjności bez kompleksów. To wcale nie jest proste.

 

Prezydent Andrzej Duda kilka dni temu zaraz po wyjściu ze spotkania z papieżem Franciszkiem przypomniał: "Jan Paweł II mówił nam, żebyśmy do Unii Europejskiej szli, ale żebyśmy do niej wnosili naszą tradycję, kulturę, wiarę, wszystko to, co wynika z tej ponad tysiącletniej tradycji chrześcijańskiej, co zbudowało nas jako naród, co powoduje, że przetrwaliśmy wszystkie burze historii, a to jest coś, czego dzisiaj Europa w przeważającej części się wyrzeka".

 

To prawda dotycząca także Kościoła powszechnego. Naprawdę mamy sporo dobra, którym możemy się podzielić. Jednak, aby to zrobić skutecznie, musimy zrezygnować z pragnienia uszczęśliwiania innych na siłę i leczenia kompleksów pychą. Nie ma podstaw, aby ktokolwiek w Kościele spoglądał na Polskę z góry, ale nie ma również powodów, aby polscy katolicy patrzyli na kogokolwiek z wyższością.

 

Papież Franciszek zwrócił kiedyś uwagę, że publiczna misja Jezusa rozpoczęła się na peryferiach, a nie w centrum. Według Franciszka Chrystus w ten sposób uczy nas, że Dobra Nowina, którą niesie, nie jest zastrzeżona jedynie dla pewnej części ludzkości, ale należy ją przekazywać wszystkim. Przeznaczona jest dla tych, którzy jej oczekują, ale także dla takich, którzy być może nie czekają już na nic i nie mają nawet siły, by szukać i pytać. "Wyruszając z Galilei Jezus uczy nas, że nikt nie jest wykluczony z Bożego zbawienia, przeciwnie, że Bóg woli zaczynać od peryferii, od ostatnich, by dotrzeć do wszystkich" - tłumaczył Franciszek.

 

Nasza peryferyjność jest atutem, trzeba jednak bardzo uważać, aby go nie zmarnować przez błędne rozumienie zadania, jakie możemy i powinniśmy podjąć i wypełnić. Nadzieja dla Kościoła przychodzi z jego peryferii, ale nie jesteśmy na nich sami.

 

ks. Artur Stopka - dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.04

Liczba głosów:

25

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Danka 14:08:28 | 2018-10-27
Przecież my nie uważamy się za peryferie czy prowincję Kościoła. Uważamy się za bardziej papieskich niż Papież. Uważamy się creme de la creme wiary i katolickości. Mamy MISJĘ. Tylko, że na samym wstępie  spaliliśmy swoją misję.
"Bo wiara bez uczynków martwa jest"
"Zatrzasnęliśmy z hukiem drzwi przed Chrystusem"- Jak napisał Cezary Gawryś. Bo nie przyjęliśmy uchodzców czyli bliźnich w potrzebie. To jest dla mnie śmieszne, że "chcemy wnosić naszą tradycję, kulturę i wiarę wypływającą z chrześcijańskiego dziedzictwa"
Zamknęliśmy się aby nie utracić swojej chrześcijańskiej tożsamości-tak mówią niektórzy. Właśnie tym gestem zaprzeczamy swojej chrześciańskiej tożsamosci.
"Po owocach ich poznacie"  A nie po deklaracjach.
W wielu innych kwestiach jesteśmy raczej antyświadectwem.
Myślę, że chyba w tym niechlubnym sensie jesteśmy na peryferiach kościoła. Bo sami się odgradzamy i uważamy za lepszych.
Nie czuję się na siłach rozwijać szerzej tej kwestii. Ale nasze prowincjonalność żeby nie powiedzieć wręcz egzotyczność polega też na tym, że Sobór Watykański II nie za bardzo do nas dotarł i wielu środowiskach wciąż budzi sprzeciw. Zgadzam się wciąż mamy się jeszcze czym podzielić. Ale jest to coraz trudniejsze. Odeszliśmy od nauk  sw. Jana Pawła II, który miał swój osobisty wkład do Soboru Watykańskiego II, swoim pontyfikatem i posługą wprowadzał go w czyn.

Oceń 3 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Katarzyna Jarkiewicz 20:37:31 | 2018-10-24
Od lat zadaję sobie pytanie:co my katolicy w Polsce mamy do zaoferowania światu, ile wnosimy do globalnej kultury materialnej i duchowej potencjału narodowego. Raczej wozimy się na przeszłości, na dokonaniach naszych przodków, którzy wywindowali charyzmatyczne jednostki z naszej tożsamości - przykład Jana Pawła II jest nazbyt czytelny: wszystko,co najlepszego nasi przodkowie od chrztu do XX wieku wytworzyli w kulturze religijnej Polski zawarło się w tym człowieku. Czy dziś lepimy takiego drugiego mocarza? Gdzie jest lista naszych katolickich pisarzy współczesnych, muzyków, architektów, malarzy, jakie modlitwy, nabożeństwa rejestruje imprimatur poszczególnych kurii (w kurii katowickiej zaraz po wojnie w 1946 zarejestrowano blisko 9 tys. próśb wiernych o imprimatur, w 1947 już 13 tys., w 1949 ponad 5 tys., a jak jest dziś?), gdzie są nasi poeci religijni, gdzie zachowała się tradycja prowadzenia dzienników duchowych (przecież nie ma tego w seminariach ani na katechezie), który z rodziców księgi wzrostu kontroluje u swoich dzieci? Króluje katolicyzm eventowy - eksplozja wydarzeń zamiast programu formacyjnego. Gdzie my prowincjusze zajedziemy ignorując konieczność ustawicznej pracy nad naszą katolicką tożsamością? Kto nam w tym pomaga?

Oceń 7 2 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook