Geografia strachu w Polsce

(fot. Jacek Zelek)

Można by w Polsce zaznaczyć na mapie swoistą geografię strachu. Na południowym wschodzie boimy się Ukraińców, bo a nuż zaczną rezać. Na północnym wschodzie boimy się Litwinów, bo są zajadli. Na południowym zachodzie boimy się Niemców śląskich, bo nie chcą pamiętać o okrucieństwach ostatniej wojny.

 

Otwórzcie drzwi Chrystusowi! - woła Papież. A my klaszczemy, aż dłonie puchną, wzruszamy się do łez - ale gdybyśmy tak chcieli być całkiem szczerzy, musielibyśmy mu z całym szacunkiem przypomnieć, że otwieranie drzwi jest rzeczą bardzo ryzykowną. Skoro raz zostały otwarte, mają to do siebie, że przepuszczają każdego… a i Chrystus ma to do siebie, że nie przychodzi sam.

 

Jeśli Mu otworzymy drzwi, to zaraz za Nim gotów wejść Żyd, Litwin, Ukrainiec, może jeszcze i jakiś głodny Rumun, a nawet chory na AIDS - i wtedy choć z domu uciekać. Bardzo to ryzykowne, Ojcze Święty, zwłaszcza że już ty sam pobratałeś się przecież z tymi właśnie, których my wpuszczać nie chcemy. Więc otwieramy tylko wziernik i pilnie patrzymy, kto za drzwiami stoi. A przez szkiełko pomniejszające, wmontowane w nasz wziernik, nawet Chrystus nie wygląda na kogoś wielkiego, ważniejszego niż nasze bezpieczeństwo.

 

- Nie bójcie się! - woła Papież. A to nie takie proste.

 

Ksenofobia jest starsza niż ludzkość: występuje także u zwierząt. Stado szczurów zagryza natychmiast osobnika, który nie nosi jego zapachu, czy to dlatego, że pochodzi z innego stada, czy też że człowiek urządził eksperyment i zabrał tego szczura na ubocze na kilka tygodni. Jest już obcy, więc musi zginąć. Nie inaczej mordowały się wzajemnie hordy jaskiniowców. Ta sama szczurza mentalność stworzyła krematoria.

 

Ksenofobia jest wpisana w przyrodę, gdyż jest owocem strachu: obcy mógłby mnie zagryźć, więc lepiej zagryzę ja jego. Jest obcy: czasem widać to gołym okiem, ale jeśli nie, to tym gorzej i tym prędzej trzeba się bronić. W Chinach potocznie nazywano białych diabłami: "Czcigodna biała diablico, ratuj moje dziecko!" - mówiła pewna Chinka, przynosząc chorą córeczkę do lekarki z misji.

 

W Anglii, jeżeli zdarzy się przestępstwo, pierwszym podejrzanym jest cudzoziemiec. Nie mamy więc monopolu na ksenofobię, ale to nas nie usprawiedliwia. Dwa tysiące lat temu przyszedł Chrystus i ofiarował ludziom wyzwolenie od strachu i nienawiści. Tysiąc lat temu to wyzwolenie przyniesiono do naszego kraju. Cośmy z nim zrobili?

 

Można by w Polsce zaznaczyć na mapie swoistą geografię strachu. Na południowym wschodzie boimy się Ukraińców, bo a nuż zaczną rezać. Na północnym wschodzie boimy się Litwinów, bo są zajadli. Na południowym zachodzie boimy się Niemców śląskich, bo nie chcą pamiętać o okrucieństwach ostatniej wojny.

 

I tylko my w środku jesteśmy tacy zupełnie niewinni i nieszkodliwi: nikogośmy nigdy nie zarżnęli, zawziętości w nas nie ma ani śladu, a jeśli nawet popełniliśmy jakieś okrucieństwa po wojnie, to zawsze mamy wytłumaczenie, że nie my, tylko komuniści. Inaczej mówiąc, jeśli na jakiejś ścianie pojawi się antypolski napis po ukraińsku, to dla nas słuszna i wystarczająca przyczyna, żeby gryźć Ukraińca, zanim on nas zagryzie.

 

Ale jeżeli w Warszawie na murze pisze ktoś "Żydzi do gazu", to tylko wzruszamy ramionami: głupi wybryk, któż by to brał poważnie? Boimy się państw ościennych, Rosji i Niemiec, bo są od nas silniejsze. Ale boimy się także mniejszości narodowych, właśnie dlatego, że są od nas słabsze, a skoro są słabsze, to na pewno coś knują.

 

Psychologicznie, oczywiście, to jest zupełnie wytłumaczalne. "Swój" jest zrozumiały: ma te same skojarzenia i wiadomo, czego się po nim można spodziewać, jak zareaguje. Wiadomo, kiedy mówi poważnie, a kiedy żartuje. Dlatego nawet wewnątrz jednego narodu łatwiej się porozumiewają ze sobą ludzie pochodzący z tej samej części kraju, należący do tego samego środowiska lub do tego samego Kościoła.

 

Ale dwa tysiące lat temu przyszedł Chrystus i przyniósł nam wyzwolenie z naszych psychicznych ograniczeń: przez miłość. Tysiąc lat temu tę miłość przyniesiono do naszego kraju. Cośmy z nią zrobili? Czyśmy jej nie nałożyli tylko jak maskę na odwiecznie ten sam szczurzy łepek?

 

Jak to: więc u nas trzeba kogoś bronić przed zarzutem, że jest Żydem? Ależ sama konieczność takiej obrony potępia nas, bo wykazuje, że w naszych oczach zarzutem, dyskwalifikacją, winą jest to, czym się ktoś mógł z Bożej woli urodzić!

 

Moja babka jako dziecko - a było to jeszcze w wieku XIX - zapytała raz swoją niepiśmienną nianię: Nianiusiu, czy Adam i Ewa byli Żydami? - At, cóż takiego powiadasz, serce moje! - odpowiedziała zgorszona kobiecina. - Dosyć nam tego wstydu, że Pan Jezus był Żydem; Polacy byli katolicy!

 

Ilu z nas mimo wykształcenia, ilu nawet pomimo święceń nie wyszło poza mentalność tej niani?

 

Korzeniem ksenofobii jest strach, a korzeniem strachu niepewność. Dlatego im słabsza wiara, tym silniej skurczone serce. Tym staranniej zaryglowane drzwi. Im słabsza wiara, tym silniejsza agresja. Oczywiście w każdym konflikcie agresja jest obustronna: przelatuje jak piłeczka w nieustającym meczu piekielnego ping-ponga. W przerwach tego meczu obaj zawodnicy usiłują wykazać widzom, że to tamten zaczął pierwszy.

 

Wykazują bardzo uczenie i przekonująco. Sięgają wiele wieków w głąb historii; pilnie wykorzystują wydarzenia najnowsze. Po czym znów łapią za rakietki i mecz trwa dalej. Nie skończą go żadne dowody, nie skończy go nawet niczyje zwycięstwo - zawsze będzie ono tylko chwilowe, mecz zacznie się od początku przy pierwszej sposobności, z takiej uciechy piekło nigdy nie zrezygnuje. Skończyć ten mecz można tylko z wiary: z wiary tak wielkiej, że gotowi jesteśmy włożyć obie ręce w dłoń Tego, który przyszedł na świat, aby ten mecz przerwać.

 

Jeżeli uważamy, że ryzyko za duże, to cóż, grajmy dalej.

 

Mecz więc trwa, i jeżeli w czym przeciwnicy są zgodni, to w tym, że każdy z nich wmawia sobie, że Chrystus przyszedł po to, aby jego poprzeć. Inaczej mówiąc, zgodnie ryglują drzwi, a tylko ewentualnie dowodzą między setami, iż to tamta strona powinna pierwsza rakietkę odrzucić.

 

Bo nie ma racji albo ma jej mniej niż my (to każdy waży własnymi odważnikami i dlatego nigdy się nie zgadza), albo jest głupsza, młodsza, słabsza, więc niech się nie stawia. Tymczasem jedna jest tylko zasada, umożliwiająca zakończenie meczu: pierwszy powinien rakietkę odrzucić silniejszy. Pierwszy krok do pojednania - i całe związane z nim ryzyko - jest obowiązkiem większości wobec mniejszości.

 

Czegóż innego uczył nas Papież podczas ostatniej swojej wędrówki po kraju? Czegóż innego lekcją jest decyzja przemyska? Mniejszości unickiej odmówiono czasowego wypożyczenia kościoła, odmówiono w imię polskiego nacjonalizmu - więc Papież i biskupi podarowali tej mniejszości inny kościół na własność. Aby przerwać agresję, trzeba dać dwa razy tyle, ile przedtem odmówiono.

 

Czy to natychmiast kończy konflikt, jak w powiastce dla grzecznych dzieci? Nic podobnego. Ale drzwi zostały otwarte, Chrystus wszedł, dalszy ciąg tego meczu odbywa się już w Jego obecności, jest więc szansa na to, że powoli zapał bojowy grających ostygnie. Może nawet kiedyś mecz się skończy. A bez tej decyzji nie byłoby to nigdy możliwe.

 

Ryzyko? Ależ tak, ryzyko jest i być musi. Dłoń wyciągnięta do zgody nieraz zawiśnie w powietrzu, a może nawet spotkać się z ciosem. Ale nie przesadzajmy. Cokolwiek byśmy sobie wmawiali o własnej niewinności i strasznym zagrożeniu, zawsze mniej ryzykuje silniejszy niż słabszy. Spójrzmy na rzecz z punktu widzenia mniejszości - takiej, jaką sami stanowimy na przykład na Litwie! - a będzie dla nas jasne, że właśnie silniejszego stać na ryzyko i on właśnie powinien podjąć je pierwszy.

 

Większość ma obowiązki wobec mniejszości. Silny ma obowiązki wobec słabego. Gdzież się podział rycerski etos Polaków, jeżeli tego nie rozumiemy?

 

Wszystkim ludziom jakiegokolwiek bądź wyznania pokój w wierze i opiekę rządową winniśmy (…).

         

Lud (…) pod opiekę prawa i rządu krajowego przyjmujemy (…). Każdy człowiek do państw Rzeczypospolitej nowo z którejkolwiek strony przybyły lub powracający, jak tylko stanie nogą na ziemi polskiej, wolny jest zupełnie użyć przemysłu swego, jak i gdzie chce, wolny jest czynić umowy na osiadłość, robociznę lub czynsze, jak i dopóki się umówi, wolny jest osiadać w mieście lub na wsiach, wolny jest mieszkać w Polszczę lub do kraju, do którego zechce, powrócić, uczyniwszy zadosyć obowiązkom, które dobrowolnie na siebie przyjął (…).

Twórcy Konstytucji 3 Maja rozumieli, że wypełniania obowiązków można wymagać dopiero wtedy, kiedy się zabezpieczyło prawa. A to jest obowiązkiem silniejszego: każdego narodu u siebie. Chciałabym dla Polski wiary takiej, żeby nam rozluźniła napięte nerwy, podniosła głowy, rozjaśniła twarze. Chciałabym dla Polski wiary takiej, żeby każdy mógł przy nas czuć się bezpieczny.

 

Jeżeli moja miłość do Boga lub Ojczyzny wyrządza komukolwiek szkodę, to znaczy, że źle kocham, nie tak, jak Bóg chce być kochany. A niestety tyle było u nas tej złej miłości, podszytej strachem i agresją, że dzisiaj wielu się wstydzi zestawu określeń: "Polak-katolik".

 

Chociaż szczerze kochają i Kościół, i Polskę, wolą tego zestawu nie używać, gdyż wiele zła zdziałano pod jego sztandarem. W rezultacie tak to wygląda, jakby lekarstwem na zły kształt miłości musiało być koniecznie wyrzeczenie się miłości zupełnie; a lekarstwem na szowinizm utrata tożsamości.

 

Chciałabym dla Polski takiej wiary, dla Kościoła w Polsce takiej miłości, żeby tutaj nikt (jak ostrzegał Papież) nie głosił prawdy w sposób, który prawdzie ubliża i szkodzi. Żeby jedni nie ograniczali się do samego tylko mówienia "Panie, Panie" - a drudzy, przez krańcową reakcję na tamten błąd, nie wstydzili się nazywać Pana Panem. Jest Nim przecież.

 

Żeby słabszy brany był w obronę nie pomimo, ale dlatego, że jest słabszy, kimkolwiek jest. Żeby postawa otwarta, przyjazna, płynęła z naszego katolicyzmu i z tych cech naszej ochrzczonej polskości, które jej mogą sprzyjać. A ma takie cechy, we właściwym sobie zestawie, każdy naród; mamy i my. Trzeba do nich sięgnąć, mogą się przydać.

 

Jeszcze nic straconego. Jeszcze można te drzwi otworzyć. Tylko trzeba wysiłku; a ten nie kończy się na zbiorowym całowaniu Papieża w rękę przed kamerami.

 

Małgorzata Borkowska OSB - benedyktynka, przeorysza opactwa  w Żarnowcu, historyk życia zakonnego, tłumaczka. Urodzona w 1939 r., mniszką została po ukończeniu filologii polskiej i filozofii na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, oraz teologii na KUL-u, gdzie w roku 2011 otrzymała tytuł doktora honoris causa

 

Tekst pierwotnie ukazał się na stronie PSPO

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.25

Liczba głosów:

1427

 

 

Komentarze użytkowników (71)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Oriana 09:28:05 | 2018-06-25
Potrzeba nam więcej pokory i empatii. Nie chcemy obcych, ktoś poniżej nazwał ich zbieraniną. Tymczasem tysiące naszych bezdomnych koczuje pod mostami i w parkach Berlina, Hamburga i innych miast niemieckich.
Nie chcą wracać do Polski, bo twierdzą, że w Niemczech mogą liczyć na lepsze traktowanie.
http://www.dw.com/pl/prasa-o-pomocy-dla-bezdomnych-z-polski/a-44377267

Oceń 11 59 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Gośka Rejman 21:09:59 | 2018-06-23
Proszę skrajną prawicę o chwilę zastanowienia się nad swoją postawą i wykazanie się empatią.

Odmawiając przyjęcia uchodźców z terenów wojennych tak naprawdę skazujemy jakąś część tych ludzi na śmierć. W Syrii jest prawdziwa wojna, to nie gra komputerowa z 10 życiami. Postawcie się na miejscu tych ludzi. To naprawdę nie jest nasza zasługa  czy wina, że urodziliśmy się w tym czy innym kraju. Każdy ma prawo do szczęścia i normalnego życia nie zależnie od koloru skóry czy wyznania.

Oceń 23 118 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lleszek 20:00:07 | 2018-06-23
Choćby nie wiedzieć jak wyginać głowę, to żadną miarą nie da się wyrozumieć czy obronić dlaczego kraj liczący 38 mln mieszkańców miałby mieć jakikolwiek problem z przyjęciem 6-8 tysięcy muzułmańskich uchodźców do czego się zobowiązał poprzednie rząd. Choćby dla okazania solidarności z innymi krajami bardziej obciążonymi kryzysem imigracyjnym. Sądząć ze słupków sondażowych, straszenie uchodźnami, których zresztą nie ma, okazało się bardzo skutecznie, dużo bardziej skuteczne niż apele papieża i biskupów. W katolickim kraju, który według własnych przekonań, ma świecić jak latarnia wiary w pogrążającej się w ześwieczczeniu Europie.

Oceń 22 128 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 16:20:53 | 2018-06-23
Rząd prowadzi spór z urzędnikami UE o imigrantów, gdy tymczasem Polska przyjmuje coraz więcej imigrantów. Okazuje się, że po Wlk. Brytani jesteśmy drugim państwem UE, które wydało najwięcej pozwoleń na pobyt obywatelom spoza Unii. Można to łatwo dostrzec na ulicach wielkich polskich miast. Najwięcej jest oczywiście Ukraińców, ale nie tylko. Sprowadzani są do pracy obywatele Białorusi, Rosji, Indii, Pakistanu, Uzbekistanu, Nepalu, Chin...
Rząd planuje sprowadzać coraz więcej cudzoziemców i z coraz odleglejszych krajów, bo potrzebni są ludzie do pracy.
Czyli przekaz dla wyborców jest inny, a rzeczywiste działania inne.
Po co więc była ta cała szopka ze straszeniem społeczeństwa? 
Czy obywatele Uzbekistanu, Pakistanu są nam bliżsi kulturowo niż Syryjczycy? Przeciez jedni i drudzy są muzułmanami. 
Nie przyjęliśmy uchodźców wojennych, ale nasz rzad sprowadza miliony imigrantów ekonomicznych. Politycy żądni władzy mają za nic zasady moralne i przekaz płynący z Ewangelii. 

Oceń 33 188 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

WDR 14:23:52 | 2018-06-23
"Tymczasem jedna jest tylko zasada, umożliwiająca zakończenie meczu: pierwszy powinien rakietkę odrzucić silniejszy. Pierwszy krok do pojednania - i całe związane z nim ryzyko - jest obowiązkiem większości wobec mniejszości."

Czekam więc na odzrucenie rakiety przez urzędników UE wobec Polski.

Oceń 99 21 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lleszek 12:35:38 | 2018-06-23
Ryba psuje się od głowy. Przecież dwa i pół roku temu Jarosław Kaczynski, ówczesny szef opozycji a teraz człowiek sprawujący realną władzę oświadczył, ze muzułmańscy uchodźcy roznoszą choroby. Ten pogląd poparł Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Andrzej Duda. Nikt nigdy nie słyszał, aby kiedykolwiek odwołali te słowa. Całkiem niedawno Premier Rzeczpospolitej Polskiej Mateusz Morawiecki zdemaskował żydowski spisek. Pejsaci zamiast być nam wdziecznymi, że ich ratowaliśmy nie tylko przed Niemcami, ale także żydowskimi sprawcami, podstępnie szkalują i oczerniają.
------------
Polacy, zostali przedstawieni przez społeczność żydowską, w dużym stopniu wpływającą na opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych i w Izraelu, "jako ci, którzy są winni, współwinni strasznym mordom drugiej wojny światowej, Holokaustowi".
------------
Niedawno ochodziliśmy 1050 rocznicę chrztu Polski. Zawsze mnie ciekawi, dlaczego po tysiącu lat polscy katolicy zamiast słuchać papieża i biskupów, dają sie tak łatwo podjudzić politykom, dla których straszenie obcymi to metoda na podbijanie słupków sondażowych.
Gdy dobry Pan Bóg, po tysiącu lat, przyjdzie zbierać owoce ze swojej winnicy, to raczej zapłacze. O ile oczywiście się przedrze przez płoty i zasieki z drutu kolczastego.

Oceń 15 98 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Gośka Rejman 09:34:18 | 2018-06-23
Smutny obraz polskiego KK jawi się patrząc na komentarze tutaj. Kościoła, który za 10 lat będzie świecil pustkami, co do tego mało kto ma już wątpliwości. 

Do tego deon i jego redakcja, która lubi sie lansować jak lepsza strona kościoła, nie próbuje nawet skomentować tego co się dzieje na ich www w komentarzach, pod wieloma artykułami. 

Oceń 25 139 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

WDR 03:26:00 | 2018-06-23
Dziękuję siostrze za ten artykuł. Co prawda dotyczył Polski, ale zarazem w prosty sposób wyjaśnił strach urzędników UE przed zmianami zachodzącymi w Polsce: to ksenofobia.

Oceń 25 18 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

radosnateresa 00:27:47 | 2018-06-23
Siostro dziękuję za mądry artykuł! Trafnie siostra zauważyła: nie chcemy emigrantów, nie chcemy uchodźców, obcokrajowców, wszelkiej maści "innych" od nas bo się ich boimy. Ten strach jest wielki, wszechogarniający, paraliżujący. Ma wiele źródeł, zasłyszane historie, doniesienia prasowe, filmy z Internetu. Lęk pierwotny, na który nakładają się lęki współczesne podsycane przez media karmiące się sensacją. Gdy ktoś przyznaje - Nie chcę nikogo "obcego" u siebie bo się boję - jestem to w stanie zrozumieć (choć nie uważam by to usprawiedliwiało). Nie jestem w stanie zrozumieć gdy ktoś zasłania się ideą konieczności bronienia wartości chrześcijańskich przed obcymi. Czy to jakaś nowa „kanapowa krucjata?” Bronienie przez zasiedzenie? Bronienie przez barykadowanie się w swoim komforciku?

Oceń 30 179 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Czesław Czap 20:50:54 | 2018-06-22
Wiecie co, wszyscy, tak jak czytam to wszystko to mi się smutno robi. Ci wszyscy, którzy piszą o tych biednych imigrantach, których na oczy nie widzieli, chociaż słowem nie skłonili się kiedy kilka razy mówiłem o tragediach ludzi z naszego sąsiedztwa krzywdzonych przez muzłmanów (Niemcy, Skandynawia) czy po prostu o strachu przed ich agresją (nawet moim, nikt się nie zaintersuje o co chodzi, od razu obrzucanie faszyzmem, rasizmem... żenada, płycizna intelektualna i totalny brak empatii). To pokazuje jedno, że wasze cytowanie Jezusa Chrystusa o przybyszach itd. i ta wasza troska o bliźniego jest tyle warte co żart z teleekspresu czy familiady... pokazówka i tyle (no, jeszcze niektórzy biorą pieniądze za promowanie zalewu imigrantów, fundacje itd., ale to już inna historia...).

Jednocześnie pragnę podziękować Deon.pl za niekasowanie postów, pomino waszej linii zachowaliście się OK. Z jakichś powodów stoicie po złej stronie, nie moja rzecz.

Oj otworzycie kiedyś oczy, otworzycie, będzie już za późno, nawet V kolumna się nie obroni, półksiężyc i jego państwo nadchodzi nad Europę...

Oceń 100 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook