Papież apeluje o naszą "internetową" modlitwę

Zygmunt Kwiatkowski SJ
(fot. giulio napolitano / Shutterstock.com)

Każde narzędzie, którym dysponuje człowiek, może być wykorzystane przez niego dobrze albo źle. Odnosi się to również do internetowych sieci społecznościowych. Mogą one odgrywać bardzo pozytywną rolę, służąc człowiekowi, ale mogą również szkodzić.

 

Comiesięczna papieska intencja modlitwy. Czerwiec: Aby sieci społecznościowe sprzyjały solidarności i poszanowaniu drugiego w jego odmienności.

 

Kiedyś, chcąc powiedzieć o kimś, że brakuje mu dobrego wychowania, mówiło się, że wychowała go ulica. Przeciwieństwem ulicy był natomiast dom. Uważano bowiem, że wychowawczo wpływa na człowieka tylko dom, ulica natomiast go deprawuje, chociaż wiedziano jednocześnie o konieczności budowania ulic, właśnie dlatego, że ludzie potrzebują domów.

 

Ulice w Damaszku, Homs, Aleppo jeszcze przed dziesięciu laty do później nocy tętniły życiem. Były pełne przechodniów, otwartych sklepów, kiosków i restauracji. Dorośli i dzieciaki, również niemowlęta niesione na rękach matek lub ojców, brały udział w tym barwnym i gwarnym korowodzie. Czuło się wyraźnie, że całe miasto jest przyjazne i pogodne, a ludzie, spacerując, jedząc lody i pijąc kawę czy herbatę, bawią się i odpoczywają.

Nigdy na tych ulicach nie spotkałem się z niechęcią albo lekceważeniem. Nikt nigdy moich pytań nie zbywał niechętnym wzruszeniem ramion albo zdawkowym "nie wiem". Nawet nie będąc w stanie na nie odpowiedzieć, zapytany przeze mnie człowiek czuł się wobec mnie odpowiedzialny, po prostu dlatego, że to jego właśnie zapytałem, i robił wszystko, by problem rozwiązać, szukając pomocy na przykład u innych przechodniów.

Kiedy jeździłem po Syrii autobusami, mój siedzący koło mnie przypadkowy towarzysz podróży zawsze najpierw mnie częstował tym, co sam chciał skonsumować, a potem dopiero zajmował się jedzeniem. Często był to początek rozmowy, która mogła trwać przez dalszą część podróży albo nie, zależnie od tego, jaka była moja wola.

 

Pamiętam wyjazdy rodzinne na wieś, na letnie wakacje, zaraz z nastaniem szkolnych wakacji. Pamiętam, jak wielki parowy smok wpełzał na stację kolejową i wywoływał nieopisany harmider tłumu szturmującego drzwi wagonów. Małe dzieci miały jednak uprzywilejowaną drogę do wnętrza pociągu. Przez okna wciągano je do przedziałów. Rodzice potem przez kilka stacji musieli przeciskać się do swoich dzieci. W tym czasie nieznajomi ludzie opiekowali się nimi, zabawiali je, pocieszali, że zaraz przyjdą rodzice, i w międzyczasie zawierali z nimi znajomość. Kiedy wreszcie rodzice pojawiali się w drzwiach przedziału, wówczas nie tylko dzieci okazywały radość, ale i znajdujące się w przedziale osoby witały ich jak starych znajomych. Potem następowała zazwyczaj wspólna biesiada złożona z tego, co każdy wziął ze sobą na drogę. Rozstawaliśmy się wszyscy jak jedna rodzina, wzruszeni i zadowoleni, że mieliśmy takich fajnych towarzyszy podróży.

Dzisiaj już nie ma takich form podróżowania. Dzisiaj nikt nie pyta się na ogół nikogo o nic, bo nie wypada. Przeszkodą są zajęte słuchawkami uszy i niepatrzące na nikogo oczy skupione na ekranie iPhone’a.

Nie trzeba jednak mówić o tym zbyt krytycznie, zatrzymując się nostalgicznie na tym, jak było kiedyś. Jesteśmy odpowiedzialni za kształt dzisiejszego świata, posługując się oczywiście doświadczeniem przeszłości i inspirując się tradycją.

Zmieniły się znacznie środki transportu, zmieniła się cała infrastruktura dzisiejszego świata, zmieniły się środki komunikacji społecznej i inną fizjonomię ma współczesna kultura. Stała się ona w dużej mierze "skomputeryzowana" i bazująca na internecie. Stworzyło to nową przestrzeń dla działalności człowieka.

 

Niesłychanie wzrosła ilość możliwości penetrowania rzeczywistości, niesamowicie wzrosły też możliwości różnorodnych spotkań i tworzenia wirtualnych więzi między osobami. Mówiąc krótko, powstał cały wirtualny świat, który coraz bardziej człowieka wciąga w swoją internetową przestrzeń.

 

Bynajmniej nie jest to świat fikcyjny, oddany fanaberiom fantazji, będący substytutem prawdziwego życia. Jest on wirtualny, inaczej zorganizowany, bazuje na innym sposobie komunikacji, ale przecież jest on światem komunikujących się ze sobą realnie żyjących osób. Z tego powodu również wszystkie relacje, jakie powstają na kanwie tych spotkań, mają wymiar realny.

Jak zawsze tam, gdzie chodzi o zbiorowisko ludzi, mamy do czynienia z różnymi poglądami i różnymi postawami. Dzięki sieci wirtualnych połączeń i łatwości poruszania się po wirtualnym świecie jest dzisiaj wiele okazji do najbardziej różnorodnych spotkań i docierania do najróżniejszych informacji, przy czym coraz większą rolę odgrywają obrazy, przez co komunikacja staje się bardziej atrakcyjna i bardziej emocjonalnie angażująca. Może być przez to bardziej pełna, ale również może być bardziej uwodząca i determinująca ludzkie decyzje. Dotyczy to zarówno treści przekazu, jak i profilu osobowościowego autora przekazu.

Papież ma rację, gdy zwraca uwagę na niesamowitą wprost wagę środków elektronicznej komunikacji i obecności Kościoła w wirtualnym świecie, ponieważ nie jest to świat paralelny, świat ludzkiej imaginacji, ale jest to fenomen całkiem realnie wpływający na nasze codzienne życie, na nasze rozmowy, spotkania i styl życia, na nasze całkiem konkretne idee, plany i decyzje.

 

Komunikacja w wirtualnym świecie aktywnie kształtuje świat realny i to począwszy od spraw banalnych, takich jak na przykład to, co dzisiaj zjadłem na śniadanie, do wielkich problemów narodowych i międzynarodowych, od religii do programów rozrywkowych, włącznie z "rozrywkami" dla dorosłych, które zazwyczaj stanowią przez to, że są "dla dorosłych", szczególną atrakcję dla tych, którzy dorosłymi jeszcze nie są.

Świat wirtualny działa też w przeciwną stronę, to znaczy dorosłym pozwala bawić się jak niefrasobliwe dzieci, odreagowując w ten sposób syndrom "dorosłego człowieka", szukając przeżyć "utraconej młodości", idąc za fantazjami, które proponują specjalnie na nich zorientowane strony internetowe.

 

Stąd sprawą pierwszorzędnej wagi jest staranie o to, aby ten świat nie zapanował nad nami i nie zdeformował naszego człowieczeństwa, czyniąc je umownym, zależnym od sytuacji, pozbawionym obiektywnych odniesień. Ważne jest, abyśmy mieli świadomość naszej ludzkiej i naszej chrześcijańskiej tożsamości, a co z tym się wiąże, abyśmy prowadzili głębokie życie duchowe. Nie chodzi tylko o modlitwę, ale również o działanie, widząc zarówno wymiar globalny tego problemu, jak również jego odniesienia lokalne, które stanowi każda wspólnota i każdy pojedynczy człowiek.

 

Internet i istnienie sieci społecznościowych to olbrzymia szansa dla szerokiego dialogu, w który nadzwyczajnie łatwo można się włączyć, będąc u siebie w domu i dysponując czasem w najbardziej odpowiedni dla siebie sposób. Istnieje jednak zagrożenie złym potraktowaniem, spotkania się z brutalnością, kłamstwem i pomówieniem.

 

Sieć internetowa może się przekształcić w ordynarne pole już nie tyle nawet walki, co wzajemnego urągania sobie. Zupełnie jak ciemna ulica w podejrzanej dzielnicy, gdzie łatwo można zostać napadniętym w celach rabunkowych albo "dla sportu", żeby uatrakcyjnić sobie trochę monotonię życia.

 

Papież wzywa do modlitwy o to, aby przestrzeń komunikacji internetowej była bardziej ludzka, aby szanowała inność każdego człowieka, aby była solidarna i życzliwa. Jest to jednocześnie apel o naszą odpowiedzialność społeczną, za nasz świat i za naszą kulturę.

 

Ważne, by modlitwa stała się zaczynem i duszą naszej działalności, a nie usprawiedliwieniem dla "pobożnej" bierności i wygodnej obojętności.

 

Zygmunt Kwiatkowski SJ - jezuita, misjonarz, spędził 30 lat w Egipcie, Libanie i Syrii

 


 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

6

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook