Modlitwa ks. Stańka uderza w jedność Kościoła

Szymon Żyśko
(fot. PAP/EPA/OSSERVATORE ROMANO/HANDOUT)

Zgadzam się z księdzem Stańkiem, tylko kiedy mówi, że Kościół Chrystusowy nie jest oparty na władzy. Najczęściej jednak to ludzie pokroju księdza profesora zachęcają, aby papież użył swej władzy i pozamykał usta przeciwnikom, pozakreślał granice, za które wyjść nie można, za którymi Kościoła już nie ma.

 

O wypowiedzi księdza prof. Edwarda Stańka było w ostatnich dniach bardzo głośno. W tej sprawie wypowiedzieli się prawie wszyscy znani mi księża i świeccy dziennikarze. Jedni byli oburzeni, inni próbowali tłumaczyć słowa kapłana. Jak w innych podobnych przypadkach przed wyrobieniem sobie własnego zdania postanowiłem sam zapoznać się z pełną treścią jego kazania oraz z późniejszymi tłumaczeniami. Słów ks. Stańka nie da się obronić na żadnym poziomie.

 

Ksiądz Edward Staniek rozpoczyna swoje kazanie od bardzo ciekawej myśli o sensie i pochodzeniu autorytetu w chrześcijaństwie. Zauważył również, jak różny jest autorytet od władzy autorytarnej. Wszystko to sprowadza jednak do modlitwy, która przeczy wartościom ewangelicznym. "Modlę się o mądrość dla papieża, o jego serce otwarte na działanie Ducha Świętego, a JEŚLI TEGO NIE UCZYNI - modlę się o szybkie jego odejście do Domu Ojca". Nie pomoże tutaj nawet tłumaczenie, że według ks. Stańka ma to być szczęśliwa śmierć, bo "to wielka łaska". Cała wypowiedź jest tak budowana, aby ukazać wewnętrzne pęknięcie w Kościele, którego winą obarcza on papieża Franciszka. To jest sens tej wypowiedzi.

 

Kapłan niechciany - papież

 

Ta modlitwa to nie tylko życzenie szybkiej śmierci papieżowi, ale też stawianie warunków Bogu - "jeśli tego nie zrobi", Ty, Boże, uczyń tak. Główne zarzuty, jakie kapłan formułuje przeciwko papieżowi, to błędna interpretacja miłosierdzia, rzekome otwieranie drzwi do Komunii Świętej dla ludzi żyjących w grzechu oraz uleganie presji układów. Po tak mocnej ocenie względem Franciszka pada jednak zdanie: "Nie wiem, czym się kieruje ani jaki jest jego cel. Wiem, jak jest to wykorzystywane w mediach nastawionych na niszczenie Kościoła". Ksiądz Staniek sam więc przyznaje, że nie rozumie, co papież ma na myśli ani w jakich okolicznościach formułuje pewne nauki. Zastanawiam się, czy krakowski kapłan ma jednocześnie świadomość tego, jak jego wypowiedź została wykorzystana przez ludzi otwarcie walczących w Kościele z Franciszkiem. Portal Polonia Christiana szybko podchwycił temat i wykorzystał okazję, żeby uderzyć w papieża. Czy w takim razie również mi przysługuje podobne prawo, aby życzyć ks. Stańkowi "szybkiej śmierci", bo choć nie znam jego serca i nie wiem, czym się kieruje, to jego odpowiedź została wykorzystana do uderzenia w jedność Kościoła? Nigdy nie przyznałbym sobie takiego prawa. Choć w Kościele jest wielu ludzi, którzy mnie zwyczajnie irytują swoimi poglądami, których toku myślenia nie potrafię przyjąć i zrozumieć, to nic nie usprawiedliwia takiej modlitwy. Ona najwięcej mówi o jej autorze.

 

Abp Ryś o słowach ks. prof. Stańka: żaden katolicki biskup nie jest w stanie się z nimi zgodzić>>

 

Pojawiały się głosy, że być może wiekowy kapłan popadł w pewną "niezręczność językową" i wyraził się mało precyzyjnie. Odsłuchanie całości kazania dowodzi jednak, że ksiądz profesor świetnie radzi sobie z formułowaniem konkretnych myśli, cedząc słowa i doskonale oddając ich sens. Nie ma mowy o żadnym "lapsusie językowym". Późniejsze tłumaczenia ks. Edwarda Stańka najlepiej pokazują, że ma on pewną wizję Kościoła, którą uważa za słuszną i bezdyskusyjną: "Niewielu mnie rozumie, bo dla bardzo niewielu Kościół jest domem. Nie mam o to do nikogo żalu, bo wiem, że Jezusa też niewielu rozumiało". Myślę, że w przypadku, gdy ktoś stawia się na miejscu Jezusa, a słuszność swoich twierdzeń opiera wyłącznie na wzburzeniu i krytyce, jakie one wywołują, jest pyszny i zaślepiony. Wiele środowisk wzięło krzyż na swoje sztandary, żeby ochrzcić poglądy mające niewiele wspólnego z Ewangelią. Każda uwaga skierowana w ich stronę jest odbierana jako atak na chrześcijaństwo. Jeśli kapłani dają podobne świadectwo, że to walka i sprzeciw są sensem wiary, trudno oczekiwać czegoś innego od świeckich. To bardzo przykre, że kapłan, który wychował kilka pokoleń duchownych, stawia dzisiaj swoje prywatne poglądy jako wyznacznik prawdziwej wiary i miłości do Kościoła, zamiast pokornie przyznać, że popełnił błąd.

 

Tutaj przydają się jego własne słowa zaczerpnięte z kazania: "Autorytetu się nie otrzymuje, do autorytetu się dorasta". Nie jest to proces związany z wiekiem, ale z duchową kondycją własnego serca - z jego dojrzewaniem. Ani urząd, ani wiek nie dają autorytetu ot tak sobie, a w każdej sytuacji autorytet można też stracić i mam wrażenie, że to się właśnie stało w przypadku wypowiedzi księdza profesora. Wielu jego znakomitych wychowanków zareagowało niedowierzaniem lub krytyką. Tymczasem młodzi klerycy obserwują księdza, który w swoim środowisku jest autorytetem, i utwierdzają się w przekonaniu, że dla Kościoła w Polsce Franciszek jest zagrożeniem, kapłanem niechcianym.

 

Póki idziemy, możemy błądzić

 

Cieszę się, że oświadczenie w tej sprawie wydał abp Marek Jędraszewski, przypominając o jedności pielgrzymującego Kościoła. A dopóki pielgrzymujemy, mamy prawo się ze sobą nie zgadzać, mamy prawo się nawet nie lubić, ale powinniśmy się szanować i znosić. "A zatem zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości" (Ef 4, 1-2). Tutaj trochę tego szacunku zabrakło. W innym miejscu swojej wypowiedzi ks. Staniek broni się też: "Zarzucono mi, że nie kocham papieża. Kocham go bardzo, jak dorosły syn kocha ojca. W tym domu dorosły syn może rozmawiać z ojcem, otaczając go zawsze szacunkiem". Myślę jednak, że jest coś nie tak z rodziną, jeśli o "grzechach" ojca rozmawia się z kuzynami i ciotkami, nie rozmawiając o tym z samym ojcem. Wieloma drogami można było ten wątek poprowadzić bez szkody dla wiernych. Czy przed tym nieszczęśliwym kazaniem zostały jakiekolwiek kroki podjęte? Nie wiem. Widzę jednak, co dzieje się na portalach internetowych. Hejt na papieża osiąga powoli swoje apogeum.

 

Zawsze mamy przynajmniej dwie drogi zareagowania na słabości naszego ojca. Możemy zachować się jak Cham i ją wyśmiać lub niczym Sem i Jafet okryć z czułością jego nagość (Rdz 9, 18-27). W tym przypadku doszło do czegoś bardzo smutnego, co bardziej przypomina mi ten pierwszy przypadek. Wielu krytyków wybiera podobną drogę publicznego wyśmiania papieża. Nie tak dawno czytaliśmy w Kościele: "Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów" (Mdr 2, 12-24). To proroctwo odnosiło się do Jezusa. Mam jednak dziwne przeczucie, że historie zapisane w Biblii są aktualne także dzisiaj. W życiu każdego z nas.

 

Kto ma rację, a kto prawdę

 

Ambona powinna służyć wyłącznie przepowiadaniu Ewangelii, a nie głoszeniu prywatnych poglądów. Tymczasem coraz częściej staje się ona wyłącznie ringiem do uderzania w konkretnych ludzi, sama Ewangelia jest gdzieś pośrodku, zupełnie zagubiona w tym wszystkim. Z jednej strony jesteśmy za życiem, z drugiej potrafimy życzyć komuś szybkiej śmierci i uważamy, że wszystko jest w porządku. Spór o to, czy Bóg jest bardziej sprawiedliwy czy bardziej miłosierny, jest tak stary jak świat. I nie dogadamy się, dopóki nie zrozumiemy, że wszyscy mamy swoje racje - ja mam rację, ty masz rację, ale to jeszcze nie jest prawda. Ją ma tylko Bóg.

 

Akurat papież Franciszek jest jednym z najlepszych przykładów autorytetu opartego na Chrystusie. Mało tego, jest on absolutnie pewien, że niczym sobie na taki autorytet nie zasłużył. Zgadzam się z księdzem Stańkiem, kiedy mówi, że Kościół Chrystusowy nie jest oparty na władzy. Najczęściej jednak to ludzie pokroju księdza profesora zachęcają, aby papież użył swej władzy i pozamykał usta przeciwnikom, pozakreślał granice, za które wyjść nie można, za którymi Kościoła już nie ma. Ulubionym tytułem papieża Franciszka spośród wszystkich przysługujących papieżowi jest "Sługa Sług Bożych". Pod tym znakiem upływa cały jego pontyfikat. Każdego dnia prosi nas wszystkich o modlitwę za siebie, bo wie jakim słabym jest człowiekiem. Czyni tak od pierwszej chwili, gdy pojawił się na loggi Bazyliki św. Piotra.

 

Podczas tych pięciu lat wielu zagorzałych krytyków wytykało papieżowi przewrotność w myśl ewangelicznej zasady "niech mowa wasza będzie: tak, tak, nie, nie" (Mt 5, 37). Do wspomnianych wyżej odpowiedzi papież każdego dnia dodaje jeszcze jedną "nie wiem, ale wiem, kto zna odpowiedź" i wskazuje na Jezusa. Nie boi się przyznać, że nie na wszystko da się po prostu odpowiedzieć "tak i nie", zwłaszcza gdy staje wobec ogromu cierpienia. Wie natomiast, na kim można polegać w tej sytuacji. To nie jest wymysł Franciszka, tak przed nim postępował też Jan Paweł II, Benedykt XVI, Jan XXIII i wielu innych począwszy od św. Piotra.

 

"Kto wyżej ceni władzę niż autorytet, ten jest obcym ciałem w ciele Jezusa" - powiedział ks. Staniek. W Kościele nie ma ciał obcych. Każdy grzesznik jest włączony w ciało Jezusa. Czy o bolącym zębie, zranionym palcu lub chorującym sercu mogę powiedzieć, że jest ciałem obcym? Im bardziej choruje jakaś część mnie, tym mocniej reszta ciała troszczy się o nią i otacza miłością. Tak wygląda Kościół. Życzę księdzu profesorowi wielu lat życia i właśnie takiego poczucia, że Kościół się troszczy również o niego, że jest w nim chciany i kochany. Czasami kochając innych brakuje nam poczucia, że sami jesteśmy kochani. Dopiero to przynosi zrozumienie, pokój, bezpieczeństwo i pewność, że w najtrudniejszych chwilach swojej historii Kościół nie jest sam.

 

Szymon Żyśko - dziennikarz i redaktor DEON.pl, publicysta, prowadzi autorskiego bloga nothingbox.pl

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.18

Liczba głosów:

824

 

 

Komentarze użytkowników (65)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

a7e212 14:50:36 | 2018-08-15
Panie Zyśko pana punkt widzenia jest błędny. Lepiej żeby papież umarł niż żeby wprowadzał w błąd miliony na świecie... a tak się obecnie dzieje.
Papież ma reprezentować Chrystusa ukrzyżowanego a nie odbiegać od jego nauki.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Ag 09:27:01 | 2018-03-25
Mała parafia kilkanaście km od Nowego Sącza. Umiera ojciec rodziny. Na ksiedza z wiatykiem nie ma co liczyć. Każdego ranka odprawia mszę a potem znika z parafii. Zamówić intencje mszalne trudno, proboszcza nie ma. Lud tu pobożny, kasę i tak przyniesie. Rodzina płaci 800 zł za pogrzeb i sama musi zorganizować i opłacić organiste, lektorów a nawet ministranta do niesiesnia krzyża przed trumną. Na czym opiera sie tu działanie Kościoła? Na władzy, czy autorytecie? A może  Franciszek ma rację, że napomina ksieży?

Oceń 2 20 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

pettt 14:05:11 | 2018-03-23
errata: Panie Żyśko, nie mniej w jedność Kościoła uderza dokument o nawie Amoris laetitia. Wystarczy poczytać co o tym dokumencie pisze się na stronach katolickich, i to bynajmniej nie w komentarzach internautów.
Zejdze pan na ziemie to zobaczy...

Oceń 18 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

pettt 13:54:34 | 2018-03-23
Panie Żyśko, nie mniej w jedność Kościoła uderza dokument o nawie Amoris laetitia. Wystarczy poczytać o tym dokumencie pisze się na stronach katolickich, i to bynajmniej nie w komentarzach internautów.
Zejdze pan na ziemie to zobaczy...

Oceń 11 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 23:16:37 | 2018-03-22
Bóg stworzył człowieka na Swoje podobieństwo, na swoje podobieństwo go stworzył.

Jakiś czas temu Bóg pozwolił mi spojrzeć na Niego takim jakim On jest.
Z początku myślałem, iż zostałem zaproszony do Domu Boga, bo ujrzałem jakby miliardy galaktyk w jakiejś przestrzeni.
Teraz wiem że to nie był dom lecz On sam, Bóg nie do pojęcia i zrozumienia, bo tak jest Wielki.

A my ludzie czasami postrzegamy Boga jako mędrca w ciele sędziwego człowieka.

A jednak ktoś sędziwy w końcu powiedział prawdę:

Król jest nagi!
I trwoga zapanowała w świecie.

Dla mnie to nic nowego, bo każdy człowiek popełnia błędy.
Nie ma ludzi nieomylnych.

Gorzej jeśli ktoś wogóle nie powstaje z błędu i pociąga za sobą rzesze naiwnych i ślepych.

W tym kontekście obecną próbą wiary jest posłuszeństwo.
Sami musimy dokonać wyboru; komu chcemy służyć.

Oceń 2 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

demokracja.net 20:55:00 | 2018-03-22
W moim skromnym rozumieniu, w Kościele zawsze były są i będą różnice, bo jesteśmy ludźmi różniącymi się między sobą. Kościół daje nam Wolność , również do popełniania błędu , jeśli popełniamy go w dobrej wierze.
Natomiast,  wydaje mi się, że autor w złej wierze zakłamuje rzeczywistość, sztucznie kreuje konflikt ideologiczny, jakby chciał każdego z nas wciągać  w jakąś pułapkę niepokoju i niepotrzebnego sporu.

Oceń 16 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

bronislawbartusiak 15:29:40 | 2018-03-21
Zastanawiałem się, czy napisać ten komentarz. Tak łatwo o pryncypializm. Z drugiej zaś strony, nie wystarcza mi postawa: "wszystko ujdzie" albo "są różne postawy, należy być tolerancyjnym".

Spróbuję więc. Jeżeli kogoś urażę, z góry przepraszam.

Czuję się coraz bardziej nieswojo w NASZYM (Papieża, ks. prof. Stańka, red. Żyśki, wszystkich chyba tu komentujących, i moim) Kościele. Niektóre wypowiedzi zachowania Ojca św. wywołują we mnie wrażenie, że chce On zmienić nauczanie Kościoła na temat małżeństwa. Nie tylko ja mam takie watpliwości, mają je również niektórzy kardynałowie. W swoich interpretacjach różnią się episkopaty. Ukazał sie wreszcie list publiczny zarzucający Papieżowi herezje, podpisany na początku przez 250 osób, w tym duchownych, uczonych, znalazłem nawet 3 pustelników. Liczba podpisów wrasta

   Niestety, tu, na Deonie nie tylko broni się stanowiska Ojca św., ale wręcz odmawia prawa do krytyki, więcej - do posiadania uzasadnionych watpliwości, do bólu i do wewnetrznego zamieszania. Dla o. Kramera na przykład wątpliwości kardynalskie są niezrozumiałe, bo on, chociaż z mniejszą wiedzą i doświadczeniem, rozumie Amoris laetitia... Red. Żysko zaś widzi problem tylko z jednej strony. Jeżeli chodzi o wypowiedź ks. Stańka, również dla mnie kontrowersyjną, to najpierw odsyłam do wyważonego tekstu ucznia ks. profesora: http://www.wegrzyniak.com/2311-probowac-zrozumiec

Oceń 78 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

bronislawbartusiak 15:27:43 | 2018-03-21
I nie chodzi mi o to , żeby powiedzieć: Patrze tu jest prawda, cała prawda, nawet 110 procent prawdy, ale żeby każdy z nas, którzy jej poszukują, mógł zapoznać się z odmiennym od redaktora Deonu zdaniem. Po drugie zaś, zadaję sobie i innym pytanie: laczego Dks. Staniek tak powiedział, nawet jeżeli wniosek jest niedopszuczalny moralnie. I tu znów chyba mamy postawę przmilczania problemów. Marzy mi się otwarta dyskusja, w której z miłością wzajemną i z pokorą (jesteśmy grzesznikami, robimy głupoty, a nawet najmądrzejszym z nas zdarza się zgłupieć...) wypowiadamy jasno, co nas boli, oburza, czego się boimy. I że wszyscy, wszyscy, w kazdej chwili powierzamy się opiece i prowadzeniu Ducha św., który pewnie prowadzi Kosciół mimo naszych błędów.

Jeszcze dwie kwestie. Krytyka to nie agresja. Pisanie o Papieżu z z małej litery, odsądzanie go od czci i wiary... Tak się nie traktyuje nawet zatwardziałych, publicznych grzeczników!  Wszyscy, wszyscy jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Trójcy Przenajświętszej Nie ciskajmy gnoju na ten obraz, choćby najbardziej zatarty, tylko z miłością i czcią podnieśmy i spróbujmy "odrestaurować". I druga kwestia. Zadaję pytanie piszącym tu teologom: Czy jest dopuszczalne zyczenie komuś śmierci, jeżeli jego błędy - kontynuowane - mogłyby go prowadzić do zbawienia lub gdyby mogły zgorszyć, w mocnym sensie prowadzącym do utraty wiary, innych.

Modlę się za nas wszystkich o wiarę nadzieję i miłość.
I przepraszam za literówki, jeżeli nie wszystkie wyłapałem.

Oceń 17 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Andrzej 10:08:50 | 2018-03-21
Polecam komentarz ks. Wojciecha Węgrzyniaka na http://pressmania.pl/ksiadz-dr-wojciech-wegrzyniak-probowac-zrozumiec/ , gdzie m.in. pisze:
​"Jeszcze została sprawa modlitwy o śmierć: „Modlę się o mądrość dla papieża, o jego serce otwarte na działanie Ducha Świętego, a jeśli tego nie uczyni – modlę się o szybkie jego odejście do Domu Ojca. O szczęśliwą śmierć dla niego mogę zawsze prosić Boga, bo szczęśliwa śmierć to wielka łaska.”. Ponad milion księży i sióstr kończy każdy dzień słowami: „Noc spokojną i śmierć szczęśliwą niech da nam Bóg Wszechmogący”. Nie mówimy „mi”, ale „nam”, bo modlimy się o szczęśliwą śmierć nie tylko dla mnie, ale i dla wszystkich. Ważniejsze jednak w kazaniu jest słowo „jeśli”. Ja to rozumiem najprościej. Ks. Profesor modli się o to, żeby papież słuchał Ducha Świętego, a jeśli miałby nie słuchać, to lepiej, żeby umarł. Grubo. Ale znowu przypominają się słowa Jezusa wypowiedziane do Piotra: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku” (Mt 16,23) albo te o Judaszu: „Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził” (Mk 14,21), albo te: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18,6). Jezus nie modli się o śmierć gorszyciela. Życzy mu, żeby go inni zabili. Bo kto wie, jakim dramatem jest grzech, nie będzie mówił, że śmierć jest największą tragedią. Przecież nie tylko księża modlą się w Liturgii Godzin: „Każdego dnia będę tępił wszystkich grzeszników ziemi, wypędzę z miasta Pańskiego wszelkich złoczyńców.” (Jutrznia, IV tydzień).

Oceń 56 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Gog 09:58:57 | 2018-03-21
Forma " życzenia śmierci" jest właściwa poganom i wyłącznie prymitywnym katolikom.
Jako katolik powinieneś  mówić wyłacznie o narodzinach dla Nieba, dla Pana.

Oceń 7 46 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook