Walentynki w Popielec

Joanna Petry-Mroczkowska
(fot. shutterstock.com)

Tak się składa, że w tym roku walentynki zbiegają się z Popielcem. Ponieważ są to wydarzenia ideowo sobie raczej obce, i skoro Środy Popielcowej na inny dzień przenieść się nie da - ani nikt nie zamierza - więc należy mieć nadzieję, że młodzi ludzie - walentynkami zainteresowani, a jednocześnie chcący początek postu w skupieniu przeżyć - znajdą dobre rozwiązanie.

 

Może zastanowią się, czy nie połączyċ święta zakochanych ze śledziówką bądź przesunąć na wcześniejszy weekend. Niedobrze, gdyby powtȯrzyła się doroczna jesienna wojna wokół zderzenia Halloween/Zaduszki.

 

Zadomowiło się w Polsce święto spod znaku romansu. Romantyczność zawsze była w cenie. Czy zgodzilibyśmy się z opinią  Oscara Wilde’a, ktȯry dowodził, że nie ma czegoś takiego jak romantyczne przeżycie. Są tylko romantyczne wspomnienia i romantyczne marzenia. Romans jest maską, a tym samym iluzją. Autor może, oględnie mówiąc, daleki od ortodoksji, ale nie przekreślajmy go przedwcześnie. (Na marginesie powiem, że czytam właśnie monografię pokazującą jego fascynację katolicyzmem, którego przyjęcie w młodości poważnie rozważał, ale dopiero na łożu śmierci, po tragicznym życiu, aktu tego dokonał.) Spostrzeżenie Wilde’a ma swój ciężar gatunkowy, bo nasza wiara chrześcijańska przestrzega przed życiem czy to przeszłością, czy przyszłością, a nie "tu i teraz".

 

Z tej okazji chcę jeszcze sięgnąć - przyznam od razu ku przestrodze - do zamieszczonego niedawno listu z  poradnikowego kącika dziennika Washington Post. Jak wiadomo, znane to pismo nie jest szczególnie "bogobojne". Porady, pedagogiczne czy ogȯlnie rzecz biorąc dotyczące stosunkȯw międzyludzkich, przepuszczone przez amerykański liberalny punkt widzenia, niejednokrotnie budziły sprzeciw. Ale bez uprzedzeń.

 

Tym razem z zapytaniem, co ma robić, pisze młody człowiek, z tych, co to walentynki już nieraz pewnie celebrowali, bo według jakiejś statystyki w USA obchodzi je 62% populacji. (Nie wiem, skąd takie dane, ale pamiętam, jak walentynki obchodzono w szkole podstawowej. Rodzicom surowo przykazywano, żeby każde ich dziecko przyniosło kartki dla wszystkich kilkuletnich kolegȯw i koleżanek z klasy, bo przecież nikogo nie można było narażać na przykrość niedostania w tym dniu walentynkowej kartki).

 

Otóż "Zdezorientowany" korespondent ma dziewczynę, dwa lata już mieszkają razem. Dziewczyna umyśliła sobie, że przed czwartą rocznicą ich poznania, nastąpi ślub.

 

Młody człowiek, jak pisze, poważnie do tego podszedł i zaczął nawet odkładać pieniądze na pierścionek zaręczynowy. I tu pojawil się problem. Oczekiwania dziewczyny przerosły zamysł i realne możliwości partnera. "Kiedy zaczęliśmy ze sobą chodziċ, pokazywała mi w internecie przykłady niewiarygodnie wymyślnych oświadczyn. Kocham moją dziewczynę, ale zaczynam wątpić, czy dam radę sprostać jej fantazji, bo gdy mówimy o przyszłości, ewidentnie burzę jej marzenia".

 

Odpowiedź redaktorki z gazety zadziwiła mnie swoim rozsądkiem. "Czy ona cię kocha? A może kocha twoją gotowość wzięcia na siebie roli, jaką sobie wyobraziła jeszcze jako dziewczynka". W dalszym wywodzie osoby udzielającej porady, która sytuację wprost nazywa "relacją transakcją", dziewczynie dostaje się także za obsesyjne skupienie na sobie i oczekiwaniach wobec siebie, ktȯre nie pozwalają jej ani przez chwilę popatrzeć na stojącego obok niej człowieka. Za jej idealizowanie romansu stworzonego według własnej wizji. "Bywa, że na takich raz na zawsze skonstruowanych oczekiwaniach ludzie budują związki, które - jak gra z podziałem na role - działają przez pewien czas. Potem załamują się, bo z upływem czasu rzeczywistośċ coraz mocniej się ujawnia i nie daje się dłużej ignorować". Istotnie. Świadczy o tym alarmująca statystyka rozwodów.

 

Czemu w tak poważnym i może nieco ponurym stylu o tym piszę? Przecież walentynki to nie jakaś masowa impreza ślubna (jak w sekcie Moona). Nie ma co rwać szat, to radosne fetowanie zainteresowania drugą osobą, pojawiającego się uczucia, któremu dane może kiedyś będzie przerodzić się w miłość. Ale to dobra okazja do powtórzenia, że od zakochania do ofiarnej miłości jeszcze daleka droga. A że życie nie jest romansem, przypomni w tym roku sam kalendarz.

 

I żeby nie było zupełnie gorzko, odwołam się do konferencji z okazji walentynek ks. Piotra Pawlukiewicza. Ten porywający kaznodzieja kładzie w nim nacisk na poezję - nie romans czy udziwnione bądź bajecznie kosztowne atrybuty - która jakże pięknie może ubarwić prozę życia.

 

 

Joanna Petry-Mroczkowska - z wykształcenia doktor filologii, z praktyki kulturoznawca. Eseistka, krytyk literacki, tłumaczka. Autorka kilkunastu książek, w tym Feminizm - antyfeminizm. Kobieta w Kościele. Ostatnio wydała "Bóg, islam i ojczyzna. Opowieść na stulecie śmierci bł. Karola de Foucauld" (Znak 2017)

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.56

Liczba głosów:

16

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook