Czy Bóg wodzi nas na pokuszenie?

Dariusz Piórkowski SJ
(fot. PAP/EPA/ETTORE FERRARI)

Papież zaproponował, aby w Modlitwie Pańskiej zamienić "nie wódź nas na pokuszenie" na "nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie". I polała się krew internetowa, mam nadzieję, że prawdziwa nie.

 

Jak na ironię u nas w Polsce używamy jednej i drugiej formuły. Pierwszej uczymy się w domu, na katechezie i w kościołach. Drugą znajdziemy w Piśmie świętym, czytamy ją podczas liturgii słowa na mszy świętej, ale przed komunią świętą odmawiamy tradycyjną wersję.   

 

Zanim ktokolwiek zauważył tę rozbieżność, powstała burza w szklance wody, a raczej wylała się fala krytyki i hejtu. Jeden z portali napisał, że "katolicy są wściekli" z powodu kolejnego "skandalicznego" posunięcia "zirytowanego" Papieża. Czasem się zastanawiam, na ile to święte oburzenie budzi się wobec ducha zmiany, a do jakiego stopnia razi sama zmiana jako taka.  

 

Trzeba jednak przyznać, że pewne zamieszanie związane z kontrowersyjną prośbą jest faktem. W świetle Pisma św. da się bowiem obronić zarówno pierwszą jak i drugą wersję tłumaczenia greckiego wyrażenia. W Ewangelii według św. Mateusza i św. Łukasza pojawia się to samo zdanie w trybie przypuszczającym czasu przeszłego w stronie czynnej, który wyraża wolę i pragnienie: "me eisenegkeis hemas eis peirasmon" ( Łk 11, 4; Mt 6, 13). Dosłownie należałoby przetłumaczyć ten tekst w następujący sposób: "I nie wprowadziłbyś nas w próbę“ lub "Obyś nie zechciał był wprowadzić nas w próbę". Wynika z tego jednoznacznie, że Pan może wystawiać nas na próbę, ale możemy Go prosić, aby tego nie czynił. Ponadto, z tych słów nie da się bezpośrednio wywieść, że każda próba pochodzi od Boga.

 

Być może z tego powodu Biblia Tysiąclecia przekłada ten tekst inaczej niż tradycyjna wersja katechizmowa, bardziej oddając jego ducha niż literę: "I nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie". Chce uwypuklić, że nie każda próba pochodzi bezpośrednio od Boga. I zapewne z tej samej racji Papież widzi problem "w wodzeniu na pokuszenie przez Boga".   

 

Może więc zamiast bezpłodnego, a czasem wręcz szkodliwego, pastwienia się nad Papieżem należałoby zastanowić się, o co mu rzeczywiście chodzi, zwłaszcza, że motywują go względy pastoralne, a nie tylko wierność literze. Nie sądzę, aby Franciszek chciał zakomunikować światu, że Bóg nie wystawia człowieka na próbę. Daleki też jestem od uznania, że Papież poważa się modyfikować oryginalny tekst grecki i poprawiać samego Jezusa. Niemniej, jak zaznacza Katechizm Kościoła wydany 25 lat temu, "to pojęcie greckie jest bardzo trudne do przetłumaczenia i ma wiele znaczeń" (KKK, 2846). Stąd zapewne te nieścisłości.

 

Na naszym rodzimym podwórku w użyciu szóstej prośby modlitwy "Ojcze nasz" brakuje konsekwencji. Albo więc dostosuje się tłumaczenie Pisma świętego do starszej formuły, która funkcjonuje w powszechnej świadomości. Albo starą formułę należy ujednolicić z nowszym przekładem, który nie jest tylko "odświeżeniem" języka. Bo obecnie mamy zamęt. Tyle w tym temacie.

 

Po wtóre, "wodzenie na pokuszenie" ręką Boga może rodzić u dzieci ( i dorosłych też) mylne wrażenie, że to Bóg prowadzi do zła. A sprawa przedstawia się bardziej skomplikowanie. Należałoby więc poświęcić trochę czasu na wyjaśnianie, w jaki sposób Bóg "wodzi na pokuszenie", skoro według Biblii mimo wszystko "wodzi". Zupełnie podobnie jak z ręką, którą Pan Jezus kazał odrąbać, chociaż w Kościele nikt tego nie zaleca w sposób dosłowny jako skuteczną terapię. A jednak coś odciąć trzeba.

 

Tymczasem przywołajmy niedościgniony autorytet w wyjaśnianiu prawd wiary, czyli św. Tomasza z Akwinu. W "Sumie teologicznej" doktor Kościoła czyni ważne rozróżnienie: "Jeśli chodzi o napastowanie przez złe duchy, to należy w nim wyodrębnić; po pierwsze, samo napastowanie; po drugie, jakieś szersze planowe kierowanie nim. (dosł. "porządek napastliwości").  Otóż samo napastowanie pochodzi ze złośliwości złych duchów, które z zazdrości usiłują przeszkadzać ludziom postępować w dobrem (…).Natomiast kierowanie tą napastliwością jest w mocy Boga, który mądrze umie wykorzystać zło, wyprowadzając z niego dobro" (I-I, 114, 1).

 

Zdaniem św. Tomasza istnieje "porządek kuszenia", nad którym władzę sprawuje sam Bóg. Zgadza się to ze świadectwem Ewangelii, gdzie czytamy, że "Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła" (Mt 4, 1). Nie należy tutaj za bardzo puszczać wodzy fantazji jakoby Bóg telefonował do piekła i zlecał kuszenie na tego lub tamtego nieszczęśnika. Piekło nie jest wydziałem zamiejscowym nieba od czarnej roboty, a szatan to nie konkurent Boga. Chodzi, po pierwsze, o to, że szatan nie mógłby działać, gdyby Bóg mu na to nie pozwolił. A po drugie, skoro już diabeł kusi, to Bóg potrafi te zakusy obrócić w dobro. Tomasz dodaje, że w przypadku aniołów zarówno ich działanie jak i kierowanie nimi pochodzi od Boga. W przypadku demonów tylko kierowanie należy przypisać Bogu.

 

W "Wykładzie Modlitwy Pańskiej" św. Tomasz podtrzymuje opinię, że Bóg może wystawiać człowieka na próbę. W jakim sensie? Odsłania jego gotowość do czynienia dobra i do praktykowania cnoty, aby "wszyscy ją poznali i aby wszystkim został dany przykład" . Odwołuje się przy tym do Abrahama, który miał złożyć w ofierze swego syna lub Hioba, pozbawionego wszystkiego, ale zachowującego ufność. I kwituje, że Bóg może człowieka prowokować do dobra, zsyłając na niego utrapienia. Jest to przypadek, gdy na wierzącego spada jakieś nieszczęście, gdy traci zdrowie, spotka go niesprawiedliwość, z modlitwy znikają pobożne myśli i uczucia. Wtedy dopiero okazuje się, czy człowiek kocha Boga czy tylko same dobra, które od Niego otrzymuje. Taka próba pozwala samemu kuszonemu poznać, co rzeczywiście kryje się w jego sercu. Może być narzędziem wzrostu zarówno dla tego, kto jej podlega jak i dla tych, którzy widzą jego postępy.

 

Ale jest i drugi sposób wystawiania na próbę, który za cel ma wyłącznie pobudzenie człowieka do zła. I temu typowi próby św. Tomasz poświęca zdecydowanie więcej miejsca. Są to wszelkiego rodzaju pokusy, które wprost zachęcają do popełnienia zła, np. osądzanie kogoś, uleganie niecierpliwości, grzechy seksualne itd. I chociaż tutaj wierzący też może wzrosnąć w cnocie, jeśli z Bożą pomocą opiera się pokusie, to jednak "w ten sposób Bóg nie kusi nikogo". Święty powołuje się w tym miejscu na autorytet apostoła Jakuba (Por Jk 1, 13-14). Kusi nas ciało, szatan i świat. Jednak w ostatecznym rozrachunku nawet ten rodzaj próby nie odbywa się bez wiedzy Boga.

 

Podobny tok rozumowania przedstawia św. Ignacy Loyola w "Ćwiczeniach Duchowych" gdzie zauważa, że Bóg zsyła na nas próby, zwane strapieniem. W tym stanie, który jeszcze nie jest grzechem, "prowadzi nas i doradza nam duch zły" (ĆD, 318). I choć na pierwszym miejscu Ignacy widzi przyczynę tego osłabienia ducha w naszej oziębłości, lenistwie i winach, to jednak dwie pozostałe przyczyny przypisuje szczególnemu działaniu Boga. Po pierwsze, mamy doświadczyć, na ile będziemy wierni Bogu, gdy zabraknie nam duchowych słodyczy i zapału. Po drugie, chodzi o to, abyśmy wewnętrznie poznali i odczuli, że "wszystko jest darem Boga", to znaczy,  abyśmy nie popadli w pychę i próżność (ĆD, 322).

 

Czy więc w "Ojcze nasz" prosimy o to, by Bóg w ogóle nie zsyłał na nas prób czy raczej abyśmy im poddani, nie ulegli złu? Jezus nakazuje uczniom w Ogrójcu: "Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie" (Łk 22,40). Tłumacze dokonali tu pewnej interpretacji. Bo podobnie jak wyżej z prośbą z "Ojcze nasz", można to wezwanie przełożyć również tak: "Módlcie się, abyście nie weszli w próbę". To by sugerowało, że dzięki modlitwie możemy uniknąć próby. Jednak sam Jezus modli się i wcale męka i śmierć go nie ominęła. Dzięki modlitwie jej nie uległ, to znaczy, nie wycofał się, nie odwołał tego, co nauczał pod wpływem cierpienia. Polskie tłumaczenie Biblii idzie więc po tej linii, nie trzymając się dosłowności, lecz przesłania w szerszym kontekście. 

 

Kiedy więc św. Tomasz próbuje odpowiedzieć na to pytanie, w polskim tłumaczeniu jego wykładu również natrafiamy na niejasność: "Chrystus uczy nas prosić, nie abyśmy nie byli kuszeni, lecz abyśmy nie byli wiedzeni na pokuszenie". Jaka jest różnica między "niebyciem kuszonym", a "niebyciem wiedzionym na pokuszenie"? Żadna. A jednak św. Tomasz chce ją podkreślić, tyle że w tym tłumaczeniu jest to kompletnie nieuchwytne.

 

W łacińskim oryginale Tomaszowego komentarza pojawia się strona bierna czasu teraźniejszego: “Christus docet nos rogare non ut non tentemur, sed ut non inducamur in tentationem", czyli: "Chrystus uczy nas prosić nie o to, abyśmy nie byli kuszeni, lecz o to, abyśmy nie byli wprowadzeni w pokusę". Bycie kuszonym nie oznacza jeszcze zaangażowania, jest ciągle czymś zewnętrznym wobec nas, bycie poza domem. Natomiast "wprowadzenie w pokusę", to jak wejście do domu, przestąpienie progu. Tomasz akurat w tym miejscu nie pisze przez kogo nie mamy być wprowadzeni w pokusę.  

 

Za chwilę jednak dodaje: "Mówi się, że o Bogu można powiedzieć, że prowadzi do zła przyzwalając na nie, jeśli z powodu licznych grzechów zabiera człowiekowi jego łaskę, a po jej zabraniu człowiek popada w grzech". Trzeba tę intuicję odczytywać analogicznie do komentarza samego Jezusa do "Modlitwy Pańskiej": "Jeśli nie przebaczycie ludziom i Ojciec wasz niebieski nie przebaczy wam waszych przewinień" (Mt 6, 15). Nie dlatego, że się obraził na człowieka i nie chce przebaczyć, ale dlatego, że człowiek przez stan nieprzebaczenia nie jest w stanie przyjąć łaski Boga. Podobnie z powodu trwania w grzechach człowiekowi może zostać odebrana łaska, bo nie ma dla niej miejsca. Nie należy w tym upatrywać celowego boskiego działania, by człowieka popchnąć w kierunku grzechu. To sam człowiek przez brak nawrócenia odwraca się od Boga i stacza się po równi pochyłej. I Bóg może na to przyzwalać, czyli używając terminologii Tomasza, "prowadzić do zła".

 

Niemniej zasadniczo, pisze doktor anielski, "Bóg prowadzi człowieka przez ogień miłości, aby nie wpadł w pokuszenie (…) Prowadzi go także w tym celu przez światło umysłu, którym pouczył nas o tym, co mamy czynić". I kończy, że w ten sposób Bóg doprowadza nas nie do zła i grzechu, lecz do oglądania Jego samego. Tomasz pozostawia nas więc z dylematem, bez jednoznacznego rozstrzygnięcia. Bóg pod pewnym względem prowadzi do próby, a pod innym nie prowadzi do niej. Nie unikniemy tutaj pewnej "ciemnej" subtelności, ponieważ dotykamy tajemnicy Boga, który stoi ponad czasem i wolnością stworzeń.

 

Chrystus nie obiecuje nam, że dzięki modlitwie będziemy wolni od prób, natomiast zapewnia, że jeśli będziemy się modlić, to im nie ulegniemy. Każde kuszenie jest w pewnym sensie oknem, przez które mamy wyglądać pomocy Boga. W ten sposób moc w słabości się doskonali. 

 

Dariusz Piórkowski SJ - rekolekcjonista i duszpasterz. Pracuje obecnie w Domu Rekolekcyjnym O. Jezuitów w ZakopanemJest autorem m.in. Książeczki o miłosierdziu.

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.17

Liczba głosów:

30

 

 

Komentarze użytkowników (13)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

bonaventura 14:44:50 | 2017-12-14
Szkoda, że autor nie zauważył, że sprzeciw wobec zmianom w modlitwie pańskiej wyrazili jakże bliscy Franciszkowi biskupi Niemiec.
Swój sprzeciw wyrazili również cieszący się wielką estymą papieża Franciszka protestanci.
Już sobie wyobrażam tę falę heitu jaka wylałaby się czy to z deonu, czy z wyborczej gdyby podobnie zdecydowane stanowisko wyrazili kapłani bądź biskupi polscy.

Oceń 46 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

zbyszeks 12:32:49 | 2017-12-14
Sprawa jest dosyć prosta i wyjaśnia ją urywek z filmu z Brucem Lee [LINK] Warto obejrzeć. Młody chłopak, postawiony w sytuacji gdzie palec wskazywać ma niebiański blask, patrzy na... PALEC!

No wypisz wymaluj my. Chłopak patrzy na palec, bo nie widzi niebiańskiego blasku. My patrzymy na słowa, sformułowania, prawa, zasady, bo nie widzimy tego, co Pan Jezus określał jako "królestwo boże".

Zamieniliśmy relację z Bogiem, relację z "niebiańskim blaskiem", na relację z palcem, z tym co uchwytne, ze słowami. Więc się o te słowa, gotowiśmy pozabijać, bo myślimy, że to własnie SŁOWA są prawdą albo czymś takim.

Zostaliśmy, biedni, z tymi słowami, co je "posiadamy", jedni takie słowa "posiadają" inni może nieco inne. Goryczy w nas pełen kubek, poczucia bezpieczeństwa i radości za grosz.

Tymczasem do Boga słowami dotrzeć nijak. Sformułowaniami się nie da. A ten podstawowy pociąg, który ludzi do Niego zabiera, stoi i czeka na peronie z napisem "TERAZ". Ten pociąg to Miłość. Ale ciężko wejść w drzwi wagonu, z długą i ciężką szyną własnych przekonań, co do Boga, jego słów i jego Miłości.
-------------------------------------------------------------------------------
Moja książka
I blog pielgrzymkowy.

Oceń 10 44 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 10:13:54 | 2017-12-14
Od zawsze Kościół przyjął zasadę,iz teksty biblijne są w wielu miejscach niejasne stąd wymagana jest ich interpretacja przez Kościół.
Tak tworzy się Tradycja- zawierająca wszystko co Bóg chciał nam przekazać.
Tak więc wyrażający Tradycję tekst katechizmowy będzie dla katolika bliższy niż niezliczone interpretacje Ewangelii.
Kościół pragnął przyjąć takie a nie inne tłumaczenie słów Chrystusa.
Słowami tej modlitwy modlili i uświęcali się zarówno św.Tomasz z Akwinu jaki i św.Ignacy Loyola a także nasi ojcowie.
Zmiana słów modlitwy nie jest więc katolicka,jest zaś jedynie prywatnym pomysłem Jorge Bergolio.
Dlaczego?
Dlatego,że jest sprzeczna z Tradycją - nauczaniem Boga.
Dodatkowo jest jednak niebezpieczna.
Dlaczego?
Dlatego,że dzieli Kościół (biskupi francuscy i niemieccy).
Powyższe nakazuje nam więc zignorować kolejną nieprzemyślaną wypowiedź papieża Franciszka.
Papież nie jest bowiem od tego aby prezentować swoje prywatne idee.

 

Oceń 91 20 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

08joanna.b 09:07:22 | 2017-12-14
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego papiez Franciszek zaproponowal zmianę wypowiadanej formuły. Wielokrotnie zastanawialam się nad słowami "i nie wodź nas na pokuszenie ale nas zbaw ode złego" i w/g mnie tak jak jest jest dobrze. Nie pozwól abyśmy zamiast tą drogą poszli tamtą, ale jeżeli już moje nogi zaprowadzą mnie tam gdzie nie powinnam była skręcić, to zbaw mnie ode złego, uratuj itd. Rodzic powtarza dziecku nie wspinaj się na to drzewko, gałąź jest cienka i spadniesz, raz, drugi i trzeci bez skutku. Bez skutku, dziecko wspina się i nagle siedząc na galęzi słyszy i czuje jak galązka zaczyna trzeszczeć i za chwilę zlamie się. Mamo/tato ratunku!, mama/tata już wcześniej wie, że moze się to źle skończyć, wie że dziecko będzie z tej gałęzi wołać o pomoc więc spokojnie podchodzi bliżej drzewka i jak gałąź zaczyhna się łamać podchodzi i łapie dziecko tuż nad ziemią, ale spadając dziecko i tak doznaje wielu zadrapań i otarć i najada się starchu więc płacze przestaszone, że boli itd. Mama/tata nawet nie mówi - a nie mówilem/am bo wie od początku jaki będzie przebieg zdarzeń. Najważniejsze co z tego wszystkiego wyniesie dziecko. Tak rozumiem tę modlitwę i nadal bedę używać starej formuły bo po co zmieniać.

Oceń 67 16 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?