Nadgorliwi wyznawcy - największe zagrożenie dla religii

Zygmunt Kwiatkowski SJ
(fot. shutterstock.com)

Jedną z głównych przyczyn niewiary jest fałszywy wizerunek Boga. W ten sposób najbardziej skutecznie dezawuuje się wiarę i religię.

 

Doskonale znamy ten mechanizm, bo na co dzień jest on stosowany na przykład w polityce, ale nie tylko. Wiemy to dobrze: by z przeciwnikiem wygrać, trzeba zniszczyć jego wizerunek. Nie chodzi o to, aby go zniszczyć doszczętnie, bo wtedy zafunkcjonuje paradygmat kata i ofiary i zamiast zniszczyć wroga, będzie się, wbrew własnej woli, uczestniczyć w jego promowaniu. O wiele bardziej skuteczną metodą jest deformacja jego profilu osobowego, tak aby śmieszył albo odpychał tych, którzy go widzą.

 

Podobnie ma się rzecz z religią. Zamiar jej unicestwienia powoduje reakcję obronną i religia zakorzenienia się wówczas jeszcze głębiej. O wiele skuteczniejsza jest zatem opcja "wolnościowa", polegająca na tym, że Boga otwarcie się nie zwalcza, a jedynie daje się Mu laicki wizerunek.

 

Jednocześnie, paradoksalnie tak się składa, że największym zagrożeniem dla religii nie są osobiści wrogowie Pana Boga, ale Jego nadgorliwi wyznawcy, którzy swoim postępowaniem fanatycznie lansują Jego fałszywy obraz. Są tym bardziej groźni, im mniej zdają sobie z tego sprawę.

 

Tak się na przykład mają rzeczy w odniesieniu do muzułmańskich terrorystów, którzy z hasłem "Allahu akbar" na ustach, czyli wyznając głośno swoją wiarę w Boga, dokonują kryminalnych czynów, zabijając niewinnych ludzi, biorąc ich do niewoli, żądając jak klasyczni bandyci okupu za ich uwolnienie, gwałcąc kobiety i czyniąc z nich swoje niewolnice, a wszystko to… na cześć Boga.

 

Na domiar złego przez niektórych współwyznawców ludzie ci uważani są za prawdziwych męczenników, którzy giną za świętą sprawę i dlatego nie tylko nie powinni być potępiani za zbrodnie, których się dopuścili, ale zasługują raczej na szacunek ludzi i na wieczną nagrodę u Boga, w niebie. Tymczasem zdrowy osąd każe nam taką "religijność" traktować jako bluźnierstwo przeciwko świętemu imieniu miłosiernego Boga.

 

Istnieje inny rodzaj fałszywej religijności, lansujący karykaturalnie okaleczony wizerunek Boga, uznający Go za Autora okrutnej gry, która się nazywa "życiem". Tym bardziej jest ona okrutna, że chcesz czy nie, musisz w niej wziąć udział, bo nikt cię nie pyta o zgodę. Jesteś rzucony na arenę i masz na niej walczyć z dzikimi zwierzętami. Jeśli w tej walce wygrasz, to zdobędziesz nagrodę. Jeśli przegrasz, to zginiesz na wieki.

 

Taka wizja religii nie ma oczywiście nic z radosnej nowiny, jaką jest Ewangelia. Kojarzy się raczej z okrucieństwem i przymusem. Nic dziwnego, że w momentach wyjątkowego napięcia, kiedy dramat życia staje się szczególnie dotkliwy, z głębi udręczonej ludzkiej duszy dobywa się krzyk protestu do niemego i nieczułego nieba, że świat jest w tak okrutny sposób stworzony.

 

Tymczasem nie taki jest autentyczny wyraz chrześcijańskiej wiary, ponieważ Ewangelia jest dobrą nowiną o zbawczej miłości Boga, który sam stał się człowiekiem, aby człowieka wyprowadzić z nieszczęścia, w jakie popadł z własnej winy. Bóg dał człowiekowi wolność, ponieważ koniecznym wymogiem prawdziwej miłości jest wolność tego, kogo się kocha. To nie Bóg opuścił człowieka, ale człowiek takiego wyboru dokonał w stosunku do Boga, kiedy zdradził Jego miłość i poszedł za tym, do czego skusił go szatan. Bóg jednak nie porzucił człowieka. Jego miłość nie zna limitów poświęcenia. Dlatego właśnie stał się jednym z nas, aby nie tylko być z nami, ale także by nas przeprowadzić do Ziemi Obiecanej. On, który nie dziedziczył grzechu, mimo to przyjął na siebie jego skutki, a więc cierpienie i śmierć, i pokonał w ten sposób grzech swoim chwalebnym Zmartwychwstaniem.

 

Ewangeliczne spojrzenie na Boga i na religię wolne jest zatem od pogańskiej wizji boga, który lubuje się w igrzyskach, na obraz i podobieństwo teatrów rzymskich, aby każdemu człowiekowi na końcu dziejów sprawiedliwy wyrok ogłosić.

 

Zbawienie jest miłosiernym darem Boga, niczym niezasłużonym przez człowieka. Dar ten czeka na nasze przyjęcie. "Nawracajcie się, bo przybliżyło się do was Królestwo Niebieskie" - brzmi mesjańskie orędzie. Obudźcie się ze snu smutku i rezygnacji, zagłuszani hałasem trudów i uciech życiowych. Weźcie udział w pielgrzymce Kościoła do Pełni Życia.

 

Zygmunt Kwiatkowski SJ - jezuita, misjonarz, spędził 30 lat w Egipcie, Libanie i Syrii

 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.37

Liczba głosów:

43

 

 

Komentarze użytkowników (37)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

no_name 00:07:43 | 2017-02-21
Nadgorliwi wyznawcy - największe zagrożenie dla religii.

Mamy tu do czynienia bardziej z problemem semantycznym, aniżeli rozpatrywanym w kategoriach dobra, czyli etycznych.
Czy w ogóle można być nadgorliwym Chrześcijaninem?
Ja twierdzę, że nie można.
Abstrachujac juz od samego słowa "nadgorliwość", które w polskim języku ma jednoznacznie zabarwienie pejoratywne, to wzorcowy "Chrześcijanin" idący drogą Chrystusa ma barwę wyłącznie melioratywną (proszę nie mylić z melioracją ;-).
Zatem zlepek jak wyżej - "nadgorliwy Chrześcijanin" to tylko rodzaj paralogizmu, typowy przykład semantycznego absurdu. :-)

Oceń 15 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 21:18:52 | 2017-02-19
Jak spojrzymy na życiorysy niektórych Świętych, to Oni byli właśnie nadgorliwi.
Nadgorliwi w miłości wobec Boga, nadgorliwi w miłości wobec bliźnich, nadgorliwi w modlitwach, ale również pracy, nadgorliwi w niesieniu pomocy potrzebującym.

Dlatego wiary Chrześcijańskiej nie powinno się stawiać na równi z innymi wiarami, bo tam nadgorliwość wygląda inaczej i inaczej jest interpretowana.
Owszem pośród wyznawców i Chrześcijańskiej wiary znajdą się "czarne owce" wypaczające sens i znaczenie fundamentów tej wiary.

Dla nas najważniejszym powinno być, (póki żyjemy) zagrożenie jakimś większym upadkiem i stania się czarną owcą Pana Jezusa.

Dlatego powinniśmy się częściej modlić, a gdy sami potrzebujemy modlitwy, powinniśmy o nią prosić choćby naszych braci i siostry - Świętych oraz Aniołów Bożych.

Oceń 10 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

a a 14:45:55 | 2017-02-19
Cały islam jest bluźnierstwem przeciwko Bogu i fałszywą religią, nieważne, czy agresywny, czy pokojowy, więc analogia trochę dziwacza.

Oceń 26 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

tomek59 09:20:39 | 2017-02-19
W Europie najwięcej fanatyków religijnych jest w Polsce. Aż 30% polskich katolików chodzi co Niedzielę do kościoła. To skandal. Jak polski episkopat może to tolerować.

Oceń 9 16 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

zbyszeks 17:04:01 | 2017-02-18
Dziwna to nauka."Ewangeliczne spojrzenie na Boga i na religię wolne jest zatem od pogańskiej wizji boga, który lubuje się w igrzyskach, na obraz i podobieństwo teatrów rzymskich, aby każdemu człowiekowi na końcu dziejów sprawiedliwy wyrok ogłosić."

Jeśli komuś się ta myśl podoba, to powinien przeczytać moją książkę Jeśli uważa go za pogański, zły itp. to nie powinien.

Ale przecież, "Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze" - powiada katechizm KK. Więc jak? Oba stanowiska są prawdziwe? Jedno z nich jest błędem?

Oceń 10 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 16:17:41 | 2017-02-18
Źle rozumiana gorliwość religina jest efektem albo odkrycia emocjonalnej wiary, albo przejawem maskowania własnych problemów w wierze.

To pierwsze widać np w wielu grupach tzw. charyzmatycznych.
To drugie w wielkim formaliźmie i wielkim przywiazaniu do rytuałów, niewolnicznego wręcz przstrzegania praw i zwyczajów itp.

Jest też problem niepoważnego, letniego zycia religijnego, bycia tylko troche katolikiem etc. To też można zamaskować nadgorliwoscią np w głoszeniu miłosierdzia.

Oceń 26 17 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

marielle 14:41:40 | 2017-02-18
Postawić można tu pytanie, czy są gorliwi katolicy (jeśli nadgorliwi, to konkretnie w jakim zakresie), którzy mogą swoim podejściem do praktyk religijnych niejako odpychać od Kościoła ludzi poszukujących Boga? 

Oceń 13 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 13:07:17 | 2017-02-18
Wczoraj od red Wilczyńskiego dowiedzieliśmy się ,że katolik to ten,kto nie jest pedofilem, walczy o pokój i widzi we wszystkim dobro.
Dziś od o.Kwiatkowskiego zaś otrzymaliśmy pouczenie ,że Bóg to jedynie miłosierdzie.
Co więcej w tego samego Boga wierzą zarówno katolicy jak i muzułmanie, różnice wynikają zaś z nadgorliwości wyznawców.
Wypada więc jedynie czekać aż miłosierny Bóg okryje nasze ludzkie szpetoty płaszczem miłosierdzia i będzie GIT.
Będzie jedna religia- miłujących pokój, miłosiernych...jezuickich wychowanków, idących wprost...
Właśnie gdzie idących?
Niech każdy katolik odpowie sobie na to pytanie.
 

Oceń 36 24 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

k jar 12:10:26 | 2017-02-18
Tytył nieadekwatny do zawartości artykułu. Gorliwość jest cechą religii i stale z tą gorliwością słabo. Osobiście chciałabym być choć w 5% gorliwa jak święci. Artykuł nie mówi o gorliwości, a zafałszowaniu religijności, złym, wręcz szatańskim odbiorze Dobrej Nowiny.

Oceń 27 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?