Zniesławieni przy wigilii

Jacek Siepsiak SJ
(fot. shutterstock.com)

Niedługo zasiądziemy do wieczerzy wigilijnej. Dla wielu będzie to okazja do przeproszenia, może do pojednania. Wiąże się to często z zapomnieniem. Oczekujemy zapomnienia win, błędów, grzechów.

 

Bóg, gdy nam przebacza, to i zapomina, jak wierzymy. Nie chce pamiętać o naszych przewinach.

 

Bez zapomnienia nie da się iść dalej, nie da się wspólnie kroczyć. Jest taka "przypowiastka" zaczerpnięta od De Mello:

 

- Dlaczego nie przestaniesz mówić o moich dawnych błędach? - zapytał mąż. - Myślałem, że mi już przebaczyłaś i zapomniałaś.

- Oczywiście. Przebaczyłam i zapomniałam - odpowiedziała żona. - Ale chcę być pewna, że ty nie zapomnisz, że przebaczyłam i zapomniałam.

 

Jest tu wiele mądrości. Bo po pierwsze, słuchając tego dialogu, mamy wrażenie, że mimo swoich grzechów to mąż jest ciągle pokrzywdzony. Nie ma takich samych praw jak żona. Nie idą ramię w ramię. Po drugie, jest to jakaś forma "haka". W razie czego mamy co wyciągnąć. Mąż musi być grzeczny i posłuszny, bo inaczej żona sobie nagle przypomni. Gdy ona sterczy nad nim z takim "mieczem", nie ma miejsca na miłość.

 

Przy stole wigilijnym chcemy zapomnieć o ciemnych stronach wspólnego życia, by móc razem żyć, wspólnie budować, by się kochać. Wiem, że nie zawsze łatwo zapomnieć. Bywają straszne krzywdy, bywają nieprzejednani grzesznicy... Potrzeba czasu, pokuty, zadośćuczynienia, zabliźnienia ran... Ale prawdziwy pokój wymaga "nie wywlekania" w nieskończoność tego, co dzieliło. Święta, Boże Narodzenie to okazja do tego, by sobie to obiecać.

 

Ale czy tylko wśród najbliższych, w rodzinnym gronie? Niejeden będzie nas namawiać do zgody narodowej. Stanie z opłatkiem przed kamerą... I co? Mamy zapomnieć?

 

Niedawno w  wywiadzie dla belgijskiego tygodnika Tertio papież Franciszek powiedział: "Zniesławienie jest wtedy, gdy wyciągamy na kogoś teczki, gdy odkrywamy prawdę, ale należącą do przeszłości (…). Nie mamy do tego prawa".

 

Takie zdanie, zwłaszcza w Polsce, może wzbudzić dużo kontrowersji. Po co w takim razie IPN?

 

Warto zauważyć, że Franciszek mówi o sprawach z przeszłości. Nie chodzi o prawdę o obecnym postępowaniu. To są sprawy, które już nie mają wpływu na bieżące wydarzenia.

 

A kiedy takie sprawy mają lub nie mają wpływu na tu i teraz?

 

Jeżeli kogoś musimy np. zaprzysiąc, po to by piastował jakieś stanowisko, tzn. że ta jego służba wiążę się ze szczególnym zaufaniem. Przykładem jest posługa sędziego. Ma rozstrzygać zasadnicze spory, więc powinien mieć nieposzlakowaną opinię. To nie znaczy, że nie jest grzesznikiem. (Może  być nawet nawróconym grzesznikiem. A to nie byle co!) Ale przynajmniej historia jego działalności publicznej powinna być transparentna. Tym bardziej, że jeżeli coś ukrywa, to można z tego zrobić "haka". I wtedy istnieje uzasadnione podejrzenie, że nie będzie dążył do obiektywizmu i kierowania się prawem, nie będzie wolny w swoich decyzjach.

 

Mamy prawo prześwietlać ludzi pełniących funkcje zaufania społecznego.

 

Ale weźmy dla przykładu działacza "pozarządowego", jakiegoś ekologa. Jeżeli mu się wywleka to, że kiedyś tam po pijaku kogoś potrącił, to czemu to służy? Przecież to zamyka mu drogę do jego resocjalizacji.

 

Papież we wspomnianym wywiadzie powiedział jeszcze: "Może dziesięć lat temu ktoś miał problemy z prawem albo kłopoty w życiu rodzinnym. Wyciąga mu się coś, co było prawdą, ale jest przeszłością. Wracanie do tego po latach, by unicestwić człowieka, jest poważnym grzechem. Każdy ma prawo do dobrego imienia".

 

Franciszek podzielił się takimi myślami mówiąc o najważniejszych grzechach mediów. Właśnie mediów! I to mediów posługujących się prawdą. A nawet mediów działających dla prawdy. Tak przynajmniej oficjalnie widzą swoją misję.

 

Są kraje, w tym Watykan, które nie dają wolnego dostępu do swoich archiwów. Potrzeba upływu konkretnego czasu, np. 50 lat. Dlaczego? Bo m.in. "każdy ma prawo do dobrego imienia". Też jego bliscy. To delikatna materia i dostęp powinni mieć zaprzysiężeni pracownicy wymiaru sprawiedliwości.

 

Może warto, wsłuchując się w intencje Franciszka, oceniać intencje wydobywających z zapomnienia różne fakty? Po co to robią?

 

Czy ktoś, kto "przypomina" różne wydarzenia, by zniszczyć bliźniego, sam zasługuje na dobre imię? "Każdy ma prawo do dobrego imienia". Odbieramy je sobie, gdy odbieramy je innym.

 

Jacek Siepsiak SJ - redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe".

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.74

Liczba głosów:

85

 

 

Komentarze użytkowników (7)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~WDR 01:02:32 | 2016-12-24
"Takie zdanie, zwłaszcza w Polsce, może wzbudzić dużo kontrowersji. Po co w takim razie IPN?"

Teczki z IPN się księdzu skojarzył? To ja podnoszę stawkę!

A mi się skojarzyły teczki irlandzkiej policji na temat pedofilii wśród tamtejszych duchownych.

Nie wydaje mi się, aby Franciszkowi chodziło o taką obronę dobrego imienia.

Oceń 116 110 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 18:12:28 | 2016-12-23
Chciałabym, aby w Polsce znalazły się autorytety, które mówiłyby:
"Zniesławienie jest wtedy, gdy wyciągamy na kogoś teczki, gdy odkrywamy prawdę, ale należącą do przeszłości (…). Nie mamy do tego prawa".
 

Oceń 22 41 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 16:16:07 | 2016-12-23
Przebaczenie to jeszcze nie pojednanie.
Dlatego przebaczając należy pamiętać, w przeciwnym wypadku nie dajemy drugiej stronie szansy na zmianę postępowania.
To zaś przeczy miłości bliźniego

Oceń 73 35 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?