Czy charyzmatycy jadą na emocjach?

Remigiusz Recław SJ
(fot. shutterstock.com)

Słyszymy nieraz zarzut, że charyzmatycy jadą tylko na emocjach, a potem nic z ich modlitwy nie wynika poza tym, że było miło. Czy jest to zarzut prawdziwy? A może wynika on ze zwykłej zazdrości, że modlitwa charyzmatyczna przyciąga tak dużo ludzi do Kościoła?

 

Moim zdaniem z modlitwy charyzmatycznej wynika bardzo dużo. Jej owocami są nie tylko uzdrowienia i uwolnienia, ale także doświadczenie przemiany życia przez wiele osób. W świadectwach członków wspólnot charyzmatycznych słyszy się z reguły o przejściu takiej drogi jak opisana poniżej.


W młodości byli "tradycyjnymi katolikami" (przez co rozumieją wiarę jako teorię religijną bez doświadczenia). Po ukończeniu szkoły odwrócili się od Boga i Kościoła (od tej teorii). Później doświadczyli jakiegoś dramatu w życiu. Wielu szukało wtedy pomocy gdziekolwiek, byle nie w Kościele, ale ktoś ich zaprosił na spotkanie charyzmatyczne, które po czasie zaowocowało spowiedzią z wielu lat. Spotkanie charyzmatyczne jest w tych świadectwach momentem przełomowym życia. Ci ludzie mówią, że spotkali się z żywym Bogiem, jakiego wcześniej nie znali. Poznali Boga, który jest dobry i który ich kocha. To doświadczenie (często połączone z dużymi emocjami) spowodowało powrót do Kościoła.

 

Charyzmatycy nie mają żadnego patentu na doświadczenie żywego Boga. Ja np. doświadczyłem Go po raz pierwszy na rekolekcjach ignacjańskich. Znam wiele osób, dla których przełomem była piesza pielgrzymka lub nawiedzenie sanktuarium. Niemniej charyzmatycy stwarzają przestrzeń w Kościele, gdzie człowiek pogubiony może z łatwością przyjść i doświadczyć Boga żywego. Tą okazją są różnego rodzaju uwielbienia, msze o uzdrowienie, seminaria, kursy, spontaniczność w modlitwie, słowo z mocą, wspólnota modlitwy, ale przede wszystkim wiejący Duch Święty, którego można doświadczyć. Wystarczy przyjść z otwartym sercem.

 

Niewątpliwie jest tak, że modlitwa charyzmatyczna bardzo angażuje nasze emocje. W duchowości to nic nowego. Święty Ignacy mocno podkreśla zaangażowanie uczuć w modlitwę. Jezuici przekładają to na medytację, a charyzmatycy również na inne formy modlitwy. Jednym to pasuje, drugim nie. Jeśli kogoś to karmi - niech z tego korzysta. Jeśli kogoś nie karmi - niech sobie znajdzie coś, co dla niego jest pożywieniem i niech nie narzeka, że komuś smakuje co innego.

 

Oczywiście można wejść na spotkanie modlitewne i powiedzieć: "jadą po emocjach". Podobnie można wejść na mszę, popatrzeć na księdza i powiedzieć: "kiepski teatr kostiumowy". Wszystko można obśmiać. W internecie jest wiele stron, gdzie wyśmiewa się czyjąś modlitwę. Wiemy, że ludzie tak robią, i to nie tylko ateiści.

 

Jednak tak jak dla księdza modlitwa przy ołtarzu nie jest jedyna (ksiądz musi praktykować modlitwę osobistą, bo stanie się pusty), tak też charyzmatycy poza spotkaniami, gdzie angażują emocje, modlą się w ciszy w domach, w rodzinach, na adoracji… Tam gdzie w parafiach są grupy charyzmatyczne, w te dni tygodnia, w których się one spotykają, księża mają ludzi na mszach świętych. Charyzmatycy bowiem przychodzą bardzo często przed spotkaniem modlitewnym na Eucharystię.

 

Są osoby, które potrzebują zaangażowania uczuć w czasie modlitwy wspólnej. Ja do takich należę. Takich osób jest coraz więcej i będzie coraz więcej, bo nasza codzienność angażuje dużo uczuć. Chaos życia powoduje też zamieszanie w naszych uczuciach. Kiedy je angażujemy podczas modlitwy, ulegają one porządkowaniu.

 

Gdzie to porządkowanie uczuć widać? Jakie są owoce modlitwy charyzmatycznej?

 

Na mszach o uzdrowienie jest więcej spowiedzi niż w uroczystości parafialne. To jest konkretny owoc. Modlitwy charyzmatyczne trwają dłużej niż wiele innych w kościele. Trwają na tyle długo, że wielu księży w parafii nie bierze w nich udziału. Są po prostu za długie. Czy zatem takie pragnienie przebywania z Bogiem u ludzi świeckich nie jest wymiernym owocem modlitwy charyzmatycznej? Na rekolekcjach parafialnych po trzech godzinach modlitwy bardzo często proszę ludzi, aby już opuścili kościół, bo musimy kończyć. Wówczas jest śmiech, bo do tej pory słyszeli prośby, żeby jeszcze na pieśni nie wychodzić. A teraz słyszą odwrotnie.

 

Większość osób we wspólnotach charyzmatycznych trwa w ciągłej łasce uświęcającej. Dołączyłem się kiedyś do pogrzebu, bo był to pogrzeb osoby ze wspólnoty. Ksiądz z parafii poprosił mnie, abym w kaplicy cmentarnej zapytał, ile osób idzie do Komunii. Powiedziałem mu, że nie zapytam, bo i tak się nie doliczę. Myślał, że żartuję, ale zgodził się konsekrować wszystkie komunikanty, które miał. A miał ok. 40 sztuk. Do komunii przystąpiło dużo więcej osób. Ostatnie komunikanty dzieliłem na szesnaście, bo ludzie z dworu wchodzili do kaplicy i ciągle wydawało się, że to już ostatnie osoby, a kolejka do Komunii się nie zmniejszała. Prosiłem, aby ludzie sami brali z pateny Ciało Chrystusa, bo kawałeczki hostii były tak małe, że nie byłem w stanie położyć ich ani na języku, ani na ręku. To są konkretne owoce modlitwy charyzmatycznej. One się przekładają na życie.

 

Młodzi we wspólnotach charyzmatycznych żyją w czystości do ślubu. Podejmują decyzję o wielodzietności. Modlitwa małżeńska jest dla nich czymś normalnym. Mając małe dzieci, są zaangażowani w ewangelizację. Jak człowiek słyszy, że Bóg go wzywa do posługi, to idzie za tym słowem. A charyzmatycy mają osobiste doświadczenie, że słyszą Boga. W zakonach widzimy, jak wiele powołań jest dzisiaj właśnie z ruchów charyzmatycznych. Nic dziwnego, bo gromadzą one ludzi, którzy doświadczają żywego Boga. Nie trzeba im udowadniać, że Bóg jest. Oni Go spotykają w swojej codzienności.

 

 

Remigiusz Recław SJ - wieloletni dyrektor Ośrodka Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi, asystent kościelny dwumiesięcznika "Szum z nieba"

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.39

Liczba głosów:

113

 

 

Komentarze użytkowników (36)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

mickeytav 19:22:23 | 2016-07-18
Ciekawe, aż 9 osób się z tym nie zgadza, nie wiedziałem, że czytają to androidy

Oceń 2 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

mickeytav 10:15:46 | 2016-07-16
Tylko martwe ciało nie ma emocji i tylko martwy duch nie wyraża ich wobec Boga

Oceń 7 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

makwiat 21:55:28 | 2016-07-15
W pełni się zgadzam z o. R.R. Uważam że dużo mówimy o emocjach etc. ale zapominamy, że właśnie we wspólnocie uczymy się byc dla innych a nie sami dla siebie. Możemy się modlić godzinami, skupiać wyłącznie na sobie, może naprawdę nic nie  wypływać  z naszej modlitwy,  i wtedy wpaść w pułakę własnej religijności, trzeba rozeznawać swoją drogę i słuchać Boga w ciszy, gdzie nas poprowadzi, jak Chce abyśmy posługiwali drugiemu człowiekowi, być lepszą żoną czy mężem, sąsiadem, pracownikiem etc.... 

Oceń 13 21 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

informator 21:19:59 | 2016-07-14
Jednym z negatywnych owoców ruchów charyzmatycznych są coraz liczniejsze sekty protestanckie wyrosły ze wspólnot, które porzuciły Kościół

Oceń 34 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

sypekkrystyna 09:42:07 | 2016-07-14
Dziękuję za ten artykuł! Święta prawda! Ja też spotkałam Pana Jezusa na Fundamencie rekolekcji ignacjańskich.Od tego czasu wiele w swoim życiu zmieniłam i , chociaż, jak pewnie większość z nas, miewam wiele problemów (mam 5-ro dorosłych dzieci, i 5-wnucząt,narazie!?), to czuję się osobą kochaną i spełnioną. Żyję ,,pełną piersią" ale nie boję się też umrzeć.I tego życzę wszystkim!  Krystyna

Oceń 12 30 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

swiatczak.michael 01:45:14 | 2016-07-14
Czym byłaby miłość bez emocji?

Oceń 11 26 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

kaleam 22:03:34 | 2016-07-13
Z dwojga zlego już lepiej jechać na emocjach niż na dragach i fajkach :-)

Oceń 7 14 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Rafał Borowski 18:28:29 | 2016-07-13
Jako uzupełnienie proponuję mój komentarz na profilu fejsbukowym o. Remigiusza Recława pod zalinkowanym przez niego niniejszym artykułem.

Oceń 13 42 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

charytrads 16:39:12 | 2016-07-13
Był pewien człowiek, który również bardzo żarliwie bronił swojego sposobu wiary:
Dz 9,1-6

Ten sam człowiek pisał potem:
1 Kor 12,7-11

Skoro wierzymy w jednego Boga i (choć w różny sposób - czy w cichości, czy podczas spotkań pełnych śpiewu) doświadczamy działania jednego Ducha, to czy wszelka niezgoda nie jest podszeptem tego, którego nikt z nas nie chciałby słuchać? Jezus nie uczył, że "moja modlitwa jest najmojsza", ale mówił "Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali" J 13,34-35

Należę do wspólnoty charyzmatycznej, kocham adorację Boga w ciszy, staram się czytać Pismo Święte, byłem na Mszy w rycie trydenckim i zarówno w spotkaniach pełnych radości, śpiewu i tańców, jak i w tych chwilach kontemplacji doświadczyłem Boga tak samo, więc nie rozumiem, dlaczego jedni drugim skaczą do gardeł tylko dlatego, że ktoś modli się inaczej.

Oceń 26 51 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

karola.podolska 15:04:20 | 2016-07-13
Kiedy moralnym jest godzenie się na nieutylizowanie ludzi w ogóle po to by uniknąć zutylizowania w pierwszej kolejności tych najwartościowszych?

Oceń 8 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook