Lekcja Benedykta XVI dla Kościoła "masowego"

Grzegorz Kramer SJ

Kilka dni temu udzielałem wywiadu do studenckiego radia Feniks z Uniwersytetu Rzeszowskiego. Na wstępie pani redaktor powiedziała, że wita bardzo znanego w Polsce jezuitę. "Drugiego po Franciszku".

 

Oczywiście grzecznościowo zaprzeczyłem, ale czułem przecież, że lubię takie rzeczy słyszeć, nawet kiedy wiem, że są przerysowane.

 

Myślę, że to nie będzie zbyt duże nadużycie, kiedy powiem, że wszyscy tak mamy - lubimy słyszeć miłe rzeczy, a tym bardziej takie, które mogą dać poczucie "bycia kimś", poczucie siły i możliwości wpływania na rzeczywistość. I właśnie jako ludzie, którzy mają w sobie takie potrzeby, tworzymy Kościół, również ten hierarchiczny. To pragnienie osobistej chwały często rozszerzamy - jako Kościół - na całą wspólnotę.

 

Dopóki to pragnienie pcha nas do twórczej pracy, wszystko jest w porządku. Jednak może ono być także początkiem grzechu pychy, który może przejawiać się na wiele sposobów. Między innymi tak, że będziemy wartościować ewangelizację przez pryzmat liczb i statystyk. I to nawet nie w takim rozumieniu, że kto ma więcej ludzi w kościele czy wspólnocie, ten jest bardziej skuteczny, ale może i pojawia się często myślenie, że skoro "mury" mam pełne, to mogę spokojnie żyć.

 

Ostatnio znalazłem taki tekst Benedykta XVI: "Głosimy Jezusa Chrystusa nie po to, aby zdobyć jak najwięcej członków dla naszej wspólnoty, a tym bardziej nie dla władzy. Mówimy o Nim, ponieważ poczuwamy się do obowiązku przekazywania radości, jaka została nam dana".

 

W całej naszej działalności ewangelizacyjnej chyba często zapominamy o istocie, którą jest Zmartwychwstanie. Zresztą ono chyba nam bardzo komplikuje to całe nasze religijne chrześcijaństwo. Dopóki zatrzymujemy się na etapie krzyża i Wielkiego Piątku, to wiara jest dość przewidywalna. Jest jak inne religie: obowiązki, cierpienie, postanowienia - generalnie nasze działanie, żeby jakoś tego Boga postawić po swojej stronie. I wtedy bardzo potrzeba właśnie wykazania się, odnoszenia sukcesów, pokazania wyników - również tych ilościowych. Kiedy uwierzymy w końcu w Zmartwychwstanie, skupiamy się na czymś innym. Na nadziei. Nagle widzimy, że kompletnie nie o wyniki tu chodzi, ale ogłoszenie Ewangelii konkretnej osobie. Wtedy też człowiek łatwiej radzi sobie z sukcesem, bo jedyne co może z nim zrobić, to się do niego uśmiechnąć.

 

W tym samym dniu, w którym pani redaktor wypowiedziała słowa, które tak mnie uradowały, dwie godziny wcześniej odprawiałem Mszę świętą, na której nie było tłumów. Nie była to Msza, którą miałby sprawować ktoś sławny. I musiałem z sobą trochę powalczyć, by znów nie poddać się starej pokusie wyników i spektakularnych wydarzeń. Bóg to potwierdził - na sam koniec dnia, kiedy już po wszystkim szedłem do samochodu, by wrócić do Krakowa, podszedł do mnie student, by podziękować za słowo inspiracji.

 

Warto przełamywać pokusę "ilości" nie na rzecz "jakości", ale na rzecz nadziei głoszonej konkretnemu człowiekowi. Wprawdzie to trudna robota, pełna momentów zwątpienia, ale, jak mawiał Tischner, po Zmartwychwstaniu Pana Jezusa żaden optymizm nie jest w Kościele przesadą. 

 

 

Grzegorz Kramer SJ - duszpasterz powołań Prowincji Polski Południowej TJ, współtwórca projektu BanitaProwadzi autorskiego bloga.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.25

Liczba głosów:

48

 

 

Komentarze użytkowników (7)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

kalinowski.ludwik 00:33:31 | 2016-05-17
Kramer pieprzysz trzy po trzy !!!!

Oceń 32 13 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

no_name 23:58:47 | 2016-05-16
Bardzo dziękuję za ten artykuł.
Kiedyś uczciwie przyznaję niepokoiłem się o Ojca.
Sądziłem, że więcej szkody, aniżeli pożytku przyniesie Ojcu jego coraz większa "oglądalność". Na szczęście ma Ojciec świadomość znaczenia tych tysięcy laików, czy otworzeń stron. 
Oczywiście ja wcale nie wskazuję, by Ojciec zaprzestał tej     duszpasterskiej drogi, bo ona wraz z Ojca popularnością jest Kosciołowi bardzo potrzebna, dokładnie na tej samej zasadzie, jak wtedy tamtemu studentowi. :-)

Oceń 8 32 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Amelia_Mel 23:50:23 | 2016-05-16
"Mówimy o Nim, ponieważ poczuwamy się do obowiązku przekazywania radości jaka została nam dana."

W bliskim mi kościele niedaleko miejsca zamieszkania jest ksiądz Włoch. Dla mnie jest on żywym przykładem i dowodem prawdziwości powyższego zdania, które wypowiedział Benedykt XVI. Ksiądz jest z lekka powiedziałabym szalony, ale to nie jest udawane, on taki po prostu jest, radość  rozpiera go od środka:)

Oceń 2 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 17:26:34 | 2016-05-16
Tak się zastanawiam:Gdzie takich sieją?
Jezuita,powołaniowiec:
Mamy chrześcijaństwo lepsze i gorsze bo religijne.
Mamy dobre Zmartwychwstanie i poprzedzający go Krzyż Chrystusowy, który sam w sobie ma być jedynie drogą do współzawodnictwa sportowego.
"Jezuito po nowemu", ty nie przynosisz nadziei lecz miecz , jednak bynajmniej nie ten o którym mówił Nasz Pan.
Dziękujmy Bogu,że jesteśmy katolikami,obyśmy byli godni przyznać się do tego przed Panem.

Oceń 34 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

marielle 11:34:03 | 2016-05-16
Tak sobie pomyślałam, że w działalności ewangelizacyjnej najczęściej zapomina się nie o istocie Zmartwychwstania, ale o tym że powinniśmy każdego dnia czuwać, czekać i być gotowi na powtórne przyjście Chrystusa.

Oceń 38 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?