Ksiądz Jacek Międlar i trudna ścieżka ortodoksji

ks. Przemysław Szewczyk
(fot. youtube.com / irydion.pl)

Myślę, że ksiądz Jacek Międlar popełnił podczas białostockiego kazania i kościelnych obchodów rocznicy ONR-u jeden błąd: odmówił racji tym, którzy boją się nacjonalizmu.

 

Nie jest łatwo stąpać po ścieżce ortodoksji, bo jest to wąski trakt, który z prawej i lewej strony ma strome urwiska. Zaczniesz za bardzo przesuwać się w stronę "wszystko jest łaską", żeby uciec od pokusy samozbawienia, i nagle możesz spaść w otchłań kwietyzmu lub determinizmu. Uciekając przed ryzykiem tryteizmu, możesz pogrążyć się w błędzie Ariusza. Będziesz podkreślał znaczenie Nowego Przymierza w Chrystusie - możesz niezauważenie stoczyć się lub kogoś strącić w marcjońskie odrzucenie objawienia obecnego w Prawie Mojżesza. Ortodoksja to śliska ścieżka, bo oznacza nieustanne zachowanie paradoksu, co dla ludzkiego umysłu złaknionego czystego światła jest bardzo trudne.

 

Trudności na tej ścieżce dodatkowo potęguje fakt, że nie kroczymy nią sami. Teologia, żeby nie pozostała niewypowiedzianą mistyką, musi sięgać po słowa, a te nie są niczyją własnością i choć tak samo brzmią we wszystkich uszach, nie tak samo rezonują we wszystkich umysłach. W Aleksandrii nikogo nie dziwiło określenie Maryi mianem Bogurodzicy, w Konstantynopolu wywoływało zgorszenie. Gdy Paweł mówi: "Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska" (Rz 5,20), od razu broni się przed słuchaczem, który chciałby zawłaszczyć jego słowo i rozumieć je po swojemu: "Czyż mamy trwać w grzechu, aby łaska bardziej się wzmogła? Żadną miarą!" (Rz 6,1). Trudno jednak oczekiwać od słuchaczy, żeby tak nie robili. Po prostu trzeba uważać na trudną naturę wypowiadanego słowa.

 

Ksiądz Jacek Międlar porusza się po tym odcinku ścieżki, na którym z jednej strony zagraża przepaść nacjonalizmu i umiłowania swoich kosztem innych, a z drugiej faktyczne porzucenie miłości i pogrążenie się w egoistycznym indywidualizmie pod pozorem nierzeczywistej i złudnej powszechnej jedności. Jest to droga dawno nieuczęszczana, bo po klęsce II wojny światowej wydawało się, że wszystko jest już jasne, ale klęska multikulti znowu wywołuje temat. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie będziemy musieli coraz częściej wchodzić na ten odcinek ścieżki w poszukiwaniu ortodoksji. Paradoksalnie to pociesza, bo z czasem będzie łatwiej…


W Białymstoku ksiądz Jacek Międlar znalazł się poza tym w bardzo niekorzystnej sytuacji. Przemawiał, mając przed sobą narodowców, czyli ludzi za swoje najważniejsze zadanie uważających troskę o budowanie silnych więzów z najbliższymi, ale za jego plecami stali i przysłuchiwali mu się ci, którzy, panicznie bojąc się przepaści nacjonalizmu, swoje główne zadanie widzą w walce o powszechną jedność.

 

Myślę, że to właśnie ta sytuacja, a nie sama wypowiedziana nauka, sprawiła, że księdzu Jackowi Międlarowi nie udało się bezpiecznie przejść po ścieżce między tymi przepaściami.


Co do samej wygłoszonej przez niego homilii, naprawdę trzeba się mocno wysilić, żeby się do czegoś doczepić. Mówił do narodowców, szanując to, co w nich i ich działaniu jest dobre, ale świadom grożących im niebezpieczeństw. Słowa o konieczności budowania wszystkiego na Chrystusie i osobistym nawróceniu były wręcz wyborne. Krytyka współczesnych postaw myślowych, może nie tak subtelna i wyważona jak w papieskich encyklikach, ale z grubsza zgodna z oficjalnym nauczaniem Kościoła. Nie było w tej homilii nic zdrożnego, żadnego sformułowania, które uprawniałoby komentatora do określenia jej mianem "antysemickiej i rasistowskiej".


Kilka rzeczy oczywiście można czy wręcz należałoby poprawić. Zabrakło przede wszystkim jasnego powiedzenia o tym, co istotne w Ewangelii, a co w kontekście ruchów narodowych jest konieczne: ostateczny uniwersalizm przykazania miłości. Ksiądz Jacek Międlar mówił co prawda, że nacjonalizm musi być katolicki, ale odnoszę wrażenie, że samo takie sformułowanie to trochę za mało dla ludzi, którzy stowarzyszają się w celu walki o swoje.


W każdym razie na własne uszy słyszałem wiele gorszych i bardziej odległych od Ewangelii kazań, za które żaden ksiądz nie otrzymał kary. Dlatego nie sądzę, żeby poślizg na ścieżce ortodoksji wiązał się z tym, co ksiądz Jacek powiedział. Raczej chodzi o to, czego nie powiedział.

 

Myślę, że ksiądz Jacek Międlar popełnił podczas białostockiego kazania i kościelnych obchodów rocznicy ONR-u jeden błąd: odmówił racji tym, którzy boją się nacjonalizmu. Nie było ich w białostockiej katedrze, ale wiedział, że stoją obok i słuchają. Słuchaczy obecnych w taki sposób też trzeba uszanować, bo posługa kapłana jest zawsze powszechna i zawsze w imieniu całego Kościoła. Jeśli się nie chce lub nie umie tego zrobić, to trzeba będzie zamilczeć.

 

Droga ortodoksji na tym odcinku, na który wszedł ksiądz Jacek Międlar, prowadzi pomiędzy przerażającymi przepaściami: z jednej strony zgroza nacjonalizmu, z drugiej przerażające multikulti. Lęk rodzą próby gwałtu dokonywane na narodach przez wymuszanie na nich oddawania własnej kultury i tożsamości w imię wyimaginowanego i faktycznie bezkształtnego humanizmu. Lęk rodzi jednak także takie przeżywanie miłości do swoich, które w innym widzi obcego i wroga tylko dlatego, że jest inny.


Kościół od początku porusza się po tej ścieżce, bo różne narody jednoczy w wyznawaniu tej samej wiary, dlatego umie pogodzić to, co lokalne i narodowe, z tym, co powszechne i po prostu ludzkie. Księdzu Jackowi w Białymstoku ta sztuka się nie udała. Szkoda, bo ludzie zaangażowani w ruch narodowy potrzebują dobrego duszpasterza. Powinien on jasno potępić te formy nacjonalizmu, które doprowadziły i mogą doprowadzić do obudzenia demonów plemiennych i wojny, i umieć poprowadzić ludzi miłujących własną ojczyznę do postawy Samarytanina, który zaopiekował się Żydem w potrzebie, stając się bliźnim obcego.


Za mało czasu upłynęło od II wojny światowej, od ludobójstwa na Wołyniu i od pogromów Żydów, żeby nacjonalizm udawał niewiniątko. Za blisko nas są ludzie z Bliskiego Wschodu czy Afryki, którzy potrzebują naszego otwarcia, żeby podkreślać konieczność miłowania własnej krwi i własnego koloru skóry.


Jeśli czegoś dziś potrzebują polscy patrioci, czy - jak woli mówić ksiądz Jacek Międlar - polscy nacjonaliści, to kogoś, kto im powie, że Kościół i ojczyzna wzywają ich do większej miłości. Jeśli ten ktoś równocześnie będzie umiał nauczyć obcych żyć w Polsce, zdoła przejść i poprowadzić innych po śliskiej ścieżce ortodoksji.

 

ks. Przemysław Szewczyk - prezbiter Kościoła rzymskokatolickiego Archidiecezji Łódzkiej. Patrolog, tłumacz. Prezes Stowarzyszenia Dom Wschodni - Domus Orientalis. Założyciel portalu patres.pl.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.84

Liczba głosów:

62

 

 

Komentarze użytkowników (122)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Selene 10:40:15 | 2016-06-22
Dlaczego wiecznie to tchórze mają dyktować warunki - dlatego że się boją?
to nie było kazanie dla ludzi którzy się boją, wręcz przeciwnie
to dla tych którzy działają i aby działali dobrze i słusznie potrzebny im
jest ktoś taki jak ks. Jacek Międlar. Tchórz nie jest jakąś świętą krową
i skoro się boi to niech przestanie a nie narzuca swój strach innym.
Wszystko ma swoje granice, znoszenie tchórzliwych wypowiedzi i opini
również i ktoś musi wkońcu powiedzieć tym ludziom NIE - TAK NIE JEST
OGARNIJCIE SIĘ wreszcie a nie trwacie w swoim tchórzostwie!!!!

I to właśnie zrobił ks. Jacek. I za to przybili go na krzyżu -
a to że on jest prawdziwy świadczy to że się podporządkowuje zwierzchnikom.
Każdy wielki człowiek, tak robił - czasami nawet zostawali świętymi

Piękne gadki i pełno w spodniach - ksiądz nie jest od tego aby wiecznie
tolerowal grzechy i słabości wiernych ale czasem wyłożył kawa na ławę

nie - i nie jestem narodowcem, ale mnie ten artykuł rozeźlił

Oceń 14 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lubelak1500 12:20:12 | 2016-05-11
Podoba mi się ten artykuł ze względu na pokazanie tego ciągłej potrzeby odkrywania balansu w naszej wierze. Myślę również że herazja protestantyzmu idzie w kierunku takiego uproszczenia, czego wzkaźnikiem dla mnie są tezy Lutra (sola sc<x>riptura, solo fide...) Co do ks. Międlara uważam jednak że kazanie było kompletne z tego względu że to o czym piszę ks. Szewczyk i to co wg. niego zabrakło moim zdaniem było wyartykułowane. Na końcu kazania ks. Międlar pokazał wzory ideowe przywódców przedwojennych ONR-u i wymienił tu chociażby założyciela tej organizacji Jana Mozdorfa, który w okresie międzywojennym aktywnie występował przeciw Żydom, jednak w obliczu wojny, pomagał im za co ostatecznie przepłacił życiem. Czy to nie jest idealne połączenie wzoru miłosiernego Samarytanina z Jezusem, który oddaje życie za przyjaciół (za wszystkim). Kończąc uważam że kazanie jest pełne, zgodne z nauką Kościoła Katolickiego, lecz bardzo nie wygodne dla wielu środowisk, również koscielnych. Z tych ostatnich względów to wystąpienie miało takie zdecydowane i mocne reperkusje.

Oceń 9 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

maciej.steppa 09:10:17 | 2016-05-05
Żyjemy w czasach kryzysu męstwa, braterstwa. Żyjemy w czasach  serwilizmu, lizusostwa, konformizmu. Niestety w tym tekście ks. Szewczyka nie stać na to aby przyznać się do tchórzostwa woli zasłanić się pseudofilozoficznymi wywodami jak przestraszona ośmiornica, która uciekając pozostawia w wodzie kamuflaż. Brak solidarności jaki emanuje z tekstu ks. Szewczyka to nie błąd zaniechania to coś znacznie gorszego...  

Oceń 16 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

WDR . 05:09:36 | 2016-04-30
"Przyrównywanie szowinistę Międlara z bł. ks. Jerzym Popiełuszko jest w najwyższym stopniu nieuprawnione, jest po prostu perfidią, knajactwem, warcholstwem i łobuzerskim prostactwem.."

Ach ci obrońcy demokracji, wolności słowa i przeciwnicy szorstkiego języka JK. Ależ w nich dużo miłości ;-)))))))))

Oceń 31 13 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piotrpolmanski 21:29:58 | 2016-04-29
Przyrównywanie szowinistę Międlara z bł. ks. Jerzym Popiełuszko jest w najwyższym stopniu nieuprawnione, jest po prostu perfidią, knajactwem, warcholstwem i łobuzerskim prostactwem..

Oceń 11 52 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Pawel G 22:07:45 | 2016-04-28
Do Andrzej-L,

postulat objęcia narodowców duszpasterstwem jest w sumie słuszny, ale tylko w sumie. Złym przykładem jest diecezja krakowska, gdzie ZHR przydano za duszpasterza o Sepsiaka. To jakby beduinom dać za przewodnika po pustyni eskimosa. Taki duszpasterz nie ma mieć za zadanie kanalizować oddolny ruch społeczny w stronę lewicowego-liberalizmu, ale mu towarzyszyć, jako duszpasterz właśni, jako przewodnik duchowy i nauczyciel wiary. Kapłan z ludu wzięty ma być do własnego ludu posłany. Więc trzeba za duszpasterza gorącego patrioty. A nadzór biskupi powinien być przede wszystkim nad czystością wiary, a nie polityką. 

Niestety niektórzy uważają, że trzeba wszystkim sterować w jednym lewicowo-liberalnym kierunku i to zupełnie niezgodnym z Ewangelią.

Oceń 38 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Andrzej-L 11:58:46 | 2016-04-28
Jedno – to Ks. Międlar , a drugie to Ci ludzie, którzy zostali bez pasterza. W żadnym wypadku nie można ich zostawić samych … to jest obowiązek Kościoła. Kościół jest dla wszystkich … dla rodzin, samotnych, gejów, prostytutek , dla wszystkich … Bóg jest dla wszystkich - dla tych środowisk również !!!
Czym bardziej poranieni i pogubieni – tym bardziej powinien być bliżej !   Dużo słyszę słów krytyki w stosunku do tych ludzi … (także na tym portalu) … ile z tych słów wypływa z niechęci , a ile z miłości ?
Na miejsce ks. Międrala powinien zostać skierowany inny kapłan – to jest moje zdanie ! 
Wydaje mi się, że temat jest też specjalnie pompowany - nikogo nie usprawiedliwiam - ale nie dajmy się też prowokować (pewnym środowiskom) i nie wpadajmy w jakąś histerię...  

Oceń 19 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 02:10:52 | 2016-04-28
jeden błąd: odmówił racji tym, którzy boją się nacjonalizmu.

Natio
tyle samo co naród. Chodziło tu o Naród Polski. Przeciwko młodzieży polskiej wystapili niektórzy księża, przy czym w swoich uzasadnieniach posłużyli się kłamstwem oraz metodyką kłamstwa o której to pisałem wcześniej ( nie zamierzam się powtarzać). 
W wystąpieniach  młodzieży brak było jakichkolwiek cech szowinizmu.  Jak widzimy manicheistyczny kler widzi grzech tam gdzie go nie ma.

Oceń 29 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

wgo444 18:37:46 | 2016-04-27
Myślę, że ksiądz Przemysław Szewczyk popełnił w tym tekście jeden błąd: odmówił swojemu bratu w kapłaństwie solidarności i braterstwa, udając jednocześnie solidarność i braterstwo. Faryzeizm do kwadratu. Konformiz najwyższej próby z filozoficzno teologicznymi pieczęciami. Lepiej byłoby milczeć. Współczuję ks. Międlarowi takich wspólbraci. Niech Bóg ma nas w swojej opiece.  

Oceń 42 13 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

nsw21 14:57:24 | 2016-04-27
Ten tekst to kolejna porażka i tłumaczenie na siłę z niczego.Tylko dlatego że GW i TVN się oburzyły.Żal...

Oceń 49 12 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?