Niema liczba 921

Natalia Białobrzeska
(fot. shutterstock.com)

Nie śmiem oceniać decyzji kobiety, która nosi w sobie chore, umierające życie. Przeżyłam śmierć własnego dziecka na wczesnym etapie jego rozwoju. Przeżyłam spotkanie z kłującym obojętnością personelem szpitala, z warunkami uderzającymi w godność ciężarnej kobiety, ze słowami "niech pani idzie (ronić) do kibla".

 

Trwa rok miłosierdzia. Rok łaski szczególnie dla tych poranionych aborcją. Chwilę temu odszedł z tego świata niezwykły człowiek, który sklejał lewaków i prawaków, wierzących i niewierzących - ksiądz Jan Kaczkowski. Dla mnie nauczyciel życia. Zwłaszcza życia niechcianego, nieatrakcyjnego, życia naznaczonego cierpieniem. Człowiek, który podprowadzał chorych do progu ich dni, uśmierzał ból i uczył doceniać każdy oddech. W kwestii życia płodowego, niemowlęcego, młodzieńczego i starczego, czyli życia na każdym etapie rozwoju, był radykałem. Stał na jego straży. Poświęcił swoje kapłaństwo, by jakość tego życia stale podnosić i bez względu na kondycję fizyczną człowieka ukazywać jego bezwarunkową godność. Ostatnie słowo księdza Jana to właśnie "miłosierdzie".


Dlatego dziś zgodnie z zaleceniem księdza Jana będę rozliczać i krytykować przede wszystkim samą siebie, a innych postaram się zrozumieć.


Aborcja to meta, efekt końcowy, owoc, ostateczna decyzja, za nią nie ma już nic. Albo się jej dokonuje, albo nie. Dlatego tak ważne jest to wszystko, co przed nią. Wszystko to, co ma realny wpływ na kierunek, który obierze konkretna kobieta, z konkretnym ludzkim istnieniem w swoim łonie.


To, że aborcja nie jest niczym dobrym i może być co najwyżej rozpatrywana w kategorii "mniejszego zła" (zasada podwójnego skutku), to że jest wyrwą w ciele i sercu kobiety, to że pociąga za sobą konsekwencje spowodowane działaniem wbrew naturze człowieka - jest jasne. Każdy przyzwoity człowiek mający sumienie (wierzący lub nie) będzie podsuwał uwikłanej w ten dramatyczny wybór kobiecie najpierw nieinwazyjne rozwiązania.


To koniec oczywistych twierdzeń. Wszystko, co nieoczywiste, dzieje się przed aborcją.


W roku 2002 dokonano terminacji na 82 upośledzonych dzieciach. Wraz z rozpowszechnieniem badań prenatalnych, które same w sobie są obojętne moralnie, w 2014 roku z tego samego powodu nie narodziło się już 921 ludzkich istnień. Mrożące statystyki.


- Najważniejsze, żeby było zdrowe - te słowa usłyszał chyba każdy przyszły rodzic. A co, jeśli ten kilkutygodniowy embrion, płód, człowiek, do którego mówimy po imieniu, którego pierwsze zdjęcie USG wkładamy do portfela, dla którego zmieniamy nawyki żywieniowe, dzięki któremu z dumą nazywamy siebie mamą lub tatą, nie spełni tego podstawowego oczekiwania i jednak będzie chory, bardzo chory albo śmiertelnie chory?


Lęk. Największy wróg życia. Potrafi sparaliżować najbardziej racjonalne i najbardziej ludzkie serca. Potrafi zmienić oblicze człowieka w ułamku sekundy. Zmienić motywacje, od zawsze wyznawane wartości. Najtrudniejszy do oswojenia jest lęk przed nieznanym, którego jedynym pewnikiem jest cierpienie. Znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono.

 

Bywa, że cierpienie mówi "sprawdzam" i blisko tysiąc kobiet rocznie przegrywa w tej nierównej grze. To matki w żałobie, uświadomionej bądź nie. Zdaniem ks. Jana "to, jak zareagujemy na sytuację ekstremalną i jak się odnajdziemy w tym, co po ludzku nazywamy wydarzeniem beznadziejnym, będzie świadczyło o tym, jakimi jesteśmy ludźmi".


Choroba dziecka lub jego nieunikniona agonia zaraz po porodzie to bezdyskusyjnie sytuacja ekstremalna. Nie śmiem oceniać decyzji kobiety, która nosi w sobie chore, umierające życie. Przeżyłam śmierć własnego dziecka na wczesnym etapie jego rozwoju. Przeżyłam spotkanie z kłującym obojętnością personelem szpitala, z warunkami uderzającymi w godność ciężarnej kobiety, ze słowami "niech pani idzie (ronić) do kibla". Pamiętam wyparcie, które zablokowało moje kanaliki łzowe i wymalowało półuśmiech na twarzy. Pamiętam żarty z anestezjologiem. Pamiętam amok, w którym tkwiłam, żeby to jakoś przeżyć. Zacementowane emocje, których odgruzowywanie trwało i bolało.


Pamiętam to wszystko i dlatego o wiele łatwiej mi współodczuwać z kobietą-matką, która idzie pod nóż, zdruzgotana strachem, z głową pękającą od wszechobecnych w mediach komunikatów: nie dasz rady; to tylko płód; kto ci pomoże, jak urodzisz takie chore?; państwo zostawi cię samą ze śmiechu wartym zasiłkiem; lepiej usunąć niż pozwolić mu się męczyć; a kto się nim zajmie na starość? Atmosfera strachu panuje nie tylko w przestrzeni wirtualnej, ale również w tej całkiem realnej. Bo partner mówi "to nie moja sprawa", bo najbliższa rodzina odwraca się plecami, bo lekarz, zamiast zaoferować wsparcie w rehabilitacji chorego dziecka, zamiast skontaktować z fundacją wspierającą psychicznie i materialnie, mówi o pozbyciu się "tego" - w domyśle problemu, skazy, "tego", co niweczy wizje rodzinnej sielanki. Jak gdyby bez "tego" życie miało być nadal takie samo i objąć immunitetem przed kolejnym niezaplanowanym cierpieniem.


Oszustwo w białych rękawiczkach. Nie ugiąć się pod jego ciężarem to rzecz niezwykle trudna.

 

Ciąża dla żadnej z kobiet nie jest obojętną informacją. Zwłaszcza ta niechciana, która budzi lęk, która wiąże się z cierpieniem. Puste łono po aborcji to gigantyczne brzemię, to szalenie trudna do wypełnienia przestrzeń. Trzeba uruchomić cały szereg mechanizmów obronnych, by się nie rozlecieć.


Wytężam spojrzenie swojego serca, przesiewam własne opinie przez sito miłosierdzia i widzę zastraszone życiem matki, a nie morderczynie z zamarzniętym sumieniem, które bez mrugnięcia okiem powiedziały "usuwam". Widzę kobiety osamotnione, którym zabrakło wsparcia w odpowiednim momencie. Którym zabrakło mnie i ciebie. Za tą niemą liczbą 921 kryje się śmierć dzieci i życie kobiet. Tych, których nie wolno nam teraz zostawić z piętnem winy i rozpaczy. Tych potencjalnych kobiet, które dołączą do bieżących statystyk, bo znowu zabrakło mnie i ciebie. Bo zabrakło tego ludzkiego pierwiastka, czyli bliskości.

 

Za tą liczbą kryje się obojętność wszystkich tych, którzy wolą się nie wtrącać. Wszystkich tych, którzy dla swojego świętego spokoju mówią szyfrem, że to da się szybko załatwić. Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. Przebacz wszystkim sędziom teoretykom, którzy na ludzkie wybory patrzą zerojedynkowo. Ale przede wszystkim przebacz wszystkim nam, którzy nie zrobiliśmy nic albo wciąż za mało, by podtrzymać nadzieje ciężarnych z powikłaniami na szczęśliwą codzienność pomimo choroby dziecka, na szczęśliwe życie nawet po żałobie. Przebacz nam, którzy siejemy lęk zamiast pokoju. Bo "miłosierdzie to jest patrzenie na człowieka. Tyle i aż tyle. To jest spojrzenie, które dostosowuje się do ludzkiej słabości. Spojrzenie miłosierne to danie nadziei. A nadziei nie można tracić" (ks. Jan).
 

 

Natalia Białobrzeska - żona i mama, szczęśliwa kura domowa

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.75

Liczba głosów:

32

 

 

Komentarze użytkowników (32)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

M.W. 14:53:15 | 2016-04-17
Można zgodzić się z tym wszystkim co opisuje autorka.
Państwo, oraz najbliżsi powinni otoczyć opieką taką matkę i pomóc jej w przeciwnościach losu i trudach życia.
Zgadzam się, że brakuje w tych sytuacjach bliskości osób i wsparcia.
To powinien być obowiązek nie tylko ludzi ochrzczonych ale wszystkich ludzi.

Z tym, że w artykule pojawia się ogólne usprawiedliwienie grzechu.
Zawsze jest tak, że popełniając grzech, coś lub ktoś niejako zmusił nas do tego.

Przykłady:
1. Biedny będzie okradał bogatego, bo nie dali mu wysokiej renty czy emerytury.
Biedny nie chce popełnić grzechu, ale ludzie z ZUS-u nie dali mu odpowiednio dużych pieniędzy więc kradnie.
Poza tym znajomi wmówili mu, że okradanie bogatego to nie grzech, ponieważ bogaty nie odczuje jak mu zniknie np. 1000 zł z ogromnego majątku.
Czy wszystko jest w porządku?

2. Autorka jest matką i żoną. A co by było gdyby mąż dopuszczał się cudzołóstwa z różnymi kobietami, w momentach abstynencji seksualnej wywołanej różnymi przypadkami np ciężką chorobą autorki. Czy mąż miałby usprawiedliwione sumienie? Przecież koledzy mówili, że ślub się bierze po to, żeby korzeń nie uschnął, więc to nic złego, skoro żona nie daje.... itd  itd
Czy mogłaby autorka ochoczo przytulać męża, jednocześnie współczując mu?
Myślę, że autorka ma wspaniałego i wiernego męża i nigdy nie zostanie wystawiona na próbę.

Oceń 17 19 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 12:46:09 | 2016-04-17
Pani Natalio, dziękuję bardzo za to przejmujące świadectwo i świetny artykuł. Aborcja jest złem, ogromnym nieszczęściem i powinniśmy robić wszystko, aby aborcji nie było, poprzez kształtowanie sumień, edukację i udzielanie wsparcia kobietom i rodzinom w trudnej sytuacji.
Zmiana ustawy antyaborcyjnej ma dotyczyć nie aborcji w ogóle, bo w większości przypadków aborcja jest już zakazana, ale tylko trzech przypadków, kiedy przeprowadzenie aborcji jest dopuszczalne.
Ja również nie śmiem oceniać sytuacji kobiety, która nosi w sobie bardzo chore życie, które np. po urodzeniu nie będzie zdolne do życia, bo nie posiada w ogóle czaszki lub płuc (takie dziecko zaraz po urodzeniu umrze w męczarniach). Występują deformacje płodu, które nam trudno sobie wyobrazić, jeśli nie mamy wiedzy na ten temat. Jeśli więc rozważamy 921 przypadków aborcji przeprowadzonych z powodu wad rozwojowych, dobrze byłoby wiedzieć, jakie to były wady. Trzeba też wiedzieć, że wiele kobiet wiedząc o poważnych wadach rozwojowych płodu decyduje się dziecko urodzić.
Jeśli dziecko będzie niepełnosprawne, ale zdolne do życia, to takiej matce i rodzicom należy się pomoc i wsparcie społeczeństwa. Najpierw zastanówmy się nad sobą, czy jesteśmy na to gotowi, jak traktujemy ludzi niepełnosprawnych, czy ich nie marginalizujemy, nie dyskryminujemy? Dobrze jest zastanowić się we wspólnotach chrześcijańskich, jakiego wsparcia można udzielić kobietom w ciąży w trudnej sytuacji oraz rodzinom z dziećmi niepełnosprawnymi oraz ludziom niepełnosprawnym.
Być pro-life nie oznacza tylko być pro-birth, ale troszczyć się o życie człowieka na wszystkich etapach jego życia.

Oceń 33 14 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 16:11:23 | 2016-04-16
Zdecydowanie takich artykułów na Deonie powinno być więcej!

Ludzie, którzy znają tą tematykę od środka, z własnych doświadczeń mogą rzetelnie ukazać miejsca, w których coś trzeba zmienić.

Tak na szybko wypunktowując, są to:
- zastraszone życiem matki,
- kobiety osamotnione,
- obojętność wszystkich nas, którzy wolą się nie wtrącać,
a także,
- My, którzy nie zrobiliśmy nic albo wciąż za mało, by podtrzymać nadzieje ciężarnych z powikłaniami na szczęśliwą codzienność pomimo choroby dziecka, na szczęśliwe życie nawet po żałobie.

Myślę, iż te przestrzenie są warte do pogłębionych rozważań dotyczących zmian, które powinny nastąpić w skali naszego polskiego społeczeństwa w najbliższych latach.

Być może jest to zadanie dla wielu wspólnot chrześcijańskich, aby wypracować skuteczny plan pomocy osobom jej potrzebującym, w tym również tych jeszcze nienarodzonych dzieci.

Być może, gdyby jakaś matka wiedziała, iż zawsze może zadzwonić pod jeden konkretny numer (ogólnopolski), aby otrzymać pomoc (również w szerszej skali czasu), to mniej by takich matek myślało o dokonaniu aborcji.

Być może nie powinniśmy się oglądać jedynie na Państwo, lecz samemu starać się coś zmienić, tak jak czynił to ksiądz Jan Kaczkowski.

Oceń 31 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 14:46:04 | 2016-04-16
Warto głębiej wczytać się w te liczby dotyczące aborcji eugenicznych wykonanych w roku 2014.

13 lat i 11-krotny wzrost „legalnych aborcji”.
Wzrost o ponad 200 aborcji w samym tylko 2014 roku. Warto postawić pytanie co takie się wydarzyło w roku 2014? I Dlaczego tak wielki wzrost. Czy tylko sama diagnostyka, a może przyzwolenie społeczne?

Co ciekawe, najwięcej aborcji (ponad 37%) odnotowano w grupie kobiet w wieku 35+. Tu nie można mówić o jakimś zagubionych nastolatkach, czy młodych przerażonych kobietach. Przecież od zawsze wiadomo iż ciąże u kobiet 35+ są ciążami podwyższonego ryzyka. Czy więc przypadkiem winą nie jest choćby odkładanie macierzyństwa ?

No i jeszcze jedno, najwięcej aborcji (w stosunku do urodzeń) wykonano w „światłych” woj. Mazowieckim, Łódzkim, Śląskim i Dolnośląskim. Najmniej w „zacofanych” Lubelski i Podkarpackim Przypadek? 

Oczywiście iż „wyrok” chorego dziecka jest tragedią matki i ojca tego dziecka. Ale popatrzmy też na współczesny kult zdrowego bobaska, na hasła iż ciąża to sprawa kobiety, czy tez na pomysły późnego macierzyństwa.  Bo wiele z tych tragedii dało by się uniknąć, gdyby zamiast współczesnych „światłych” przyszli rodzice słuchali głosu rozsądku oraz przyjęli nauczanie Kościoła dotyczące rodziny.

Oceń 39 20 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lleszek 11:49:36 | 2016-04-16
Dyskusje o ustawie antyaborcyjnej to są wyłącznie spory w sferze symbolicznej, nie o tym, czy te aborcje będą wykonywane, ale gdzie będą wykonywane. Czy oficjalnie w publicznej służbie zdrowia, pokrywane z ubezpieczenia i ujęte statystykami, czy za prywatne pieniądze gdzie indziej. 
Bardziej służą uspokojeniu sumienia moralizatorów. Nieważne czy te aborcje będą czy nie będą, najważniejsze, żeby po cichu i gdzie indziej, żeby zniknęły ze statystyk.

Oceń 13 42 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 11:15:13 | 2016-04-16
Jeśli aborcja nie jest złem, to czym jest?

Oceń 20 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~k.jarkiewicz.ign 10:15:51 | 2016-04-16
Koszty legalnej aborcji w Polsce są prawie 10 razy niższe niż tylko koszty pomocy psychologicznej dla kobiet z syndromem poaborcyjnym. To, co ma odciążać państwo i społeczeństwo od zapewnienia kobietom właściwych warunków dla urodzenia i wychowania dziecka staje się zarzewiem kosztów dodatkowych, pośrednich. Moja wściekłość na toczące się wokół projektu ustawy antyaborcyjnej dyskusje zasadza się na akcentowaniu tylko aspektu decyzyjnego, który przecież nie jest wyrazem OSOBISTEJ WOLI kobiety, ale skutkiem BRAKU SPOŁECZNEJ AKCEPTACJI DLA KOBIETY I DZIECKA. Zamiast dyskutować o obszarach pomocy państwa i organizacji społecznych dla kobiet i dzieci, w tym niepełnosprawnych i z gwałtu, my zajmujemy się emocjami. W tym nie ma żadnej logiki i racjonalności. Nie wiem, czy coś wogóle daje wypowiadanie się w tej materii, bo irracjonalności jest za dużo w tej sprawie.

Oceń 15 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lleszek 10:07:16 | 2016-04-16
921 to liczba ujęta statystykami. Do tego trzeba doliczyć bliżej nieokreśloną liczbę, mówi się od kilkunastu to 100 tysięcy aborcji poza statystykami, nielegalnych w krajowym podziemiu aborcyjnych, albo legalnych za bliską i dalszą granicą. Więc wprowadzenie prawa, które całkowicie zakaże aborcji spowoduje wyłącznie zniknięcie tych aborcji z oficjalnych statystyk i nic więcej. 

Oceń 8 31 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook