Papież o dopuszczalności antykoncepcji

ks. Adam Błyszcz CR
(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl)

Ilekroć papież wraca z pielgrzymki, tylekroć na pokładzie samolotu odpowiada na pytania dziennikarzy. Nie inaczej było podczas powrotu z zakończonej niedawno pielgrzymki do Meksyku.

 

I - jak należało się spodziewać - nie zabrakło kontrowersji. Do tych Ojciec Święty już nas zresztą przyzwyczaił. Tym razem poszło o wirus Zika i o ewentualne działania, które miały powstrzymywać jego rozpowszechnianie się.

 

To właśnie w takim kontekście Franciszek odniósł się do aborcji i antykoncepcji. Tę pierwszą nazwał zbrodnią (dosłownie: "aborcja nie jest mniejszym złem, to przestępstwo"), natomiast przy unikaniu ciąży zaproponował, aby niekonieczne widzieć w takiej postawie zło absolutne. I odwołał się do pewnej historii, która miała miejsce na początku lat sześćdziesiątych. Otóż to wtedy papież zgodził się, aby zakonnice, które pracowały w Kongo belgijskim i były narażone na gwałty ze strony walczących o niepodległość (i pewnie nie tylko ze strony "szlachetnych" wyzwolicieli tej belgijskiej kolonii), mogły zażywać środki antykoncepcyjne.

 

Wtedy to trzem teologom moralistom Stolica Apostolska zadała pytanie, czy w sytuacji zagrożenia gwałtem jest rzeczą dopuszczalną, aby siostra zakonna stosowała środki antykoncepcyjne. Na to pytanie mieli odpowiedzieć prałat Pietro Palazzini (późniejszy kardynał), Francesco Hürt (wykładowca teologii moralnej na Uniwersytecie Gregoriańskim) oraz Ferdinando Lambruschini (ten wykładał teologię moralną na Uniwersytecie Laterańskim). Wszyscy trzej opowiedzieli się za godziwością takiej decyzji. W swoich wywodach odwoływali się do zasady dobra osoby pokrzywdzonej i wyboru mniejszego zła. Powtarzam, że nie dotyczyła spędzenia płodu, czyli uśmiercenia innej istoty, a zapobieżenia poczęciu w sytuacji gwałtu.


Oczywiście wspomniana decyzja stała się jednym z argumentów w dyskusji dotyczącej moralności seksualnej wspólnoty rzymskokatolickiej. Po to ustalenie sięgali zwłaszcza ci, którzy domagali się swoistej liberalizacji w stosowaniu środków antykoncepcyjnych. Najlepiej wyraził to chyba ksiądz Ambrogio Valsecchi, który w swojej książce z 1967 roku pytał: "dlaczego to, co było dobre dla zakonnicy w Kongo - w perspektywie jej dobra osobistego, duchowego - nie może być dobre dla zamężnej kobiety…?". Valsecchi ze względu na swoje poglądy musiał pożegnać się z katedrą uniwersytecką. To się zdarza.


Rok później, w 1968 roku, Paweł VI opublikował swoją encyklikę Humanae vitae, w której opowiedział się przeciwko antykoncepcji (przy jej pisaniu spory udział miało środowisko krakowskiego Kościoła z kardynałem Karolem Wojtyłą na czele). Przez kolejnych dziesięć lat (do śmierci w 1978 roku) nie napisał już żadnej encykliki. Niemało historyków tłumaczy to falą krytyki (również ze strony wielu środowisk katolickich), która spadła na Pawła VI po ogłoszeniu Humanae vitae.


Wydaje się, że trzeba jednak oddać sprawiedliwość papieżowi, gdyż jego nauczanie nie odnosiło się do przypadków granicznych, w których kobieta jest gwałcona. Trudno, aby z takich sytuacji wyciągać normy moralne mające obowiązywać ogół wiernych. Celnie zauważył to wspomniany nieco wcześniej kardynał Pietro Palazzini. Napisał, że Paweł VI sprzeciwił się stosowaniu środków antykoncepcyjnych w sytuacji, w której dochodziło do zbliżenia seksualnego za obopólną zgodą małżonków.

 

Trzech wymienionych moralistów zajmowało się natomiast kwestią, jak powinna zachować się kobieta przymuszona do współżycia. Uznali, że w takiej właśnie sytuacji, sytuacji zagrożenia, zastosowanie środków antykoncepcyjnych jest uzasadnioną obroną, do której kobieta ma prawo. To oczywiście stawia przed nami dwa dylematy.

 

Pierwszy, jak często w małżeństwach zdarza się, że żona jest gwałcona przez swojego męża. Drugi dylemat, jak jasna jest świadomość tego, czym jest aborcja (w tym również środki farmakologiczne, które są stosowane po stosunku), a czym antykoncepcja. Wydaje się, że uwaga papieża Franciszka wyraźnie pokazuje, że czym innym jest aborcja, a zatem targnięcie się na ludzkie życie (pozostajemy w materii piątego przykazania), a czym innym antykoncepcja, a zatem odniesienie się do czystości aktu małżeńskiego (pozostajemy w materii szóstego i dziewiątego przykazania).


Franciszek nie po raz pierwszy odniósł się do problemu antykoncepcji. Już w listopadzie ubiegłego roku, wracając z Afryki, był pytany (a jakże, na pokładzie samolotu) o to, czy Kościół nie powinien zmienić swojej doktryny odnośnie do stosowania prezerwatyw, zważywszy na plagę AIDS, która dziesiątkuje ludy kontynentu afrykańskiego. Odpowiadając, zaznaczył, że stanowi to dla Kościoła problem, gdyż z jednej strony stoimy przed koniecznością troski o życie ludzi, którzy mogą zostać zarażeni (i prezerwatywa może być w tym jakąś pomocą), z drugiej strony Kościół niezmiennie broni wizji ludzkiej seksualności otwartej na przekazywanie życia (i wiążącej się z przekazywaniem życia).

 

Ale zaznaczył także, że te rozważania przypominają kazuistykę niedostrzegającą wielkich i prawdziwych problemów targających Afryką: niedożywienia, faktycznego niewolnictwa, braku wody pitnej, wojen i wyzysku. Dosyć mocno zabrzmiały wtedy jego słowa, że nie podoba mu się roztrząsanie jakichś kwestii kazuistycznych, kiedy ludzie umierają z braku wody i żywności. 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.11

Liczba głosów:

73

 

 

Komentarze użytkowników (70)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 01:32:16 | 2016-03-15
~Paweł-gaweł pisze, że metody antypoczęciowe to ingerencja
w płodność kobiety. Ubezpłodnienie kobiety  odbywać się może przy pomocy niektórych metod i środków antykoncepcyjnych np. przy pomocy sterylizacji lub podwiązaniu jajowodów metodą laparotomii po których przesuwa się komórka jajowa powstała
w wyniku procesu oogenezy. Istnieją  jednak metody antypoczęciowe, które nie ubezpładniają kobiety.  W jaki sposób np. prezerwatywa
ubezpładnia kobietę? Przy użyciu prezerwatywy kobieta nie jest 
ubezpłodniona, nie traci swojej płodności,  jej stan biologiczny pozostaje bez zmian. Twierdzenie, że wszystkie środki i metody antykoncepcyjne ubezpładniają kobiety jest nieprawdziwe. Czego ci manichejczycy nie wymyślą, aby przeszkodzić małżeństwom w ich pożyciu i wywołać u nich poczucie winy. Manicheizm oparty jest na kłamstwie. Doprawdy nie wiem czym niektóre znaczące osoby w Kościele katolickim kierowali się gdy przyjmowali teorię manicheistyczną za własną i podawali ją do wierzenia wiernym.

Oceń 10 9 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 22:57:35 | 2016-03-13
„Płodność w planie Bożym jest nieodłącznie związana z seksualnością, jak i pierwszym celem małżeństwa jest wydanie potomstwa. „ pisze dalej Paweł G.

Tymczasem wbrew temu co pisze pan Paweł G. niekoniecznie płodność jest związana
z seksualnością, bowiem do zapłodnienia może dojść poza „seksualnością”. (Można by tu cytować przykłady metod zapłodnień pozaseksualnych jakie miały miejsce w więzieniach sowieckich podczas II wojny światowej).

O płodności decyduje zdrowie fizyczne obojgu małżonków, czyli zależy od jakości procesu oogenezy i spermatogenezy w organizmach małżonków. Seksualność nie zawsze też związana jest z płodnością w przeciwieństwie co  pisze Paweł G. Istnieją bowiem małżeństwa bezpłodne, posiadające aktywność seksualną.

Paweł G. pisze też że „pierwszym celem małżeństwa jest wydanie potomstwa”. 

Tymczasem nie jest prawdą, że pierwszym celem małżeństwa jest wydanie potomstwa. Tak jest, ale tylko w manichejstycznej teorii a nie katolickiej koncepcji małżeństwa.
W katolickiej koncepcji małżeństwa ( nie mylić koncepcji manichejskich głoszonych przez niektórych hierarchów Kościoła w tym kilku nieszczęsnych papieży spolegliwych wobec manichejskich teorii) celem małżeństwa jest zrodzenie potomstwa  oraz  budowanie głębokich więzi osobowych, emocjonalnych pomiędzy dwojga poślubionych sobie osób, poprzez pożycie małżeńskie.

Manichejczycy występują jawnie przeciwko pożyciu małżeńskiemu w jego pełnym wymiarze. Pożycie małżeńskie w pełnym wymiarze manichejczykom się nie spodobało.

Sprzeciwiają się prawu naturalnemu, jak też nauce Chrystusa. Wprowadzona do praktyki teoria manichejska w Kościele katolickim doprowadziła jak wiemy do rozlicznych dysfunkcji małżeństw katolickich aż do rozwodów włącznie. Przyczyniła się do wielu tragedii rodzin katolickich. Takie są owoce odejścia od nauki Chrystusa.

Jak widzimy, Paweł G. wprowadził do dyskusji wiele nieścisłości
i  przekłamań.
Tak jest zawsze, gdy broni się spraw etycznie niejasnych.

Oceń 11 13 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 16:33:57 | 2016-03-13
„Antykoncepcja jest często pośrednią przyczyną aborcji.”pisze Paweł G.

Oto jeden z absurdów metodologicznych  stosowanych przez manichejczyków.

Antykoncepcja jest metodą regulacji poczęć. Przyczyną aborcji jest wola człowieka a nie wola „metody” , metoda bowiem nie jest osobą. Wolnością obdarzona jest osoba a nie narzędzie, którym posługuje się człowiek. Powyższa zawartość cytowanej przez ze mnie treści Pawła G. stanowi niedozwoloną interpolację.


„Tak samo, antykoncepcja niszczy rodzinę i powoduje straszliwą zapaść demograficzną.” - pisze Paweł  G.

Tyle tylko, że nie jest  prawdą, że antykoncepcja niszczy rodzinę. Działanie antypoczęciowe (antykoncepcyjne) stosowane jest wówczas, gdy proces rodzenia dzieci w małżeństwie został już zakończony, lub poczęcie dziecka planuje się w innym terminie z jakichś ważnych powodów. Jest to wyraz odpowiedzialności za rodzinę. Nie można bowiem rodzić dzieci aż do klimakterium jak chcą tego mało odpowiedzialni manicheiści.  Liczba bowiem zrodzonych dzieci odpowiadać winna  możliwościom danej rodziny. Metody antypoczęciowe winno się stosować takie, które są nieszkodliwe tzn. np. nie naruszają gospodarki hormonalnej organizmu ludzkiego.
Zastosowane metody antypoczęciowe regulują ilość posiadanych dzieci. Nie niszczą zatem rodziny
ale utrzymują na poziomie realnych możliwości rodziny. Zastosowane są wyrazem odpowiedzialności małżonków.  Powyższe stwierdzenie Pawła G. jest zatem fałszywe.

Oceń 10 18 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 16:37:32 | 2016-03-13
cz.II

Druga część cytatu Pawła G. „ i powoduje straszliwa zapaść demograficzną” ( antykoncepcja). Koniec cytatu.

Sam Paweł G. przyznaje, że metody antypoczęciowe, przeszkadzają rodzić następnych dzieci, gdy małżonkowie zakończyli już proces rodzenia i nie chcą choćby z przyczyn ekonomicznych  dalej rodzić, gdy pisze o zapaści demograficznej jako skutku stosowanych metod antypoczęciowych. Chce by nasze małżonki rodziły bez końca aż do menopauzy. Powołuje się przy tym na prawo naturalne i wolę Boga. Pan Paweł G. wie co to jest prawo naturalne a my małżonkowie tego nie wiemy. Jest to filozofia, która niszczy rodzinę. Chciałby żeby zapaść demograficzna była zlikwidowana niekontrolowanym przez człowieka systemem poczęć. I to jest właśnie filozofia manichejska , filozofia nieodpowiedzialności wkomponowana w seksualność człowieka.

Zapaść demograficzna bowiem posiada w swoim źródle przyczyny natury politycznej a nie
w metodach panowania człowieka w strefie swojej seksualności. Nie było jeszcze w historii panowania człowieka na ziemi, by metody panowania nad naturą przyrodniczą, której częścią jest człowiek przyczyniły się pogłębiania negatywnych zjawisk otaczających człowieka. Człowiek poprzez narzędzia rozumu ludzkiego czyni sobie świat poddanym zgodnie z prawem naturalnym.
Tak więc nieprawdą jest, że metody antypoczęciowe służą złej sprawie. (Chodzi o metody nieszkodliwe dla ludzkiego organizmu).
Także i tu Paweł G. posługuje się nieprawdą.

Skutkiem przyjętej przez Kościół katolicki manichejskich wpływów jest deformacja rozwoju małżeńskiej jedności, wbrew nauce Chrystusa. Po owocach ich poznacie.

Zapraszam do dyskusji, mam zamiar obnażyć prawdziwe oblicze niszczącego człowieka manicheizmu.

Oceń 11 17 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~pawel_gawel 10:39:04 | 2016-03-13
@Agamemnon

Widzę, że ma Pan problemy ze zrozumieniem, czym jest wolność człowieka, co to jest prawo, w tym naturalne, czym jest konieczny proces starzenia się ludzi. Trudno to wszystko tłumaczyć.

Może po kolei. Z postulatu wolności wcale nie wynika, że antykoncepcja jest dobra. Wolność to nie jest prawo do wyboru zła - nikt nie ma prawa do kradzieży, cudzołóstwa, zabójstwa itd. Wolność to jest możliwość wyboru dobra. 

Współżycie po przekwitaniu kobiety, jak i współżycie w okresie bezpłodnym niej jest żadną ingerencją w płodność człowieka i nie oddziela aktu seksualnego od płodności. Płodność reguluje sam cykl natury.

Płodność w planie Bożym jest nieodłącznie związana z seksualnością, jak i pierwszym celem małżeństwa jest wydanie potomstwa. Dzisiaj w katechizmie zostało to trochę odwrócone i na pierwszym miejscu dodano wzajemne ubogacenie się, ale tak przez tysiąclecia widział to Kościół.
W ogóle życie człowieka jest mu nie tyle dane, jako absolutna własność, którą może dowolnie dysponować dla zaspokojenia swoich egoistycznych potrzeb, ale zadane - ewangeliczne talenty. Człowiek ma zrobić z niego odpowiedni użytek. Tym odpowiednim użytkiem jest miłość, czyli bezinteresowny dar z siebie. Ten dar realizuje się w rodzicielstwie, w pracy dla innych i służeniu im.
Czasami człowiek może wyrzec się małżeństwa i rodzicielstwa dla większego dobra, np. życia zakonnego lub kapłaństwa, albo nawet służenia innym w stanie bezżennym.
Człowiek jest jednak zawsze wezwany do panowania nad sobą, nad swoją grzeszną cielesnością, w tym popędem seksualnym. To nad nim ma panować, a nie nad prokreacją, która jest właściwym celem aktu seksualnego.

A z tym manicheizmem to Pan po prostu odjechał, więc nawet nie będę tego komentował. Radziłbym jednak w słowniku wyrażeń filozoficznych poszukać jakiegoś pasującego określenia. Radziłbym też nie przekręcać oczywistej intencji moich wypowiedzi, bo to nie fair i nie zamierzam bronić czegoś, czego nie powiedziałem.

Oceń 20 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 01:30:09 | 2016-03-13
„W takim kontekście należy też umiejscowić antykoncepcję. Jest to narzędzie służące do zaspokajania własnej pożądliwości bez brania odpowiedzialności, za naturalne owoce współżycia seksualnego. Jest to narzędzie, które jak żadne inne łamie prawo naturalne, bo mamy tutaj brutalne oddzielenie aktu seksualnego od aktu prokreacyjnego. „ pisze Paweł G.

Tymczasem działania antypoczęciowe są nie dla zaspakajania  „pożądliwości”*,  tylko dla celów regulacji poczęć.   Nie jest to też narzędzie, które łamie prawo naturalne a to dlatego, że prawo naturalne jest dla człowieka i po okresie zrodzenia potomstwa nie rodzimy już dalej ( zasada odpowiedzialności), gdyż jest taka nasza wola oparta na prawie człowieka do dysponowania swoją wolnością. Wolność jest prawem naturalnym człowieka. Człowiek nie łamie w tym przypadku prawa naturalnego tylko mu podlega (nie rodzi dalszych dzieci po zakończeniu cyklu zrodzenia wystarczającej już liczby).
Człowiek po zrodzeniu dzieci bierze zatem odpowiedzialność za nie, poprzez nierodzenie bez końca dalszych dzieci jak chcą manichejczycy.
Manicheizm chciałby, by wolność człowieka była zdeterminowana w sposób nieograniczony jego biologizmem jak to powyżej wyraził komentator. Wolność tymczasem wymaga podporządkowania sobie biologizmu tak dalece jak to jest możliwe dla celów człowieka.

*/ Przytoczenie tego terminu używanego chętnie przez wyznawców manicheizmu ma zdyskredytować pożycie małżeńskie po okresie rodzenia dzieci.



Inny cytat:
„Czyli płodność jest wpisana w samo człowieczeństwo, a wydawanie potomstwa jest wolą Bożą. W zamyśle Bożym, płodność nie jest dla seksualności, ale seksualność jest dla płodności, a obie są ze sobą nierozerwalnie związane.” pisze Paweł G.

Oceń 4 19 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 01:29:12 | 2016-03-13
cz. II

Tymczasem płodność jest wpisana w biologię organizmu człowieka. Płodność wpisana jest także w biologię wszystkich zwierząt. To człowiek korzysta z płodności na sposób ludzki, dlatego ona musi mu się podporządkować. Innymi słowy; człowiek posługuje się płodnością dla swoich celów, a nie płodność jak chcą manichejczycy posługuje się człowiekiem. Dlatego człowiek używa swojej wolności w celach prokreacyjnych i poza prokreacyjnych w swoim związku małżeńskim. Ma do tego naturalne prawo. Pożycie małżeńskie poza prokreacyjne posiada również swoją nieprzemijającą  wartość, bo rodzi więź małżeńską, a tym samym rodzi to co istotne w małżeńskim związku, rodzi małżeńską duchowość a przez to wzrasta nasze człowieczeństwo.

Na to jednak nie wyrażają zgody manichejczycy w swoim nauczaniu i głoszą, że w pożyciu poza prokreacyjnym tkwi Szatan. Cytuję; „Perfidne diabelstwo antykoncepcji polega nie tylko na postawieniu seksualności przed płodnością, ale na ich wzajemnym rozdzieleniu.” pisze Paweł G. By potem w dalszej części komentarza mieszać wątki z obiektywnym złem w tym celu, by dezawuować  małżeńskie pożycie.

Celem ideologii manicheistycznej jest doprowadzić do redukcji pożycia małżeńskiego aż do całkowitej abstynencji włącznie. Cytuje się tu w uzasadnieniu metody antykoncepcyjne szkodliwe, farmakologiczne, zakłócające gospodarkę hormonalną człowieka doprowadzające niekiedy do zmian genetycznych . Pomija się metody nieszkodliwe dla zdrowia człowieka , po czym uogólnia się i nie dopuszcza się jakichkolwiek metod kontroli poczęć. Przebiegłość manichejską nie wszyscy mogą wykryć, stąd tak duże szkody dla małżeństw katolickich przyniósł na przestrzeni ostatnich 40 lat ten rodzaj błędnej ideologii , zakorzeniony w Kościele katolickim.

Oceń 3 20 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~andrzej_a 00:56:04 | 2016-03-13
W dramatycznych sytuacjach życia kobiety, papież wskazał na wybór, który jest mniejszym złem (zło absolutne). Złem więc jest zarówno aborcja jak i antykoncepcja, wedle papieża.

Jeżeli kobieta czy to w młodym wieku, czy też w nieco starszym stosuje antykoncepcję, która w analizach medycznych jest odpowiedzialna za błędy genetyczne potomstwa lub nawet za jej niepłodność, to jak tu taką metodę antykoncepcyjną (pigułkę) nie nazwać złem?

Jeżeli Bóg jest Duchem Doskonałym, a Jego bytowanie również jest w przestrzeni duchowej, to Jego Dary również są duchowe, a dopiero ewentualne ich skutki dostrzegamy w naszym świecie materialnym.

Błogosławieństwo udzielone małżonkom odnosi się również do ich przestrzeni duchowej, w której mają stać się jednym. Wszelkie akty cielesne niepodporządkowane potrzebom Ducha, są aktami sprzecznymi z wolą Bożą.
A więc za niektóre akty seksualne w związkach sakramentalnych Bóg ma prawo się na nas gniewać.
Większość wierzących (większość, bo są różni wierzący) czuje głos swojej duszy, szczególnie gdy  otworzą na Boga podczas Mszy Świętej. A więc każdy/a z nas, powienien/na wiedzieć, kiedy jego/jej dusza cierpi, lub odczuwa jakiś dyskomfort w obliczu Boga, zamiast czuć euforię duchowej radości, płynącą od Boga, który jest Miłością Doskonałą.
Jest to naturalny wskaźnik (duchowy) przydatny do badania naszych relacji z Bogiem. 
Każdy z nas może więc badać; na ile się oddala od Boga lub przeciwnie na ile się do Niego zbliża.

Oceń 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 17:37:58 | 2016-03-12
Małżonkowie mają prawo do nieskrepowanego pożycia małżeńskiego także wtedy, gdy proces rodzenia dzieci został zakończony. Takie jest prawo natury.

Przeciwko temu prawu natury ( Bożemu prawu) wystapili luminarze Koscioła katolickiego, przynosząc małżonkom rażące ograniczenie pożycia małżeńskiego aż do purytańskiej abstynencji włącznie. Wielu małżonków pod wpływem takiej nauki po prostu się rozeszło. Luminarze , którzy byli odpowiedzialni za takie owoce swego nauczania teraz  milczą.

To co wypisują poniżsi komentatorzy (Paweł G) to  słyszałem już wele wiele lat temu, koncecja ta okazała się niespójną i szkodliwą dla małżeńskich związków.

Oceń 10 26 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 16:35:34 | 2016-03-12
Aby mówić o antykoncepcji trzeba by najpierw określić w jakich sytuacja mogła by być na to zgoda. Czy ma to być zabzpieczenie się przed "wpadką", ułatwienie wszelkich kontaktów seksualnych, just for fun?
Inna sytuacja jest w rodzinach ubogich, wielodzietnych, w przypadku zgwałcenia, czy powaqżnych chorób dziedzicznych.  Z czego będzie większe dobro - z uniknięcia poczęcia dziecka skazanego na nieuleczalna chorobę, uwolnienia zgwałconej kobiety od pamięci jej  tragedii, nieobciążąnia rodziny ciężarami ponad siły, co odbija się na kondycji dzieci niekiedy do końca życia. Są metody antykoncepcji,  nie bardziej niebezpieczne niż wiele innych procedur medycznych, które wkraczaja w naturalne procesy w ludzkim ciele, a  uznajemy za uprawnione.  Ograniczenie miłości seksualnej przez małżonków, zwłaszcza młodych  może to być ponad ich siły, wtedy upadek w postaci zdrady będzie bardzo bolesny.
Jestem wnukiem oosby, która wiedziała, że nie przeżyje drugiej ciąży i zmarła wkrótce po urodzeniu mojej ciotki. Podziwamy jej decyzję, ale do heroizmu nie można nikogo zmusić, musi być wolnym wyborem. 

Oceń 7 17 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook