Czy uchodźcy przyszli zdemontować nasz świat?

Rafał Bulowski SJ
(fot. PAP/EPA/YANNIS KOLESIDIS)

"Bracie! Jestem już ze swoją żoną i córką. Zacząłem kurs języka niemieckiego, otrzymaliśmy małe socjalne mieszkanie. Nareszcie przestałem się bać" - usłyszałem niedawno od Syryjczyka, który zadzwonił spod Monachium. O ironio - pomyślałem… Nie piszę o Franciszku i ewangelicznych zachętach do niesienia pomocy uchodźcom. Te argumenty już nas chyba nie przekonują. Będzie o byciu człowiekiem.


Josefa poznałem w Warszawie, do której trafił samolotem z Grecji. W Syrii od początku wojny współpracował z jezuicką organizacją niosącą pomoc ofiarom konfliktu. Katolik. Kolejna rekrutacja do wojska stanowiła dla niego realne zagrożenia wcielenia do armii. W tej sytuacji wspólnie z żoną postanowili z Syrii uciec. Ona z córką drogą lotniczą - przez Rzym - trafiła do Niemiec.

 

Josef przez Turcję, a dalej drogą morską przez Grecję, trafił do Polski. Godziny spędzone na łodzi, podczas których chronił dwójkę obcych dzieci przed wpadnięciem do morza, były - jak podkreślał - najdłuższymi w jego życiu. Korzystając z prawa łączenia rodzin, bezpieczny port znalazł na niemieckiej prowincji.


Podczas naszego pierwszego spotkania Josef zapytał, czy znam o. Zygmunta Kwiatkowskiego SJ (przez wiele lat pracował w Syrii), bo bardzo chciałby go pozdrowić. Poznali się w Syrii. Przysłuchując się ich rozmowie telefonicznej, nie mogłem wyjść ze zdumienia, jak świat się skurczył. Przed wyjazdem do Niemiec podkreślał, że tak wiele otrzymał od Boga i ludzi, iż bardzo chciałby się odwdzięczyć. Obecnie wyraża gotowość przybycia do Warszawy, aby wolontaryjnie pomagać tutaj w razie przyjazdu Syryjskich uchodźców.


Historii przybyszów, których los rzucił nad Wisłę, znam wiele. Nigdy nie spotkałem się z agresją. Łzy, których doświadczyłem, były powodowane przez wspomnienia, trudne historie albo codzienne radości.

 

Ludzie ci włączają nas do swojego życia. Dla tych, którzy decydują się budować nowe życie w Polsce, jest to dłuższa relacja. Bywają też i tacy, po których ślad ginie z dnia na dzień. Znikają całe rodziny. Telefon przestaje odpowiadać. Pozostaje ufać, iż nie padli ofiarą handlu ludźmi, a dzieci są ze swymi rodzicami.


Mimo politycznej gry oraz medialnego szumu, których przyczyną są uchodźcy czy migranci przybywający do Europy - także do Polski - dostrzegam sprawy, z których warto się ucieszyć. Po kolei jednak. Jakie fakty niesie ze sobą kryzys migracyjny?

 

Podstawowy: grupa przybyszów jest większa niż dotychczas. Unia ma problem z ich weryfikacją oraz rozlokowaniem. Drugi: na Bliskim Wschodzie ciągle panuje wojna. Trzeci: europejska solidarność pozostaje pustym hasłem. Czwarty: przybysze stają się obiektem medialnych manipulacji, co w znacznym stopniu ma wpływ na społeczne nastroje (badania CBOS z połowy stycznia br.: większość Polaków - 53 proc. - jest przeciwna przyjmowaniu przez Polskę uchodźców z wyjątkiem Ukraińców uciekających z terenów objętych konfliktem. Za otwarciem granic dla uchodźców i zgodą na to, by osiedlili się w Polsce, jest zaledwie 4 proc. respondentów).


Te i inne fakty - nie wchodzę w ich interpretację - tworzą skomplikowaną sieć przyczynowo-skutkową, przed którą staje dziś wielu Niemców, Greków, Włochów czy Polaków. Co robić? - pytamy. Pada wiele odpowiedzi: od porzucenia polityki multikulti i obrony chrześcijańskiego Zachodu przed islamem, po zamykanie granic i przymusowe deportacje (gdzie?). Coraz częstszą odpowiedzią staje się także agresja.

 

Dobrą wiadomością jednak jest to, że pod powierzchnią tych sporów toczy się życie. Dobro, które dzieje się na najniższym, bo ludzkim, poziomie stanowi największą wartość.


Josef w razie potrzeby chce pomagać Syryjczykom w Polsce. W polskich ośrodkach dla uchodźców nikt nie głoduje, państwo współpracuje z organizacjami pomocowymi, także z kościelnymi, a w mojej parafii mali uchodźcy kończą właśnie półkolonie. Nie brakuje osób pragnących nieść pomoc. To wolontariusze są ostoją organizacji charytatywnych i społecznych.

 

Znam wielu, którzy na rzecz wolontariatu z uchodźcami rezygnują z wolnych wieczorów czy urlopu. Ludzie przynoszą odzież, kupują lekarstwa. Coraz więcej osób i firm proponuje zatrudnienie. To niewidoczne w medialnym przekazie dobro nie pozostaje bez znaczenia. Wierzę, że będzie ono miało większą siłę rażenia niż wyrwany z kontekstu, rodzący lęk filmik na YouTubie czy prześmiewczy demotywator.


W różnych miejscach świata i momentach historii człowiek - naród, społeczeństwo - niejednokrotnie znajdował się na zakręcie. To, do czego jesteśmy dziś zapraszani w kontekście kryzysu migracyjnego, jest niczym innym jak zwróceniem się ku drugiemu. To bolesne ćwiczenie, jednak dla nas i dla tych, którzy na pomocną dłoń czekają, jest to potwierdzenie człowieczeństwa. I nie pozwólmy sobie wmówić, że - na litość Boską - chodzi tutaj o pieniądze czy terroryzm. Gra toczy się o uznanie i szacunek dla człowieka. Stawka jest zatem wysoka! Dobro, które dziś jest udziałem tak wielu na poziomie międzyludzkim, jutro może być możliwe na poziomie społecznym. Dlaczego w to nie wierzyć?


Dlaczego, patrząc na dramat uchodźców, nie widzieć w nich Chrystusa ponownie ukrzyżowanego? On przecież żyje, cierpi i umiera w człowieku, w ludzkości. Przed kilkoma laty o. Henri Boulad SJ pisał: "Nie wolno nam w tych burzliwych czasach spać jak apostołowie w łodzi. Zbyt często sądzimy, iż zmartwychwstały Chrystus już został uwielbiony, jest w chwale Ojca i siedzi po Jego prawicy. Spoczywa na zasłużonych laurach i jest szczęśliwy. Nic podobnego! Aby odkryć Jezusa, musimy skierować wzrok ku człowiekowi".


Mimo kilometrów dzielących Warszawę od Monachium doświadczyłem tego w rozmowie z Josefem. Patrząc w oczy konkretnych ludzi - dzieci, kobiet i mężczyzn - którzy doświadczają tragedii, są samotni i kompletnie nie znają swojej przyszłości, jakoś nie mogę uwierzyć, że przyszli zdemontować mój świat. Gdy dotykam ich życia jak wrzodu, jakoś trudno mi uwierzyć, że "człowiek człowiekowi wilkiem".

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.9

Liczba głosów:

93

 

 

Komentarze użytkowników (35)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 03:35:33 | 2016-03-12
Idiotyczny powyższy artykuł  może sugerować o istnieniu dekadencji polskiego duchowieństwa. Chcę przestrzec przed takim myśleniem.

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 03:37:48 | 2016-03-12
"Dlaczego, patrząc na dramat uchodźców, nie widzieć w nich Chrystusa ponownie ukrzyżowanego? On przecież żyje, cierpi i umiera w człowieku, w ludzkości." Proszę jak osobę Chrystusa wykorzystuje się dla celów inspiratorów wielkiej imigracji.

Aż mdli. Ksiądz nie pomyślał, że Polacy  chcą spokojnie przejść ulicą a nasze córki wolimy aby nie były gwałcone? Do mnie jeden z wyrostków pośród około 30. stojących i siedzących na krawężnikach i balustradach  zwrócił się po polsku cytuje; " chcesz dostać". Zdolny młody lingwista, nauczył się tego w ciągu małego odcinka czasu, czego ja nie nauczyłem się przez całe życie.

Metody zawłaszczania cudzych terytoriów  stosowane przez muzułmanów znane są na przykładzie Kosowa. Dlaczego ksiądz nie lansuje pomoc taką, jaką stosuje Caritas Polska a chce  przyjmować "uchodźców" na zasadzie bajki Krasickiego o chłopu
i żmii?   Zasadą pomocy jest: pomagaj ale sam nie daj się uderzyć. Bezmyślna pomoc muzułmanom komu służy w Europie?

Oceń 6 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

marielle 16:00:50 | 2016-03-11
Może brak zrozumienia dla migrantów w Polsce bierze się stąd, że świeże są blizny naszej historii, i widząc młodych mężczyzn idących ku Europie,  nie rozumiemy, że można nie walczyć o własną ojczyznę.

Oceń 2 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lleszek 17:16:10 | 2016-03-09
Chyba niektórzy dyskutanci nie rozumieją, że od chrześcijan, a już na pewno od katolików wymaga się w obliczu cudzego nieszczęścia czegoś zdecydowanie więcej, niż kalkulowania co się opłaca, a co się nie opłaca.
Nawet poganie i ateiści chętnie pomagaja, jeśli to ich niewiele kosztuje, przydaje chwały czy nawet się opłaca, jeśli przybysze podejmą się mało atrakcyjnej acz niezbędnej pracy za liche pieniądze, i jeszcze będą wdzięczni.
Ale chyba katolicy powinny się wzbić na trochę wyższy poziom i podjąc bardziej ambitne wyzwania. 

Oceń 3 17 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

ewagriusz 15:48:46 | 2016-03-09
(Koniec wpisu:)
Trzeci powód, dla którego łódki trzeba zawracać nazwijmy demograficznym. Ta powódź imigrantów, która zaczęła się dwa lata temu  nie skończy się, nawet jeśli w Syrii dojdzie do pokoju. W ostatnich dwóch latach wystąpiło o azyl w Europie 2 miliony ludzi, z tego tylko 500 tys. to były osoby podające się za Syryjczyków.  Unia przewiduje, że w tym roku będą 3 miliony ubiegających się o azyl.

Ta wzbierająca fala nie opadnie. 4 miliardy ludzi na świecie żyje trzy razy biedniej, niż w Unii Europejskiej. Dla wszystkich znajdziemy miejsce w Europie?

Znowu – jeśli nie chcemy po prostu być brutalnymi egoistami, musimy myśleć o skutecznych sposobach pomocy gospodarczej dla biedniejszych krajów – my, Unia Europejska, my Polska, przeznaczająca na pomoc międzynarodową cztery razy mniej, niż się zobowiązaliśmy….

Czwarty powód, dla którego łódki trzeba zawracać jest zdroworozsądkowy. Sytuacja jest bardzo prosta: więcej islamskich imigrantów to więcej  kłopotów.

Mnóstwo różnych kłopotów: politycznych, społecznych, przestępczych, terrorystycznych; pewnie będzie mowa o nich w trakcie programu. Na jeden chcę zwrócić szczególną uwagę: w nowoczesnej gospodarce europejskiej nie ma i nie będzie pracy dla milionów niewykształconych ludzi. Im więcej ich tu przybędzie, tym więcej będzie młodych bezrobotnych mężczyzn, sfrustrowanych, żyjących z opieki społecznej i przestępczości.

Oceń 7 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

ewagriusz 15:48:13 | 2016-03-09
Żeby nie skupiać sie tylko na krytyce, wklejam wpis z portalu euroilsam.pl

Grzegorz Lindenberg

Wystąpienie przedstawiciela Euroislamu w debacie „Arena idei” w TVN24, na temat „Czy zawracać łodzie z uchodźcami” 6 marca 2016.

„Dobry wieczór Państwu. Jestem za zawracaniem łódek z czterech powodów.

Po pierwsze z powodów humanitarnych. Jeśli chcemy, żeby ludzie nie tonęli setkami w Morzu Śródziemnym, musimy powstrzymać łódki, a nie zachęcać ludzi, żeby przypływali na coraz gorszych.

Powinniśmy się wzorować na Australii, która poradziła sobie z identycznym problemem. Próbując się dostac do Australii utonęło w ciągu kilku lat 1200 osób. Kiedy Australia przestała łódki wpuszczać – ludzie przestali tonąć, bo przestali przypływać.

Ale jednocześnie uważam, że powinniśmy, my – Europejczycy, pomagać bliskowschodnim uchodźcom. Zawracanie łódek, jesli ma być naprawdę bardziej humanitarne a nie po prostu egoistyczne, wymaga programu „zawracanie łódek plus”. Ten plus to realna pomoc na miejscu oraz program przesiedlania tych uchodźców, dla których jest to naprawdę sprawą życia lub śmierci – mniejszości religijne, seksualne ofiary ISIS i tak dalej. Znowu – tak jak to robi Australia, która co roku przyjmuje kilkanaście tysięcy uchodźców z całego świata, wybierając ich na miejscu, w porozumieniu  z instytucjami ONZ. Po co wymyślać koło od nowa, skoro Australijczycy pokazali, jak je zrobić?

Drugi powód, dla którego jestem za zawracaniem łódek, to efektywność –  bo za te same pieniądze możemy pomóc przynajmniej 10 osobom zamiast jednej w Europie. Za 20 mld euro, które same Niemcy w tym roku wydadzą na imigrantów, mogliby utrzymać na miejscu wszystkich syryjskich uchodźców przez 3 lata.

Oceń 10 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

kasperek_piotr 09:26:14 | 2016-03-09
Znlazłem inny ciekawy artykuł na "konkurencyjnym" portalu, gdzie z ust Libańczyka pada stwierdzenie:

"Niestety, chrześcijanie w Europie już nie są chrześcijanami. Prawdziwymi chrześcijanami zostali jedynie w Polsce i może jeszcze w dwóch, trzech krajach. Pod hasłem laicyzacji ludzie stają się po prostu ateistami. Proszę to sobie uzmysłowić — muzułmanie postrzegają samych siebie jako wierzący. I przyjeżdżają do krajów, w których ludzie nie wierzą. Mają więc przekonanie, że powinni nawracać tych, do których przybywają."


źródło: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IR/pk201610-liban.html

Oceń 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

marielle 09:00:01 | 2016-03-09
Gdyby Polacy podczas II wojny światowej uciekli z Polski, naszego kraju nie byłoby tutaj. Potem też zostaliśmy i dlatego Polska istnieje. Trzeba było morza krwi i wielu lat, by Polska mogła odrodzić się.
Europa przyjmując wielkie ilości migrantów sprawia, że ci którzy nie wyjeżdżają, czują się tylko coraz bardziej osamotnieni i tracą nadzieję na to, że można zwyciężyć. Nie wiem też, czy dobrze to widzę, ale chętnych do walki o swoje kraje i lepsze jutro na własnych terytoriach, chyba brakuje.
A Polacy... teraz się kłócą, ale myślę, że w chwili zagrożenia znowu stanęliby do walki o swoją ojczyznę.

Oceń 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

_ania 22:57:07 | 2016-03-08
ja bardzo przepraszam, jeśli kogoś zszokuję, ale nie są dla mnie obrzydliwi imigranci-gwałciciele z Bliskiego Wschodu; natomiast bardzo obrzydliwi są dla mnie bogaci panowie z krajów europejskich szukający seksualnych rozrywek z dziećmi w biednych azjatyckich krajach 

i mam szczerą nadzieję, że owszem, imigranci (nie gwałciciele) zdemontują choć trochę ten nasz europejski światek

Oceń 4 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Pawel G 16:30:25 | 2016-03-07
Kolejny artykuł w całej serii promujących masową i niekontrolowana migrację. I oczywiście żadnych odniesień do rzeczywistych problemów.

Wszytko zaczyna się od wywołującego emocje cytatu. Znając życie, nie wierzę Bulowskieiemu, że coś takiego miało miejsce. Nawet jeśli miało, to nie znaczy, że tamten człowiek rzeczywiście był z Syrii - 77% migrantów nie ma przy sobie żadnych dokumentów tożsamości, a ogromna większość nie pochodzi z Syrii. A znaczy to ni mniej ni więcej, że migranci próbują oszukać społeczeństwa, do których się udają. Próbują je wziąć na litość i na kłamstwo.  To jest po prostu najazd na Europę, jak zauważył Franciszek. Jednak pierwszą motywacją jest korzyść własna i to przede wszystkim finansowa. Sprzyjanie złu, choćby w postaci kłamliwego wyjaśnienia swojego pochodzenia i rzeczywistych powodów, to jest grzech.

Jeśli o. Bulowski chce mimo to tym ludziom pomagać, to bardzo proszę nie naszym kosztem! To byłby kolejny grzech, bo my byśmy nosili ciężary, a o. Bulowski chodziłby w glorii dobroczyńcy:
On odparł: ”I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary
nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie. (Łk 11, 46)

Może o. przeznaczyć np. pół swojej pensji na poprawę życia "uchodźców".
Chciałbym też wiedzieć, jaką część swojej pensji przeznacza o. na pomoc "uchodźcom".
Chętnie też zapytam, czy pomagał o. Polakom? A jeśli nie, to dlaczego? Czy nie wie o. że w naszym kraju miliony dzieci niedojadają? Że są w Polsce obszary skrajnej biedy?

Mam naprawdę dość tej nachalnej propagandy, oderwania od rzeczywistości i bycia "dobrym" kosztem polskiego społeczeństwa!

Oceń 33 7 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook