W obronie singla

(fot. shutterstock.com)

Walentynki? Są oczywiście złe i prawdziwy katolik nie powinien ich obchodzić. Skoro z celebrowaniem zakochanych jest jakiś problem, to znaczy, że single mogą liczyć na większą łaskawość? Bynajmniej...


Już po walentynkach - święcie zakochanych. W niektórych środowiskach kościelnych ostro krytykowane, jakby okazanie komuś czułości albo podarowanie kartki z serduszkami miało być tak niebezpieczne jak co najmniej zabawy z wydrążoną dynią. "Bo to przecież amerykański zwyczaj", "bo uczucie trzeba okazywać sobie codziennie, a nie raz w roku...", a w końcu "to promocja miłości frywolnej i nieodpowiedzialnej". Po części zgoda, ale skala zwalczania walentynek jest doprawdy przesadzona - to zupełnie tak, jakby chcieć zgasić zapałkę kilkoma zastępami wozów strażackich.


Szczęśliwie Kościół coraz częściej potrafi wykorzystać to, co aktualnie jest trendy, i nawet jeśli, tak jak walentynkom, nie towarzyszą temu jakieś głębokie i pełne teologicznego natchnienia tradycje, wykorzystać pod względem duszpasterskim. W wielu parafiach organizowane są tego dnia specjalne warsztaty dla par albo spotkania dla zakochanych czy małżeńskie randki, a nawet rekolekcje, których hasłem przewodnim jest miłość.


Z walentynkowej okazji do spotkania z młodymi skorzystał również papież Franciszek, kiedy do 25 tys. młodych osób zebranych na placu św. Piotra mówił o małżeńskiej miłości i wierności na całe życie. "W modlitwie «Ojcze nasz» mówimy: Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. Małżonkowie mogliby się nauczyć modlić w ten sposób: Miłość naszą powszednią daj nam dzisiaj, Panie. Bo codzienna miłość małżonków jest chlebem! Prawdziwym chlebem duszy, który ich pokrzepia, by iść naprzód.

 

Ta modlitwa uczy nas kochać się nawzajem. Im bardziej zawierzycie się Panu Bogu, tym bardziej wasza miłość będzie na zawsze, zdolna do odnowy, pokona wszelkie przeszkody" - mówił Ojciec Święty w 2014 roku. Jednocześnie zachęcał do tego, by nigdy w małżeństwie czy rodzinach nie kończyć dnia bez wzajemnego przebaczania.


Zainteresowanie i troska Kościoła o zakochanych jest w pewnym sensie logiczna i przyszłościowa - w końcu stanowią oni potencjalne małżeństwa, w których na świat przyjdą dzieci. A co z tymi, którzy nie mają drugiej połówki?


"Singiel hedonista"


Nieco ponad rok temu głośnym echem odbiła się wypowiedź abpa Marka Jędraszewskiego o tzw. kulturze singli. Wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski na łamach tygodnika "Idziemy" stwierdził, że "kultura singli nie jest w stanie zaakceptować wierności Komuś i życia dla Niego". Hierarcha uznał ponadto przeciwdziałanie temu zjawisku za jedno z najważniejszych wyzwań, stojących przed Kościołem.

 

"Chodzi o to, żeby patologie czy ludzkie nieszczęścia nie były pokazywane jako sytuacja generalna, wręcz normalna, w odniesieniu do której usiłowano by następnie stworzyć takie umocowania prawne, które by te patologie czy nieszczęścia w jakiejś mierze sankcjonowały" - stwierdził abp Jędraszewski, tym samym nazywając sytuację wielu osób, także gorliwych i żarliwie modlących się katolików, "patologią" i "nieszczęściem".


Dobrze, można by uznać, że to był tylko taki "lapsus", że biskupowi wcale nie chodziło o to, by obrażać samotnych katolików, którzy nie umieją znaleźć sobie drugiej połówki, a tak w ogóle to w Kościele odosobniony przypadek, bo nikt przecież już tak o singlach nie mówi. Ale... nie przypominam sobie, aby przy jakiejkolwiek okazji hierarcha przeprosił singli za swoją przesadzoną wypowiedź. A co więcej, jego głos wcale nie jest taki odosobniony, jakby mogło się wydawać.


Co jakiś czas w ultrakonserwatywnych mediach katolickich (?) pojawiają się wypowiedzi na temat singli, którzy są skrajnymi egoistami, bo nie chcą zakładać rodzin. Egoistami bywają też nazywani małżonkowie, którzy jeszcze nie doczekali się potomka. Sama tuż po ślubie (sic!) kilka razy usłyszałam, że uprawiamy z mężem egoizm we dwoje i żadne tam z nas małżeństwo, bo nie mamy jeszcze dziecka.

 

Ciekawe tylko, czy wypowiadający takie osądy zapomnieli, że choćby sam proces ciąży trwa dziewięć miesięcy, więc dziecko nie pojawi się od razu po ślubie, jak za dotknięciem magicznej różdżki.


Ilekroć słyszę podobne osądy wypowiadane z ust kapłanów czy innych katolików, rośnie we mnie fala wzburzenia. Takie teksty świadczą nie tylko o elementarnym braku współczucia i zrozumienia dla drugiego człowieka, ale także o braku szacunku dla niego. A także o rozminięciu się z podstawowymi prawdami, dotyczącymi relacji międzyludzkich.


Przecież znalezienie drugiej połowy nie jest takie łatwe, jak niektórym może się wydawać. Znam wiele osób, także gorliwych i gorąco praktykujących katolików, którzy latami poszukują tego kogoś. Oni niezmiernie cierpią z powodu bycia singlami, a próba dorabiania im gęby egoistów jest po prostu absurdalna. Właściwie to nawet podziwiam ich, że po przeczytaniu/usłyszeniu takiego czy innego tekstu hierarchy czy tłumaczenia się kolejny rok z rzędu księdzu podczas wizyty duszpasterskiej, dlaczego mieszkają tylko z kotkiem/pieskiem, oni nadal są w Kościele. Chociaż pewnie niejednemu cierpliwości zaczyna już brakować...


Uogólnienia, w ramach których zarzuca się singlom nie tylko egoizm, ale i hedonizm, są wprost niedopuszczalne. Oczywiście, z takimi postawami można się czasem spotkać, ale nie sądzę, aby był to problem znacznej części młodych katolików. A przecież to do nich zwracają się hierarchowie, być może zaprzepaszczając jedną z nielicznych szans na zatrzymanie ich w Kościele na dłużej niż do sakramentu bierzmowania.


"Egoizm we dwoje"


Podobny brak wyrozumiałości i taktu towarzyszy wypowiedziom piętnującym bezdzietne małżeństwa. Przecież wiele z nich nie ma dzieci nie dlatego, że nie chce, bo woli wieść hedonistyczne życie egoistów, ale na przykład ze względów zdrowotnych. Czasem odkładaniu decyzji o dziecku towarzyszą lęki ("nie poradzę sobie", "jestem za młoda", "wyrzucą mnie z pracy", "z czego będziemy żyli?") i to także trzeba zrozumieć. Miarą katolickości nie jest liczba posiadanych dzieci tak, jak wszelkie kategorycznie wygłaszane sądy i opinie na ten temat nikogo nie zachęcą do zmiany decyzji.


W kościelnych środowiskach ogromnym powodzeniem cieszyła się (nie)słynna kampania Fundacji Mamy i Taty, której bohaterka zdążyła być w Paryżu i zrobić karierę, ale nie zdążyła urodzić dziecka. W reklamie w ogóle nie pojawiał się mężczyzna, zupełnie tak, jakby kobieta miała to dziecko spłodzić sama ze sobą, jednocześnie przejmując 100 proc. odpowiedzialności za nowe życie.


Kościele, skorzystasz z okazji?


Nie ma tu miejsca na przywoływanie całej dyskusji, jaka towarzyszyła nieszczęsnemu spotowi. Odwołuję się jednak do niego, bowiem niczym w soczewce skupiał w sobie sposób, w jaki problem odkładania decyzji o dziecku jest podejmowany przez część środowisk kościelnych.

 

Jest to niestety droga, która prowadzi donikąd, bo nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, by ktoś - najpierw wyśmiany i napiętnowany, nazwany hedonistą i egoistą - nagle z dnia na dzień postanowił odmienić swoje życie i np. sprowadzić na świat dziecko. Pomijając już fakt, że nie da się z dnia na dzień zmienić singielskiego stanu, wkraczając na drogę małżeńską.


Szczęśliwie w Kościele przybywa kapłanów i duszpasterzy, którzy mają coraz większą wrażliwość na ludzkie bolączki, którzy potrafią zrozumieć, że życie w pojedynkę to nie zawsze jest kwestia wygodnego wyboru, ale powodująca wiele cierpień i bólu życiowa sytuacja. Szczęśliwie przybywa inicjatyw, także kościelnych, które mają służyć stworzeniu dla młodych ludzi przestrzeni do poznania innych osób, być może takich, które podzielają ich wartości. W niektórych kościołach, wprawdzie na razie częściej w dużych miastach, odbywają się modlitwy w intencji singli i powstają specjalne grupy duszpasterskie dla nich.

 

Zamiast narzekać na walentynki, które niby promują frywolną miłość, może lepiej wykorzystać okazję, by zatroszczyć się w Kościele nie tylko o tych już zakochanych, ale także o tych, którzy nadal szukają swojej drugiej połowy.

 

Marta Brzezińska-Waleszczyk - dziennikarka, publicystka, doktorantka, badaczka mediów społecznościowych. Współpracowała z takimi mediami, jak Fronda.pl, Gazeta Polska, Rzeczpospolita, Radio Wnet, Radio Warszawa, Niecodziennik, Fronda (kwartalnik), a ostatnio z Natemat.pl. Obecnie związana z Przewodnikiem Katolickim oraz portalem Ksiazki.wp.pl. Żona Marcina i mama Franciszka Antoniego.
 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.74

Liczba głosów:

53

 

 

Komentarze użytkowników (22)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Miłosz Skrodzki 14:20:20 | 2016-02-18
Nie ma żadnego obowiązku szukania partnera ani tym bardziej produkowania dzieci. Przeciwnie, chrześcijańskim obowiązkiem jest mnożenie szczęścia. Małe dzieci nie są radością, tylko strasznym ciężarem. Jeśli chcesz zniszczyć życie swojemu partnerowi, zrób mu dziecko!

Oceń 2 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

WDR . 04:07:20 | 2016-02-18
+

Rzeczywiście dużo jest osób, które by chciały, ale nie mogą trafić, spotkać itp.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

beti3 19:52:00 | 2016-02-17
A do tych wszystkich , którzy tak łatwo oceniają singli jako hedonistów  i egoistów mam apel :" Nie sądźcie , abyście i wy nie byli sądzeni..." Spróbujecie też poznać różnych singli , również tych , którzy cierpią z powodu swego stanu.Może kapłani też byliby skłonni bardziej nas rozumieć , gdyby sami byli w sytuacji szukania drugiej połówki. Nie jest to głos w sprawie zniesienia celibatu , ale prośba o większą roztropnośc w ocenie i wypowiedziach.

Oceń 2 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

beti3 19:41:34 | 2016-02-17
Pani Marto dziękuję za ten tekst. Gratuluję Pani empatii i zwykłego, ludzkiego podejścia do trudności innych osób.Doceniam to tym bardziej , że jest Pani żoną i matką. Może dzieki takim osobom , jak Pani my single jeszcze jestesmy w Kościele. Dziękuję jeszcze raz i Pozdrawiam

Oceń 2 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 09:27:11 | 2016-02-17
Czym innym jest zakochanie - emocja zwana miłością, a czym innym jest Miłość dwojga (czyli ofiara ze swego zycia dla drugiego).
Jeżeli tego nie rozróznimy, to łatwiej jest obchodzić tzw. święto zakochanych (a raczej swięto kup cos), niż w czwartą niedzielę września odnowić przysięgę małżeńską.

Co do egoizmu mlodych singli - winnymi są oczywiscie ich rodzice, ale też duzą czesc dorosłych, ktorzy wlasnym życiem depczą malzeństwo. Single nie biora się przecież znikąd, obserwacja wspólczesnego swiata jest oczywista. Skoro znaczna cześć ludzi uznajacyh sie za wierzacyh katolików nie wierzy w nierozerwalnośc małżeństwa,  to po co więc ślubować drugiem dozgonną miłośc, wierność i uczciwosć małzenską? 
Po co codzinnym trudem żyć w małżenstwie, skoro współczesne katolickie wzorce to rozwody, drugie i kolejne małżeństwa, dzieci pozamałżeńskie, samotne matki (i ojcowie).
I frazesy o miłości, o miłosierdziu.

Oceń 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Bazyli 15:58:15 | 2016-02-16
Gdy podczas jakiegoś świętowania ludzie się nie umartwiają i są zadowoleni .... Kościół rzymskokatolicki natychmiast czuje sie zaniepokojony i krytykuje takie święto.
W Kościele rzymskokatolickim wszyscy musza cierpieć i być nieszczęśliwi ... nawet jak śpiewają Alleluja to w taki sposób, żeby było smutno

Oceń 4 10 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

ames 09:44:57 | 2016-02-16
Ilekroć słyszę podobne osądy wypowiadane z ust kapłanów czy innych katolików, rośnie we mnie fala wzburzenia.

Jest Pani jak każdy z nas wypadkową kilku osób, z którymi spędza najwięcej czasu oraz oczywiście których słucha. Dlaczego więc nie zmienić otoczenia, skoro ewidentnie po Pani widać, że wywołuje ono tylko narastającą "falę wzburzenia"?

Oceń 11 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

innowator 23:46:00 | 2016-02-15
Zgadzam się z większością kwestii które poruszyła Autorka... są w kościele ludzie którzy widzą rzeczywiścość jednostronnie, ale i takcy którzy ją rozumieją. Nazywanie kogoś egositą bo jest sam jest zapewne wyrazem własnej frustracji spowodowanej jakąś nierównowagą w małżeństwie lub kapłaństwie (bo przecież singiel tego nie powie), ale i niewiedzą. Od kiedy to wybieramy sobie powołanie? My je przyjmujemy i realizujemy, więc to że ktoś jest małżonkiem jest równie cenne jak to że jest osobą samotną, czy duchowną. 

Oceń 9 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

puella 22:01:06 | 2016-02-15
Droga Autorko! Czy naprawdę uważasz, że Kościół wrzucił wszystkich singli i bezdzietne małżeństwa do wora z napisem EGOIŚCI-HEDONOŚCI? Czy naprawdę tak bardzo boli Cię nazywanie rzeczy po imieniu? Umówmy się - bojących się odpowiedzialności hedonistów spotyka się teraz BARDZO CZĘSTO, a nie CZASEM. I to do nich są skierowane odezwy księży i biskupów, a nie do tych, co szukają małżonka lub starają się o dziecko, ale coś im nie wychodzi. Kiedy czytam takie teksty mam nieodparte wrażenie, że autorzy pragną "otworzyć oczy zacofacemu Kościołowi, który nie widzi jakie jest prawdziwe życie". Że chcą sami przejąć stery, bohatersko prowadząc ku wyzwolonej nowoczesnej świętości. 

Oceń 30 12 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 20:35:30 | 2016-02-15
Czytając teksty autorki można by odnieść wrażenie, iż dręczą ją wyrzuty sumienia wynikające z faktu podjęcia decyzji o założeniu rodziny i posiadania dzieci. 

Oceń 14 11 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?