Zawłaszczanie Boga

Wacław Oszajca SJ
(fot. shutterstock.com)

Zawłaszczanie Boga: nieobce jest i nam takie działanie. Poza Kościołem, oczywiście naszym Kościołem, tym, do którego należymy, nie ma zbawienia. Tylko u nas, tylko my posiadamy wszystkie środki potrzebne do zbawienia. Wszędzie indziej tych środków jest mniej lub więcej, ale zawsze tylko trochę.


A przecież nie o środki chodzi, nie o jakieś tam łaski, rozumiane często jako tak zwane pozytywne energie, ale o żywego Boga, który jest zawsze i wszędzie, dla każdego cały, a nie tylko trochę. Stąd, z przywłaszczania sobie prawa do dysponowania Bogiem, biorą się nieporozumienia wśród nas, chrześcijan, jak też między nami i wyznawcami innych religii.


Przykładów takiego kon liktu mamy w Biblii i dziejach Kościoła aż nadto, a wszystkie zmierzają w jednym kierunku. Skoro tych, którzy bezpodstawnie - w naszym mniemaniu oczywiście - roszczą sobie pretensje do posiadania całej prawdy, nie można pokonać w żaden pokojowy sposób, trzeba ich unicestwić siłą. Mieszkańcy Nazaretu, nie mogąc pokonać Jezusa w dyskusji, postanawiają strącić Go w przepaść. Inkwizytorzy katoliccy i sądy kościelne innych wyznań chrześcijańskich postępowały podobnie.


Patrząc na mieszkańców Nazaretu i na siebie samych, nie sposób uciec od pytania: skąd się w nas bierze to rozdwojenie, to bolesne rozdarcie? Z jednej strony pragniemy przecież bliskości Boga, a z drugiej strony chcielibyśmy trzymać Go jak najdalej od nas. W tym odsuwaniu Boga najskuteczniej pomaga nam pewien typ pobożności.

 

Dzieje się tak wówczas, gdy religia zamyka człowieka w świątyni, a tym samym czyni go niewrażliwym na współczesność, na świat, w którym żyje. Taka pobożność, zasklepiając człowieka, daje złudne poczucie bezpieczeństwa, a co za tym idzie, poczucie wyższości, doskonałości, pewności siebie. Wtedy, parafrazując wypowiedź mieszkańców Nazaretu, zaczynamy mówić do chrześcijan z innych Kościołów: "wasz Chrystus jest nieprawdziwym Chrystusem, bo niepodobny do naszego Chrystusa". Mówiąc tak, mocno mrużymy oczy, żeby nie widzieć, że ten nieprawdziwy Chrystus dokonuje w tym nieprawdziwym Kościele najprawdziwszych cudów.

 

Jeśli nawet przyjąć, że najprawdziwszym wyznaniem wiary jest męczeństwo, to trzeba powiedzieć, że męczennicy chodzą parami. Przykładów nie trzeba długo szukać, wystarczy nasze polskie podwórko i św. Andrzej Bobola ze św. Atanazym Brzeskim.

 

Jeden był zakonnikiem katolickim, drugi prawosławnym. Czcząc jednego, warto pamiętać o drugim, bo rolą świętych jest przede wszystkim niepokojenie sumień tych, którzy chcieliby Boga mieć na wyłączność, jedynie do własnej dyspozycji. Takie sianie niepokoju jest równie potrzebne jak wprowadzanie pokoju. Przez prawie pięćset lat nazywaliśmy ks. Marcina Lutra heretykiem, by któregoś, naprawdę pięknego dnia odkryć, że i on jest "świadkiem Jezusa Chrystusa".


Tak już jest, że walczącym w imię Boże Bóg wymyka się z rąk. Chcącym handlować Nim psuje ten niby zbożny interes. Natomiast chętnie Bóg przestaje z tymi, którzy chcą Go nie tylko słuchać, ale i rozumieć, choć to życia nam nie ułatwia, tylko utrudnia, a czasami czyni je wprost nieznośnym. Cóż począć - to, co najcenniejsze, stoi zawsze trochę za wysoko.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.09

Liczba głosów:

100

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook