Największe pragnienie mojego Pana

ks. Przemysław Szewczyk
(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl)

Ilość podziałów między nami, ich głębia i trwałość rzucają cień na chrześcijańską nadzieję w powodzenie dzieła Jezusa Chrystusa. Jest jednak jedno miejsce, które tę nadzieję nieustannie odnawia.

 

Nie wiem, od kiedy dokładnie, ale w pewnym momencie bardzo mocno zdałem sobie sprawę, że największym pragnieniem naszego Pana, Jezusa Chrystusa jest jedność rodzaju ludzkiego.

 

Odkrycie z jednej strony - z Jego strony - banalne, gdyż będąc Synem Boga i doskonałym odbiciem Jego istoty, wiedział, że naturą Boga jest trójjedyność. Jeśli więc chciał przywrócić nam podobieństwo do Stwórcy, czegóż innego mógł pragnąć niż tego, byśmy i my byli jedno między sobą, jak Bóg jest jedno w sobie.


Z drugiej jednak strony, patrząc na to z perspektywy naszego doświadczenia, rzecz już tak oczywista nie jest. Nosimy w sobie przecież podobieństwo do Boga, ale pęknięte, uszkodzone, co sprawia, że doświadczenie jedności jest w nas mocno ograniczone.

 

Mamy przyjaciół, rodzinę, naród - ludzi, z którymi odczuwamy jedność. Mamy jednak także wrogów i ludzi zupełnie nam obcych, wobec których zamiast jedności pojawia się obojętność czy wrogość. Na służbie tej ograniczonej jedności, aż do przyjścia naszego Pana, Jezusa Chrystusa, była również religia. "Czyż nie powiedziano wam: będziesz miłował swojego bliźniego, a swojego nieprzyjaciela będziesz nienawidził?" (Mt 5,43).


Tymczasem całe życie Pana - od Jego narodzin, przez Jego nauczanie i publiczną działalność, aż po śmierć i zmartwychwstanie - są wielkim wołaniem o przywrócenie jedności.

 

W dniu Jego narodzin niebo łączy się z ziemią, w obliczu Dzieciątka ramię w ramię stają wielcy i mali tego świata, hołd Mu oddają żydowscy pasterze i pogańscy magowie. Jego nauka i przykład życia do tego dąży, żeby wpoić w nas nowe przykazanie oddania wszystkiego, czym jesteśmy, drugiemu, byśmy stali się dla siebie braćmi.

 

Objawienie Boga, które nam przynosi, streszcza się ostatecznie w jednym słowie: "Ojciec", a z tego Imienia znowu wynika w konsekwencji, że wszyscy jesteśmy braćmi. Wreszcie Jego śmierć i zmartwychwstanie dokonały się po to, żeby rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Właśnie w obliczu tej ostatniej godziny, w której przez tajemnicę Krzyża miał wrócić do Ojca przywracając życiu Bożemu całą ludzką naturę, odsłonił przed uczniami swoje wielkie pragnienie zanosząc na głos modlitwę do Boga: "...aby byli jedno" (J 17,20).


Jedność rodzaju ludzkiego jest pragnieniem rozpalającym serce przeraźliwą tęsknotą: jakże nam do niej daleko! Ilość podziałów między nami, ich głębia i trwałość rzucają cień na chrześcijańską nadzieję w powodzenie dzieła Jezusa Chrystusa.

 

Jest jednak jedno miejsce, które tę nadzieję nieustannie odnawia: Eucharystia - "znak jedności i węzeł miłości", jak o niej powiedział św. Augustyn.


Podczas celebracji Eucharystii wracamy do serca naszej wiary: zbawczej śmierci Jezusa Chrystusa, z której wypływa dar Ducha Świętego i nasze dziecięctwo Boże będące początkiem i znakiem zjednoczenia rodzaju ludzkiego. Trzeba więc strzec naszych zgromadzeń na celebrację Eucharystii jak oka w głowie, żeby były rzeczywistym "znakiem jedności".


Bardzo lubię przypomnieć sobie przed odprawianiem mszy świętej - zwłaszcza, gdy mam podczas liturgii przemawiać - starożytną pieśń eucharystyczną, która wraca do nas w dniu Ustanowienia, w Wielki Czwartek: "Skoro się wszyscy tu gromadzimy, * strzeżmy się tego, co nas rozdziela. Niech ustaną wszystkie gniewy i spory, * a pośrodku nas niech będzie Chrystus".

 

I szczerze mnie boli, gdy zgromadzenie eucharystyczne bardziej niż umacnianiu w Kościele chrystusowego pragnienia jedności służy zwieraniu szeregów przeciw wrogom Boga i naszym.


Obowiązkiem Kościoła jest nauczanie i napominanie, jego zadaniem jest także walka z błędami i przestrzeganie przed złem i fałszem. Najlepszym jednak lekarstwem na całe zło świata jest autentyczna celebracja Chrystusa: prawdziwej drogi do zjednoczenia rodzaju ludzkiego przez życie w duchu Bożego synostwa.

 

Miejsce na spory i gniewy jest jednak gdzie indziej. Piszmy książki, artykuły, organizujmy debaty i uliczne manifestacje. Eucharystia niech jednak zawsze koncentruje się wokół Chrystusa i Jego dzieła przywracania jedności, a nie wokół Jego prawdziwych czy urojonych wrogów.

 

ks. Przemysław Szewczyk - prezbiter Kościoła rzymskokatolickiego Archidiecezji Łódzkiej. Patrolog, tłumacz. Prezes Stowarzyszenia Dom Wschodni - Domus Orientalis. Założyciel portalu patres.pl.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.47

Liczba głosów:

17

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~deon 10:13:54 | 2016-01-17
Brak jedności, ilość podziałów między nami, ich głębia i trwałość, rzucają cień na chrześcijańską nadzieję w powodzenie dzieła Jezusa Chrystusa. Jest jednak jedno miejsce, które tę nadzieję nieustannie odnawia.
więcej

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

abraham 11:00:38 | 2016-01-17
Pytania do autora, jeśli można oczywiście.
To pragnienie Chrystusa o ile się nie mylę zawarte jest tylko w ewangelii janowej, która jest bardzo specyficzną ewangelią, powstałą we wspólnocie joanicznej. 
Czy to pragnienie dotyczy Kościoła czy rodzaju ludzkiego?
Ci Oni, są tam w opozycji do świata, czym jest świat w narracji janowej?

Oceń 23 1 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?