Przebaczenie wymaga odwagi

ks. Artur Stopka
(fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)

Trudne decyzje zawsze spotykają się z niezrozumieniem, dystansem, odrzuceniem, czasami z agresją. Nie mogą liczyć na aplauz większości. 

 

Dokładnie pół wieku temu, 18 listopada 1965 roku, biskupi niemieccy, uczestniczący w II Soborze Watykańskim, otrzymali od przedstawicieli polskiego episkopatu dokument, który dziś stawiany jest za wzór naprawiania relacji między społecznościami podzielonymi wielkim bólem i ogromną krzywdą. Było to "Orędzie biskupów polskich do ich niemieckich braci w Chrystusowym urzędzie pasterskim".

 

Abp Wiktor Skworc, przewodniczący Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Kontaktów z Konferencją Episkopatu Niemiec, zwraca uwagę, że to nie był list "o pojednaniu", tylko zaproszenie biskupów niemieckich do udziału w uroczystościach milenijnych w Polsce. Istotnie. Jak zauważył ks. prof. Roman Bartnicki, pod koniec obrad Soboru polscy biskupi skierowali listy do pięćdziesięciu sześciu episkopatów z całego świata zawiadamiając o obchodach Millenium Chrztu Polski i prosząc o modlitwę. Jednak tylko ten jeden dokument wywołał najpierw huragan negatywnych reakcji w Polsce, a po latach przeszedł do historii jako przykład odwagi głęboko chrześcijańskiego myślenia i działania, wybiegającego daleko w przyszłość.

 

Treść "Orędzia" to w zdecydowanej większości analiza historycznych stosunków polsko-niemieckich. Przypomniane zostały rzeczy pozytywne i najbardziej dotkliwe krzywdy, jakich polski naród doznał od Niemców. Przyznano, że również wielu Niemców cierpiało. Nie ma w dokumencie słów "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie", które często się mu przypisuje. W przedostatnim akapicie długiego tekstu znalazły się natomiast słowa: "W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągamy do Was, siedzących tu, na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy, niemieccy biskupi i Ojcowie Soboru, po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Millenium w sposób jak najbardziej chrześcijański".

 

Nieco wyżej polscy biskupi apelują, by "mimo sytuacji obciążonej niemal beznadziejnie przeszłością", a raczej właśnie w tej sytuacji, próbować zapomnieć i podjąć dialog.

 

Czy to był dobry moment na tego rodzaju wezwania i propozycje? Na wyciąganie rąk, wybaczanie i prośby o wybaczenie?

 

Od drugiej wojny światowej minęło dwadzieścia lat. To dużo czy mało? Czy upłynęło dość czasu? Nie tylko sytuacja polityczna podpowiadała, że "Orędzie" może się spotkać z negatywną reakcją ówczesnych władz w Polsce, ale również z niezrozumieniem w społeczeństwie. Historycy przyznają, że duża część, może nawet większość Polaków, polskich katolików, nie przyjęła dokumentu z entuzjazmem. Nie wynikało to tylko z ogromnej propagandowej nagonki organizowanej przez komunistyczne władze (podobno rozważano nawet odebranie arcybiskupowi Bolesławowi Kominkowi, uznawanemu za głównego autora "Orędzia", polskiego obywatelstwa). Wielu członków Kościoła katolickiego w Polsce nie było gotowych na tak ważny krok i tak brzemienną w skutki decyzję. Myślę, że przede wszystkim pod względem duchowym. Do przebaczenia trzeba dojrzeć. Zarówno do tego, by go udzielić, jak i do tego, aby je przyjąć. Trzeba pamiętać, że odpowiedź ze strony biskupów niemieckich była - jak piszą historycy - powściągliwa.

 

"Orędzie biskupów polskich do ich niemieckich braci w Chrystusowym urzędzie pasterskim" wymagało odwagi. Tak, jak odwagi wymaga każde działanie, które wykracza poza oportunistyczne dostosowywanie się do istniejących uwarunkowań i wykorzystywanie sprzyjających okoliczności. Jest niezbędna, by przebaczać, odbierając złu jego siłę.

 

Sytuacji wymagających odwagi, sięgania myślą daleko w przyszłość, przebaczania doznanych krzywd i pokonywania lęków, w każdych czasach jest w życiu Kościoła, w życiu katolika, dużo. Dzisiaj również ich nie brakuje. Trudne decyzje zawsze spotykają się z niezrozumieniem, dystansem, odrzuceniem, czasami z agresją. Nie mogą liczyć na aplauz większości. Jednak przykład "Orędzia biskupów polskich do ich niemieckich" pokazuje, że nie tylko warto je podejmować, licząc się ze wszystkimi możliwymi reakcjami. Takie decyzje po prostu podejmować trzeba. W duchu chrześcijańskim i jak najbardziej ludzkim.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.67

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~deon 10:27:05 | 2015-11-18
Trudne decyzje zawsze spotykają się z niezrozumieniem, dystansem, odrzuceniem, czasami z agresją. Nie mogą liczyć na aplauz większości.
więcej

Oceń 1 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Marysia Paproc 14:56:08 | 2015-12-06
Łatwo się mówi gorzej zrobić każdy z nas zinterpretuje przebaczenie pod samego siebie a jaki kurs każdy z nas obierze to już inna sprawa, do dzisiaj jakoś nie ma przebaczenia niemieckiego w szczecin http://www.sic-egazeta.amu.edu.pl/index.php?t=2737

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jazmig 19:00:19 | 2015-11-18
Przebaczenie najpierw wymaga uznania winy i skruchy przez winnego, a dopiereo potem odwagi.

Pisanie o przebaczeniu jak widać, też wymaga odwagi, ale także uczciwości. Tych rzeczy w tym artykule nie znalazłem.

Nie ulega wątpliwości, że Niemcy uznali zarówno swoje winy, jak i okazali skruchę i przeprosili po wielokroć za to, co zrobili.

Dlatego można było mówić o przebaczeniu. Ale w ówczesnym dokumencie napisano: przebaczamy i prosimy o przebaczenie.

Problemem okazała się ta prośba, a nie przebaczenie. To za prośbę o przebaczenie polskich biskupów spotkała komunistyczna dintojra.

Oceń 5 3 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?