3 pytania do listu otwartego z "Wyborczej"

ks. Adam Błyszcz CR

Co możemy począć wobec takich zarzutów? Możemy się obrazić. Możemy przejść do kontrofensywy. Ale możemy także posłuchać tego, co ma do powiedzenia grono polskich profesorów na temat naszej, kościelnej, obecności w życiu społecznym naszego kraju. Posłuchać krytycznie.


Polską prasę w miniony weekend obiegły dwa teksty, którym z kilku powodów warto poświęcić nieco uwagi. Pierwszy tekst to list otwarty do władz państwowych zwracający uwagę na klerykalizację polskiego państwa. Apel został podpisany przez kilkanaście mniej lub bardziej utytułowanych osób (m.in. przez Wiktora Osiatyńskiego, Ewę Łętowską, Jerzego Szackiego czy Henryka Samsonowicza). Drugi tekst to wywiad z panią profesor Ewą Łętowską, w którym komentuje podpisany przez siebie apel.


Na początku wyjaśnienie. Słowo "klerykalizacja" nie pojawia się w samym liście. Odniosłem wrażenie, że tytuł został nadany przez redakcję, co jednak zaciemnia sens apelu. Klerykalizacja oznacza bowiem dominację duchownych (swoista redukcja całego Kościoła do jednej grupy, grupy kleryckiej) i jako taka jest również piętnowana przez sam Kościół (choćby w nauczaniu trzech ostatnich papieży).


Co niepokoi autorów listu? Najkrócej mówiąc, nadmierna uległość państwa polskiego wobec roszczeń Kościoła. Wspomniana uległość objawia się w sferze finansowej, w edukacji, w rezygnowaniu z pewnych inicjatyw legislacyjnych. Dostało się państwu polskiemu i za to, że pozwala na demonstracyjne eksponowanie symboli religijnych w instytucjach publicznych. W ten sposób zostaje naruszona neutralność światopoglądowa państwa polskiego. Winę za to ponosi przede wszystkim samo państwo.


Kościołowi natomiast autorzy listu stawiają zarzuty, że wzywa do naruszania prawa, że pod adresem osób rezygnujących z katechezy kieruje groźby, że zmusza dzieci i młodzież do uczestniczenia w obrzędach religijnych, a nadto że obraża niewierzących w swoich publicznych wypowiedziach.


Co możemy począć wobec takich zarzutów? Możemy się obrazić. Możemy przejść do kontrofensywy. Ale możemy także posłuchać tego, co ma do powiedzenia grono polskich profesorów na temat naszej, kościelnej, obecności w życiu społecznym naszego kraju. Posłuchać krytycznie.


Posłuchać krytycznie oznacza uznać, że nasze najlepsze chęci mogą być odczytywane opacznie. A co dopiero mówić o sytuacjach, w których ewidentnie Kościół, czyli my, pobłądził.

 

Czytając jednak apel niektórych polskich intelektualistów, a także wywiad, którego jedna z sygnatariuszek udzieliła "Gazecie Wyborczej", rodzą się następujące pytania.


Po pierwsze, dlaczego nasi adwersarze nie poświęcają wystarczająco dużo uwagi dla zrozumienia naszych racji? Nie ulega wątpliwości, że oni zapewne to samo pytanie zechcieliby zadać nam. W wywiadzie profesor Ewa Łętowska, wspominając o tym, że kategoria autonomii i niezależności należy do terminologii Soboru Watykańskiego II, nie chce zauważyć, że te pojęcia, w nauczaniu Ojców Soborowych, nie odnoszą się do rozdziału Kościoła od państwa, a do określenia tożsamości świeckich w Kościele. W zarządzie sprawami doczesnymi (w tym również, a może przede wszystkim w polityce) cieszą się autonomią, niezależnością. Po raz kolejny mamy do czynienia z wypowiedzią, która wydaje się gubić w dokumentach Kościoła. Już wcześniej mieliśmy do czynienia z takim pomieszaniem. Wystarczy wspomnieć pismo polskich feministek do papieża Franciszka, w którym pomyliły Jezusa z Pawłem. Urządzamy dziedzińce pogan, ale wychodzi na to, że nie zadajemy sobie trudu, aby słuchać tego, co mamy do powiedzenia. Bez tego wysiłku intelektualnego jakikolwiek dialog jest jałowy. Dotyczy to zarówno nas, wierzących, jak i niewierzących.


Po drugie, co oznacza postulowana przez Ewę Łętowską neutralność światopoglądowa państwa? Rozumiem, że miałaby ona dotyczyć zarówno wierzących, jak i niewierzących. Zatem nikt z nas nie miałby prawa ujawniać swoich poglądów religijnych (a co za tym idzie moralnych). Kto zatem miałby tworzyć przestrzeń państwa? Przywołany przez panią profesor przykład króla Baudouina, który na kilka dni abdykował, żeby nie podpisywać ustawy aborcyjnej, jest atrakcyjny, trąci jednak hipokryzją. Po wszystkim król Baudouin powrócił na tron jakby nic się nie stało. Odnoszę wrażenie, że to newralgiczny punkt tego całego dyskursu. W jaki sposób człowiek wierzący ma być obecny w przestrzeni publicznej? Czy słowa pani profesor Łętowskiej, że "wolność uprawiania kultu nie obejmuje wolności demonstrowania swojej religii podczas pełnienia obowiązków publicznych", są do obrony? Dlaczego funkcjonariusz publiczny, w czasie pełnienia obowiązków publicznych, miałby nie pamiętać o postulowanej przez naszą religię miłości bliźniego?


Po trzecie, we wspomnianych liście i wywiadzie jako oczywiste założenie przyjmuje się, że porządek demokratyczny jest nie do podważenia. Dlatego rozstrzygnięcia w tym obszarze powinniśmy przyjmować bezkrytycznie. Dlaczego jednak zwolennicy zepchnięcia religii do sfery prywatnej nie chcą pamiętać o prawie 14 milionach głosów oddanych w demokratycznych wyborach na Adolfa Hitlera? To nie jest demagogiczny chwyt. To po prostu pokazuje, że demokracja nie chroni nas ani przed błędem, ani przed zbrodnią, ani przed wypaczeniem. Ona potrzebuje po prostu sumienia. Tam, gdzie spychamy sumienie do sfery prywatnej (cokolwiek miałoby to oznaczać), otwieramy naszą społeczność na niebezpieczeństwo zbrodniczych systemów.


Nie obawiam się sporu między wierzącymi i ateistami. Nawet hałaśliwego. Obawiam się milczenia postulowanego przez sygnatariuszy apelu do władz państwa polskiego.
 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.47

Liczba głosów:

79

 

 

Komentarze użytkowników (63)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

MR 16:29:13 | 2014-10-26
Encyklopedycznie rzecz ujmując światopogląd to względnie stały zespół sądów (często wartościujących), przekonań i opinii na temat otaczającego świata czerpanych z rozmaitych dziedzin kultury, głównie z nauki, sztuki, religii i filozofii.
Czy tak rozumiany może być neutralny i co to mialo by znaczyć?

Oceń 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Maciej 23:43:29 | 2014-10-25
A czy ten list nie jest jakimś spolszczonym przekładem z niemieckiego  ?
" (...) Żaden podły ksiądz nie wydrze z nas uczucia, że jesteśmy dziećmi Hitlera. Czcimy nie Chrystusa, lecz Horsta Wessela. Precz z kadzidłami i wodą święconą (...) "
(Z pieśni Hitlerjugend podczas zlotu norymberskiego w 1934 roku)

Dla mnie naukowcem jest Albert Einstein
" (...) Jedynie Kościół zagrodził drogę hitlerowskim kampaniom zdławienia prawdy. Nigdy przedtem nie interesowałem się Kościołem, lecz dziś budzi on we mnie zachwyt i uczucie przy­jaźni. Jedynie Kościół bowiem miał odwagę i upór, by bronić prawdy i wolności moralnej. Muszę wyznać, że to, czymś kiedyś pogardzałem, dziś wychwalam bezwarunkowo (...) "
(Albert Einstein)

, a o tych typach z listu , to nic nie słyszałem.

Oceń 5 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Agnieszka 21:45:48 | 2014-10-25
1. Ciekawe zjawisko - państwo się klarykalizuje podczas, gdy Kościół się antyklerykalizuje. To chyba znak dobrych owoców?
2. Państwo to my - jeśli sa w nim katolicy to są też poglądy katolickie - czy to nie ostota demokracji?
3. Zgodzę się z nautralnością światopoglądową w dyskursie politycznym pod warunkiem, że nie będzie w nim obecny światopogląd ateistyczny.

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~głosić realność świata 17:37:19 | 2014-10-25
Neutralność światopoglądowa państwa nie istnieje ! To czysta demagogia dla niedouków. U podstaw każdej organizacji istnieje jakaś aksjologia nawet jeśli nie jest expressis verbis przedstawiana. Nawet brak znaku jest znakiem. Ten czysto socjotechniczny wytrych umożliwia z wyjątku robienie reguły, a z reguły wyjątek. Tutaj wszystko zależy od tego, kto nie liczebnie, ale skuteczniej głośno krzyczy (media, jej aksjologia i dominacja kapitałowa), a to nie ma nic wspólnego z demokracją.

Wtedy pozostaje przemoc werbalna i manipulacja np. dowolne, bo subiektywne redefiniowanie pojęć, słów, kontekstów. Kto głośniej, szybciej i w towarzystwie krzyczy jednocześnie udając, że nie rozumie co się do niego mówi - ten "ma rację" !

Tak jest zawsze jeśli odetnie się człowieka od możliwości racjonalnego poznania realnej rzeczywistości i wmawia się wszystkim, że w swej nieograniczonej tą rzeczywistością wolności jest ostatecznym (subiektywnym) kryterium prawdy, tworzonej dowolnie jego wolą i zachciankami. Wtedy NIGDY rozmowa, rozumiana jako wspólne i z dobrą wolą dochodzenie prawdy, NIE BĘDZIE MOŻLIWA ! Bowiem odbiera się ludziom wspólne, elementarne podstawy i odniesienia do rozmowy - REALNIE ISTNIEJĄCĄ RZECZYWISTOŚĆ.  Nie liczą się fakty, dowody i logicznie przeprowadzone konstrukcje myśli. Liczy się TYLKO wola człowieka poddana manipulacji i zwodzeniu kłamstwem. Ot, współczesny matrix wieży Babel. Odcinając nas od realnego świata - tym samym szatan pomieszał nam języki i tworzy piekło już tu na ziemi. Temu należy się stanowczo przeciwstawiać głosząc realność świata, a nie na próżno dialogować, samemu złudnie myśląc, że przyniesie to jakikolwiek pozytywny skutek! 

Oceń 24 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ok 14:52:55 | 2014-10-25
~cosiek 18:44:06 | 2014-10-24
Proboszczu zajmij się wreszcie realnie swoja parafią a nie wirtualną reklama samego siebie - a ta zmiana wizerunku to nowy pijar?

Jak wiekszość deonowców jest ksiąz ekspertem od wszystkiego ale nie od podstawowej pracy w parafii?
Oceń216odpowiedz

MR  ~cosiek 20:31:01 | 2014-10-24
A może jakieś argumenty? Czy tylko epitety?
Oceń62odpowiedz

~cosiek  MR 08:04:43 | 2014-10-25
Samemu trzeba cos pomyśleć i przeglądnoć co wypisywał ten proboszcz na deonie? Wtedy będzie wszystko jasne. Trzeba dochodzić do źródeł informacji. A fakty sie nazywa - to nie epitety tylko fakty

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ewa 07:26:55 | 2014-10-25
Oj oj oj autor czegos nie rozumie.
cytuję
"Po drugie, co oznacza postulowana przez Ewę Łętowską neutralność światopoglądowa państwa? Rozumiem, że miałaby ona dotyczyć zarówno wierzących, jak i niewierzących. Zatem nikt z nas nie miałby prawa ujawniać swoich poglądów religijnych (a co za tym idzie moralnych)."

Nie, to nie ze kazdy z nas NIE MIAŁBY PRAWA UJAWNIAĆ. Prawo miałby, ale nie miałby OBOWIAZKU ujawniac. Obnecnie jest takowy gdy dziecko innego wyznania nie chodzi na religię.

I do "po trzecie". Oczywiście demokracja nie jest idealnym rozwiązaniem ale czy jest lepsze?
Sumienie...np Swiadkowie Jehowy nie uznają przetaczania krwi. Prosze sobie wyobrazic w naszym prawodawstwie taki zakaz.
Albo cokolwiek głosi inna religia i uwaza to za jedyna prawdę i dobro.
A wiec kwestia sumienia jest sprawą dyskusyjną. Niech wiec wyznawcy danej religii sami postepują wg sumienia a nie narzucaja go prawnie innym.

Oceń 6 10 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~co, kogo boli 03:23:47 | 2014-10-25
Źródła antypolonizmu
S.Michalkiewicz L.Żebrowski I.Lisiak (24 paź 2014)

http://www.youtube.com/watch?v=il87_VT-MIg

Oceń 10 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~WDR 01:09:07 | 2014-10-25
A dlaczego mielibyśmy się pochylić się nad listem, który ani nie był skierowany do nas, ani jego sygnotariuszę nie chcą z nami dialogu.

Trzeba się jednak bacznie przyglądać na ille to antychrześcijańskie lobby będzie miało realne przełożenie na ewentualne niekorzystne dla nas zmiany prawne.

Oceń 20 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Mawak 22:45:24 | 2014-10-24
Sprawuję funkcję z wyboru na pańsywowej uczelni. W małym gabinecie mam na biurku niewielką kopię obrazu Matki Boskiej z mojego rodzinnego miasta. Gdybym miał obrazek pieska, to by to państwu profesorstwu nie przeszkadzało. Gdyby na biurku leżała GW, to wszystko byłoby OK. A gdyby leżał Nasz Dzienniki albo Niedziela? Czy to juz klerykalizacjia? Przecież żaden ksiądz mi tego nie nakazywał. No i znalazłem problem badawczy :)

Oceń 17 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Beniamin 22:28:31 | 2014-10-24
reasumując autor uważa że Kościół i katolicy są bez winy a zaniepokojeni intelektualiści szukają dziury w szlachetnym , brak mi tylko stwierdzenia że to kolejna odslona walki z bezinteresownym,szlachetnym i pragnącym dobra wszystkich Kościołem 
Ciekawa to konstrukcja bo autor pisze że możemy posluchać krytycznie tego co mają autotorzy tego listu do powiedzenia .I co z tego krytycznego wsluchania się wynika ?tylko to że w żadnym !!!punkcie krytycy nie mają odrobiny raci , ot wichrzyciele żeby nie powiedzieć warchoły.Obawiam się że stosując taką metodę dyskusji katolicy nie zjednają sobie wielu.Szkoda.

Oceń 4 24 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook