Ślub dla wierzących niepraktykujących

(fot. Corey Ann/flickr.com/CC)

Jednym z tematów, którymi media żyły już przed Synodem biskupów była sprawa par niesakramentalnych, czyli tych którzy żenią się ponownie, mimo że ich pierwsze małżeństwo było zawierane w kościele jako sakrament. Przede wszystkim emocjonowano się tym, czy Kościół może w jakiś sposób uznać te nowe związki i dopuszczać tych ludzi do komunii.

 

Przy całym szumie  wokół tego  niełatwego problemu zapomniano o jednej bardzo istotnej sprawie. Przed wielu latu pracowałem jako zakrystianin w dużej miejskiej parafii. Co sobotę miałem okazję obserwować niejedną parę narzeczonych, którzy przychodzili do zakrystii podpisywać dokumenty i składali sobie później  przysięgę małżeńską. Patrząc wprawnym okiem można było się szybko domyślić, że duża część z nich, a może nawet większość rzadko bywała w Kościele, a ich związki z chrześcijaństwem były minimalne. Jednak  mimo tego Kościół uroczyście błogosławił ich związek. I tu pojawia się pytanie: Czy ludzi, dla których chrześcijaństwo niewiele znaczy można dopuszczać  do sakramentu małżeństwa? Czy jednorazowa spowiedź przed ślubem jest dostateczną gwarancją, że młodzi rozumieją czym jest małżeństwo chrześcijańskie? Kurs przedmałżeński tutaj niewiele pomoże, bo jego celem nie jest wzbudzenie wiary, tylko na odwrót on  tę wiarę zakłada. I jak to możliwe, że w społeczeństwie, którego większość nie chodzi do kościoła (szczególnie w dużych miastach) większość ślubów odbywa się w kościele?

 

Wiele  z tych związków małżeńskich szybko się rozpada. I to właśnie Ci ludzie po latach, rozwiedzeni, posiadający nowe rodziny, a potem nawróceni, cierpią z tego powodu, że nie mogą przystąpić do Komunii Świętej. Czy nie lepiej było  by postąpić według rady Jezusa:  "Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały" (Mt 7,6). Te słowa są dosyć, można by powiedzieć, brutalne, ale właśnie oznaczają, że nie wszystko co Kościół ma, jest dla wszystkich. Najpierw musi być wiara, a potem sakramenty, a nie na odwrót. Sami sobie tworzymy problemy, które później z wielkim wysiłkiem rozwiązujemy.

 

To są właśnie paradoksy schyłkowej epoki duszpasterstwa masowego działającego według schematu "Polak -katolik".  Czy nie byłoby uczciwsze wobec Pana Boga odmawiać ślubu kościelnego "wierzącym niepraktykującym" (a wielu z nich to  pewnie niewierzący i niepraktykujący) zamiast zalewać później sądy kościelne tysiącami wniosków o unieważnienie małżeństwa?

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.4

Liczba głosów:

89

 

 

Komentarze użytkowników (86)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Krzysiek13 09:32:03 | 2016-05-25
Bardzo słuszne spotrzeżenia autora. Sakremnety są przez Kościół po prostu rozdawane bez jakiegokolwiek rozeznania czy owieczka ich naprawdę chce czy nie. Do komunii idą wszyscy jak leci, do bierzmowania też, ślub kościelny może zawrzeć każdy po zaliczeniu kilku nauk przedmałżeńskich i "szczerej" spowiedzi.
Ludzie którzy nie wiedzą czym jest sakrament nie powinni go dostawać, bo to tak naprawdę im komplikuje życie.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Krzysiek13 09:32:03 | 2016-05-25
Bardzo słuszne spotrzeżenia autora. Sakremnety są przez Kościół po prostu rozdawane bez jakiegokolwiek rozeznania czy owieczka ich naprawdę chce czy nie. Do komunii idą wszyscy jak leci, do bierzmowania też, ślub kościelny może zawrzeć każdy po zaliczeniu kilku nauk przedmałżeńskich i "szczerej" spowiedzi.
Ludzie którzy nie wiedzą czym jest sakrament nie powinni go dostawać, bo to tak naprawdę im komplikuje życie.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Joanna 19:16:59 | 2014-10-29
Chyba jeden z najważniejszych tekstów przy okazji Synodu...
To faktycznie też moim zdaniem jest największym problemem współczesnej rodziny, sakramentu małżeństwa - ich geneza. To, że powstają na fali emocji, potrzeby ładnej uroczystości, zdjęć i wybawionych gości, a więc czegoś innego, niż duchowość, wiara... 
Zdecydowanie katechizacja dorosłych i edukacja przedmałżeńska to podstawowe kwestie do poprawy.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak 15:25:51 | 2014-10-17
Gdyby nie udzielano ślubu kościelnego każdemu kto ma na to ochotę, bez względu na nastawienie do małżeństwa , rodziny, dojrzałość,  itd., byłoby ,mniej małżeństw rozbitych, które nie mogą przystąpić  do komunii św. pomimo, że im na tym zależy. Gdyby KK zechciał skorzystać z badań naukowych zorientował by się, że jest pewien okres w życiu człowieka kiedy traci kontakt z Bogiem i KK. Jednakże gdy dojrzewa psychicznie, emocjonalnie odkrywa Boga na nowo i w taki sposób, że wie  co to znaczy zaprosić Boga do swojego życia. Gdyby tacy ludzie decydowali się na ślub kościelny nawet po pewnym okresie związku wolnego ( ale grzesznego) małżeństwo zapewne inaczej by wyglądało. Czy udzielanie sakramentu na każde życzenie ludziom niewierzącym, ale chcącym mieć ślub w ładnych dekoracjach i zadowolić krewnych i znajomych, nie jest obrazą Boga? Po co to szastanie sakramentem?

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Staszek 09:28:19 | 2014-10-15
Pełna zgoda - ślub nie musi być dla osób niewierzących. Nasuwa mi się jeszcze taka refleksja: dlaczego niektórzy księża w Polsce zgadzali się na udzielanie ślubu w PIĄTKI (co jednocześnie pociągało za sobą - jak się można domyślać - huczną zabawę) jeszcze zanim zmieniono treść przykazania kościelnego? Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że proboszcz dawał dyspensę.
To był dość specyficzny widok - weselni goście przed kościołem w piątek, dzień pokuty.

Oceń 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Filip 09:10:43 | 2014-10-15
Nie ma czegoś takiego jak unieważnienie małżeństwa. Istnieje STWIERDZENIE NIEWAŻNOŚCI.

Oceń 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~senior 20:17:19 | 2014-10-14
Polska to niby kraj katolicki, ale tylko około 1/3 Polaków regularnie uczestniczy we Mszy Świętej. Wśród młodzieży ten odsetek jest jeszcze mniejszy. Orientacyjnie okolo 80 - 90% ,  a może jeszcze więcej "pierwszych ślubów"  to śluby również kościelne, czyli okolo 2/3 wszystkich ślubów biorą ludzie  oddaleni od Kościoła. Nieszczęścia w postaci rozwodów zdarzają się i wśród praktykujących, jak również wśród niepraktykujących.  Czy w obu grupach jednakowo często? Czy wszyscy powinni być jednakowo traktowani?  Czy Ci, którzy zawsze  byli praktykujący, ale  życie się im "poplątało" zasługują na taką samą karę jak Ci,  dla których Kościół to coś obcego, nieswojego?  Nie wiem.

Oceń 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~michal 17:15:26 | 2014-10-14
Całkowicie się zgadzam z przemyśleniami Brata. Zastanawiamy się nad rozwodnikami, a nie widzimy problemów wskazanych w tekście.
Jedyna moja uwaga... nie unieważnienie małżeństwa, a stwierdzenie nieważności... pod względem prawnym to zupełnie inne sprawy.

Oceń 4 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~jasiek 15:56:45 | 2014-10-14
Jak zwykle Wojiechowski na każdy temat wie lepiej? A może tylko na temat ruskich filmów? No i jak zwykle na deonie wychodzi - jakcy ci wierni mierni i głupi, nie to co autor deonowego tekściku

No i kasa na podróże i gadżety też jest potrzebna

Oceń 1 10 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Oer 12:00:31 | 2014-10-14
Całkowicie się zgadzam. Z problemem spotkałem się, gdy byłem świadkiem Bierzmowania, w grupie, która musiała "zaliczyć" ten sakrament przed ślubem.  Połowa z nich nie przystąpiła do Komunii Św. Zastanawiałem się komu ta szopka jest potrzebna i czy Kościól na tym zyska czy straci.

Oceń 11 7 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?