Najlepszy sposób życia - czyli o wyzwaniach synodu

Papież Franciszek na modlitewnym czuwaniu przed synodem: "Musimy nastawić ucha na puls naszych czasów i poczuć «zapach» współczesnego człowieka" (fot. EPA/ALESSANDRO DI MEO)

Kluczowe wyzwania tegorocznego synodu na temat małżeństwa i rodziny będą,  moim zdaniem, trojakiego rodzaju.

 

Po pierwsze, Kościół katolicki w dużo większym stopniu niż za czasów Soboru Watykańskiego II jest powszechny i uniwersalny. Działa na wszystkich kontynentach z ich odmienną kulturą, wrażliwością, sytuacją społeczno-religijną, co oczywiście rzutuje na sposób przeżywania małżeństwa w poszczególnych krajach. Ta różnorodność jest z jednej strony bogactwem, z drugiej stanie się zapewne powodem wielu zmartwień dla ojców synodalnych w tym roku i w przyszłym. Ponadto, ze statystyk i tzw. ankiety Franciszka wynika, że dzisiaj serce Kościoła katolickiego nie bije już w Europie ani w Stanach. Dlatego problemy katolików tzw. Zachodu niekoniecznie są problemami ogólnoświatowymi, choć mam wrażenie, że ciągle pokutuje odwrotne przeświadczenie.

 

Po drugie, oba synody, tegoroczny i przyszły, będą z gruntu pastoralne. Doktryna w kwestii małżeństwa i sakramentów jest w miarę jasna. Ale nauczanie Kościoła to jedna sprawa, a życie Ewangelią, czyli codzienna praktyka i słabość ludzka to druga sprawa. Najwięcej tarć między biskupami może pojawić się właśnie na tej linii. Będzie to głównie zmaganie, jak to już w historii Kościoła bywało, o zwycięstwo miłosierdzia nad prawem.

 

Po trzecie, samo małżeństwo sakramentalne nie sprowadza się do procedur prawnych i przeszkód kanonicznych, jak uważają niektórzy w Kościele. Naiwnością byłoby sądzić, że wystarczy tylko przepracować pewne paragrafy w prawie kanonicznym, a wszystko pójdzie jak z płatka. Małżeństwo obejmuje bowiem całe życie: relacje, pracę, komunikację, wychowanie dzieci, choroby, wiarę itd. Wszystko to trzeba ukazać w perspektywie współdziałania człowieka z Bogiem w ciągłym stwarzaniu świata. Jeśli nie spojrzymy na małżeństwie w tej perspektywie, niewiele się zmieni.

 

Z powyższych powodów, sądzę, iż bardzo trudno będzie znaleźć jedno lekarstwo, które można by odgórnie zaaplikować w całym Kościele i wszystko będzie grało. Wydaje się, że te czasy mamy już za sobą. Być może owocem tego dwustopniowego synodu będzie  przedstawienie ogólnego zarysu reform i pozostawienie szczegółowych rozwiązań lokalnym Kościołom. Ale zobaczymy, w którą stronę poprowadzi nas Duch Święty.

 

Wiele wskazuje na to, że przełożenie synodu o nowej ewangelizacji na praktykę utknęło w martwym punkcie, ponieważ oczekiwano uniwersalnego rozwiązania, którego w dzisiejszych warunkach nie sposób wypracować centralistycznie.

 

Uzdrawiać przyczyny, a nie tylko skutki

 

Nie jest jednak prawdą, jak donosi chociażby publicysta GW Tomasz Bielecki w sobotnim wydaniu, że najtrudniejszymi sprawami, którymi zajmie się synod o rodzinie będzie zakaz udzielania komunii rozwodnikom w ponownych związkach, zakaz antykoncepcji czy problem katechezy dla dzieci par homoseksualnych. Te problemy są ważne, ale mimo wszystko drugorzędne.

 

Większość komentatorów w mediach niekościelnych wydaje się nie rozumieć, o co chodzi Papieżowi. Franciszek chce promować i wzmocnić małżeństwo, tylko że nie jedynie przez gaszenie pożarów, lecz przez prewencję i pracę u podstaw. Niewątpliwie należy poważnie zastanowić się nad polepszeniem sytuacji osób rozwiedzionych w Kościele. Nikt tego nie kwestionuje. Musimy jednak najpierw ukazywać młodym małżeństwo jako dającą radość i spełnienie drogę chrześcijańskiego rozwoju i jednocześnie zrobić wszystko, by zmniejszyć liczbę rozwodów.

 

Oczywiście, część mediów wywiera inną presję, bo próbują stawiać sprawę na opak. Niektórzy chcieliby pozornego uzdrowienia małżeństwa przez przyklepanie tego, co szwankuje, bez wniknięcia w rzeczywiste przyczyny choroby. Nie pojawia się tutaj nawet myślenie w kategoriach przyczyn i skutków. To nie jest właściwa droga, bo na dłuższą metę, jeśli nie ustalimy dokładnie, co sprawia, że małżeństwa bywają nietrwałe lub nieszczęśliwe, połowiczne rozwiązania zaprowadzą nas donikąd. 

 

Najpierw małżeństwo, potem reszta

 

Mam skromne doświadczenie w pracy duszpasterskiej z małżeństwami. Moim punktem odniesienia są rekolekcje dla narzeczonych i małżonków, w których od paru lat uczestniczę, prowadząc je wspólnie z małżeńskimi parami.

 

Nasza "przedsynodalna" obserwacja jest bardzo prosta i zasadnicza: Małżeństwo jest pierwsze, także w stosunku do rodziny. Z dobrze funkcjonującego małżeństwa wypływa dobro rodziny, czyli również dzieci. Najwięcej uwagi należy więc poświęcić samemu małżeństwu, a nie rozwodom.

 

Żeby było jasne: niełatwa nieraz sytuacja osób rozwiedzionych lub porzuconych przez współmałżonków również wymaga duszpasterskiego wysiłku, lecz proporcjonalnego do wagi sprawy. Trzeba pracować głównie nad przyczynami rozwodów, nie odwracając się równocześnie i nie patrząc z góry na tych, którym małżeństwo sakramentalne z różnych powodów nie wyszło, bo oni nadal są w tym samym Kościele. Jest tu jeszcze wiele do zrobienia.

 

Nam prowadzącym rekolekcje wydaje się, że w procesie uzdrawiania małżeństwa i jego promocji (nie boję się użyć tutaj tego słowa) najpierw trzeba uwzględnić szybkie zmiany, które zachodzą w świecie, chociaż jak pisałem wyżej, raczej niemożliwa będzie jakaś globalna ocena i znalezienie ogólnej recepty. Przytoczę parę przykładów tych zmian.

 

W społeczeństwach rozwijających się mamy do czynienia ze wzrostem samoświadomości kobiety i mężczyzny. Ustalone społecznie i kulturowo role matki lub ojca nie są już powszechnie obowiązywalne na zasadzie kopiowania wzorców, raczej są uzgadniane przez poszczególnych małżonków. Kiedyś więcej małżeństw było skojarzonych i rodzice nie zawsze pytali się o miłość, ważniejsze były inne cele, chociażby finansowe. To prawda, że i takie małżeństwa trwały i rozwijały się. Ale te czasy już nie powrócą. Dzisiaj młodzi pragną zaangażowania i miłości, co jest ogromnym plusem, jednak często sprowadzają ją do uczucia, co jest sporym problemem. Mieszkanie razem przed ślubem (jeszcze 30 lat temu należące do rzadkości), obecnie jest coraz bardziej akceptowane, także przez rodziców. Przesuwa się wiek zawierania małżeństw, bo dłużej przygotowujemy się do pełnienia ról w społeczeństwie, ale ze względu na rodzicielstwo pojawiają się tutaj kolejne znaki zapytania. Ze względu na rozwój systemów informacyjnych żyjemy w coraz bardziej pluralistycznym otoczeniu, często kwestionującym wartość małżeństwa i rodzicielstwa

Nie można przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego, jakby nic się nie wydarzyło.

 

Dwa skrzydła pomocy

 

Jesteśmy też przekonani, że pierwszą troską Kościoła powinno być wypracowanie lepszych metod przygotowania do małżeństwa i wspierania małżonków w ich sakramentalnej drodze.  Mimo pojawiających się tu i ówdzie pierwiosnków i nowych form kursów, wciąż "nadawanie się" do małżeństwa uznaje się za cechę wyssaną z mlekiem matki. Na rekolekcjach przygotowujących do małżeństwa widzimy, że narzeczonym często brakuje zrozumienia, na czym polega i jak się przejawia w codziennym życiu działanie sakramentu małżeństwa. Mam jednak wrażenie, że skądinąd szacowna teologia małżeństwa nie za bardzo jest czytelna w tym względzie. Jako księża i katecheci sami nie potrafimy na to pytanie jasno odpowiedzieć. 

 

Wsparcie duszpasterskie nie może się sprowadzać tylko do udzielania sakramentów i głoszenia Słowa. Dzisiaj to za mało. Podstawową trudnością pozostaje ludzki fundament, na którym dojrzewa małżeństwo, a więc uczenie się dialogu, rozmowy, wyrażania uczuć, rozwiązywania konfliktów, znoszenie wzajemnych słabości i ograniczeń, zdolność do kompromisu. Kością niezgody mogą okazać się różnice w charakterach i temperamentach, a także pojawiające się nieuchronnie kryzysy. O tę skałę, naszym zdaniem, rozbija się wiele małżeństw. Z jednej strony dlatego, że te umiejętności w Kościele i w społeczeństwie uznaje się trochę za dziedziczne, z drugiej, sami małżonkowie po prostu się ich nie uczą, bo nie wiedzą jak, a czasem nie chcą, gdyż nie mają właściwej motywacji. Sama psychologia, bez poznania planu Boga wobec małżeństwa też nie "załatwi" tej sprawy.  Często jednak po prostu brakuje przewodników, nauczycieli, począwszy od rodziców, którzy przekazaliby, jak "robi się" małżeństwo. 

 

Opieka duszpasterska powinno więc przebiegać dwutorowo: sakramentalnie i w  formie pomocy psychologiczno- komunikacyjnej. To jest właśnie doskonały poligon do współpracy duchownych z doświadczonymi małżonkami, do tworzenia wspólnot i ruchów.

 

Mówiąc o wzniosłości sakramentu małżeństwa, nie możemy zapomnieć o ludzkim fundamencie relacji męża i żony. Zwłaszcza że dzisiaj wiemy znacznie więcej na temat ludzkiej psychiki, uczuć i komunikacji. Łaska Chrystusa - jak powiada teologia i tajemnica Wcielenia, buduje wszystko na tym, co stworzone, a przecież stworzenie też jest dziełem łaski. Nasze doświadczenie potwierdza, że takie działanie, które dowartościowuje ludzką stronę małżeństwa, rzeczywiście się sprawdza.

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.81

Liczba głosów:

36

 

 

Komentarze użytkowników (53)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~gnG 18:42:00 | 2014-10-07
ames pyta gdzie widzę hołubienie idola małżeńskości... Najpierw napiszę o osobistym spotkaniu z osobą wyjątkowej świętości.Przyjaźniliśmy się krótko.
B.(rocznik 1920)  odeszła rok po naszym spotkaniu.

W młodości porzucił ją mąż. Została sama z trójką małych dzieci, pracowała na dwóch etatach, dzieci wychowała, wykształciła, wyszły na ludzi, że tylko podziwiać.

Utracjusz, ciężko chory na raka, po 35 latach wdrapał się na 3 piętro i... zapukał do drzwi... Dzieci się sprzeciwiały, rodzina gniewała a on został przyjęty! Można?

Teraz dopiero mogę dodać, że widzę różne rzeczy:
-i szczerą gorliwość, ofiarne zatroskanie o własne zbawienie,
-i rygoryzm fałszywy, podszyty histerycznym strachem przeciw rozwodnikom, żeby nie uznać ich za jednakowo uprawnionych do korzystania z Łaski.
W takim rygoryźmie małżeńskość  jest przeciwstawiana Miłosierdziu. Utracjusze i wiarołomcy są skreślani, odrzucani i pozbawiani nadziei. (A razem z nimi - o zgrozo - mnóstwo porzuconych osób, które nie mają w sobie aż takiego heroizmu jak moja dawna znajoma.)

Otóż dla mnie ważniejszy jest powrót do wiary a mniej ważny powrót do rodziny.

Oceń 1 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

AP 02:41:23 | 2014-10-07
@ Autor

Muszę księdzu przyznać, że przeczytałem ten artykuł z zainteresowaniem.

Oceń 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ela 00:18:48 | 2014-10-07
Nasze pokolenie jest brudne pornografią i zdradami małżeńskimi...ale w Bogu zawsze jest przebaczenie. Maria Magdalena uwierzyła i została oczyszczona...każdy może być czystego serca ...jeśli tylko pragnie...

Kiedy rozpoczęłam naukę w liceum, byłam nieśmiałą, zakompleksioną osobą, która bała się krytyki innych jak ognia. Może właśnie dlatego zaprzyjaźniłam się z dziewczyną, która zawsze była pewna siebie, wygadana - po prostu dusza towarzystwa. Chciałam być taka jak ona, więc zaczęłam się do niej upodabniać. Używałam wulgarnego języka, paliłam papierosy i marihuanę. Brakowało mi tylko markowych ubrań, by szpanować przed innymi. Koleżanka wiedziała, jaka jest moja sytuacja; ona sama też nie była bogata, ale zawsze chodziła w markowych ciuchach i było ją stać na najdroższe perfumy. Pewnego dnia zdradziła mi swój sekret. Powiedziała: "To takie łatwe pieniądze, nic cię to nie będzie kosztowało"... Jak się jednak potem okazało - kosztowało, aż za wiele... Zaczęłam tak jak ona sprzedawać swoje ciało. Zostałam prostytutką... Wchodziłyśmy na każdej lekcji informatyki na czat. Tam aż się roiło od sponsorów...

Próbowałam z tym skończyć, ale pokusa zdobycia szybkich pieniędzy była niestety silniejsza... Myślę, że stoczyłabym się na samo dno, gdyby nie jedno przełomowe wydarzenie w moim życiu - zaszłam w ciążę. Odrzuciłam myśl o aborcji, chociaż cała moja rodzina mnie do tego namawiała. Odrzuciłam ich "pomoc". Tylko moja mama mnie wspierała i robi to do dziś. Z całego serca dziękuję Bogu za to dziecko. Dzięki niemu zaczęło do mnie docierać, w jaki straszny sposób wcześniej żyłam. Gdyby nie Jezus, już dawno bym się zatraciła, ale z Nim - mogę wszystko.

Panie Jezu, spraw, aby w każdej rodzinie w Polsce była czystość, aby żaden mąż już nie zdradzał żony i aby żadna żona już nie zdradzała swojego męża i proszę, aby pornografia i prostytucja znikła z życia publicznego. AMEN
NIECH SIĘ STANIE CZYSTOŚĆ !!!

Oceń 12 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~KONDZIU 16:31:49 | 2014-10-06
~eva 12:45:08 | 2014-10-05
A w dziedzinie zycia rodzinnego mamy najlepszego bo świętego nauczyciela - Jana Pawła II i jego książki jako jeszcze biskupa i kardynała na ten temat a także listy, adhortacje i encykliki. Trzeba tez koniecznie promować młodym współpracę na tym polu rodzinnym Świetego i np. Półtawskiej. To są prawdziwe autorytety w sprawach rodziny, miłości i małżeństwa. Sądy szefa deonu w tym tle bardzo bledną.

A  ja dodam że kto chce naprawdę coś więcej wiedzieć na temat tego Synodu to może też sięgnąc do wypowiedzi osób które na tym Synodzie będą mieć ważne i odpowiedzialne zadanie - większość tygodnika NIEDZIELA zawiera takie wypowiedzi.

TO PRAWDA

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~gnG 01:07:33 | 2014-10-06
Z wytrwałością chcę powtarzać: kto się żeni nie grzeszy a lepiej będzie tym co pozostają bezżenni.
Duszpasterska troska o rodziny? Bardzo proszę! Tylko bez hołubienia idola małżeńskości bo to żałosne.
Zbawienie jest ważniejsze. Dla każdego.

Oceń 4 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piotr_slowinski 22:48:08 | 2014-10-05
> Będzie to głównie zmaganie, jak to już w historii Kościoła bywało, o zwycięstwo miłosierdzia nad prawem.

To nieprawda. To zmaganie pewnego nurtu intepretacji czym jest Miłosierdzie, a nie Miłosierdzia. Nieuprawnione zawłaszczenie, tym bardziej, że pochodzące ze strony, która podważa pewniki i ustalone interpretacje.

> Małżeństwo obejmuje bowiem całe życie: relacje, pracę, komunikację, wychowanie dzieci, choroby, wiarę itd. Wszystko to trzeba ukazać w perspektywie współdziałania człowieka z Bogiem w ciągłym stwarzaniu świata. Jeśli nie spojrzymy na małżeństwie w tej perspektywie, niewiele się zmieni.

A co to konkretnie znaczy? I dlaczegoż to na pewno pożądane jest, żeby coś się zmieniło?

> Ale zobaczymy, w którą stronę poprowadzi nas Duch Święty.

Zatem Duch Święty zmienia swę zdanię jako Go ochota nadejdzie i jak Go okoliczności nacisną. Coś tam pobabulił 2k lat temu, ale teraz to już sam Duch Święty rozumie, że nie te czasy i trzeba się uelastycznić.

> Wiele wskazuje na to, że przełożenie synodu o nowej ewangelizacji na praktykę utknęło w martwym punkcie, ponieważ oczekiwano uniwersalnego rozwiązania, którego w dzisiejszych warunkach nie sposób wypracować centralistycznie.

Eeeeee - to Kościół coś wypracowuje, czy strzeże depozytu udzielonego Mu przez Centralistyczną Trójcę?

Oceń 6 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piotr_slowinski 22:46:23 | 2014-10-05
Większość komentatorów w mediach niekościelnych wydaje się nie rozumieć, o co chodzi Papieżowi. Franciszek chce promować i wzmocnić małżeństwo, tylko że nie jedynie przez gaszenie pożarów, lecz przez prewencję i pracę u podstaw. Niewątpliwie należy poważnie zastanowić się nad polepszeniem sytuacji osób rozwiedzionych w Kościele.

Zatem przeciwrozwodową prewencją ma być praca nad polepszeniem sytuacji osób rozwiedzionych w Kościele? Zatem prewencją antypijańską jest wynalezienie lekarstwa na kaca.

Niektórzy chcieliby pozornego uzdrowienia małżeństwa przez przyklepanie tego, co szwankuje, bez wniknięcia w rzeczywiste przyczyny choroby. Nie pojawia się tutaj nawet myślenie w kategoriach przyczyn i skutków. To nie jest właściwa droga, bo na dłuższą metę, jeśli nie ustalimy dokładnie, co sprawia, że małżeństwa bywają nietrwałe lub nieszczęśliwe, połowiczne rozwiązania zaprowadzą nas donikąd.

A to przyzwolenie na sakramenty dla rozwodników nie jest 'przyklepaniem tego, co szwankuje', tylko 'wnikaniem w przyczyny nietrwałości małżeństw'?

Oceń 6 12 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Rafał Borowski 22:11:23 | 2014-10-05
Chyba nikt nie zaprzeczy, że czasy są inne, dziwne. Czy kiedykolwiek w przeszłości było tyle za rozwalaniem małżeństw? Wszystkie kultury i czasy pomagały tak, czy inaczej małżonkom, żeby wytrwali aż do śmierci, a niektórym nawet po (małżonek na wieczność). Katechizację w tej kwestii zderzyć z obecnym napalmem świata? Można i należy próbować, ale nie udawajmy, że to trochę nierówne szanse. Wspomóc, rozwijać duszpasterstwo rodzin całą mocą! Promować wierność małżeńską – z całych sił i świadectw takich ludzi! Ale też nie zarażać się syndromem psa ogrodnika – bo ja się „męczę”, to dlaczego innym ma być nieco łatwiej. Masz siły – wytrwaj w tym, ale nie rób tego dla samo-uświęcenia się, uczynienia samemu siebie męczennikiem wiary (wiary?).

Cudzołóstwo = cudze łoże. Pewność zastosowania: jest ktoś w związku z jedną osobą i gdy ją w tym samym czasie zdradza z inną, cudzo-łoży. Gdy zamknie definitywnie tamten związek, to na pewno cudzołoży, gdy zdradza nowego partnera z innym w tym samym czasie.
A jeśli podchodzić rygorystycznie do definicji cudzołożenia: czemu nikt z cytujących Pismo Św. nie przytoczył ani razu - ale ani razu - tego w tych dyskusjach:

Mt 5, 27-29: „Słyszeliście, że powiedziano: 'Nie cudzołóż!' A ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła”.

Wystarczy przyjrzeć się stojącym w kolejce do Komunii, zwłaszcza latem, gdy część niewiast ubiera się bardziej wyzywająco, nie zważywszy, że przyszły do kościoła. Stwierdzicie, że część panów chyba nie powinna przyjąć tej Komunii (świętokradczo), bo zcudzołożyli, gdyż ich wzrok "skanujący" ukradkiem takie panie, nie pozostawiał wątpliwości co do celu jego zapuszczenia... A też nie spotykam jednookich, z lewym okiem...

Oceń 10 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~wierny 17:38:04 | 2014-10-05
Pytany o to, czy niektóre wskazania „Familiaris consortio”, dotyczące nauczania Kościoła na temat małżeństwa, nie powinny zostać zmienione, metropolita warszawski stwierdził: „W Kościele nie ma możliwości dopasowywania doktryny do życia, tylko podciągamy życie do tego, czego Chrystus naucza w Ewangelii i do tego, czego Kościół nauczał przez wieki”. TO FRAGMENT WYPOWIEDZI KS. KARD. NYCZA
Zamiast czytać "sądy" ks. Piórkowskiego - lepiej przeczytać całość rozmowy ks. Kardynała. Np. ze strony Gościa Niedzielnego

Oceń 2 12 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mam 17:14:02 | 2014-10-05
~eva 12:45:08 | 2014-10-05
A w dziedzinie zycia rodzinnego mamy najlepszego bo świętego nauczyciela - Jana Pawła II i jego książki jako jeszcze biskupa i kardynała na ten temat a także listy, adhortacje i encykliki. Trzeba tez koniecznie promować młodym współpracę na tym polu rodzinnym Świetego i np. Półtawskiej. To są prawdziwe autorytety w sprawach rodziny, miłości i małżeństwa. Sądy szefa deonu w tym tle bardzo bledną.

A  ja dodam że kto chce naprawdę coś więcej wiedzieć na temat tego Synodu to może też sięgnąc do wypowiedzi osób które na tym Synodzie będą mieć ważne i odpowiedzialne zadanie - większość tygodnika NIEDZIELA zawiera takie wypowiedzi.

Oceń 6 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?