Kuria, apostazja i szara codzienność

(fot. Chad Skeers / flickr.com / CC BY)

W ostatnich dniach mieliśmy okazję wyżyć się na Kurii Biskupiej w Kaliszu. Jeden z jej przedstawicieli, w sposób mało przekonywający, napisał dokument, z którego wynikać miało, że odmowa uczęszczania na zajęcia katechezy w szkole jest formą apostazji. To oczywiście nieprawda. Kuria wycofała się z tej instrukcji. Słusznie.


Marzę, żeby opisać Kościół, w którym żyję i pracuję. Mój polski Kościół. Taki codzienny. Bez nadużywania wielkich słów. Szary, aż do bólu.


Nie będzie to zatem opowieść z perspektywy wzniosłych dokumentów ani też z perspektywy naszych kościelnych ułomności, które gorszą i ranią.


To raczej opowieść o opóźnionej Mszy świętej, bo ktoś mnie zatrzymał w drodze do ołtarza i koniecznie chciał załatwić jakąś sprawę. To raczej opowieść o kimś, kto przychodzi do biura parafialnego i, widząc mnie w koszuli sportowej, pyta czy ja też w kolejce do proboszcza. Po chwili zaś będzie przede mną składał wyznanie wiary i deklarował, że co tydzień uczęszcza na liturgię i chce być rodzicem chrzestnym.


To może być opowieść o dziewczynie, która z impetem wchodzi do tejże kancelarii parafialnej i od progu woła, że ona przyszła w sprawie na a. Chodzi o alimenty, pytam struchlały? Nie, proszę księdza. Jak się nazywa to odstępstwo od Kościoła? Chodzi pani o apostazję? No właśnie. Chciałam wystąpić z Kościoła. Przykładów można mnożyć i dotyczą zarówno świeckich jak i nas, duchownych. 


W ostatnich dniach mieliśmy okazję wyżyć się na Kurii Biskupiej w Kaliszu. Jeden z jej przedstawicieli, w sposób mało przekonywający, napisał dokument, z którego wynikać miało, że odmowa uczęszczania na zajęcia katechezy w szkole jest formą apostazji. To oczywiście nieprawda. Kuria wycofała się z tej instrukcji. Słusznie.


Czytając dokument diecezji kaliskiej pomyślałem, że przecież nie można wykluczyć i takiej sytuacji, w której jakiś młody człowiek rezygnuje z katechezy w szkole, bo nie odpowiada mu jakość katechety, bo musi wcześniej wyjść z zajęć ze względu na pociąg do domu, bo coś tam… I ten sam młody człowiek w swojej rodzinnej parafii regularnie uczestniczy w Mszy świętej niedzielnej. I co wtedy? Jest apostatą, bo nie uczestniczy w katechezie szkolnej, będąc uczestnikiem niedzielnej Eucharystii?


Zdajemy sobie sprawę, że w instrukcji diecezji kaliskiej użyto zbyt wielkich słów. Ich doniosłość nie pasuje do szarości tych wszystkich szkolnych (i nie szkolnych) sytuacji.


Dokument diecezji kaliskiej jest (a dziś już, na całe szczęście, był) o tyle dziwny, że Konferencja Episkopatu Polski nie zgadza się na to, aby uznawać za akt apostazji decyzję Polaków mieszkających zagranicą i odmawiających płacenia podatków na tamtejszy Kościół. Dotyczy to na przykład Austrii i Niemiec. W tych krajach osoby rezygnujące z płacenia podatku kościelnego uznawane są za apostatów. Deklaracja złożona przed urzędnikiem podatkowym przesyłana jest do parafii delikwenta. Kościół w Polsce jednak nie przyjmuje tego do wiadomości. Zakłada bowiem, że może być i tak, iż ktoś formalnie nie chce (lub nie może) ponosić kosztów utrzymania wspólnoty, ale uczestniczy w jej życiu liturgicznym, sakramentalnym i nie zamierza zrywać więzów ze wspólnotą. Nadto, ta odmowa wspomagania wspólnoty - Kościoła zostaje złożona przed urzędnikiem państwowym (który niekoniecznie musi być wierzący i przynależeć do wspólnoty), a nie przed reprezentantem Kościoła.


Jeśli te wskazania są zasadne, to wydaje się, że urzędnicy kurialni w Kaliszu pominęli (na swoje nieszczęście) i tę kwestię, że deklaracja uczęszczania na katechezę składana wobec dyrektora szkoły (urzędnika państwowego) nie wyczerpuje zaleceń Prawa Kanonicznego odnośnie apostazji.  


Proszę mi jednak wierzyć, że te moje uwagi nie dotyczą tylko nieporadności nas, księży, którzy chcieliby, aby na katechizację (z uporem maniaka powtarzam, że to nie lekcje religii a katecheza, czyli zajęcia, które powinny prowadzić do poznania Jezusa Chrystusa, do poznania Jego wspólnoty - Kościoła i do życia sakramentami. Nie tylko dzielenie się wiedzą, ale i życiem) uczęszczało jak najwięcej dzieci i młodzieży. Mogę (a nawet tak jest) zrozumieć tę gorliwość. 


W tych dniach wpadł mi do ręki dokument, który otrzymują uczniowie niektórych poznańskich szkół. To formularz oświadczenia udziału w zajęciach religii Kościoła katolickiego lub religii innego Kościoła lub etyki lub też rezygnacji z wyżej wymienionych zajęć. W formularzu podana jest podstawa prawna takiej deklaracji (artykuł 12 ustawy z dnia 7 września 1991 roku o systemie oświaty oraz rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 kwietnia 1992 roku w sprawie warunków organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach) oraz zastrzeżenie, że wybrać można tylko jedną opcję. Sugeruje to pewną opozycję między religią (jakiegokolwiek wyznania) a etyką. Jeszcze bardziej kuriozalny jest punkt piąty tej deklaracji. Otóż (zgodnie z punktem 7 artykułu - a jakże - 53 Konstytucji RP) można odmówić złożenia niniejszego oświadczenia.


Zastanawiam się, co w takiej sytuacji ma począć nauczyciel, katecheta odpowiadający za bezpieczeństwo niepełnoletnich uczniów?


Nie ulega dla mnie wątpliwości, że autor wycofanej instrukcji Kurii Biskupiej w Kaliszu zbyt pochopnie użył kategorii apostazji. Nie ulega dla mnie jednak wątpliwości i to, że autorzy rozpowszechnianej w poznańskich szkołach deklaracji udziału w zajęciach religii czy etyki zbyt pochopnie użyli kategorii wolności obywatelskiej. We wszystkim trzeba szukać (i zachować) zdrowego rozsądku. Nawet jeśli kojarzy się nam to z szarością życia.    

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.7

Liczba głosów:

82

 

 

Komentarze użytkowników (77)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Slawek 19:37:13 | 2014-11-16
Religia chrześcijańska to podle kłamstwo którym robią ludziom wodę z mózgu.Bóg nie może być tak głupi aby skazywać swojego syna na śmierć aby odkupić czyjeś grzechy porzed samym sobą!Nie może byc też próżny aby wysłuchiwać bzdurnych modlitw z ktorych nic nie wynika.

Oceń 3 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~sofi 20:01:32 | 2014-09-14
Jak to dobrze że to nie mój proboszcz- trzeba by pikiety urządzać aby z urzędu odszedł taki kapłan ********

Oceń 5 15 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Rafał Borowski 23:05:53 | 2014-09-13
Tak się zastanawiam nad lekcjami religii w szkole w związku z poruszanym tematem od jakiegoś czasu. Tu póki co chyba nie ma jednoznacznych, zerojedynkowych odpowiedzi. Dla każdego może to wyglądać inaczej. Dla przykładu ja akurat cieszę się, że moje dziecko może z nich korzystać w szkole (nie muszę kombinować i specjalnie wozić/odprowadzać w innych godzinach poza lekcjami do przykładowej salki parafialnej). Bo chcemy tego z żoną jako rodzice.

Smuci mnie jednak nieco stan wiary Polaków, że tak jakby trzeba część przymuszać takim, czy innym zobowiązaniem, żeby ich dzieci uczęszczały na zajęcia katechetyczne w szkole. Marzę o tym, żeby autentyczność wiary, a nie robienie czegoś, bo tak wypada, trzeba, przełożyła się na to, coby wszyscy rodzice, których dzieci uczęszczają na religię w szkole, chcieli tego dla swoich pociech. A także w procesie dojrzewania, rosnącej świadomości dzieci, one same ostatecznie. Bo co to za wiara z jakiegoś choćby nieformalnego przymusu... Bóg chce ludzi z wolnego wyboru, dziedziców Miłości, a nie niewolników prawa.

Oceń 23 20 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~non 19:39:20 | 2014-09-13
Wreszcie najemny deonowy proboszcz pokazał swoje oblicze (wiek i tusza) chyba aktualne bo dotąd pozował na duzo młodszego elegancika

Oceń 2 21 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mianowany chorym 19:34:11 | 2014-09-13
Jaki portal tacy zaproszeni proboszczowie i takie ich pouczenia. Postmodernizm, liberalizm i dysyenctwo. Naszymi pasterzami sa biskupi i trzeba też czytać oświadczenie KEP w sprawie religii w szkole.

No i wiele komentarzy samych swoich poprawnych i otwartych na wszystko - żenada

Oceń 11 18 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ania 18:54:07 | 2014-09-13
Czasy edukacji szkolnej mam już dawno za sobą. Chodziłam na religię od zerówki do matury, od 4 klasy szkoły podstawowej były to katechezy już w szkole. W 8-klasowej podstawówce frekwencja na religii była bardzo wysoka tzn. na religię nie uczęszczały tylko dzieci Świadków Jehowy i dzieci należące do zborów protestanckich. W drugiej klasie liceum miałam religię z księdzem, który KOMPLETNIE sie do tego nie nadawał i był bardzo nieodpowiedzialny. Potrafil nie przyjść na lekcję, mimo, że wg prawa odpowiadał wtedy za nasze bezpieczeństwo. Jeżeli przyszedł katecheza trwała ok. 15-20 min. Potem przyszedł rewelacyjny ksiądz związany z ruchem Światło Życie, ale już niestety nie odbudował tego, co w rok zniszczył jego poprzednik. Bardzo wiele zależy od katechety. Uważam, że zwłaszcza w gimnazjach i liceach katechezy powinni prowadzic świadkowie, którzy spotkali żywego Chrystusa, a nie katecheci, którzy przychodza do szkoły tylko jak do zawodu, bo to najkrótsza droga, by młody człowiek przestał chodzic na religię.

Oceń 10 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Episkopat Polski 15:01:37 | 2014-09-13
Komisja Wychowania Katolickiego Episkopatu Polski

"Wszyscy katolicy uczęszczający do placówek oświatowych, w których odbywa się nauczanie religii, zobowiązani są w sumieniu uczestniczyć w tych zajęciach.

Rodzice dzieci, które nie ukończyły 18 roku życia, mają obowiązek zapisać swe dzieci na lekcje religii. Zasada ta wynika ze zrozumiałego faktu, iż człowiek wierzący ma nie tylko prawo, ale i obowiązek pogłębiać swoją wiarę, temu pogłębianiu służą szkolne lekcje religii. Warto przypomnieć, że zarówno podczas zawierania sakramentalnego związku małżeńskiego, jak i sakramentu chrztu dziecka, rodzice zobowiązują się do tego, by po katolicku, w wierze wychować potomstwo".
https://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,19914,katolicy-sa-zobowiazani-do-...

Oceń 22 13 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~g nG 09:48:54 | 2014-09-13
Pewnie,że kuriozalne! Niestety  wyobrażenie o sprzeczności między etyką a religią jest dość powszechne, tak jakby... woda w dzbanku przestawała być wodą  np. ze studni.

Oceń 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 07:31:14 | 2014-09-13
Mam pytanie praktyczne do katechetów. Czy na lekcjach religii nie uczy się o nierozerwalności katolickiego małżeństwa?

Ostatnio podnoszony jest problem rzekomego braku świadomości (wiedzy) o tak oczywistej nauce Kościoła. Wielu rozwodników twierdzi, iż tego nie wiedziało, nie zdawało sobie sprawy z konsekwencji zawierania małżeństwa.

Pojawiają się propozycje wydłużenia kursów przedmałżeńskich, wydaje się więc, iż w procesie katechizacji się o tym nie mówi.

A może jest inaczej, katecheci dokładnie opisują konsekwencje małżeństwa, ale albo brak uwagi, albo wręcz odrzucanie katechizacji (tak modne ostatnio) powoduje iż młodzi ludzie nie znają nauki swojego Kościoła. Tyle tylko, iż jest to ewidentnie ignorancja zawiniona, zwiększająca odpowiedzialność za grzechy związane z rozwodami.

Oceń 13 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~WDR 04:48:03 | 2014-09-13
Ten artrykuł jest jak powiem świeżego powietrza...

Oceń 4 10 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook