Kościół na wsi, wieś w Kościele

(fot. Giorgio Minguzzi/flickr.com/CC)

Choć tematyka dotycząca "pobożności ludowej" bywa dość często obecna w katolickich mediach, zwykle w kluczu dyskusji o jej blaskach i cieniach, to - paradoksalnie samo zagadnienie "Kościół na wsi" jest słabo obecne i słabo rozpoznane.

 

Jest to poniekąd oczywiste: życie intelektualne, w tym publicystyczne polskiego katolicyzmu toczy się przede wszystkim w wielkich ośrodkach miejskich. To z ich perspektywy opisywany jest rodzimy katolicyzm, także dlatego, że właśnie w miastach żyją katoliccy publicyści, katolicka inteligencka, uznani i medialni duszpasterze, itd., itp. W wielkich miastach mają swoje siedziby, co zresztą naturalne, także redakcje katolickich mediów: zarówno tradycyjnych, czyli drukowanych, jak tych internetowych. I stąd nasze wielkomiejskie przyglądanie się "pobożności ludowej" jako pewnemu kodowi kultury/obyczajowości religijnej jest zdecydowanie łatwiejsze niż rozpoznanie tego, jaka w rzeczywistości jest religijność (katolicka) dzisiejszej polskiej wsi.

 

Każdego roku spędzam na wsi od miesiąca do dwóch. Nie tak dużo, ale z różnych przyczyn jest to często obecność inna niż (agro)turystyczna. A ponieważ sam wywodzę się z małej wioski, w której spędziłem czternaście lat życia, nim zostałem uczniem poznańskiego Niższego Seminarium Duchownego Księży Zmartwychwstańców, temat ten jest mi wciąż bliski. Jak to mówią: starałem się nigdy nie zapominać, skąd "nogi wyrastają". I obserwując, także dziś, polską wieś i jej religijność dostrzegam, że w gruncie rzeczy ta "pobożność ludowa", choć trwa w pewnych charakterystycznych postaciach, zmienia się wraz z procesami społecznymi i gospodarczymi, jakich doświadczyła w ostatnich dekadach rodzima prowincja.

 

Co się nie zmienia? To, co wciąż wyznacza specyfikę wiejskiego życia: małe ludzkie wspólnoty (często coraz mniejsze), które dobrze się znają, ponieważ żyją w stosunkowo niewielkiej sąsiedzkiej przestrzeni, z reguły nadal mniej anonimowej niż ta wielkomiejska. Pomijam tu rejony podlegające silnej suburbanizacji, bo to osobny temat. Drobny przykład: gdy kilka dni temu na wsi na której byłem zmarł wciąż jeszcze młody mężczyzna, wspólna modlitwa różańcowa w miejscowej kaplicy zgromadziła część lokalnej społeczności. To modlitwa faktycznie wspólnotowa: ludzi którzy dobrze się znają na co dzień, mają swoje sąsiedzkie przyjaźnie i swary. I kościół/kaplica jest wciąż tym miejscem, które gromadzi ich nie tylko na niedzielnej Mszy Świętej, ale zawsze gdy dzieje się coś, co dotyczy "spraw życia i śmierci".

 

Druga kwestia, wciąż bardzo istotna, to powiązanie wiejskiej religijności z życiem na roli. Czyli większej zależności od natury. Już nie tak wielkiej jak kiedyś, bo agrotechnika, elektryfikacja i kanalizacja też zrobiły swoje, ale wciąż o wiele bardziej istotniejszej niż w mieście. Bo sady pełne owoców, pola wymagające uprawy wciąż zależą od kaprysów pogody, od susz, nadmiernych opadów, gradobicia. Stąd w wiejskiej religijności wciąż Bóg jako ten, który czuwa nad naturą/przyrodą. Stąd, mam wrażenie, "religia jako psychoterapia", zjawisko dość popularne dla wielkomiejskiej religijności, na wsi ma o wiele bardziej ograniczone znaczenie. Bóg jest panem życia i śmierci i czterech pór roku.

 

A jednak na wsi, podobnie jak w mieście, religia/katolicyzm coraz częściej jest sprawą wyboru (choćby w elementarnej opcji: chodzić czy nie chodzić regularnie do kościoła), a nie pewnym społecznym obyczajem/obowiązkiem, związanym z presją życia w małej wspólnocie. W  tym względzie wieś rzeczywiście upodabnia się do miasta, a silna "pobożność ludowa" jest już raczej wyobrażeniem wielkomiejskich katolickich inteligentów, niż faktem. Wpływa na to wiele rzeczy. Po pierwsze: miejskie style życia, związane z wszechobecnością mediów sprawiły już dość dawno, że wieś pod względem wzorców kulturowych bardzo upodobniła się do miasta. Po drugie: coraz mniej ludzi na wsi pracuje w rolnictwie i "żyje po chłopsku". A nie tylko młodzi często wolą emigrację zarobkową choćby do miast, niż pracę na roli. Stąd często, paradoksalnie, na wsiach zostają ci z młodych, którzy mają tam domy, ale pracę - w pobliskich miastach. Powoduje to, że nie są już tak związani ze swoją społecznością, jej normami i wzorcami, bo pracy, ale także sposobów spędzania wolnego czasu szukają w pobliskich miastach. A starsze pokolenia, niekiedy ludzi którzy czują się mniej pewnie w nowej rzeczywistości, nie mają już takiej siły oddziaływania na młodych. To młodzi, nie starzy, dyktują dziś normy życia, także na wsi. I jeśli nie chcą chodzić do kościoła, jeśli chcą żyć bez ślubu, to ani rodzina, ani wspólnota nie ma tu już nic albo niewiele do powiedzenia. Oczywiście, poza ewentualną plotką.

 

Inną kwestią jest to, jak wygląda dziś wiejskie duszpasterzowanie. Trudno uogólniać, ale mam wrażenie, że Kościół wciąż uważa, że na wsi wystarczy kościół/kaplica plus nabożeństwo, by religijność ludowa, religijność na wsi trwały bez zmian. Ale to złudzenie. Problem polega na tym czy Kościół na wsi ma jakąś rolę kulturotwórczą i faktycznie efektywnie oddziałuje na lokalne społeczności, czy obecnie tylko trwa.

 

A banalna prawda jest taka, że o wiele większą "katolicką ofertę" mają właśnie mieszkańcy miast: im większych, tym większą. Spójrzmy raz jeszcze na to gdzie znajdują się katolickie szkoły, katolickie inicjatywy społeczno-kulturalne, gdzie działają prężne katolickie środowiska o różnych charyzmatach i celach. Znów będą to duże miasta.  A ta wiejska norma to często właśnie niedzielna Msza Święta plus nabożeństwa, do tego ew. drobne typowe inicjatywy przykościelne. I taka sytuacja może prowadzić w kolejnych dekadach, że to właśnie miasta staną się na dobre ośrodkami (albo bastionami) katolicyzmu. A wieś? Cóż, łaciński źródłosłów słowa "poganin" wywodzi się od słowa "pagan" czyli wieśniak.

 

To, co opisuję wynika także z faktu, że zaniknęły tradycje katolickiego ruchu społecznikowskiego, nakierowanego swoim działaniem właśnie na rodzimą wieś. A jeśli się odradzają, to bardzo powoli i niekiedy w formach mocno "charytatywnych", czyli bardziej doraźna pomoc niż faktyczna praca w terenie. Taka charytatywna "ryba" zamiast społecznikowskiej "wędki". Tymczasem te społecznikowskie, katolickie tradycje były dość silne przynajmniej pod koniec XIX w. i w pierwszych dekadach XX w.

 

Polscy księża, nie tylko najsławniejsze nazwiska, animowali w swoich wiejskich okolicach nie tylko życie stricte religijne, ale także oświatowe i gospodarcze. Zakładali szkoły, ochronki dla dzieci (tak, tak, wiejskie przedszkola, traktowane dziś przez część konserwatywnych liberałów jak straszliwe zło), spółdzielnie produkcyjne i handlowe. Wciągali ludność wiejską w przestrzeń oddziaływania Kościoła poprzez bardzo mocną "pracę u podstaw": zarówno katolicką, jak patriotyczną. Tego wszystkiego jest dziś bardzo mało: choć oczywiście, dziś należałoby pytać także o rolę laikatu, tak docenionego przez Sobór Watykański II. Dlatego nie chcę wszystkiego zrzucać (w tym felietonie i w życiu) na barki wiejskich księży. Zapytam: gdzie są świeckie, wiejskie elity katolickie?

 

Bardzo mało mówi się o tym wszystkim w katolickich mediach. Niestety, sądzę że całościowo zaszkodzimy sobie tym wielkomiejskim egocentryzmem (trochę niezawinionym, bo przemiany społeczne i kulturowe mają charakter masowy i strukturalny). Zaszkodzimy sobie właśnie jako Kościół w Polsce. A wtedy pobożność ludowa zostanie jedynie czymś w rodzaju folkloru, albo po prostu sentymentalnym mitem wielkomiejskiej, katolickiej elity.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.62

Liczba głosów:

29

 

 

Komentarze użytkowników (28)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Imieniny Matki Bożej 19:36:56 | 2014-09-12
Dzisiaj, 12 września kościół katolicki
obchodzi Dzień Imienia Maryji,
naszej Polskiej Królowej.

Aby Matka Boża była dumna z Polaków,
Módlmy się o wierność Krzyżowi, Ewangelii i o
wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego.

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Jan 08:04:28 | 2014-09-12
A najważniejsze to że kościół na wsi nie rozsiewa postmodernizmu i liberalizmu, pomaga w kolportażu czasopism katolickich, np. rozprowadza "Niedzielę" i "Źródło', nie wyśmiewa (jak często na tym "otwartym" deonie) ale poleca audycje w RM I TV Trwam. Słucha biskupów i papieża (pobozność ludowa) a nie idzie za głosem siejących zamęt a nawet zgorszenie (TP, deon, wyborcza). 
Pobożnośc ludowa jest piękna i dlatego tak broni jej papiez Franciszek a wcześniej Świety Jan Paweł II. To nie przeszkadza aby równocześnie czytać dzieła Benedykta XVI czy encykliki Jana Pawła II - wiara i rozum. Mam szczęście w tym brac udział

Oceń 5 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~nitka 16:28:37 | 2014-09-11
Wyjeżdzam na wies często na weekend bo lubię oderwac się od cywilizacji. Kazanie, intencje i ogłoszenia, komentarze księży w wiejskich kosciołach w przewadze są dla mnie męczące bo zaściankowe, oburzające bo polityczne i nudne bo oderwane od istoty wiary. Cieszę się wtedy z kolejnej mszy w moim miescie gdzie ksiądz podejmuje wysilek intelektualny przy przygotowywaniu kazania które odwołuje się do naszych aktualnych rozterek, lęków i wątpliwosci , podane w ciekawy sposób, zachęcający do wyzwań, motywujący do pogłębiania kontaktów z Panem. Zawsze mówię osobom rozłoszczonym na kosciół - nie przypisuj złych cech Bogu, poszukaj innego koscioła;jak nie koscioła to chrześcijańskiego wyznania ale nie wszyscy mają mozliwości wyboru a ich frustracja obraca się w bunt przezciw Bogu.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

chcacy 12:36:42 | 2014-09-10
Diagnoza trafna, tylko jakie lekarstwo? Na pewno nie przegadane i oderwane od rzeczywistośći miejskie formy(nie mówię, zę w mieście sątylko takie, warto sięgać po te miejskie zwyczaje, które wpisująsięw to, co poniżęj opiszę. Nawet miastu warto przypomnieć głęboko , a nie powierzchownie rozumianą ludową pobożność(dziśjest bowiem moda na tąpierwszą- (My słowianie, feng shui, cepelia, etnodizajn, Rokoczanka, itd...) Pamiętajmy jednak, że religijność ludowa może mieć nie tylko wersje katolickie ale i inne. Jednak sama zasada, sposób zakorzeniania wiary w życiu  jest podobny i tego nam dziś brakuje: http://misjakultura.blogspot.com/2014/09/nie-wzorki-i-kolorki-ale-czynienie.html
http://misjakultura.blogspot.com/p/metoda-misji.html

Z Panem Bogiem!

Oceń 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~bz 11:42:23 | 2014-09-10
A u nas ministrantów nie ma . Rozmawiałam kiedyś z jednym chłopcem , który zrezygnował z ministrantury i powiedział ,że chciałby nadal być ale ksiądz prawie z nimi nie rozmawia , nie zachęca do przychodzenia , nie organizuje zajęć i dyżurów w tygodniu , najwyzej rzuci piłkę żeby chłopcy sobie pograli . A tacy chłopcy bez zachęty - odchodzą.

Oceń 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jazmig 10:52:53 | 2014-09-10
Wszystko zależy od proboszcza. Wieś, którą ja obserwuję, bo mam tam rodzinę, nie miała szczęścia do księży, więc msza święta to było w zasadzie wszystko.

Obecny proboszcz zaangażował się w różne inicjatywy, ma mnóstwo ministrantó (dotychczas ich nie było), jest kółko różańcowe, różne pielgrzymki itp.

Parafia bardzo się zaktywizowała, wielu ludzi angażuje się w różne inicjatywy i prace.

A zrobił to wszysstko jeden proboszcz.

Oceń 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Darnok 10:44:25 | 2014-09-10
I tutaj ośmielę sie - zabrakło słów w poprzednim poście :) - postawić dwa pytania: 1) czy może nie warto byłoby tej pobożności zaszczepiać w dużych miastach, stwarzając jakąś alternatywę dla przykościelnych centrów, kół i stowarzyszeń? Stowarzyszeń, w których - jak sądzę - udziela się ledwie procent z kilkunastu, kilkudziesięciu tys parafian; reszcie zaś, podobnie jak w przeciętnej wiejskiej parafii pozostaje niedziela i ksiądz, z którym mają jednak kontakt niepomiernie rzadziej niż przeciętny mieszkańec małej miejscowości. 2) czy wszystko co wyrosłe w ostatnich dekadach (dzięki młodemu pokoleniu kapłanów i laikatowi) w wielkich parafiach miejskich zasługuje na przeszczepienie do małych wspólnot i należy wartościować pozytywnie? Wydaje mi się, że powszechna anonimowść, "hurtowość" nabożeństw (których czas wyliczany jest co do minuty), brak realnej więzi kapłanów z wiernymi, postępująca "brzydota" świątyń i uroczystości (na których dzieje się już tak dużo, że panuje istnych chaos), podatność na wszelkie mody i mnogość coraz dziwniejszych organizacji przyparafialnych - niekoniecznie zasługują na promocję w obrębie małych, starych, zasiedziałych od pokoleń przez miejscowośc ludność parafiach. Poddaje pod rozwagę czytającym, pozdrawiam. :)

Oceń 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Darnok 10:43:44 | 2014-09-10
Napiszę kilka słów z perspektywy mieszkańca wsi, od czasu do czasu pomieszkującego w wielkim mieście (ponoć inteligenta). Myślę - podobnie jak autor- że nie można dziś mówić o jednym obrazie polskiej wsi: wieś jest różna, zmieniają się jej mieszkańcy (większość nie ma nic wspólnego z uprawą roli), nie ma jednego wiejskiego stylu życia i pobożność ludowa także przestała być jedyną formą wiary. Chciałbym jednak przestrzec - bo to troszkę wybrzmiewa z felietonu - przed utożsamianiem tej pobożności wyłącznie z tradycyjną wsią i sugerowaniem, że tam winno być jej miejsce; ew. powinien ją zastąpić "kościół usług i inicjatyw" taki, jaki widzimy w parafiach wielkomiejskich (kościół, w którym się non-stop coś dzieje), zaś kościół kilku Mszy św. w tygodniu, odpustów i okolicznościowych procesji, staje się kościołem wstecznictwa, nieatrakcyjnym dla współczesnych. Pokutuje tu myślenie ilościowe - im czegoś więcej, im jest bardziej różnorodne, tym lepiej. Otoż, pobożność ludowa w swej istocie jest bardzo podobna do tej, która cechowała pierwsze wspólnoty chrześcijańskie - szczera poprzez prostotę, wspólnotowo przeżywana, związana silnie z codziennym życiem i jego cyklami (narodziny-śmierć) i aktywnościami (praca-odpoczynek), bardzo sensualna (kolor, dźwięk, a nawet zapach mają znaczenie dla doświadczenia sacrum). Ponadto wrosła w naszą tracycję, bo Polacy to naród na wskroś chłopski i jak to już zostało powiedziane: bez niej trudno sobie wyobrazić polski Kościół. Jeśli miasto będzie bastionem katalicyzmu w przyszłości, to z pewnością nie będzie on miał polskiej, tradcyjnej twarzy; będzie też daleki w formie od tego co było na początku Kościoła w ogóle.

Oceń 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~bz 22:16:52 | 2014-09-09
Wybudowalismy się na wsi , bo dzialka tansza , bo spokojniej , może ogólnie taniej bo dzieci nie mają tylu pokus w formie np Mc Donalda .Parafia też jest wiejska . Mieszkamy od kilku lat i jeśli chodzi o parafie to rzeczywiście nic się nie dzieje . Jest tylko Msza niedzielna , na codzienną nie ma czasu ale -brak czegoś , niedosyt , bo po tej niedzielnej mszy kazdy idzie do siebie i praktycznie nie ma prawdziwej wspolnoty . W miastach mają oazy , ruchy , wspolnoty a my nic bo ludzi za mało lub nie ma kto ich zjednoczyć . Nawet chór parafialny nie dziala,bo stary organista falszuje i wszyscy zatykają uszy . Młodzi przesiadują na przystanku autobusowym a proboszcz na plebanii albo u zaprzyjaźnionych rodzin. Życie religijne, życie wiary chyba rzeczywiście na wsi obumiera , a szkoda .Dusze giną w tym marazmie, mam wrażenie . Giną , obojętnieją . 

Oceń 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Eudoksja 19:59:52 | 2014-09-09
Zgadzam się, że w dużych miastach jest więcej inicjatyw (z mojej studenckiej perspektywy - na przykład duszpasterstwo akademickie), poza tym nieocenioną wartość ma to, że są tam np. stałe konfesjonały, wielu księży, w tym zakonników, dlatego łatwiej znaleźć stałego spowiednika czy kierownika duchowego...

Oceń 5 1 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?