Czy katolik musi mieć dużo dzieci?

(fot. lorenkerns / flickr.com / CC BY)

"Kiedy budzę się rano, to nie muszę się zastanawiać nad tym, jaki sens ma moje życie, ponieważ przeważnie zanim otworzę oczy, przynajmniej jedno dziecko mi o tym przypomina - mówi Joszko Broda, ojciec ośmiorga dzieci". To fragment artykułu na portalu DEON.pl, a pod nim komentarz ~Ani: "Czy jeśli jestem katoliczką, to muszę chcieć mieć dużo dzieci? Czy jest coś złego, gdy katolik chce mieć jedno dziecko?"

 

Rzecz niewątpliwie warta rozpatrzenia. Sam wychowałem się wraz z czterema siostrami. Wokół nas było wiele rodzin, gdzie dzieci było 8-10, a rekord to chyba pobiła rodzina Debory (małżonka Brody), bo, o ile pamiętam, ich było szesnaścioro. Wiele z tych rodzin było z neokatechumenatu, ale nie wszystkie. Więc raczej na tym tle określiłbym się jako dziecko z rodziny średniodzietnej.

 

Wróćmy do pytania. Jedno dziecko to okrucieństwo - jeśli rodzice świadomie kończą na jednym. Moi koledzy, jedynaki uczyli się o życiu około 30-tki tego, czego ja się uczyłem w wieku 3 lat. Dwa to nie tylko zmiana ilości, lecz jakości (dziecko bez słów dowiaduje się, że nie jestem pępkiem świata), ale jednak dopiero trzy to rodzeństwo. A przecież chcemy, aby nasze dziecko było szczęśliwe, a jak być szczęśliwym bez rodzeństwa?

 

Nie tak dawno w "Rzeczpospolitej" można było przeczytać wypowiedzi kilku kobiet w średnim wieku o tym, dlaczego zdecydowały się tylko na jedno lub dwoje dzieci. Mówią o tym, jak trudno, a właściwie niemożliwe jest łączenie pracy, kariery naukowej z rodzeniem i wychowywaniem dzieci. Były też inne argumenty np. finansowe: że trzeba dziecku zapewnić normalne życie, naukę na poziomie, itd. Wszystkie argumenty rozsądne i do obronienia. Bo rzeczywiście to jest wybór: dzieci, albo inne rzeczy. Życie jest wyborem. Nie ma tu jednak żadnego przymusu. Bóg nam daje życie, a my sami robimy z nim to, co uważamy za najważniejsze.

 

Nie zawsze tak było. Kilkanaście lat temu, gdy byłem na zdjęciach w Montrealu, starszy i bardzo pobożny pan opowiadał mi, że jeszcze w latach 50-tych w Quebecu ksiądz na kolędzie upominał małżonków, jeśli drugi rok z rzędu nie rodziło się u nich dziecko. Była to taka taktyka wojny demograficznej z protestantami.

 

W redukcjach paragwajskich prowadzonych przez jezuitów w XVII i XVIII strażnicy chodzili nocą i tłukli kijami po ścianach, aby się indianie guarani budzili i brali do roboty. Zresztą kiedyś, zupełnie niedawno, ludzie w ogóle nie zadawali sobie pytań tego rodzaju. W mojej rodzinie pradziadkowie lub prapradziadkowie ze wszystkich stron mieli 8-10 dzieci. U Kirgizów, wśród których do niedawna żyłem, dokładnie teraz wchodzi w dorosłe życie pierwsza generacja, która zadaje sobie pytanie o liczbę dzieci, ponieważ ich rodzice mieli ich zazwyczaj 6-8. Czym więcej, tym lepiej - nikt nad tym aksjomatem nie dyskutował. Dlaczego?

 

Dobrą odpowiedź dała mi kiedyś młoda bohaterka mojego filmu - Sasza Komisarowa z Nowosybirska, inwalidka od urodzenia, która strasznie chciała mieć dziecko: "Ребенок это жизнь, это счастие!" (Dziecko to życie, to szczęście). Czyli czym więcej dzieci, tym więcej szczęścia. Ludzie płynęli w rzece życia i nikt się nie zastanawiał, mieć czy nie mieć dzieci, tak jak nie zastanawiał się, czy oddychać, czy nie oddychać, zjeść obiad czy go jednak przepuścić.

 

Głębsze wytłumaczenie daje Księga Rodzaju (1, 27-28): Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi». Jest to pierwsze przykazanie, jakie Bóg dał człowiekowi i nie tylko Żydom czy chrześcijanom, lecz w ogóle wszystkim ludziom. Dokładniej mówiąc, nie jest to przykazanie, czyli jakiś nakaz, tylko objawienie człowiekowi jego natury, celu i sensu jego życia. Bóg powiedział człowiekowi, kim on jest i po co żyje. Sensem życia są dzieci.

 

Ewangelia idzie jeszcze głębiej. Często może zastanawiamy, co jest istotą Ewangelii? Co jest sercem Dobrej Nowiny? Nie jest to żadna tajemnica ukryta tak głęboko, że tylko wybrańcy (księża, profesorowie biblistyki) mogą ją zrozumieć. Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je (Mt  16,25). Przeczytajmy to zdanie bardzo uważnie. To serce Ewangelii. Tracenie własnego życia jest zasadą życia chrześcijanina. Święty Paweł cytuje inne słowa Jezusa: Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu (Dz 20,35). Nasze szczęście nie polega na braniu z życia dla siebie jak najwięcej, tylko na dawaniu siebie innym jak najwięcej. To recepta życia szczęśliwego - oddaj je innym.

 

Czy mamy się oddawać innym jak Matka Teresa z Kalkuty, Maksymilian Kolbe lub Jan Paweł II? Nie sądzę. Najbardziej podstawowym sposobem oddawania swojego życia jest oddawanie go swoim dzieciom. Kobieta w ciąży dosłownie oddaje swoje ciało dziecku, mężczyzna jako ojciec, rezygnuje ze swojej niezależności oraz wolności i ofiarowuje swoje życie dzieciom. Czym mamy więcej dzieci, tym więcej naszego życia oddajemy, tym więcej go tracimy. To bardzo prosta matematyka.

 

Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: «Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał» ( Mk 9, 36-37). Rodzice,, przyjmując dzieci, przyjmują samego Jezusa. Jeśli Jezus utożsamia się z dzieckiem, to jasne jest, że, przyjmując dzieci, tracimy swoje życie dla Jezusa.

 

Przypomnijmy sobie przypowieść o bogatym młodzieńcu. Przychodzi do Jezusa, bo szuka szczęścia. Wypełnił już wszystkie przykazania i pewnie oczekiwał, że Jezus da mu jeszcze jakieś nowe. Tymczasem Jezus niczego mu nie nakazuje, lecz chce jego samego, chce, aby on dokonał wyboru, porzucił wszystko, co ma, swoje plany, karierę i oddał Jezusowi swoje życie. Młodzieniec odchodzi smutny. W tym momencie przegrał walkę o swoje szczęście.

 

Powróćmy do pytania Ani. Mieć więcej lub mniej dzieci, to nie jest kwestia jakiejś powinności, zakazów lub nakazów, to pytanie o zaufanie Jezusowi, podjęcie ryzyka, rzucenie wszystkiego na jedną szalę. Dlatego pytanie, czy "muszę chcieć mieć dużo dzieci", nie jest chyba tutaj najwłaściwsze. To chcenie lub niechcenie zależy od tego, kim jest dla mnie Jezus i czy mam odwagę zaryzykować porzucić swoje plany oraz kalkulacje i pójść za Nim? Czy jestem w stanie zrezygnować z realizacji siebie, kariery, wakacji, hobby i wielu innych przyjemności, żeby wybrać życie według projektu Jezusa?  

 

Tak, to prawda, że jeśli będę mieć więcej niż dwoje dzieci stracę swoje życie. Nie pojadę na Kilimandżaro, być może nie napiszę doktoratu i nie będę mieć mercedesa, którym mógłbym jeździć do swojej willi nad jeziorem. Czym więcej dzieci, tym mniej szans zachować życie dla siebie. Gromadka dzieci nie da nam wytchnienia, wyciśnie z nas ostatnie soki. Jak młodzieniec z przypowieści stoimy przed wyborem, którego nikt za nas nie może dokonać.

 

P.S.

 

Ciekawostka. Jak u Kirgizów nazywa się zamążpójście: Турмушка чыгуу (turmuszka czygu), czyli dosłownie - "wyjść do życia". Kobieta otwiera się na życie w momencie ślubu, a póki nie ma męża i dzieci, to nie żyje.  Ożenić się to уйлонуу (ujłonu), czyli dosłownie - "udomowić", tak jak się udomawia dzikie zwierzęta. Dopóki chłopak nie ma żony, rodziny, domu, nie jest mężczyzną. Jest trochę jak dzikie stworzonko, które nie wie, po co żyje. Rodzina i dom nadają sens jego życiu.

 

 

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.01

Liczba głosów:

182

 

 

Komentarze użytkowników (178)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

paulaax1306 10:05:42 | 2019-08-22
Wprawdzie jest to stary artykuł, ale że przesłał mi go znajomy to skomentuję. "Jak być szczęśliwym bez rodzeństwa?" Zupełnie normalnie. Jedynak nie musi myśleć o rodzeństwie. Powinien myśleć o sobie, nie w podejściu egoistycznym, o rodzicach, swoim otoczeniu. Okrucieństwo? Nie zgadzam się, wyszło w życiu tak, że jednak zostałam jedynaczką i nie czuję się z tego faktu skrzywdzona i nikt nie powinien. Jak nie mam mercedesa to mam płakać że go nie mam? Trzeba żyć i myśleć realnie, modlić się i ufać BOGU. To w pełnej relacji z nim człowiek ma szansę osiągnąć szczęśliwe życie a nie w samej relacji ludzkiej. Rozumiem jednak trochę zdanie autora, dla kogoś kto wychował się wśród rodzeństwa jego brak mógłby być traumatyczny.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~szczęście to rodzina 13:31:47 | 2014-04-22
Wto mo duzo dzieci niech mu słonko świeci  
Niech mu Matusicka ze Synockiem scęści.
  
Nie bójcie mieć dzieci, ty ojce i matko,  
Bóg se wos wypatrzoł i doł na swiadectwo. 

Oceń 1 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

T7HRR 12:52:00 | 2014-02-14
@Penny
PS. Nikt Cią tak ostro nie osądzi jak Ty sama :-)
Tak na serio to nie inny zarzucają Ci ....  (wpisz odpowiedni zarzut)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

T7HRR 12:50:04 | 2014-02-14
@Penny
Nie zgadzam się. :-)
Opisałaś, w tym cytatami, dobrze sytuację.
Pytanie brzmi: Jak mam zrezygnować ze swojej wizji i wybrac projekt wg. Jezusa?
Każdy musi wybrać sam. I sam odpowiedzieć na pytania.
I nie namawiaj mi tu brata Damiana do posiadania dużej liczby dzieci ;-)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Penny 12:38:30 | 2014-02-14
"Czy tak musi być, że rodzinie wielodzietnej przygląda się podejrzliwie a małodzietnej przypina łatkę egoistów. Nie musi. Wystarczy, że tak nie zrobisz."

"Czy jestem w stanie zrezygnować z realizacji siebie, kariery, wakacji, hobby i wielu innych przyjemności, żeby wybrać życie według projektu Jezusa?"

Ten fragment artykułu stawia w opozycji życie wg projektu Jezusa a całą resztę. Dobra, nie wypowiadam się więcej, bo widzę, że to nie prowadzi do żadnych konstruktywnych wniosków. Ja mam swoje, T7HRR ma swoje, ksiądz ma swoje, benq ma swoje. 
Kobieta - profesor swoje, doktorantak z piątką dzieci swoje, lekarka swoje, itd.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

T7HRR 12:01:51 | 2014-02-14
benq piękną drogę wybrałaś. Ja nie chcę negowac Twojego powołania.
Pyatnie jest inne: czy to jest powołanie każdej kobiety, każdej rodziny?
Czy pisanie doktoratu lub robienie kariery nie może byc wypełnianiem powołania?
Trochę nie rozumiem tej dychotomii: z jednej strony rodziny wielodzietne są postrzegane jako podejrzane, a z drugiej strony gdy rodzina jest mniej dzietna, a obydwoje rodziców pracuje, to przypina sie im łatkę egoistów.
Czy tak musi być?
JPII pisał o powołaniu kobiet. Nie było tam jedynie rodzicielstwa

@Penny
Można mieć doktorat i piecioro dzieci z jednym mężem...
(Próbują sobie zaracjonalizować skąd piątka dzieci u kobiety z tytułem doktora - rozmówczyni zapytała koleżankę: Ale nie z jednym ojcem?).

Czy tak musi być, że rodzinie wielodzietnej przygląda się podejrzliwie a małodzietnej przypina łatkę egoistów. Nie musi. Wystarczy, że tak nie zrobisz.

Na serio jest inaczej. W Tobie powstaje pytanie co dalej.
- która decyzja jest przyjęciem jego planu.
Czy jestem egoistą. Czy powołano mnie do wychowania Y dzieci.

----------------------------------
Dziecko w rodzinie wielodzietnaj zaczyna się codzienni modlić o natępna siostrę.
A rodzice juz niemłodzi, dzieci jest juz garstka...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Penny 11:31:56 | 2014-02-14
benq piękną drogę wybrałaś. Ja nie chcę negowac Twojego powołania.
Pyatnie jest inne: czy to jest powołanie każdej kobiety, każdej rodziny?
Czy pisanie doktoratu lub robienie kariery nie może byc wypełnianiem powołania?
Trochę nie rozumiem tej dychotomii: z jednej strony rodziny wielodzietne są postrzegane jako podejrzane, a z drugiej strony gdy rodzina jest mniej dzietna, a obydwoje rodziców pracuje, to przypina sie im łatkę egoistów.
Czy tak musi być?
JPII pisał o powołaniu kobiet. Nie było tam jedynie rodzicielstwa

Oceń 2 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

T7HRR 09:55:30 | 2014-02-14
no taaak, przeczytałam kilka wpisów na portalu katolickim, ponoć, i zastanawiam się czy, po pierwsze - przeczytano uważnie ten artykuł, po drugie - czy ktokolwiek tu jest wierzącym i praktykującym katolikiem? Jest takie polskie przysłowie (które poznałam dopiero teraz, przyt szóstym dziecku :D ) "gdy rodzi się dziecko, to z bochenkiem w ręku". Nie jest łatwo, ale, jak każda dobra rzecz, urodzenie i wychowanie człowieka jest trudne, okupione wyrzeczeniem, ale przynosi takie chwile, jakich przytoczone we wspomnianym wywiadzie z Joszką Broda safari w Kenii nie da.
brat, który napisał ten artykuł wcale nie namawia do niczego a tylko pokazuje doświadczenie swojej i zapewne swoich rodziców wiary oraz doświadczenie życia w normalnej rodzinie wielodzietnej

@beneq
Piszesz jakbyś dopiero co wyszła z porannej Mszy...

Acha, to nie przygana - to pochwała :-)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~beneq 09:05:25 | 2014-02-14
no taaak, przeczytałam kilka wpisów na portalu katolickim, ponoć, i zastanawiam się czy, po pierwsze - przeczytano uważnie ten artykuł, po drugie - czy ktokolwiek tu jest wierzącym i praktykującym katolikiem? Jest takie polskie przysłowie (które poznałam dopiero teraz, przyt szóstym dziecku :D ) "gdy rodzi się dziecko, to z bochenkiem w ręku". Nie jest łatwo, ale, jak każda dobra rzecz, urodzenie i wychowanie człowieka jest trudne, okupione wyrzeczeniem, ale przynosi takie chwile, jakich przytoczone we wspomnianym wywiadzie z Joszką Broda safari w Kenii nie da.
brat, który napisał ten artykuł wcale nie namawia do niczego a tylko pokazuje doświadczenie swojej i zapewne swoich rodziców wiary oraz doświadczenie życia w normalnej rodzinie wielodzietnej

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~samo życie 22:59:32 | 2014-02-13


Drogi br. Damianie z własnego doświadczenia powiem, że tam gdzie są dzieci, a nie ma funduszy na ich utrzymanie, nie ma czasu na ich wychowywanie nie ma szczęścia. Tam są kłótnie o pieniądze, żale, złości i nieszczęśliwe dzieciństwo które odciska piętno na całe nasze życie.

...


brawo!!!!!! ten wpis to strzał w dziesiątkę, bo tak niestety wygląda życie w takiej rodzinie. A szkoda tylko tych biednych dzieci. Ten artykuł jest oderwany od rzeczywistosci i życia. Po prostu jakieś wymyślone farmazony o wyjazdach, mercedesach. karierze. Jak się nie zna zycia polskiej rodziny, to lepiej na ten temat nie pisać.

Oceń 7 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?