Zadymiarze też Lud Boży

Krzysztof Wołodźko

Z zainteresowaniem śledzę dyskusję, jaka wywiązała się po  incydencie, do którego doszło w trakcie zorganizowanej przez dominikanów na Freta w Warszawie dyskusji o gender. Obok głównego tematu pojawia się mnóstwo pobocznych, nie mniej interesujących.

 

Przypomnę krótko: w trakcie zorganizowanej przez dominikanów dyskusji na temat gender z udziałem Agnieszki Graff (Uniwersytet Warszawski, "Krytyka Polityczna"), Dominiki Kozłowskiej (red. naczelna miesięcznika "Znak") i Zuzanny Radzik ("Tygodnik Powszechny") doszło do odpalenia racy przez grupę bardziej krewkich uczestników spotkania.

 

Redaktor Konrad Sawicki z "Więzi", opisując/analizując to wydarzenie stwierdza, że w Kościele w Polsce istnieje nurt nazwany przez niego "katopopulizmem". Jego reprezentantów na łamach DEON.pl opisał tak: "Jeśli to katolicyzm popchnął tych ludzi do aktów agresji, to tym samym ideały tego katolicyzmu sprzeniewierzyli, rozmienili na drobne i oblali brunatną farbą".

 

Zwracam uwagę na określenie "brunatna farba", które budzi jednoznaczne określenia z faszyzmem. Cóż, jedni rzucają racami, drudzy stygmatyzują i uderzają w przeciwnika, korzystając z bardziej wyrafinowanych narzędzi. Ta pierwsza czynność może być niebezpieczna dla zdrowia, ta druga jest wciąż dość powszechną, protekcjonalną i wykluczającą postawą przyjmowaną przez reprezentantów "Kościoła otwartego" wobec "katopopulistów".

 

Samo określenie "katopopulizm" stanowi motyw przewodni o wiele mocniejszego tekstu Konrada Sawickiego, tak właśnie zatytułowanego. Tutaj pojawia się cały repertuar mainstreamowych sztamp pod adresem populizmu, a punktem wyjścia jest bardzo uprzedzony opis "Samoobrony". Dodajmy do tego inne określenie red. Sawickiego: "zaraza postępuje". Tu już pozostaje mi odesłać jego autora do znanej pracy "Choroba jako metafora" autorstwa Susan Sontag. W dużym skrócie: "katopopulizm" plus "brunatna farba" plus "zaraza". Repertuar haseł służących stygmatyzacji wręcz podręcznikowy.

 

Jak się zatem wydaje, wszystko, co nie mieści się w kanonie "katolicyzmu otwartego", jest albo podlane "brunatną farbą", albo porównywalne z ugrupowaniem, którym przez lata straszono dzieci (i dorosłych Polaków). Zatykając nos, pochylano się nisko czy to nad "plebejską polityką" czy to nad "plebejskim katolicyzmem", oskarżając je o wszelką demagogię z ogromnym poczuciem własnej wyższości: intelektualnej i etycznej.

 

Jedno w tym wszystkim umyka części inteligencji katolickiej. Fakt niebagatelny, choć dla wielu pewnie kontrowersyjny. Otóż życie publiczne nie jest tylko własnością elit. Także w Kościele, czy nam się to podoba, czy nie, funkcjonują przeróżne grupy społeczne i  zawsze były i będą miały miejsce postawy bardziej radykalne, czy godzące w czyjeś subtelne wyczucie smaku (albo we wpływy). Tymczasem, niestety, odnoszę wrażenie, że posiłkując się wdzięcznym terminem "katopopulizm" (zapewne w trosce o Kościół), red. Sawicki wraca w koleiny starych podziałów, kreślących mocną linię demarkacyjną między "moherowymi beretami" a "Kościołem otwartym". Tylko że otwartość takiego Kościoła bardzo dobrze pokazuje dobór panelistów na dominikańskiej dyskusji... Mówiąc wprost: czasem nie jest to żadna otwartość, ale "jednokierunkowy przechył". I nie dziwię się, że tekst "Katopopulizm" znalazł się także na portalu radia TOK FM.

 

Nie jestem zwolennikiem chuligaństwa. Ale jestem realistą: życie publiczne, także życie Kościoła to nie pokój dziecięcy, ani nie salon dla dam o białych rączkach. Tutaj ścierają się bardzo różne racje, interesy, postawy i emocje. Bardzo łatwo krytykować ludzi, którzy nie dysponują pewnym instrumentarium kulturowym, umożliwiającym subtelne debaty. Ale czy to oznacza, że dysponowanie bardziej wyrafinowaną argumentacją zawsze świadczy o racji? Nie: staruszka z różańcem może lepiej rozumieć Kościół, niż świetnie wykształcony teolog, który sprzeniewierzył się wierze.

 

Rzucanie racą to nie jest dyskusja na argumenty. Ale może nie jest to też żaden "katopopulizm", który trzeba dookreślać przez metafory o "brunatnej farbie", ale troska o Kościół, wyrażona gwałtownie? Tak, to mocne sformułowanie, prowokacyjne, może kogoś zgorszy. Ale Kościół naprawdę nie jest tylko dla ludzi miłych, sympatycznych i tolerancyjnych oraz dla tych, którzy czytają Agnieszkę Graff. Gdyby Kościół był tylko dla miłych i kulturalnych ludzi, byłby po prostu niemożliwie nudny, a z pewnością nie byłby powszechny.

 

Ujmując rzecz szerzej. Problem w Polsce jest od lat ten sam: ekskluzywizm jednych i frustracja drugich. Pierwsi czują się predestynowani do pouczania i mają po temu mnóstwo narzędzi, drudzy mają siedzieć cicho. Tyle że nie zawsze chcą. Trochę się im nie dziwię, bo gdy ich bracia w wierze omijają ich szeroko z nosem zatkanym palcami, gwałtowne rośnie chęć mniej subtelnego wyrażenia własnej złości. Z drugiej strony, ludzi światłych irytują w Polsce moherowe berety, ale z młodocianych drani, którzy sikali do zniczy na Krakowskim Przedmieściu, robiono w mainstreamowych mediach przedstawicieli "zdrowego głosu ludu". Więc jak to jest? Co i komu, i kiedy wolno?

 

Dominikanie chcieli pokazać Agnieszce Graff, że Kościół potrafi słuchać ze zrozumieniem. Świetnie: jestem na tak. Trzeba świata słuchać ze zrozumieniem i odpowiadać mu rozumnie. Ale widzę inny problem: dlaczego w Kościele, tym otwartym Kościele, który zresztą po części uważam za swój, jest sporo uprzedzeń wobec wiernych i duchownych, którzy "nie spełniają standardów"? Czy oni faktycznie reprezentują "zarazę"? Rozumiem niechęć Konrada Sawickiego do odpalanych rac. Ale niestety, swoimi tekstami pokazał, że tu wciąż idzie o coś więcej, o sposób analizowania zjawisk i stygmatyzacji "tych gorszych".

 

Zadymiarze są częścią Ludu Bożego. Są nim na równi moherowe berety i redaktorzy katolickich pism idei. Nie zawsze będzie nam wszystkim po drodze w ziemskim pielgrzymowaniu Kościoła. Całej prawdy o sobie i innych, dowiemy się po Sądzie Bożym. I chyba ta perspektywa powinna nam pomóc w próbach odnalezienia się w różnych środowiskach Kościoła, w uchwyceniu różnych postaw i racji.

 

 

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.09

Liczba głosów:

77

 

 

Komentarze użytkowników (174)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

TomaszL 11:49:57 | 2013-12-02
@TomaszL

Zatem jaki charakter miał czyn, którego dokonał?
I na jakiej podstawie postuluje Pan, iż taki charakter, a nie inny?

...
Piotrze - tak jak pisałem, bardzo bogata jest symbolika tego wydarzenia. Tyle że nalezy pamietać, iz w trakcie oczyszczenia świątyni zostala pokazana Przez Jezusa świątynia Nowego Przymierza, czyli Światynia Ciała Chrystusa, Kościoła i w konsekwencjia światynia naszego ciała.
Pojecie światyni jako budynku jest obecnie zupełnie inne, niz tej, do której przyszedł Jezus, stąd nie można wprost odnosić Jego działania w stosunku do naszych obecnych kościołów (budynków).
Natomiast można śmiało odnieść oczyszczenie swiatyni do Kościoła, lub do konkretnego człowieka. Bo obecnie to w tych światyniach trwa bardzo podobny targ, bardzo podobny handel, jak ten Jerozolimie. Przykładowo "nie będę grzeszył, a Ty mi dasz coś, co mnie uszczęśliwi (zdrowie, pieniądze). Jak handel się nie uda (bo i nie może) to wielu odchodzi złych i "poranionych"
I jest taki czas, ze Jezus, że Duch Święty demoluje te nasze handlowe światynie. Prawdopodobnie taki czas nadszedł teraz dla Kościoła.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~zniesmaczona 14:55:38 | 2013-11-29
A żeby tak już zamknąć ten dominkański wątek:)
http://www.youtube.com/watch?v=aP74qJBWsKY

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piotr_slowinski 12:52:15 | 2013-11-27
@TomaszL

Zatem jaki charakter miał czyn, którego dokonał?
I na jakiej podstawie postuluje Pan, iż taki charakter, a nie inny?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~swąd szatana 12:51:31 | 2013-11-27


Czyli dopuszczalne (może nawet wskazane?) jest używanie przemocy do obrony świątyni przed sprzedawaniem w niej bydła, owiec i gołębi?

W tym konkretnym przypadku, jeśli będziemy rozumieć pojęcie 'świątynia' bardziej abstrakcyjnie, to okazać się może, że trzeba biczem smagać przekupniów gdzieniebądź, więc może pozostańmy w modelu świątyni jako budynku, przynajmniej na czas wyjaśnień.

Jeżeli chodzi o literalną sprzedaż bydła, owiec i gołębi, to oczywiście nikt o zdrowych zmysłach w świątyni jako budynku tego czynić nie zamierza 

...Czyżby ? A czym innym jest tutaj sprzedawanie genderyzmu jak nie kupczeniem nieludzką chlewnią w świątyni ?

...Swąd szatana na warszawskiej gender-konferencji - relacja
http://www.pch24.pl/swad-szatana-na-warszawskiej-gender-konferencji%2C19298%2Ci.html

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 12:26:34 | 2013-11-27
@TomaszL

W ten wysublimowany sposób oddaje Pan chyba powszechne intuicje związane z omawianym wydarzeniem.
Zatem czy uprawnione jest stwierdzenie, że Jezus bronił godności Domu Bożego?

...

Nie

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piotr_slowinski 12:17:20 | 2013-11-27
@TomaszL

W ten wysublimowany sposób oddaje Pan chyba powszechne intuicje związane z omawianym wydarzeniem.
Zatem czy uprawnione jest stwierdzenie, że Jezus bronił godności Domu Bożego?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 12:15:21 | 2013-11-27
@Piotrze - pomysł pobożnych Żydów z handlem wołami, barankami i gołebiami nie tylko był uzasadniany w Prawie ST, ale był tez wyrazem ich "roztropności".
Patrząc tylko po ludzku można by uzanć iż był bardzo rozsądnym zachowaniem. Problem w tym, iż ten pragmatyczny ludzki pomysł radykalnie zaprzeczał istotcie światyni.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piotr_slowinski 10:56:28 | 2013-11-27
@TomaszL

Czy Pan ma jakieś wyobrażenia na co w takim razie oburzył się Jezus, skoro nic niewłaściwego się nie odbywało?
Robi Pan mimowolnie z Jezusa jakiegoś upierdliwca szukającego dziury w całym.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 10:35:32 | 2013-11-27
@TomaszL

Upewniałem się tylko, że owi 'sprzedawcy gołębi, wołów i jagniątek' stanowią w Pańskich wypowiedziach figurę literacką, a nie konkretną i skończoną dziedzinę zagadnienia o którym mowa.



...

Piotrze, na dziedzińcu pogan w Jerozolimie fizzycznie, realnie sprzedawano woły, baranki i gołębie. Sprzedaż dokładnie tych wymienionych zwierząt ma uzasadnienie w Prawie ST i nie jest to figura literacka.
Uzasadnienie w Prawie ST ma tez obecność bankierów.
Ciekawy jest motyw inaczej potraktowanych sprzedawców gołebi.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piotr_slowinski 10:19:46 | 2013-11-27
@Kinga

Kupowano, żeby Bogu dawać prezenty

Natomiast bankierzy w świątyni uprawiali proceder pożyczania pieniędzy, z których pożyczkobiorcy robili prezenty Panu Bogu?

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook