Herezja w Niemczech?

Polskie Radio Program 1
Grzegorz Dobroczyński SJ

"Widać, że niemiecki kościół przeżywa totalną schizmę. Miejmy nadzieję, że biskupi przywołają do porządku heretyckich księży i wiernych, by nie czynili publicznego zgorszenia. A rozwodnicy niech się modlą o łaskę nawrócenia, bo droga do Królestwa Bożego prowadzi wąską ścieżką a nie wygodną drogą" stwierdził Sebastian Moryń na portalu Fronda.pl.


Moroń powołał się na rozgłośnię Deutsche Welle, choć raczej nie sądzę, by u źródła, lecz za pośrednictwem polskiego Internetu, w którym w poniedziałek ogłoszono: "Sensacja w kościele katolickim w RFN. Sakramenty dla rozwodników" (Onet.pl). Tak więc rzekomo, osoby rozwiedzione, które zawarły ponownie małżeństwo będą dopuszczane do wszystkich sakramentów i rozgrzeszane na spowiedzi. Nie będą mogły tylko mieć kościelnego ślubu. Co więcej, twierdzono, że o takie reformy zabiegał papież Franciszek. Doniesienia te wprowadziły w zakłopotanie także kilku autorów komentarzy w katolickich mediach i dopiero czwartkowe wydanie Rzeczpospolitej piórem Piotra Jendroszczyka (art. "Kościół zabiega o rozwodników") naświetliło kwestię obiektywnie i w pełni.


Nie wiem, co ogłosiła niemiecka rozgłośnia, ale sprawdziłem u źródła, na stronach internetowych archidiecezji Fryburg, na przykład której miało się powołać radio Deutche Welle. Z uwagą przeczytałem wytyczne Wydziału Duszpasterskiego z komentarzem ks. Andreasa Moehrle. Nie było tam ani słowa o dopuszczeniu osób rozwiedzionych do sakramentów. Było zaś to, co od adhortacji Familiaris Consortio Jana Pawła II z r. 1981, stało się głośnym słowem Kościoła oraz coraz powszechniejszą praktyką duszpasterską. Już w latach 80-tych w Polsce powstawały specjalne grupy wsparcia dla rozwiedzionych. W Warszawie pionierami takiego duszpasterstwa byli ks. Jan Pałyga SAC oraz ks. Mirosław Paciuszkiewicz SJ. Częstą praktyką podczas Mszy św. bywa, że osoby które nie mogą przyjąć Komunii św. podchodzą wraz z innymi wiernymi, kładą palec na ustach dając sygnał księdzu, aby skreślił im tylko znak krzyża na czole. W ten sposób i w liturgii nie pozostają na marginesie.


W wytycznych  z Fryburga twierdzi się m.in.: "Chcemy być otwarci wobec ludzi, których małżeństwo zakończyło się fiaskiem, chcemy ich wysłuchać i ich przyjąć…Kościół nie może sobie pozwolić na wykluczanie tych ludzi". Zaleca się, by z rozwodnikami odbywać rozmowy duszpasterskie, podczas których będą mogli "rozpatrywać przyczyny fiaska swojego małżeństwa i kwestie wiary". Po serii takich rozmów możliwa jest wspólna modlitwa z błogosławieństwem i przekazaniem świecy. Duszpasterstwo rozwiedzionych musi być prowadzone z rozwagą i mądrością - głosi tekst wytycznych. "Wiemy, jaka jest nauka Kościoła i jakie obowiązują przepisy prawa kanonicznego" - komentował ks. Moehrle.


Jak z tego można wyciągnąć wniosek o herezji i sensacji w kościele niemieckim, doprawdy nie wiem.


Wiem jedno: na pewno mamy do czynienia z inną herezją - irracjonalnych ocen bez lektury źródeł albo manipulowaniem nimi albo - w najlżejszym przypadku - z czytaniem bez zrozumienia. Problem w tym, że ta herezja kreuje wirtualny Kościół, w którym zgodnie, choć w nawie lewej i prawej,  mieszczą się laiccy krytycy realnego Kościoła obok domorosłych apologetów bardziej katolickich niż  sam Papież.

 

 

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.78

Liczba głosów:

40

 

 

Komentarze użytkowników (41)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Luter rozbił kościół 01:31:19 | 2014-02-06
"Trudno znaleźć dwie bardziej przeciwstawne koncepcje religijne,
które wyrastają pozornie ze wspólnego pnia.
Ci spośród katolików,
którzy wierzą w bajkę o wspólnym pniu chrześcijańskiego drzewa,
z którego wyrastają gałęzie kolejnych wyznań - katolickiej, luterańskiej,
zwinglańskiej, kalwińskiej, anglikańskiej itd. –
zapominają, że odłamy protestantyzmu powstały w wyniku rebelii wymierzonej w jedność Kościoła założonego przez Jezusa Chrystusa.
Słyszy się dziś "należy szukać tego co łączy, a nie tego co dzieli..."
Ale co może łączyć katolika z protestantem?
Gdzie istnieje płaszczyzna realnego porozumienia dogmatycznego?"
Św. Józef Sebastian Pelczar.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Zdewast.winnica D.Hildebrand 01:15:42 | 2014-02-06
TLM: Muszę stwierdzić, że z naszej rozmowy prowadzonej dzisiejszego popołudnia wynika, iż nie wierzy Pani w przyspieszoną utratę nadprzyrodzoności jako przypadek w historii.
AVH: Nie, nie wierzę. W ostatnich latach wydane zostały we Włoszech dwie książki, które potwierdzają to, co mój mąż podejrzewał od pewnego czasu, mianowicie to, że przez większą część tego [XX] wieku odbywało się systematyczne przenikanie Kościoła przez diabolicznego wroga.
Mój mąż był z natury człowiekiem optymistycznym i ufnym, lecz podczas ostatnich 10. lat jego życia byłam świadkiem wielu momentów wielkiego smutku,
kiedy to często powtarzał:
“znieważyli Kościół (“Holy Bride of Christ“).
Miał on myśli “ohydę spustoszenia”, o czym mówił prorok Daniel.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Zdewast.winnica D.Hildebrand 01:13:02 | 2014-02-06
Modernizm, owoc nieszczęścia Renesansu i protestanckiej rewolty,
wymagał długiego historycznego procesu, by się rozwinąć.

Jeśli zapytałbyś przeciętnego katolika w wiekach średnich, aby wskazał swojego bohatera, idola, odpowiedziałby wymieniając imię jakiegoś świętego.
W epoce Renesansu  zaczęło się to zmieniać: zamiast wskazywać na świętych,
ludzie myśleli o geniuszach jako o osobach do naśladowania, a z nadejściem wieku przemysłowego odpowiadali nazwiskiem jakiegoś wielkiego naukowca.
Dzisiaj wskazaliby na jakiegoś sportowca czy gwiazdę filmową.
Innymi słowy, utrata poczucia supernaturalności (nadprzyrodzoności) przyniosła odwrócenie hierarchii wartości.
Nawet pogański Platon był otwarty na poczucie nadprzyrodzoności.
Mówił o słabości, kruchości, bojaźliwości często objawiającej się w naturze ludzkiej.

Zapytany przez krytyków o wyjaśnienie dlaczego miał on tak niską opinię o ludzkości, odpowiedział, że nie jest tym, który oczernia, lecz tym, który porównuje do Boga

Wraz z utratą poczucia nadprzyrodz.następuje dzisiaj utrata sensu potrzeby wyrzeczeń.
Ktoś kto zbliża się do Boga, powinien mieć większe poczucie grzeszności.
Ktoś kto oddala się od Boga, tak jak ma to miejsce dzisiaj, słyszy coraz częściej filozofię New Age’owską, która głosi, że: “Ja jestem OK. Ty jesteś OK.”
Ta utrata potrzeby ofiary spowodowała przyciemnienie odkupienia misji Kościoła.
Tam gdzie rola Krzyża jest pomniejszana, zanika myślenie o konieczności naszego zbawienia.
Awersja do ofiary i zbawienia wspomogła sekularyzację Kościoła od środka.
Słyszymy od wielu lat od księży i biskupów o potrzebie dostosowania się Kościoła do świata.
A przecież wielcy papieże, jak np. Święty Pius X mówili coś zupełnie odwrotnego: to świat musi dostosować się do Kościoła.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Zdewast.winnica D.Hildebrand 01:08:32 | 2014-02-06
TLM: Czy Pani mąż myślał, że ten upadek supernaturalności rozpoczął się w tym czasie, a jeśli tak, to jak on to tłumaczył?
AVH: Nie, on uważał, że po potępieniu herezji Modernizmu przez Piusa X,
jego przeciwnicy jedynie zeszli do “podziemii”.
Powiedziałby, że przyjęli bardziej subtelne i praktyczne podejście, po prostu rozpowszechniali oni wątpliwości przez zadawanie pytań o wielkie ponadnaturalne interwencje w historii Zbawienia, jak np. o narodzenie Maryi Dziewicy, o trwałe dziewictwo Maryi, o Zmartwychwstanie czy Świętą Eucharystię.
Oni wiedzieli, że gdy tylko wiara – jej fundamenty – zachwieje się,
liturgia i nauczanie Kościoła za tym podążą.
Mój mąż zatytuował jedną ze swoich książek “Zdewastowana winnica”.
Okazuje się, że po Soborze Watykańskim II tornado uderzyło w Kościół.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Dusza lwa D.Hildebrand 01:06:45 | 2014-02-06
Tekst wydrukowany został w piśmie The Latin Mass w 2001 roku.

Zapisana rozmowa z dr Alice von Hildebrand otwierała na łamach tego pisma dyskusję “Kryzys Kościoła – scenariusze rozwiązania”.
Dr Alice von Hildebrand, emerytowany profesor filozofii Hunter College,
na krótko przed udzieleniem wywiadu wydała biografię o swoim mężu, Dietrichu von Hildebrand pt Dusza lwa (The Soul of the Lion).

The Latin Mass – TLM: Doktor Hildebrand, czy w czasie gdy Papież Jan XXIII zwoływał Sobór Watykański II, odczuwała Pani potrzebę reform wewnątrz Kościoła?
Alice von Hildebrand – AVH: Większość spostrzeżeń na ten temat pochodzi od mojego męża.
Zawsze twierdził on, że członkowie Kościoła – w związku ze skutkami grzechu pierworodnego i grzechu aktualnego – stale potrzebują reform.
Jednak nauczanie Kościoła pochodzi od Boga i w związku z tym najmniejsza odrobina nie może zostać zmieniona czy rozważana jako wymagająca reform.

TLM: W przypadku obecnego kryzysu, kiedy po raz pierwszy odczuła Pani, że dzieje się coś straszliwie złego?
AVH: Było to w lutym 1965 roku, gdy przebywałam we Florencji podczas urlopu z uczelni.
Mój mąż czytał jakieś pismo teologiczne, gdy nagle usłyszałam jak się rozpłakał. Podbiegłam do niego w obawie, że może nagle poczuł ból serca.
Zapytałam się czy dobrze się czuje.
Powiedział mi wtedy, że artykuł, który właśnie czytał ukazał mu wnikliwie, iż szatan wtargnął do Kościoła.
Trzeba pamiętać, że mój mąż był pierwszym prominentnym Niemcem,
który publicznie wypowiadał się przeciwko Hitlerowi i Nazistom.
Miał zawsze wielką intuicję i umiejętność przewidywania.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~west mysepta 15:21:39 | 2014-02-05
W mediach trwa zorganizowany socjospisek mający manipulować świadomością społeczną co do tego, co papież myśli, robi i planuje. Jest to zrobione po to, aby ludzie potem byli "niemile rozczarowani", gdyż te manipulacje już wsiąkną w żyzną glebę.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~taka prawda 09:44:27 | 2013-10-15
W Niemczech już 200 lat temu nie było wiary, bo piekłoszczyk Luter oderwał od Kościoła miliony ludzi a jak jest dzisiaj???

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Velasques 17:36:54 | 2013-10-14
@Nikodem
w 100% sie z Tobą zgadzam. Urzędnicy w sutannach (nie mylić z ogółem duchowieństwa) do dzisiaj jeszcze nie załapali o co w pontyfikacie JPII (i pośrednio w V2) chodziło. Zrobiono z niego taką ciepłą kluchę, dziadziunia, co wszystkich przytuli, pogłaska i da różaniec. Ja pamiętam Go jednak jako nowoczesnego wojownika, który nie boi sie pójść pod prąd. Takiego gościa, który w ONZ plunie mocarzom w twarz, na lotnisku w Ameryce Łacińskiej ochrzani bez pardonu biskupo-polityka albo wścieknie się przed kamerami na głupotę rodaków. Takiego, który nie pójdzie na żaden kompromis w sprawie pedziów, kapłaństwa kobiet czy aborcji. Buntownika wobec materialistycznej cywilizacji hedonizmu i wynaturzeń. To nie był jakiś safandułowaty intelektualista tylko rycerz Chrystusa. A dzisiaj? Gdzie są ci Jego następcy? Gdzie te dzieci V2: otwarci ale bezkompromisowi, prości ale uduchowieni, a przede wszystkim odważni w wyznawaniu wiary. Nasz Episkopat albo innych krajów europejskich np. Niemiec? Litości..... takiej nijakości nie ma nawet w firmach ubezpieczeniowych. I oni maja porwać przyszłe pokolenia? Chyba na strzępy.

Nie ma co, facet ich przerósł o kilka dekad.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Nikodem 17:03:03 | 2013-10-14
Co do V2, byłbym tu na tyle ostrożny na ile jestem wstanie dostrzec dobrą wolę.
To nie V2 jest przyczyną rozpadu dyscypliny udzielania sakramentów, czy prowadzenia liturgii, chociaż gdybym był ateistą to bym tak powiedział. V2 przedewszystkim nie został odczytany dogłębnie. Z punktu widzenia świeckich, ikoną V2 jest JP2. To właśnie jego zachowanie w pewnym sensie uznano za przykład nowej ewangelizacji. Dla wielu wątpiących stał się on ciepłym Ojcem, który głaskał po głowie i ładnie się uśmiechał. Myślę, że niepoważnie podeszliśmy do nauczania JP2, traktując je bardziej jako porady, niż zalecenia, które zaczeły tracić na wadze w zderzeniu z dynamicznym rozwojem wiedzy o świecie. Stąd też BXVI odniósł się do tego zwracając uwagę na efekty rozmycia wiary, z powodu braku sumiennego trwania przy Chrystusie.
Gdyby bowiem, Katolicy, trawali mocniej w wierze, z pewnością przemijający przykład JP2 nie stał by się bałwochwalczą fiugrą odstępostwa od treści własnej wiary w duch ekumenizmu. Aczkolwiek mimo słabnącej wiary chrześcijan, JP2 starał się ze wszystkich sił poruszać sumienia. Za co też mu teraz dziękuję. Nie jest jego winą, że słabe lawinowo rosnące wątpliwości chrześcijan, doprowadzą do tworzenia się odstępczych nurtów (uproszczonych form) chrześcijaństwa. Tak naprawdę, w których żadan zdrowo rozsądkowy i szukający prawdy człowiek nie będzie chciał wejść.
Wiara w Jezusa jest czymś więcej niż wesokowatością, więcej niż radosnym kicaniem po łące, jest przedewszystkim oparta na prawdzie, że Jezus faktycznie umarł i zmartwychstał za nasze grzechy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~sacdjo 16:21:41 | 2013-10-14
ad "Robox"

Mieszasz człecze. Jestem i z łaską Bożą pozostanę zawsze katolikiem.
To sekta modernistyczna V2 wraz z obecnie Bergoglio na czele, który głosi, że "nie wierzy w Boga katolickiego, bo takiego nie ma", wskutek apostazji jest odłączona od Kościoła, choć okupuje kluczowe stanowiska w nim.

Oto aktualny przykład, jak świetnie ma się chociażby rodzimy zakon Bergoglio: leciwy pan uważający się za jezuitę wraz z leciwą kobietą niby zakonnicą chlubią się publicznie swym świętokradztem:

http://www.luzernerzeitung.ch/nachrichten/panorama/abo/Ein-Liebespaar-trotz-Zoelibat;art9645,298823

On oczywiście bardzo pasująco jest uczniem wielkiego "teologa soborowego" H. Küng‘a oraz oraz idola teologicznego Bergoglio - W. Kasper‘a.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook