Co Kościół w Polsce zrobi dla rozwodników?

ks. Adam Błyszcz CR

Od kilku dni żyjemy instrukcją jednej z diecezji niemieckich o duszpasterstwie osób rozwiedzionych i ponownie poślubionych. Wywołana ona żywą dyskusję nie tylko w Kościele, ale i poza naszą wspólnotą rzymskokatolicką. Na kanwie tego zamieszania (czyż nie o zamieszaniu mówił papież w swoim wywiadzie dla "La civilta’ cattolica"?) chciałbym zwrócić uwagę na dwie sprawy.


Podstawy doktrynalne tego duszpasterstwa znajdujemy w adhortacji apostolskiej błogosławionego Jana Pawła II Familiaris consortio z 1981 roku. Otóż w punkcie 84. Autor pisze między innymi: "Razem z Synodem wzywam gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą - owszem jako ochrzczeni powinni - uczestniczyć w jego życiu. Niech będą zachęcani do słuchania Słowa Bożego, do uczęszczania na Mszę świętą, do wytrwania w modlitwie, do pomnażania dzieł miłości oraz inicjatyw wspólnoty na rzecz sprawiedliwości, do wychowywania dzieci w wierze chrześcijańskiej, do pielęgnowania ducha i czynów pokutnych, ażeby w ten sposób z dnia na dzień wypraszali sobie u Boga łaskę. Niech Kościół modli się za nich, niech im dodaje odwagi, niech okaże się miłosierną matką, podtrzymując ich w wierze i nadziei". Jak swego czasu zauważył ówczesny kardynał Ratzinger, był to pierwszy pozytywny sygnał w stronę rozwodników żyjących w ponownych związkach ze strony Magisterium Kościoła.


W tym krótkim fragmencie mamy nakreślony program działania duszpasterskiego: słuchać Słowa Bożego, uczęszczać na Mszę świętą, modlić się, pomnażać dzieła miłości i sprawiedliwości, wychowywać dzieci wierze chrześcijańskiej, pielęgnować ducha pokuty.


Do tych myśli powrócił wiele lat później Benedykt XVI w swojej adhortacji Sacramentum caritatis  z 2007 roku. Powrócił z pewną modyfikacją. Wspomniany fragment (numer 29) brzmi: "Niemniej jednak osoby rozwiedzione, które zawarły ponowne związki, nadal — pomimo ich sytuacji — przynależą do Kościoła, który ze szczególną troską im towarzyszy w ich pragnieniu kultywowania, na tyle, na ile to jest możliwe, chrześcijańskiego stylu życia poprzez uczestnictwo we Mszy św., choć bez przyjmowania Komunii Świętej, słuchanie słowa Bożego, adorację eucharystyczną, modlitwę, uczestnictwo w życiu wspólnotowym, szczerą rozmowę z kapłanem czy ojcem duchownym, oddawanie się czynnej miłości, dziełom pokuty oraz zaangażowaniu w wychowanie dzieci".


Benedykt XVI wspomniał dodatkowo o szczerej rozmowie z kapłanem czy ojcem duchownym. Rzecz nie dotyczy, jak niektórzy myślą, spowiedzi bez rozgrzeszenia. Tutaj raczej chodzi o kierownictwo duchowe, a to w tradycji chrześcijańskiej polega na odszyfrowaniu tego, co Bóg mówi do człowieka. Innymi słowy, Benedykt XVI przypomniał całemu Kościołowi, że nasi bracia i siostry, żyjący w ponownych związkach małżeńskich, nie przestają być adresatami Bożego Słowa, Bożego natchnienia i mają prawo oczekiwać od wspólnoty pomocy w odczytaniu tych inspiracji. Taka wizja kłóci się nieco z naszym spojrzeniem, które bazuje na przekonaniu, że żyją oni w grzechu ciężkim, śmiertelnym i w takiej śmiertelnej przestrzeni nic nie może się zrodzić.


Druga kwestia dotyczy ich miejsca w Kościele. Zgodnie z dyscypliną wspólnoty nie mogą przystępować do Komunii Świętej, nie mogą pełnić roli chrzestnych, nie mogą być lektorami ani akolitami czy też szafarzami Eucharystii. Nie mogą pełnić roli katechetów. W tym wszystkim nauczanie Kościoła jest spójne i przekonywające. Ale jakiś czas temu przypomniano sobie, że istnieje ktoś taki jak świadek chrztu. Zostać nim może u nas katolików protestant oraz anglikanin. Ale nie może nim zostać katolik rozwiedziony i ponownie poślubiony. Jakie są racje teologiczne dla takiej decyzji naszego Episkopatu - nie wiem. Czy nie jest to przejaw zbytniej surowości?


W 2008 roku emerytowany arcybiskup Mediolanu, kard. Dionizy Tettamanzi opublikował list pasterski adresowany do osób żyjących w drugich związkach. Jakiś czas temu ordynariusz Strasburga, abp Joseph Doré, przedstawił wskazania dla duszpasterstwa tych osób w swojej diecezji (myślę, że niektóre jego wskazówki idą znacznie dalej niż postulaty, o których mówią media obecnie). W 1993 roku trzech niemieckich biskupów wystosowało list do Stolicy Apostolskiej w sprawie możliwości udzielania Komunii Świętej osobom ponownie poślubionym. Może nadszedł czas, aby i nasi pasterze spróbowali ustalić pewne wytyczne dla takiego duszpasterstwa? Może nadszedł czas, aby któryś z naszych biskupów napisał list adresowany do tych, którzy z racji perturbacji małżeńskich, czują się na marginesie Kościoła?

 

Przeczytaj list arcybiskupa Tettamanziego do osób po rozwodzie, przeżywających małżeński kryzys jak i osób żyjących w drugich związkach >>

 

 

 

 

 

1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.13

Liczba głosów:

24

 

 

Komentarze użytkowników (61)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~propozycja 20:38:03 | 2013-10-16
"Co Kościół w Polsce zrobi dla rozwodników?"

- wprowadzi kościelne rozwody?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 10:06:02 | 2013-10-15
@Robox – masz wiele racji. Bo tak jest, iż wielu nas katolików ze strachu, czy tylko z lęku nie przekroczy na jotę przykazania, choć w sercu będzie pragnąć choćby odejść od żony, czy męża. W sercu będzie pożądać, zdradzać, cudzołożyć, choć na zewnątrz będzie wzorem pobożności i prawości. Dzisiejsze czytanie przecież o tym mówi.
Jest też czasami tak, że aby faktycznie stać się wierzącym trzeba upaść, upaść niżej niż świnia z tej przypowieści o miłosiernym Ojcu. Tyle tylko, iż od momentu chrztu jesteśmy złączeni z Bogiem, wszystko co Jego jest i nasze. Więc czy naprawę trzeba tak nisko upaść, aby to zrozumieć? Być może tak, być może trzeba zejść na dno człowieczeństwa, aby dopiero w tym miejscu pojąć, iż bez Boga nie można żyć.
Drugie cywilne małżeństwo, uwikłania w wieloletni grzech nie są żadnym problemem, gdy faktycznie chce się i to bez względu na motywacje, spotkać z Bogiem, z Jezusem.
Tylko, czy duszpasterstwa rodzin faktycznie prowadzą do takiego spotkania. Sądząc po świadectwach w tej dyskusji są takie. Niestety są i tez takie, które wmawiają, iż trzeba dalej żyć bez nawrócenia, które wmawiają, iż dla życia nie są potrzebne Sakramenty. I takie powinny budzić sprzeciw.
Autentyczne spotkanie z Jezusem powoduje bowiem tak silne pragnienie pozostania z Nim, iż przestaje mieć znaczenie każda rzecz, która od spotkania odciąga. Wszystko co złe można pokonać Jego mocą.
Czy więc publicznie mówiący, iż seks z małżonkiem cywilnym jest ważniejszy od spotkania z Nim w Sakramencie Eucharystii, faktycznie już choć raz Go spotkał?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Robox 09:30:56 | 2013-10-15
skoro już przywołaliście tę przypowieść o synu marnowanym to muszę stwierdzić, iż wielu tu się wypowiadających cierpi na syndrom „starszego syna”. Na czym polega grzech starszego syna? Tego niby porządnego, który nie przekroczył żadnych z bożych przykazań, ale jest nieszczęśliwy, jest niby w Kościele, ale nie potrafi się cieszyć, bawić? Ponieważ Ojca postrzega jako surowego sędziego. I nie może patrzeć i znieść powrotu brata, który wszystko roztrwonił z nierządnicami (tak na marginesie skąd on wie o tych nierządnicach?).  Jego problem jest taki, iż on w swoim sercu też jest grzesznikiem, jest oddalony od Ojca, on też by chciał tak „poużywać” życia, zabawić  się, ale zabrakło mu odwagi na takie „odejście”, został w domu tylko ze strachu, lęku przed karą  – to jest problem, który głęboko tkwi w waszych sercach, pełnych zawiści.  Zauważcie, iż od decyzji „wrócę do domu” a ucztą jest spory kawał czasu i drogi do przebycia, a ojciec już się cieszy, wychodzi mu na drogę. Takie duszpasterstwo (osób niesakramentalnych), wg mnie, byłoby towarzyszeniem takim ludziom w drodze powrotu do domu ojca.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 09:05:28 | 2013-10-15

To, tak jakby marnotrawnemu synowi dosypać trochę grosza, aby jeszcze mógł pożyć i pouzywać, bez powrotu do domu.


Wygodniej wrócić do domu, bo bliżej kabzy, trzeba brać i używać, a starszemu można mówić: widzisz, dobrze wszystko robię, skoro ojciec daje mi kasę, a ty jesteś głupi, bo nie korzystasz z życia, i zły, bo mnie nie chwalisz.

...Kinga, tak jest, wielu przecież i na Deonie (na forum) pisze, iż trzeba sobie ułożyć życie, nie ma co sobie zawracać uwagi jakimiś zasadami. Skoro i tak będzie wybaczone.
Bo w końcu jest miłosierdzie, jest marnotrawny syn, jest nierządnica, etc.
Tylko mało kto kreując się w jednej z powyższych ról pamięta, iż jest nie tylko grzesznikiem, ale przede wszystkim  jest już wybranym, darmo otrzymującym Łaski.
Naprawdę współcześnie mało kogo interesuje, aby być tu na ziemi szczęśliwym, być świętym. Lepiej, jak ten marnotrawny syn zmarnować sobie życie, rozmieniając dany majątek na drobne, na nic nie warte przyjemności.
Ojciec jest miłosierny, nie zostawi nikogo w potrzebie, ale czy warto stoczyć się i żyć jak świnie?
Niestety, współczesny trend, choćby poprzez głosy z Niemiec, pokazuje, iż nawet nie chodzi o powrót do domu. Chodzi, aby dla własnego spokoju i ukojenia emocji, wymusić miłosierdzie w myśl zasady „mnie się należy”. To nie jest już postawa marnotrawnego syna, lecz postawa przypominająca tupiące, rozhisteryzowane dziecka w sklepie z zabawkami.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kinga 08:47:00 | 2013-10-15
To, tak jakby marnotrawnemu synowi dosypać trochę grosza, aby jeszcze mógł pożyć i pouzywać, bez powrotu do domu.


Wygodniej wrócić do domu, bo bliżej kabzy, trzeba brać i używać, a starszemu można mówić: widzisz, dobrze wszystko robię, skoro ojciec daje mi kasę, a ty jesteś głupi, bo nie korzystasz z życia, i zły, bo mnie nie chwalisz.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 08:26:22 | 2013-10-15

Jednak brak pomocy dla porzuconych zyjących samotnie może skutkować , ze samotni nie będą czekać na powrót małżonków, ale sami wejdą w kolejne zwiazki niesakramentalne. Czy o to chodzi?


O to chodzi. Kiedy samotny wejdzie w nowy związek, to dopiero wtedy otrzyma pomoc Kościoła. Zresztą tak jest w przypowieści o synu marnotrawnym. Synek siedzący w domu usłyszał: dziecko, wszystko moje jest twoje, weź sobie co chcesz i nie zawracaj głowy, jestem zajęty tym, który raczej ma mnie w nosie.

...
Tylko tyle, iż to jest fałszywa interpretacja, bo naprawdę mało kto faktycznie wraca, wielu odczuwając głód pragnie jedynie zaspokoić swoje potrzeby emocjonalne, ale bez porotu do domu. To, tak jakby marnotrawnemu synowi dosypać trochę grosza, aby jeszcze mógł pożyć i pouzywać, bez powrotu do domu.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kinga 08:21:04 | 2013-10-15
Nie robi nic, ponieważ większość kat6olików nie wierzy w życie Sakramentalne.


Mniej więcej to powiedział umiłowany biskup Stefanek, kiedy zajmował się (miał zajmować się) sprawami rodziny z ramienia Episkopatu. Na pytanie dlaczego Kościół nic nie robi odpowiedział, że nie robi, bo ludzie i tak nie słuchają.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 08:17:40 | 2013-10-15
Nie chodzi o załowanie komuś innemu łaski ( nie odbieram tak tego). Jednak brak pomocy dla porzuconych zyjących samotnie może skutkować , ze samotni nie będą czekać na powrót małżonków, ale sami wejdą w kolejne zwiazki niesakramentalne. Czy o to chodzi?

...
Zapewne wielu tak uważa, ludzie dotrzymujacy danej obietnicy, wierzący do końca Bogu, wierzacy w moc Sakramnetu Małżeństwa są jak wrzód w obecnym pięknie wykreownym świecie. Przecież małżeńśtwo może i czesto sie nie udaje.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kinga 08:16:29 | 2013-10-15
Jednak brak pomocy dla porzuconych  zyjących samotnie może skutkować  , ze samotni nie będą czekać na powrót małżonków, ale sami wejdą w kolejne zwiazki niesakramentalne. Czy o to chodzi?


O to chodzi. Kiedy samotny wejdzie w nowy związek, to dopiero wtedy otrzyma pomoc Kościoła. Zresztą tak jest w przypowieści o synu marnotrawnym.  Synek siedzący w domu usłyszał: dziecko, wszystko moje jest twoje, weź sobie co chcesz i nie zawracaj głowy, jestem zajęty tym, który raczej ma mnie w nosie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 08:12:15 | 2013-10-15
Zastanawiam się co Kościół powinien zrobić, aby do rozwodów nie dochodziło

Nie robi nic, ponieważ większość kat6olików nie wierzy w życie Sakramentalne. Ślub jest traktowany, jako piękna, nic nieznacząca uroczystość.
Ale wielu dokładnie tak samo traktuje choćby chrzest.  Skoro ważnym problemem jest przy chrzcie wykluczanie kogoś z roli świadka, to widać już upadek i tego Sakramentu.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook