O Mszy świętej z modlitwą o uzdrowienie

Zygmunt Kwiatkowski SJ

Msza jak Msza, a jednak inna. Czy to znaczy lepsza? Czy w ogóle można mówić, że jakaś Msza jest lepsza od jakiejś innej Mszy? Pewnie nie i pewnie tak, zależy, czy się mówi o jej istocie, czy też o warunkach i okolicznościach, w jakich jest odprawiana.

 

Olbrzymi parking przykościelny już drugi raz zapełnił się po brzegi. Pierwszy raz w niedzielę, drugi raz w poniedziałek. Rejestracje samochodów są miejscowe, ale sporo jest również tych z innych województw. Olbrzymi kościół jezuitów pęka w szwach. Duże ekrany pozwalają wszystkim śledzić teksty pieśni oraz widzieć to, co dzieje się w prezbiterium.

 

Msza święta z modlitwą o uzdrowienie odprawiana jest dwa razy, tylu jest chętnych. Dwie Msze odprawiane raz w miesiącu, trwa to już ponad 10 lat, a w ogóle "Msza o uzdrowienie" - jak ją się powszechnie nazywa - liczy już sobie ponad 20 lat, a jej powodzenie nie słabnie.

 

Warto powiedzieć, że ta Msza trwa ponad dwie i pół godziny, a po ludziach, którzy z niej wychodzą, nie widać zmęczenia. Przeciwnie, wierni są wyraźnie ożywieni i rozluźnieni.

 

Od początku Mszy zwracała moją uwagę świetna muzyka i doskonały śpiew, tak doskonały, że uczestniczył w nim cały kościół.

 

Wzruszający był dla mnie zapał, z jakim niektórzy ludzie łączyli śpiew z dziecięcą niemal gestykulacją, oddając się mu z niekłamaną gorliwością wiary. Nie zauważyłem przy tym żadnej presji, zarówno ze strony animatorów jak i uczestników liturgii, by się w określony sposób zachowywać, by na przykład klaskać albo od klaskania się powstrzymać.

 

Każdy uczestniczył we wspólnej modlitwie tak, jak chciał, jak mu to było wygodne i nie był z tego powodu źle odbierany. To samo dotyczyło fenomenu modlitwy językami, który powoduje nieraz zamieszanie we wspólnocie modlitewnej. Ten rodzaj modlitwy, owszem, pojawił się w którymś momencie i znikł tak, jak przyszedł, czyli bardzo dyskretnie. Zauważyłem również, że bardzo dobrze były odbierane świadectwa, na które reagowano spontanicznymi oklaskami, tym głośniejszymi im świadectwo było bardziej ciekawe lub dramatyczne. Stanowiło ono okazję dla tego, kto je składał, do podziękowania Bogu za otrzymaną łaskę oraz podzielenia się swoją radością z zebranymi.  

 

Momentem pełnym duchowej treści była modlitwa o uzdrowienie, której towarzyszyło nałożenie rąk na głowę lub ramiona osoby, za którą się modlono, oraz adoracja Najświętszego Sakramentu w formie procesji eucharystycznej połączonej z błogosławieństwem. Dopełnieniem tego obrazu były dla mnie liczne spowiedzi, których udzielało kilku księży.

 

Nasunęła mi się w związku z tą Mszą świętą refleksja, że mamy tutaj do czynienia z poważnym wydarzeniem religijnym, na które warto zwrócić uwagę, tym bardziej, że Msza ta nie jest promowana przez media - nie jest zatem ich tworem i nie im zawdzięcza swoje długie trwanie i rozwój.

 

Godnym podkreślenia jest również fakt, że pomimo swojej wyjątkowości, jeśli idzie o formę, Mszy towarzyszy spokojna aura autentycznej modlitwy, w której zachowana jest równowaga pomiędzy elementem emocjonalnym, a racjonalnym, a nawet intelektualnym, gdy mowa o wygłaszanych refleksjach, komentarzach i homilii.

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.73

Liczba głosów:

40

 

 

Komentarze użytkowników (42)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~marios 11:59:50 | 2013-10-17
Polecam takie msze z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie takie spotkania naprawdę pogłębiają wiarę i pozwalają odczuć obecność Pana Jezusa. Kiedy pierwszy raz przyjechałem na taką mszę do Gorzkowic(archidiecezja częstochowska) to normalnie nie wiedziałem co mam myśleć jak się zachować,kiedy usłyszałem te krzyki,płacze,szlochanie,uzdrowienia to nie chciałem wierzyć że coś takiego może mieć miejsce. Kiedy nastąpiła przerwa to chciałem uciec miałem strachi lęk w oczach. Potem jednak postanowiłem pojechać drugi raż ,treci,czwarty............ Teraz nie mam z tym żadnego problemu bo wiem że spotkam tam prawdziwie zmartwychwstałego Chrystusa.

Oceń 3 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Alex 22:54:06 | 2013-10-12
Na takiej Mszy ( kościół Św. Józefa, Częstochowa) zostałam w ubiegłym roku, w marcu uwolniona z nałogu nikotynowego, zabrano też ode mnie skłonność do ezoteryki i innych złych skłonności. Bóg mnie poskładał na nowo, właśnie tam, chociaż żyłam w przekonaniu, że o mnie zapomniał. Nie zapomniał, czekał na mnie.. Jak tam jechałam byłam "niby chrześcijanką", niewiele mi brakowało do ateistki. Tym bardziej, że kilka lat tkwiłam w związku z ateistką. W latach wczesnej młodości przeczytałam nawet Biblię Szatana. W moim życiu było dużo zabawy, alkoholu, seks. Prowadziłam wiele lat byle jakie życie, kościół dla mnie był od święta. Miałam zupełnie inny światopogląd i tylko z powodu rodziny byłam wciąż oficjalnie katoliczką. Ta msza, ta noc,  z 17 na 18 marca pozwoliła mi narodzić się na nowo. Odzyskałam wiarę, spokój, a miałam wtedy bardzo trudne chwile w życiu zawodowym i osobisty.
Zachęcam do takich mszy...mogą zmienić życie każdego nas....

Oceń 3 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~wściekły_wariat 22:14:46 | 2013-10-12
Do : Wsciekly_wariat
A byles u lekarza? Moze to schizofrenia?

...Nie byłem i nie mam zamiaru, bo nie stać mnie na prywatną wizytę.
A z NFZ'u to mnie potraktuje jak stereotypowego nieszczęśliwego biedaczka - pokiwa głową, zapisze jakieś mózgotrzepy w tabletkach na receptę i tyle.
Albo od razu wyśle mnie do tworek na obserwację kilkutygodniową.

Zacznijmy od tego, że do dyskomfortu a nawet załamania psychicznego przyczyniają się fatalne warunki życiowe, jak problemy finansowe.
Ja właśnie od dziecka takie warunki mam, z chwilowymi zmianami na lepsze, przez co nie mogę żyć jak moi koledzy (którzy notabene nie są zamożni, tylko przeciętni ale nie mają takich problemów jak ja, mają o niebo lepiej).
Teraz powolutku się to zmienia ale nadal jest ciężko.

Proszę zobaczyć tutaj -> http://en.wikipedia.org/wiki/Maslow%27s_hierarchy_of_needs im mniej z tych potrzeb jest zaspokajanych, tym dany człowiek czuje się coraz mniej komfortowo. I to nie proateistyczne, prohedonistyczne pieprzenie wariata, tylko fakt.

Sęk tkwi w życiu w godności i spokoju. Luksusy nie są potrzebne, bez tego można żyć, ale podstawowe potrzeby muszą być zapewnione.

Wiara jest ważna, bardzo ważna. Sam to czuję, że lepiej mi gdy się pomodlę, i za siebie i innych ludzi. Ale gdy któryś rok z rzędu ma się nóż na gardle, nie jest wesoło.

Dlatego rada dla Was ludzie: Ora et labora.
Pamiętajcie o modlitwie, ale nie zaniedbujcie swoich prac.

Walczcie o lepsze życie dla siebie i swoich bliskich, nie poddawajcie się presji społeczeństwa i zawistnych rzezimieszków.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mamaIzaaka 20:39:10 | 2013-10-12
Do : Wsciekly_wariat
A byles u lekarza? Moze to schizofrenia?

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Tomek 20:03:12 | 2013-10-12
@do kolegi niżej
Zamiast odganiać demony modlitwą, zacznij się modlić całym sobą do Boga. A do kościoła to nie idziesz tylko po to żeby być, ale na spotkanie z Jezusem. Więc odrzuć te płytkie konwenanse, a popłyniesz w modlitwie.
Poszukaj dobrego spowiednika, takiego który po spowiedzi się za ciebie pomodli jeszcze, jak by co to się upominaj o modlitwe. Znajdź też trzy osoby które się będą za ciebie modliły. Szukaj wstawiennictwa, także wstawiennictwa   Maryi, aniołów, świętych. Święci to nie są postacie na obrazkach, ale realni i skuteczni pomocnicy w trudnych sytuacjach.
Trzymaj się.

Oceń 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~wściekły_wariat 17:31:38 | 2013-10-12
[...] Wiele razy podczas błąkania się po korytarzach liceum miałem czarne myśli że chciałbym być demonem i torturować ludzi w piekle, żeby w ten sposób zamanifestować swój zły stan duszy i psychiki.
Wiedziałem że jakbym znalazł się w piekle, to byłby to mój koniec, ale nadal coś podsuwało mi myśli, ze byłbym tylko wyłącznie oddalonym od Boga renegatem pogrążonym w melancholii, ale nic poza tym nie groziłoby mi. No i byłbym supersilny i dominujący.

Często nadal bluźnię w myślach, choćby w czasie modlitw. Nawet nie raz wydaje mi się, że to ja sam przeklinam na Boga, np. przekrecając słowa modlitwy tak, żeby była obraźliwa dla Boga i Jego Świętych. Czasem ten "inny" głos albo podszywa się pod moje mysli albo po prostu zaczyna mi narzucać swoje słowa - tego jeszcze nie umiem pozbyć się, mimo że latam od września niemalże codziennie do kościoła i się spowiadam, przyjmuje Eucharystię i zmawiam jedną część Różanća, Koronkę do Miłosierdzia Bożego, Anioł Pański i kilka innych modlitw.

Czasem też wydaje mi się jakby rozmawiał z Bogiem i po niektórych odpowiedziach na moje pytania słyszę szyderczy śmiech w głowie, tak jakby ktoś mówił do mnie telepatycznie.

Niby nie jestem niebezpieczny dla otoczenia, bo boję się z innymi bić - boję się konsekwencji. Ale dla siebie czasem jestem, jeśli długo się nie modlę lub nie próbuję się uspokoić.

Nie chcę mieć napadów szału ani innych psychoz, ale nie chcę też latać dzień w dzień do kościoła jak jakiś zdewociały pomyleniec.
Chcę wieść normalne spokojne życie.

Ale i tak polecam Mszę Świętą z Modlitwą o Uzdrowienie. Tyle.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~wściekły_wariat 17:30:40 | 2013-10-12
[...] Wtedy też zaczynam porzucać swoje ambicje, aby się uczyć i pracować nad sobą, aby być kiedyś uczciwym, wykształconym i zamożnym człowiekiem i po prostu mam wszystko gdzieś.

Ja takie napady agresji miałem już kiedyś, bo pod koniec gimnazjum i na początku liceum miałem przez ponad rok depresję - czułem się samotny, niekochany i nielubiany, bo rzeczywiście, nigdy nie miałem oddanych przyjaciół i nadal nie mam, z tym że teraz mam lepiej bo mam perspektywy na przyszłość no i zacząłem wierzyć.

Kiedyś też występowałem w filmach porno (z pełnoletnimi kobietami, zarówno ja jak i moje partnerki znaleźliśmy się tam z własnej woli) - w taki sposób straciłem prawictwo, przed kamerą - przez prawie dwa lata, ale porzuciłem to niedawno. Z przyczyn ekonomicznych oraz duchowych.
Nagle zachciało mi się wierzyć, więc postanowiłem spróbować się nawrócić, ale też mało płacili i rzadko mnie brali do tych filmów - a żyć z czegoś trzeba, pieniądze na drzewach nie rosną.
Powiem szczerze - jeśli mógłbym posiąść codziennie wiele takich pięknych i łatwych kobiet jakie występują w zagranicznych filmach porno i zarabiać więcej, nie wiem czy tak łatwo wyszedłbym z tej branży.
Ale wciąż ciągnie mnie do seksu, chciałbym poromansować, choć jednak wolę żyć w czystości, modlić się i dbać o rozwój osobisty. Ale pokusa często bywa za silna.
Często przed snem i nad ranem kiedy budzę się, zaczynam czuć rozdrażnienie, że nie mogę kochać się z piękną kobietą. Wkurwia mnie to niemiłosiernie.
Seks przeplatany romantyzmem i perwersją to straszna broń diabłów przeciw ludzkości. Szczególnie jeśli owa nieczystość idzie w parze z pieniędzmi i władzą.
Takiej dawki pokusy nie da się wytrzymać bez szczególnej opieki Boga.

I tak mam szczęście że nigdy nie miałem zamiaru targnąć się na życie albo że nie zabiłem kogoś lub nie wszedłem w towarzystwo ćpunów i degeneratów - choć mam takich wśród dalszych znajomych. [...]

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~wściekły_wariat 17:28:32 | 2013-10-12
Polecam od siebie Mszę Świętą z Modlitwą o Uzdrowienie. Byłem już dwa razy i jestem wyjątkowo zadowolony.

Pierwszy raz to było gdzieś w czerwcu tego roku (2013 roku) i podczas Mszy prosiłem o łaskę spokoju duszy i umysłu - często z byle powodu wpadałem w furię. Tak naprawdę sam się w nią wpędzałem, np. myślami odbiegałem w sytuacje w których  jacyś moi znajomi (lub nieznajomi), zaczynają cwaniakować podczas rozmowy ze mną i chcą ode mnie coś wyłudzić, lub mnie wykorzystać albo przekabacić na bycie ich przydupasem.

Wtedy to się zaczynało się. Wyobrażałem sobie że zaczynam odpierać ich cwaniackie argumenty swoimi, mocniejszymi, potem oni zaczyną używać na mnie przemocy psychicznej i fizycznej a ja sie bronię i zaczynam sam (!) stawiać wielu na raz opór i ostatecznie wygrywam z nimi, bijąc ich niemiłosiernie, czasem okradając "za karę", że chcieli mnie oszukać i zgnoić.

Podczas takich napadów agresji zaczynam cały się spinać, zaciskać zęby, grymas agresji wykrzywiał mi twarz. Robiło mi się gorąco, czułem zwiększone tętno w klatce piersiowe, głowie i serce strasznie szybko mi łomotało. Poza tym zaciskałem wtedy pięści i mam ochotę na prawdę w coś uderzyć lub kogoś poturbować.
Po tamtej mszy, kilka minut po wyjściu z parafii poczułem ulgę - niezwykly spokój w sercu, ulgę jak po masażu ciała i duszy. Czułem błogość i luz, miałem 100% pewność że jestem bezpieczny, zdrowy, że będę długo żył, dobrze zarabiał, miał pełną lodówkę - ogólnie że zawsze będzie w życiu mi dobrze.

Po miesiącu znów to się zaczęło, ale tym razem już wiedziałem jak sobie z tym radzić - modlitwą, spowiedzią i Eucharystią.

Co prawda w pewnym sensie jestem teraz jak "niewolnik", bo jeśli nie me mnie w kościele dłużej niż dwa dni to znów zaczynam być atakowany: wyuzdane fantazje erotyczne i pociąg do nieczystego seksu (marzę wtedy o orgiach itp.), oglądanie pornografii, napady agresji i zniechęcenie do modlitwy i chodzenia do kościoła. [...]

Oceń 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Zygmunt Kwiatkowski 23:04:43 | 2013-10-10
Szkoda, ze nie umiemy wykorzystac szansy naszej roznorodnosci, tego ze posiadamy rozne zyciowe doswiadczenia, rozna wrazliwosc, rozne wychowanie.... Szkoda, ze nie potrafimy wykorzystac tej roznorodnosci aby wzbogacic sie wzajemnie rowniez tym co nas rozni. Szkoda, ze tak latwo i tak grubiansko negowana jest zasadnicza prawda o tym, ze drugi czlowiek, chociaz rozni sie ode mnie, jest przeciez czlowiekiem. Szkoda, ze nie daje sobie samemu szansy aby sie stac bardziej czlowiekiem. W ten sposob tracimy wszyscy.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Amandir 23:11:46 | 2013-10-08
Najważniejsze jest, aby w modlitwie szukać Boga, a nie "fajerwerków". I myślę, że to całkiem dobrze może podsumować kilka poruszanych tu problemów :)

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?