Mobbing trzeba udowodnić

Małgorzata Bilska

Burza medialna wokół ks. Wojciecha Lemańskiego nie cichnie. Jej absurdy i przekłamania, częściowo oddaje tekst Aliny Petrowej-Wasilewicz pt. "Ksiądz Lemański - anatomia rozegrania konfliktu", jaki ukazał się w KAI. Media wałkują temat nie dlatego, że jest "sezon ogórkowy" i nie ma o czym pisać. Trwa ostra walka - zakulisowa i jawna - o pozytywne rozpatrzenie odwołań księdza w Watykanie.

 

Czyż tam nie dotrze oburzenie opinii publicznej, nie przejmą się groźbą wystąpienia z Kościoła katolików, dla których ks. Lemański staje się jedyną ikoną dialogu i sprawiedliwości, stawiając "bohaterski opór" opresyjnym strukturom instytucji w osobie abpa Henryka Hosera?

 

Tekst Aliny Petrowej-Wasilewicz wyrywa z medialnego matriksu. Zachęcił mnie do refleksji:

 

1. Jak to się stało, że osoba, która złem zwalcza zło, publicznie okazuje arogancję, bezczelność i brak szacunku dla drugiego człowieka, obiektywne kryteria etyki rozmienia na subiektywną empatię - i to stosowaną głównie  wobec osób łamiących chrześcijańskie wartości i normy (Nergala, apostatów, kochanek księży, osób stosujących in vitro itd. itp..) wyrasta na jedynego prawdziwego chrześcijanina w kraju? Brak empatii boli. Ale miłosierdzie zredukowane do empatii wobec zranionych przez Kościół to karykatura Objawienia.

 

2. Jakim cudem ktoś, kto, co prawda, wiele wniósł do dialogu chrześcijaństwa np. z judaizmem ale za nic ma dialog wewnątrz własnej wspólnoty, staje się gwarantem społecznego dialogu?

 

To przypadek bez precedensu. Dobrą ilustracją matriksu jest dla mnie list otwarty, który powstał w sieci w obronie księdza. Nie znamy autorów, ale adresatem jest Mauro Piacenza, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa w Kurii Rzymskiej. List podpisało kilka tysięcy internautów -   wierzących i (sic!) niewierzących (proporcje nieznane), które naciskają na zmianę decyzji abpa Hosera, bo odsunięcie ks. Lemańskiego "od kapłaństwa i działalności publicznej przyniosłoby znaczące szkody nie tylko wizerunkowi Kościoła, ale i dialogowi społecznemu w naszym kraju." O dobry wizerunek Kościoła walczy portal tok.fm, który ów list promuje. Drugi kosmiczny odlot to artykuł Jarosława Mikołajewskiego "Walka o Kościół" w "Gazecie Wyborczej" z 12 lipca, w którym autor ostrzega Kościół, że jeśli nie postawi na ks. Lemańskiego, to straci na tym równie katastrofalnie, jak pół wieku temu, gdy nie słuchał krytyki Piera Paola Pasoliniego. Dla niewtajemniczonych - Passolini: pisarz, poeta i reżyser, gej, komunista, który sięgał do tematyki biblijnej, interpretując ją zgodnie z wyznawanymi wartościami.

 

Jak to ogarnąć? Wbrew temu, co sugeruje Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny "Więzi", który przyjął rolę "medialnego cienia" ks. Wojciecha Lemańskiego, łagodząc, wyjaśniając, tłumacząc, robiąc dobre wrażenie - w tym prostując pomówienia (natychmiast po proboszczu z Jasienicy wydał oświadczenie dementujące jego sugestie, że padł ofiarą molestowania seksualnego hierarchy, który teraz chce mu zamknąć usta zakazami) - rzecz nie jest aż tak złożona. Ks. Lemański ma nietuzinkowy dar wchodzenia w konflikty, nie tylko z przełożonymi. Przyczyny są banalne:


1. jego "trudny charakter", który sam Nosowski, a zna go od lat, opisuje na blogu tak: przewrażliwiony na swoim punkcie; kiedy doznaje krzywdy (obiektywnie lub subiektywnie, patrz - przewrażliwienie), to "nie pozostaje dłużny" (tzw. mściwość?), uparty; podejrzliwy; bezlitosny w krytyce; nie ma oporów we współpracy z antykościelnie zorientowanymi mediami (wg Nosowskiego jest oczywiście ich ofiarą: "daje się wykorzystywać");


2. jego radykalne zaangażowania w dialog z judaizmem i innymi ofiarami dyskryminacji, który jest godzien uznania, ale z dwoma uwagami. 1. Słuszna wrażliwość na niedopuszczalne żarty o Żydach może działać tak, jak reakcja feministek na żarty o blondynkach. Niechęć do radykalnych feministek nie oznacza, że jest się mizoginem. 2. Piękna karta dialogu z "Innym" ma się nijak do dialogu z członkami własnej wspólnoty. Co z tego, że ktoś ma świetne relacje z "sąsiadami", skoro u niego w domu wciąż wybuchają awantury na całą okolicę?

 

Dlaczego część opinii publicznej wierzy, że ksiądz jest tylko ofiarą prześladowań ze strony ludzi Kościoła? Cokolwiek powie lub zrobi - z niemoralną insynuacją czy pomówieniem na czele - ma  usprawiedliwienie. Wyrozumiałość dla jego zachowań jest równie wielka, jak brak zrozumienia dla abpa Hosera. Ksiądz kreuje się w mediach na niewinną ofiarę: opowiada o poczuciu krzywdy, niesprawiedliwości, cierpieniu i traumie. Że ONI szukają haków. Odmawiają porozumienia. Zmuszają go do biegania po telewizyjnych programach. Druga strona milczy. To błąd wizerunkowy, ale czy naprawdę tak łatwo można ludziom wmówić, że dwa i dwa to pięć? Sporo informacji burzy mit niewiniątka. Choćby taka. Nosowski w "Kalendarium wydarzeń" w "Tygodniku Powszechnym" z 21 lipca br. pisze:


"W 2009 roku przyjechała do Jasienicy czteroosobowa komisja z kurii. [...] Atmosfera musiała być bardzo napięta, bo Lemański nie wytrzymał i opisał rozmowy z wizytatorami w internetowym felietonie. Po otrzymaniu krytycznych uwag przeprosił za upublicznienie sprawy i usunął felieton z sieci." Ks. Lemański ma wybiórczą pamięć. Z oświadczenia kurii wiemy, że 15 grudnia 2009 r. napisał do abpa Hosera skargę na "przełożonych diecezjalnych i dekanalnych" (nie była to jedyna skarga skierowana na swoich szefów do ich szefa), co było przedmiotem spotkania 4 stycznia 2010 r.. Wtedy miało paść pytanie o obrzezanie. To znaczy, że emocje eskalowały co najmniej od miesiąca, a spotkanie było trudne. Jedna osoba ma prawo "nie wytrzymać", druga nie? Władzę trzeba odhumanizować? A co z papieżem?

 

Nie znam ani jednej osoby, wierzącej czy niewierzącej, która rozmowy w cztery oczy z szefami, korespondencję służbową czy słowa wizytatorów upubliczniałaby w środkach masowego przekazu. U proboszcza z Jasienicy to norma. Lubi powoływać się na papieża Franciszka. Papież ma pełne prawo krytykować podwładnych. Czy wytyka im błędy i wady po nazwisku, w mediach? Nie słyszałam.
 
Pozytywny wizerunek (i wiarygodność) ks. Lemańskiego stoją na autorytecie  przyjaciół, którzy sami są już... stroną "walki o Kościół" - jako Kościół Otwarty. Zuzanna Radzik i Zbigniew Nosowski uważają, że padł ofiarę mobbingu. Mobbing jest formą przemocy. To kluczowa kwestia, bo wraz z takim zarzutem kończy się rozmowa o symetrycznym konflikcie podwładnego z przełożonym, za który odpowiedzialni są obaj. Jest czarno-biały podział na sprawcę i ofiarę. Mobbing oznacza terror psychiczny: szykany, upokarzanie, poniżanie, ośmieszanie, zaniżanie samooceny, zastraszanie itd. - w komunikacji "nie wprost". Czy według  obiektywnych kryteriów był to mobbing? Nikt tego nie wie! W Kościele brakuje procedur, które pozwoliłyby to stwierdzić. Prawo pracy dopiero od niedawna karze za mobbing, ale trzeba go udowodnić. W szkole, pełnej przemocy rówieśniczej, mobbingu jest mnóstwo - nie jest karalny. Tu zostajemy w sferze insynuacji i pomówień. Z mojej perspektywy jako osoby, która przez kilkanaście lat zajmowała się profilaktyką agresji w szkole, a okazjonalnie i mobbingiem w pracy, pojawiają się wątpliwości.

Po pierwsze, proboszcz sam atakuje "nie wprost", a ofiary nie są dobre w subtelnym ataku. Ich obronne prowokacje, jeśli występują, są nerwowe, kompulsywne. Zastanawia mnie na przykład fakt, że to ks. Lemański wywołał temat ludobójstwa w Rwandzie, za który media potępiają jego oponenta. Czytając teraz wpis na blogu ks. Lemańskiego "Zły duch" sprzed pięciu miesięcy nie widzę bezosobowych "braci i sióstr", przy których proboszczowi z Jasienicy "zimny pot przerażenia zrasza czoło", a konkretną osobę arcybiskupa. Czy nie była to gra sugestii i aluzji, skierowanych do konkretnego odbiorcy, misjonarza z Rwandy? Nie wiem. Ale ksiądz potrafi w ten sposób uderzyć, co pokazał oskarżeniem o molestowanie. To było zagranie mistrza.

 

Ofiarami mobbingu bywają nie tylko podwładni, lecz i przełożeni.

 

Po drugie, te konflikty znacznie wykraczają poza dekanat tłuszczański, który ma być zbiorowym mobberem. Dwa przykłady z brzegu (było więcej, np. awantura z Robertem Mazurkiem o wywiad w "Rzeczpospolitej"):


1. spektakularna kłótnia z Szymonem Hołownią o zmanipulowane badania na temat kochanek księży w "Newsweeku", o czym pisałam rok temu ("O co chodzi księdzu Lemańskiemu?"). Ksiądz nie miał racji, ale kierując się empatią zamiast obiektywną wiedzą (jako socjolog o badaniach wiem dużo więcej od niego) stanął po stronie "Newsweeka", publicznie "kopiąc leżącego" już za drzwiami redakcji katolickiego publicystę;


2. butny i arogancki w tonie list (sic!) otwarty do bpa Meringa z 2011 r., w którym bronił ks. Adama Bonieckiego. Krytykę sformułował tak: "Nie żyję na tym świecie tak długo, jak ksiądz biskup, ale pamiętam jeszcze akcje publicznego piętnowania w naszym kraju osób uznanych za godne pogardy, i publicznego odcinania się od owych napiętnowanych przez tak zwane autorytety." A dalej: "Wszystkich dotkniętych treścią listu otwartego, jaki wystosował ksiądz biskup do księdza Bonieckiego, zarówno tych wymienionych z nazwiska, jak i poruszonych jego lekturą przepraszam w imieniu Kościoła. A tak na zakończenie, w Chełmnie nad Nerem, w diecezji powierzonej trosce księdza biskupa, szatan pozostawił straszliwe ślady. W tamtejszym kościele hitlerowscy oprawcy przetrzymywali przed śmiercią tysiące Żydów, zanim nazajutrz zamordowali ich w samochodach śmierci. Odwiedzałem ten kościół wiele razy i nie znalazłem żadnego śladu piętnującego to straszliwe dzieło szatana. Do dzieła, księże biskupie."


Ofiary mobbingu - zastraszane, szykanowane, poniżane, izolowane, w dużo krótszym czasie niż kilka lat sypią się psychicznie, tracą pewność siebie, popadają w depresję, stają się niezdolne do pracy, wymagają specjalistycznej pomocy terapeuty. Oczywiście mogę się mylić. Nie znam sprawy z bliska, tu trzeba diagnozy psychologa terapeuty. Ale może mój dystans jest więcej wart, niż subiektywna ocena przyjaciół uwikłanych w spór?

 

ANEKS: 12 lipca br. o. Wiesław Dawidowski OSA nagle zrezygnował z bycia współprzewodniczącym Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, a nawet członkiem Rady. W ślad za nim poszli Barbara Sułek Kowalska - członek Zarządu i ks. Henryk Romanik - członek Rady (ich nazwiska nadal figurują na stronie Rady). Nie wydali oświadczenia, odmawiają komentarza wobec doniesień medialnych, które uparcie łączą to z podpisaniem oświadczenia popierającego ks. Lemańskiego. Ostatecznie wydał je sam Stanisław Krajewski, współprzewodniczący ze strony Żydów. Wiem wystarczająco dużo na ten temat, by powstrzymać się od komentarza. Dla dobra dialogu. Ale jeśli autentyczni ludzie dialogu i służby (nie - biernego posłuszeństwa) podejmują takie decyzje, to pora się zastanowić, czy przyszły Kościół ks. Lemańskiego naprawdę wyzwala?

 

O. Dawidowski w piśmie z rezygnacją skierowanym do Rady pisał: "Dalej będę głosił Słowo Boże w duchu poszanowania dla Żydów, pracował na rzecz Sprawiedliwości i Pokoju, promował afirmację nauki Soboru Watykańskiego II wyrażoną m. in. w "Nostra Aetate". Nic nie jest w stanie zawrócić mnie z drogi dialogu."

 

ZAKOŃCZENIE: Czy o. Dawidowski OSA znajdzie się na okładkach tabloidów jako duszpasterz cudzoziemców i imigrantów? Raczej nie. Za dialog nikt nikogo nie daje na okładki. Trzeba się zasłużyć. Za sam dialog nikt w Kościele nie pada ofiarą kilkuletniego mobbingu. Jeśli w ogóle słowo mobbing ma tu sens.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.59

Liczba głosów:

98

 

 

Komentarze użytkowników (128)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~prawda wyzwala? 14:23:41 | 2013-08-01
Nie pochwalam zachowania "naczalstwa" Tygodnika Powszechnego odnosnie do pallotyńskich listów. Moze jakiś wpływ na te sytuacje miała nastepujaca wówczas zmiana na stanowisku naczelnego?


Natomiast sami pallotyni bynajmniej nie potępiają "w czambuł" ksiązki Tochmana, oto fragmenty opinii kilku z nich:

O tym, co stało się w Rwandzie w 1994 roku, będzie się zapewne mówić i pisać bardzo długo, i bardzo różnie. Zawsze znajdą się tacy, którzy będą chcieli tym manipulować. Dlatego tym bardziej potrzebny jest nasz głos w tej sprawie. Być może dziś mści się to, że mało kto chciał o tym mówić, że zasłaniał się brakiem czasu, czyimś nastawieniem czy własnym lękiem: „nie ma się czym chwalić”. Wybieranie milczenia w tej kwestii, nie jest najlepszym rozwiązaniem, tym bardziej dzisiaj, na tle innych bolączek Kościoła. Paradoksalnie więc, lepiej jednak, że ta książka jest, niż gdyby jej nie było.

Ks. Stanisław Stawicki SAC,


Myliłby się ten, kto sądzi, że zniechęcam do lektury książki. To, że jest politycznie poprawna, jej nie dyskwalifikuje. Trzeba tylko o tym wiedzieć, biorąc ją do ręki. Owszem, trzeba ją przeczytać, jeśli chcemy zrozumieć Rwandę. Ona doskonale opisuje martyrologię Tutsi. W książce jest może tylko kilka faktów, których interpretacja dokonana przez Tochmana budzi wątpliwości. Jest jednak jedna ważna rzecz: nie można się dać „obezwładnić moralnie”. Na współczesną historię Rwandy trzeba patrzeć nie tylko przez pryzmat kwietnia 1994, ale również przez pryzmat tego co działo się po 1994 roku. Nie można zatrzymać się na książce Tochmana, na pewno nie powinna być ostatnią, którą czytamy o Rwandzie.

Ks. Jerzy Limanówka SAC

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~róbmy papieski raban 12:35:55 | 2013-08-01
@ prawda wyzwala?
  Ks. Boniecki był uczciwy wobec pallotynów? Oni zarzucają mu jednostronność. Ks. Stanisław Sawicki SAC opisuje ze szczegółami kontakty z Tygodnikiem:
http://pallotyni.pl/wydarzenia/1-aktualnosci/458-rwanda-czy-pallotyni-milczeli.html
      O jakiej prawdzie mówimy?
Protest pallotynów wobec ks. Bonieckiego w sprawie książki Tochmana jest na blogu ks. Isakowicza Zaleskiego z 2011 roku
http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=4404
   Ks Zaleski też miał zakaz wypowiedzi, przyjął go i mu cofnęli.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~prawda wyzwala? 13:23:28 | 2013-07-31
Czy to mozliwe, aby  Hoser nie słyszał o powołanym pod auspicjami ONZ Miedzynarodowym Trybunale Karnym  dla Rwandy?

Czy to mozliwe, aby nie słyszał o wyroku dozywocia dla katolickiego księdza Seromby?


http://www.niedziela.pl/wiad.php?p=200803&idw=224

Tymczasem w niedawnym wywiadzie dla KAI powiedział:

Nie znam żadnego księdza, któremu by udowodniono zabicie kogokolwiek.


http://system.ekai.pl/kair/?screen=depesza&_scr_depesza_id_depeszy=478661&_tw_DepeszeKlientaTable...

Jaki to ma związek z ks. Lemańskim?
Może właśnie Lemański dostał karę zakazu wypowiedzi w mediach, bo napisał 5 miesięcy temu o Rwandzie?
Wcześniej podobnego "zaszczytu" dostapił ks. Boniecki (rozmawiał na ten sam niewygodny temat z Tochmanem)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 09:56:30 | 2013-07-31
@Róbmy raban – oczywiście, że można cytować i cytować. Tylko warto przy tym podawać źródła cytatów. To o stowarzyszeniu pochodzi ze strony tego stowarzyszenia.
Ale naprawdę, jak się interesujesz misjami, porozmawiaj osobiście z misjonarkami lub misjonarzami z Afryki. Często pielgrzymują po Polsce szukając wsparcia i duchowego i materialnego.

Ich świadectwo wynika z faktu, iż nie odbywają podróży do Afryki, nie zbierają materiałów do książek, tylko tam żyją.
Żyją latami, znają problemy tych ludzi i starają się im pomóc, nie tylko karmiąc i lecząc, ale także, a może przede wszystkim ucząc kształcąc. Tak, aby kolejne pokolenia mogły samodzielnie się wyżywić i utrzymać.
Wielkim, także pallotyńskim dziełem jest przykładowo „Adopcja Serc na Odległość” – czyli wielka pomoc dzieciom w tym także w ich kształceniu i usamodzielnianiu, wyjściu z zaklętego kręgu biedy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~róbmy raban 09:23:46 | 2013-07-31
Czy ja napisałem, że Pallotyni na misjach zajmują się jedynie głoszeniem Ewangelii?

Czy ja napisałem, że to są pytania autorstwa ks.Lemańskiego?

Te pytania postawił kilka lat temu abp. Hoserowi Wojciech Tochman. O ile wiem, nie uzyskał  zgody na zacytowanie odpowiedzi. W niedawnym wywiadzie dla KAI abp. Hoser nie wzniósł się ponad ogólniki. "Jedyny konkret" w rozmowie z abp. Hoserem dotyczył ukrywania przez Watykan duchownych ludobójców, którzy zostali ewakuowani z Rwandy. - Hoser powiedział, że oni są w parafiach europejskich, ale przecież nikt im nie udowodnił udziału (sic!)


Czy Tochman siedzi w wygodnym fotelu zadając pytania i krytykując?

Był wielokrotnie w Rwandzie. Jest inicjatorem powstania Klubu HEBAN i koordynatorem jego działań

Klub HEBAN pomaga dzieciom we wsi  Nyakinama w północnej Rwandzie. We wsi mieszka około pięć tysięcy ludzi. Ich domy to najczęściej lepianki bez podłóg, okien i drzwi. Domy nie mają bieżącej wody, kanalizacji i prądu. Ludzie mieszkają w trudnych prymitywnych warunkach. Często chorują i umierają. Trapi ich stałe niedożywienie, malaria i AIDS.
Klub HEBAN wydaje we wsi Nyakinama codzienne posiłki dla trzech tysięcy dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym.

Nie wiem jak ks.Lemański wspiera misje, ja ograniczam się do modlitwy i skromnej ofiary. Właśnie na rzecz Pallotynów

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 08:24:01 | 2013-07-31
@róbmy raban - ale te pytania, częściowo rodem zresztą z piaskownicy, to nie zadał ks. Wojciech, tylko inny Wojciech.

Pallotynki i Pallotyni żyją na misjach, nie tylko głoszą Ewangelię. Poczytaj, porozmawiaj z nimi, to może, choć trochę zrozumiesz, czym są misje i jak wygląda życie w krajach Afryki. Na marginesie takie rozmowy z misjonarzami są bardzo pouczające i bardzo prostujące myślenie przeciętnego sytego i mającego wszystko pod ręką mieszkańca bogatej Europy.

Bo z wygodnego fotela w zamożnej (w stosunku do krajów Afryki to wręcz bardzo zamożnej) Polsce to łatwo jest krytykować i stawiać tysiące pytań.

Stąd zamiast takich pytań jak zacytowałeś, zadać trzeba sobie i innym pytanie, co robisz, aby wspomóc misje? Co zrobił ks. Lemański, aby wspomóc kraje misyjne?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~róbmy raban 15:07:40 | 2013-07-30
Dlaczego uwazasz temat Rwandy za niewygodny czy tabu. Czy Abp. Hoser ukrywa swój dlugoletni pobyt w Rwandzie?
A co ks. Wojciech osobiście zrobił w tym temacie? (poza pisaniem z bezpiecznej odległości)


Oczywiście, ze abp. Hoser nie ukrywa (niby jak miałby to zrobić?) swojego pobytu w Rwandzie. Głęboko wierze, że nie ma nic do ukrycia. Moja wiara graniczyłaby z pewnością, gdyby zechciał odpowiedzieć na choćby takie pytania:

1. Czy, a jesli tak, to dlaczego Kościół w Rwandzie faworyzował Hutu?
2. Czy postawa rwandyjskiego Kościoła mogła sprzyjać ludobójstwu?
3. Co w kwietniu 1994 roku stało się na Gikondo, które ksiądz świetnie zna?
4. Czy mieszkający tam Pallotyni mogli zachować się inaczej?
5. Czy mogli zachować się inaczej, gdy wrócili z ucieczki?
6. Czy katoliccy księża brali udział w ludobójstwie w 1994 roku?
7. Czy w latach dziewięćdziesiątych XX wieku w Rwandzie było jedno, czy dwa ludobójstwa?
8. Czy Kościół neguje ludobójstwo 1994?
9. Co księdzu wiadomo o ukrywaniu przez Watykan duchownych ludobójców?
10. Czy ksiądz arcybiskup pomagał w ich ewakuacji z Rwandy?
11. Dlaczego ksiądz do Rwandy już nie jeździ?

To nie ja uważam, ze temat ludobójstwa w Rwandzie jest tematem tabu.
Działalność misyjna nie jest domeną diecezjalnych księży - proboszczów. Natomiast Pallotyni zajmują się m.in. głoszeniem Ewangelii  w krajach misyjnych.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 10:07:57 | 2013-07-30
Ja rozumiem, że ks.Lemański mówi rzeczy niewygodne, dotyka tematu tabu, ale w czym zawinił pisząc:[...]

Dlaczego uwazasz temat Rwandy za niewygodny czy tabu. Czy Abp. Hoser ukrywa swój dlugoletni pobyt w Rwandzie?
A co ks. Wojciech osobiście zrobił w tym temacie? (poza pisaniem z bezpiecznej odległości)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~róbmy raban 09:19:27 | 2013-07-30
Ja rozumiem, że ks.Lemański mówi rzeczy niewygodne, dotyka tematu tabu, ale w czym zawinił pisząc:

http://wojciechlemanski.natemat.pl/51023,zly-duch

Czy przekroczył granice ortodoksji, dogmatów?
Czy duchowny nie może uzywac kontrowersyjnego języka, zadawać nieprzyjemnych pytań?

Czy Kościół w sprawie ludobójstwa jakie dokonało się w Rwandzie rzeczywiscie nie ma sobie nic do zarzucenia?

To nie Lemański był ponad 20 lat w Rwandzie, to nie Lemański był uczestnikiem Synodu Specjalnego dla Afryki w 1994, to nie Lemański był 2 lata wizytatorem apostolskim w Rwandzie (pod nieobecność nuncjusza) to nie Lemański był przez 10 lat  Przełożonym Regii Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego, jak również Przełożonym Konferencji Wyższych Przełożonych Instytutów Zakonnych i Stowarzyszeń Życia Konsekrowanego w Rwandzie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~róbmy papieski raban 20:29:27 | 2013-07-29
@ róbmy raban
jeśli tobie od razu kojarzy się Rwanda, to dobrze oddaje skalę zniszczeń, jakie w umysłach zasiał ks. Lemański. Nieprawdziwe oskarżenia uderzyły w cały Kościół, w cały zakon pallotynów a jemu i tak nie pomogły. Franciszek nie tego oczekuje. I naprawdę nie mówił do ks. Lemańskiego w Brazylii. :-) Tylko zwolennkom konfliktów szkodzących całemu Kościołowi tak się marzy :-)

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook