Z listów starego diabła

Konrad Kruczkowski

Trafiłem na historię nauczyciela religii, który postanowił opowiedzieć kilkuletnim podopiecznym o Złu. Nic nadzwyczajnego, ale katecheta posiłkował się mocnym i brutalnym dokumentem o Anneliese Michel, cierpiącej z powodu opętania Niemce. Fakt, że  nie został z miejsca spektakularnie rażony piorunem, jest kolejnym dowodem na to, jak cierpliwy i miłosierny jest Bóg. Ta sytuacja mówi jednak o czymś więcej. Mówi  o ludziach wierzących. O mnie też.


Zanim przejdę do sedna, czuję się w obowiązku do złożenia pewnej deklaracji. Tak, wierzę w niebo, piekło, anioły i  diabły. Moje przekonanie o istnieniu tych ostatnich jest dalekie od wizji istot z rogami, ogonem i kopytami zamiast stóp. Nie ma wiele wspólnego z zapachem siarki. Podobnie, jak nie ma nic wspólnego z definicją diabła jako odwiecznego zła, siły przeciwstawnej Bogu i rywalizującej z Nim na równi. W to nie wierzę i o ile mi wiadomo, mój Kościół tej wiary mi nie podsuwa. Nic, co zostało stworzone, nie może być na równi z Bogiem.


Wierzę za to, że diabły to zdeprawowane anioły, które nadużyły wolnej woli i stanęły w opozycji do Boga. To stworzenia, które opisać możemy tylko za pomocą znanych nam pojęć i obrazów, ponieważ ich pełne poznanie leży poza naszymi możliwościami. Na wiarę tę składa się jeszcze kilka innych przekonań, ale na chwilę obecną będzie to wystarczające.


Wspominam o tym, bo wiem, że znajdą się tacy, którzy zarzucą mi relatywizm, modernizm i tezę o pustym piekle, którego pewnie i tak nie ma. Nie dam się wam tak łatwo!


Teraz do sprawy. Straszenie piekłem, potępieniem i wizją wiecznych cierpień - choć ma swoje uzasadnienie - jest o tyle mało skuteczne, że niewiele mówi o Bogu. Budowanie wiary na fundamencie strachu u dzieci jest zwyczajnie okrutne.  W odniesieniu do ludzi dorosłych - po prostu nie działa.


Miałem szczęście. Wcześnie wytłumaczono mi, że dobre i uczciwe życie, które wynika ze strachu przed karą lub z troski o nagrodę, nie jest szczytem chrześcijańskiej dojrzałości. Owszem, nie jest może złe, ale jest niewystarczające. Bywa niebezpieczne: przy wierze opartej na nagrodzie i karze można nie mieć żadnej relacji z Bogiem, ale zachowywać jej wszelkie możliwe pozory. Z przyzwoitym życiem włącznie.


Za C.S Lewisem: jeśli postępujemy dobrze, z myślą o tym, że zyskamy nagrodę, a rezygnujemy ze zła, bo chcemy uniknąć kary, to nie różni się to wiele od zwykłej troski o zdrowie, czy od budowania zabezpieczenia finansowego na starość. Mamy tylko inną stawkę - tu gramy o wieczność.


Z takim założeniem, koncentrujemy się bardziej na sobie, niż na Bogu - na zasadach, a nie na relacji. Osobowy Bóg nie jest tu potrzebny. Równie dobrze można wierzyć w odwieczny porządek wszechświata, pradawną siłę sprawczą albo wielkie krzesło. Z tej perspektywy kusi mnie stwierdzenie, że w gronie praktykujących chrześcijan znaleźć możemy całkiem wielu ateistów.


Jest jeszcze coś. Taka forma myślenia - w oparciu o karę i nagrodę - nie przetrwa próby czasu. To może na krótko dać nadzieję lub wstrząsnąć na chwilę  - jak dokument o Anneliese. Później wracamy do tu i teraz. Poza nielicznymi wyjątkami koncentrujemy się na sobie.


Wiara wówczas ma sens i wtedy jest trwała, kiedy oparta jest na Bogu. Osobistej relacji z Nim, nie na nadziei lepszego życia jako rekompensaty i nie na karze, której nie sposób uniknąć.  Kto z Was, najgorliwiej deklarujących wiarę, może uczciwie powiedzieć, że zasługuje na niebo tu i teraz? Osobiście jestem od tego więcej niż daleki.


Powodem, dla którego o tym piszę, nie jest kiepsko ukierunkowana kreatywność nadgorliwego katechety. Strach przed karą bywa ścianą między ludźmi a Bogiem.  Kiedy ze wszystkich stron słyszymy o tym jak złe jest nasze życie (i nie mówię o sprawach dużej wagi), to naturalną reakcją jest albo bunt albo ignorancja. W praktyce spychamy temat Boga na boczny tor - na jakiś czas, albo zupełnie.


Dostrzegam ten schemat wśród ludzi, z którymi spotykam się na co dzień. Czasami, w ten czy inny sposób wystraszeni, odpowiadają atakiem. Na księży, na deklarujących konserwatywne poglądy polityków, katechetów, wyprawy krzyżowe, Radio Maryja… lista jest długa.


Nie chcę i nie zamierzam do tej ściany dokładać swoich cegieł. Nie twierdzę, że temat kary i konsekwencji należy przemilczeć w trosce o to, że można kogoś do Boga zrazić. To tylko druga strona tego samego medalu. Chodzi o proporcje. Parafrazując Kogoś, kto całkiem sporo wie o chrześcijaństwie: chorzy potrzebują lekarza. Diagnoza, choćby najbardziej trafna, nie pomoże.


PS: Tytuł tekstu i jasność deklaracji z pierwszych akapitów, zapożyczone ze świetnej, lekkiej książki C.S.Lewisa Listy starego diabła do młodego. Polecam.

 

 

Konrad Kruczkowski - mąż, syn, brat. Niedoszły teolog. Bloger. Tekst ukazał się pierwotnie na jego prywatnym blogu - haloziemia.pl

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.79

Liczba głosów:

80

 

 

Komentarze użytkowników (34)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Piotr Słowiński 09:26:00 | 2013-07-16
Wnioski, wydaje mi się, poprawne, ale dziwi mnie, że wyciągnięte akurat z 'Listów..' Lewisa, bo kojarzą mi się one bardziej z łagodnym oswajaniem z działaniemi złego, czyli implicite jednak z karą.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~nie-Krętacz 17:41:45 | 2013-07-15
a uzupełnieniem treści książki, z której zaczerpnięto tutuł artykułu niech będzie świadectwo ks. G.Amorhta " zapytałem podczas egzorcyzmu diabła, czemu od zawsze ma tą samą metode działania? Odpowiedział - bo to zawsze działa!"

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

rmolas 17:45:14 | 2013-07-13
sciezki Pana sa nieznane. A znam przypadki (konkretne osoby i ich historie), gdzie dopiero objawy dzialania zlego pokazaly, ze tylko Bog jest Zbawca! Dlatego stwierdzenie, ze "Budowanie wiary na fundamencie strachu u dzieci jest zwyczajnie okrutne.  W odniesieniu do ludzi dorosłych - po prostu nie działa." = fajnie brzmi, ale nie jest prawda. Do kazdego Pan dociera indywidualnie. Zgadzam sie, ze Pan jest miloscia, a nie strachem. Ale pierwsze iskry sa rozne. Wazne, by prowadzily do Pana.\\PS oczywiscie pokazywanie egz. A.M. kolkulatkom to masakra...mam nadzieje, ze ten katecheta zostal upomniany.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Egri 19:29:21 | 2013-07-12


Konrad pisz. Nie piszesz dla pozytywnych komentarzy.

No własnie, a po co piszesz? Ot tego trzeba zacząć.

...po co czytać?

...Czytam, bo nie wiem, a chcę wiedzieć.  A ten co pisze, to wie? Napewno?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mhpaw 16:13:43 | 2013-07-12
Nie napiszę nic nowego, ale tak mnie zastanawia jedna rzecz. Jeślibym kiedyś stanął u wrót Nieba to z czego zdałbym rachubę? Wczoraj na zebraniu wspólnoty usłyszałem, że z miłości i miłosierdziay. Nie ze strachu przed diabłem, nie z pobożnych uczynków ale z tego co uczyniłem moim bliźnim.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Grzegorz Kramer SJ 15:29:49 | 2013-07-12

Konrad pisz. Nie piszesz dla pozytywnych komentarzy.

No własnie, a po co piszesz? Ot tego trzeba zacząć.

...po co czytać?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~p.a.x. 14:16:50 | 2013-07-12
Czytając ten artukuł już nie wiedziałem jakie będą pod nim komentarze ten sam temat choć moim zdaniem bardziej dobitnie opisał Wojciech Żmudziński SJ w artukule Katolicy szukają diabła i rekacje są w tych przypadkach niemal identyczne. Zawsze pojawia się temat opętań, ale przecież jeśli egzorcyzmy się zakończą i zły duch zostanie usunięty to przecież nie mówi się takiej osobie, żeby nie postępowała źle i będzie ok tylko raczej, aby oddała się w ręce Jezusa bo to on ma siłę zmienić nasze życie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Arabeska 11:09:11 | 2013-07-12
Oj wyczuwam w niektórych komentarzach zazdrość...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Małgorzata 09:47:14 | 2013-07-12
Dziękuję Panu za artykuł.
Ja też nie lekceważę szatana, ale wiem, że Jezus dla nas już go pokonał i wystarczy iść drogą ukazaną nam przez Jezusa, drogą miłości i zaufania do niego, a wtedy szatan nie taki straszny:) Ta żywa relacja z Bogiem, o której Pan wspomniał, jest bardzo wzmacniająca i przemieniająca. Wiem, bo od kiedy jestem w takiej relacji, grzechy, z którymi kiedyś walczyłam - JA walczyłam (żałowałam, robiłam postanowienia poprawy, przysięgałam, że nigdy więcej) a które mimo tej walki wracały jak bumerang, teraz zniknęły. I nawet jeśli jest pokusa, to szybko znika i nie robi krzywdy. Ale to nie moja zasługa, tylko Boga, od którego przyjęłam zaproszenie do tak intymnej relacji i który przemienia moje serce i zwycięża moje grzechy. Dlatego nie boję szatana, bo kocham Boga i jemu ufam.

Jeszcze raz dziękuję Panu za artykuł i czekam na kolejne. Serdecznie pozdrawiam:)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~xxx 09:05:33 | 2013-07-12
Pan Konrad Kruczkowski napisał:
"Za C.S Lewisem: jeśli postępujemy dobrze, z myślą o tym, że zyskamy nagrodę, a rezygnujemy ze zła, bo chcemy uniknąć kary, to nie różni się to wiele od zwykłej troski o zdrowie, czy od budowania zabezpieczenia finansowego na starość. Mamy tylko inną stawkę - tu gramy o wieczność."

Jednak:

 "Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle." Mt 10, 28b

 "Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie." Mt 5, 12a

"Wówczas Piotr rzekł: «Oto my opuściliśmy swoją własność i poszliśmy za Tobą». On im odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu albo żony, braci, rodziców albo dzieci dla królestwa Bożego, żeby nie otrzymał daleko więcej w tym czasie, a w wieku przyszłym - życia wiecznego»." Łk 18, 28-30

"Wyście wytrwali przy Mnie w moich przeciwnościach. Dlatego i Ja przekazuję wam królestwo, jak Mnie przekazał je mój Ojciec: abyście w królestwie moim jedli i pili przy moim stole oraz żebyście zasiadali na tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela."
Łk 22, 28-30

Jezus - wyraźnie mówi w wielu miejscach Ewangelii o karze i nagrodzie - zachęcając nas do uniknięcia kary i zdobycia - przy pomocy Jego łaski nagrody - życia wiecznego.
Unikanie zła i czynienie dobra jest okazywaniem miłości Jezusowi.
 "albowiem miłość względem Boga
polega na spełnianiu Jego przykazań,
a przykazania Jego nie są ciężkie." 1J 5,3

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook