Gratulacje dla KUL

Małgorzata Bilska

Bp Wiesław Mering, ordynariusz włocławski, zaniepokoił się groźbą deprawacji studentów Katolickiego Uniwersytety Lubelskiego. A dokładniej zaniepokoił go fakt, że uczelnia proponuje studentom wykład pt. "Gender: feminizm, queer studies, men’s studies".

 

W liście otwartym skierowanym do rektora, ks. prof. Antoniego Dębińskiego zwrócił się z prośbą o wyjaśnienia, gdyż "chce poruszyć problem na najbliższym zebraniu Konferencji Episkopatu Polski w Krakowie". Otrzymał je niezwłocznie - od dyrektora Instytutu Filologii Polskiej KUL prof. Andrzeja Tyszczyka oraz prof. Mirosławy Hanusiewicz-Lavallee, w formie oświadczenia opublikowanego przez media. Nie wiem, jak zajęcia wypadną w praktyce. Ale zarówno idea jak i jej uzasadnienie budzą moje wielkie uznanie.

 

Bp Mering został wprowadzony w błąd. Jak wyjaśniają autorzy oświadczenia, Ośrodek "Brama Grodzka-Teatr NN", który współpracuje przy serii wykładów "genderowych" na kierunku "Teksty kultury i animacja sieci" (rusza w roku 2015/2016), nie ma związków z "Krytyką Polityczną". Jest to znany i ceniony ośrodek kulturalny, który od wielu lat współpracuje z uczelnią i lubelską kurią. Wygląda na to, że ktoś skojarzył termin "gender" z tą opcją na bazie uprzedzeń.

 

Dlaczego? Badanie wpływu kultury i środowiska społecznego na tożsamość jednostek i grup - w tym kategorie płci - nie jest wymysłem feministek. Zajmują się tym różne działy psychologii, socjologii, pedagogiki, nie mówiąc o antropologii kultury, od zarania tychże dyscyplin. Ba - wpływ ów dostrzega Kościół w oficjalnym nauczaniu. Bł. Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej "Chistifideles Laici", w podrozdziale "Kobiety i mężczyźni" pisze:

 

"Kościół [...] nie przestaje - i winić czynić to zawsze - odczytywać planu Boga względem kobiety. Nie można tez zapominać o wkładzie, jaki wnoszą tu różne gałęzie wiedzy o człowieku i rozmaite kultury; mogą one przy właściwym podejściu dopomóc w uchwyceniu i określeniu wartości i wymogów, należących do tego, co w kobiecie jest istotne i niezmienne, a także tych, które się wiążą z historyczną ewolucją tych kultur"  [ChL 50, podkr. MB]

 

Wszystko to, co w kobiecie zmienne, kulturowe, to nic innego jak... "gender". Mówiąc językiem współczesnym - nadbudowane na "sex" rozumianym jako płeć biologiczna. Kościół nie twierdzi naiwnie, że elementy tożsamości człowieka są tylko wytworem natury "w stanie czystym". Byłby to absurd. Sprzeciwia się natomiast stanowczo ideologii konstruktywizmu i relatywizmu, która redukuje płeć wyłącznie do płci kulturowej, zależnej od kontekstu, ukształtowanej w procesie historycznym i przyswajanej podczas socjalizacji. Papież unika terminu "gender", używając kategorii opisowych, dzięki czemu nie wprowadza zamieszania co do swoich intencji. Ma jednak pełną świadomość faktu, że istnieją negatywne, fałszujące prawdę wpływy kulturowe, które trzeba "odsiewać" jak ziarno od plew.

 

Zapominamy, że "gender" ma inne, wartościujące znaczenie w teoriach feministycznych, będących podstawą programową ruchów społecznych, a inne - w opisowym języku nauki. Analogicznie do terminu "klasa". Czy fakt, że Marks sformułował teorię konfliktu klasowego, która (upraszczając) stała się podstawą programową rewolucji komunistycznej oznacza, że mamy nie używać terminów: klasa wyższa/średnia/niższa lub negować istnienie stratyfikacji społecznej?

 

W innych dokumentach, np. w "Mulieris dignitatem" ("O godności kobiety") bł. Jan Paweł II zauważa:

 

"Sposób postępowania Chrystusa, Ewangelia Jego czynów i Jego słów, jest konsekwentnym sprzeciwem wobec wszystkiego, co uwłacza godności kobiety. [...]. W zasięgu działania Chrystusa zmienia się ich (kobiet - MB) pozycja społeczna". (MD 15)

 

"Listy apostolskie są skierowane do ludzi, którzy żyli w obrębie tego samego sposobu myślenia i postępowania." I dalej "[...]  świadomość, że w małżeństwie istnieje wzajemne "poddanie małżonków w bojaźni Chrystusowej", a nie samo "poddanie" żony mężowi, musi stopniowo przecierać sobie szlaki w sercach, w sumieniach, w postępowaniu, w obyczajach. Jest to wezwanie odnoszące się odtąd do wszystkich pokoleń, wezwanie, które ludzie muszą podejmować wciąż na nowo" [MD 24, podkr. MB].

 

Fragmentów odnoszących się do tego, co zmienne: zewnętrzne, nienaturalne, społecznie nabyte, jest więcej. Dlatego doceniam - wyrażony w liście - pomysł księdza biskupa, aby te kwestie stały się przedmiotem poważnej debaty na zebraniu KEP. Być może doczekamy się konstruktywnych propozycji, jeśli chodzi o popularyzację aktualnego, posoborowego, kościelnego nauczania o kobiecie i mężczyźnie. Z doświadczenia wiem, że zdecydowana większość katolików - z księżmi na czele - go nie zna. Jest to nie tylko grzech zaniedbania, ale też pychy i ignorancji.

 

Mają rację poloniści z KUL. Żeby coś krytykować, trzeba się na tym znać. Chrześcijanie nie mogą oddawać pola - muszą być profesjonalistami, ekspertami w dziedzinach, które znajdują się w centrum sporu o przyszłość kultury. Jest ich jak na lekarstwo, mają pod prąd, a ich wiedza nie jest wykorzystywana. Leży odłogiem, bo uczelnie katolickie boją się tematyki niczym zarazy. 

 

Jak można prowadzić rzeczową, racjonalną polemikę z ludźmi nauki o lewicowym światopoglądzie, jeśli nie rozumie się tego, o czym mówią? Zwolenników "gender" trzeba potraktować równie poważnie, jak ideologów konfliktu klasowego w XIX i XX wieku. Argumentów obalających te koncepcje jest niezmiernie dużo. Zamiast upatrywać nadzieję w egzorcystach, doceniajmy na co dzień Boskie dary - logikę i rozum.

 Warto przywrócić w Episkopacie Podkomisję ds. kobiet, która działała za czasów Sługi Bożego prymasa Stefana Wyszyńskiego, a także zebrać, opracować i opublikować bogate, choć rozproszone nauczanie Jana Pawła II o kobiecie, wraz z komentarzami ekspertów. Aż trudno uwierzyć, że do dziś nikt tego nie zrobił...

 

Odważny KUL może przetrzeć szlaki - czego życzę. O "Bramę Grodzką-Teatr NN" zapytałam dra Jana P. Gałkowskiego, pracownika naukowego Uniwersytetu Rzeszowskiego, który urodził się  i wykształcił w Lublinie. Znakomicie  zna lokalne środowisko kulturalne i naukowe. Powiedział: - Tomasz Pietrasiewicz jest nie tylko zasłużony dla Lublina, ale i dla Kościoła. Ośrodek, którego jest dyrektorem, to jedna z najważniejszych instytucji kulturalnych - ma ogromne zasługi, jeśli chodzi o dokumentację historii wielokulturowej i wieloreligijnej miasta. Pracuje dla nich ogromna liczna wolontariuszy. Dyrekcja Instytutu Filologii Polskiej KUL nie mogła wybrać lepiej. Są najlepsi.

 

Gratuluję wyboru. Oby mieli szansę pokazać, czym jest papieskie "właściwe podejście". 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.87

Liczba głosów:

292

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?