Celebryci uczą chrześcijaństwa

Marcin Łukasz Makowski

To zabawne jak wielu w ostatnim czasie namnożyło się nam nauczycieli chrześcijaństwa. Raptem kilka dni temu Tomasz Lis z okładki "Newsweeka" rzucił wyzwanie; "Polsko, jeśli wybierzesz Annę Grodzką na wicemarszałka, zdasz test tolerancji!". Wystarczyło otworzyć pierwszą stronę i doczytać felieton redaktora do końca, aby stało się jasne, do kogo w rzeczywistości skierowane są te słowa. Otóż, jeśli przykazanie "miłuj bliźniego swego jak siebie samego" cokolwiek dla katolików znaczy, w imię szacunku dla odmienności powinni oni poprzeć kandydaturę Anny Grodzkiej - stwierdził Lis.

 

Jeszcze ciekawiej zrobiło się natomiast w jego programie, kiedy posłanka Grodzka w czasie rozmowy w cztery oczy wypowiedziała znamienne słowa: "Społeczeństwo ma obowiązek akceptowania mniejszości". Nie trzeba było długo czekać, aby w drugiej części "Tomasza Lisa na Żywo" zbieranina politycznych celebrytów (albo już tylko samych celebrytów), pochyliła się z litością nad posłem Godsonem. Niestety, miał on tego pecha, że nazwał pewne rzeczy po imieniu. Zapytany o stosunek do związków osób tej samej płci odpowiedział: "Moim zdaniem homoseksualizm to grzech". Jeden z oburzonych gości odparł, że takie stawianie sprawy to "stygmatyzacja" i "piętnowanie" mniejszości. W studio zawyrokowano przy tym, że samo pojęcie grzechu jest anachroniczne i powoduje u ludzi traumę. Według domorosłych teologów, chrześcijaństwo powinno skupić się na miłości bliźniego, a nie na piętnowaniu i zaglądaniu ludziom pod kołdrę. Jednym słowem - homo i transseksualiści, choć inni, mogą mieć swoje miejsce w Kościele.

 

Być może w tej jednej tylko kwestii - tak oponenci posła Godsona jak i sam Tomasz Lis - mieli rację. Wszyscy po równo zostaliśmy odkupieni przez ofiarę Chrystusa i już sam ten fakt sprawia, że nie ma między nami różnicy ze względu na godność. Co jednak począć z grzechem i koniecznością akceptowania ludzi, którzy według tego, w co wierzymy, uporczywie w nim trwają? Wbrew pozorom, jest to pytanie tym ważniejsze dzisiaj, że - jak pokazują powyższe przykłady - nieustannie spycha się je w sferę podświadomości. Tak zdawali się mówić zebrani w studiu: nie ma we współczesnym świecie miejsca na grzech. Określanie kogoś mianem grzesznika nie jest godne osoby wierzącej. Jedyna postawa, którą powinna się ona wykazywać to miłość bliźniego i akceptacja dla odmienności, również tej seksualnej. Tak w skrócie wygląda credo naiwnego chrześcijaństwa, które w rzeczywistości jest niczym innym jak tylko opakowanym w humanistyczną retorykę ateizmem.

 

Powiedzmy to sobie jasno i wyraźnie. Nikt, kto prawdziwie kocha drugiego człowieka i wierzy w zmartwychwstanie, nie może być bierny, gdy widzi, że jego brat lub siostra odsuwa od siebie obietnicę zbawienia. Owszem, nie ma w chrześcijaństwie miejsca na wyższość wobec tych, którzy błądzą. Sobór Watykański II w konstytucji Gaudium et spes mówi jasno, iż: "Należy (…) przezwyciężać wszelką formę dyskryminacji odnośnie do podstawowych praw osoby ludzkiej, czy to (…) ze względu na płeć, rasę, kolor skóry, pozycję społeczną, język lub religię, ponieważ sprzeciwia się ona zamysłowi Bożemu". Nie znaczy to jednak, że zło powinniśmy przestać nazywać po imieniu. Być może na tym polega infantylizacja współczesnego świata i - mówiąc ogólnie - natura grzechu, że szuka się usilnie nowych definicji albo zagłusza stare, w nadziei, że rzeczy na nowo nazwane - przestaną mieć dawną naturę. Brak przyjmowania do siebie konsekwencji grzechu i nieustanne spychanie go w podświadomość, to recepta nie tylko na upadek moralny człowieka, ale także całych cywilizacji.

 

"Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy" (1 J 1, 8) - czytamy w Liście św. Jana. Dlatego, aby spełniły się słowa św. Pawła o tym, że "tam gdzie wzmaga się grzech, jeszcze obficiej rozlewa się łaska" (Rz 5, 20), potrzeba świadomego nawrócenia. Nie akceptacji, ale zmiany swoich nawyków. Nie naiwnej tolerancji, ale poszanowania godności człowieka i wynikającej z tego konsekwencji upomnienia go, gdy błądzi.

 

"Nawrócenie domaga się przekonania o grzechu, zawiera w sobie wewnętrzny sąd sumienia" - napisał Jan Paweł II w encyklice Dominium et Vivificantem. Dramat grzesznika objawia się w tym, iż jego grzech "(…) wymaga pełnego poznania i całkowitej zgody. Zakłada wiedzę o grzesznym charakterze czynu, o jego sprzeczności z prawem Bożym" (KKK 1859). Odstępstwo od prawa naturalnego (czy jest to homoseksualizm czy cokolwiek innego), stanowi radykalną możliwością wolności ludzkiej, dlatego rodzi również radykalne zerwanie z Bogiem.

 

Przez unikanie tematu grzeszności i odsuwanie go na drugi plan, w konsekwencji doprowadza się do jego rozprzestrzeniania. "Grzech powoduje skłonności do grzechu; rodzi wadę wskutek powtarzania tych samych czynów" (KKK 1865). Wobec tego, chrześcijanin nie zna w swoim słowniku pojęcia "obowiązkowego akceptowania" zachowania, które - jak wierzy - odsuwa daną osobę od zbawienia. Choć grzech jest czynem i wyborem ściśle osobistym, wszyscy ponosimy odpowiedzialność za grzechy popełniane przez innych, jeśli świadomie je aprobujemy (KKK 1868). Ten kto kocha, działa kierowany miłością - a nie poczuciem moralnej przewagi. Tak należy rozumieć postawę Kościoła wobec mniejszości seksualnych, jak pokazał nam sam Chrystus w rozmowie z jawnogrzesznicą: "I Ja ciebie nie potępiam. Idź i od tej chwili nie grzesz więcej" (J 8, 1-11). Grzech nie jest perwersyjnym wynalazkiem chrześcijaństwa. Tylko uświadamiając sobie naszą grzeszność, możemy w pełni otworzyć się na łaskę Chrystusa. A ta jest zawsze "darmo dana".

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.67

Liczba głosów:

66

 

 

Komentarze użytkowników (30)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Etyk 11:45:15 | 2013-02-11
Do Void. 'Kto neguje istnienie Boga, jest godnym zamkniecia w zakladzie dla oblakanych...' Isaac Newton. 'Jesli Bog nie istnieje, to wszystko jest dozwolone'. F. Dostojewski. Ps. Poczytaj madrzejszych od siebie, a pyche zostaw w komorce! 'Kto rzuca kamien przeciwko niebu, temu spada na glowe' z Pisma. Jak widac, oberwales mocno. Ale poki zyjesz, masz szanse nawrocenia...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak 11:38:30 | 2013-02-11
Bo Ty nie jesteś Bogiem, któremu miła nieprawość, †
zły nie może przebywać u Ciebie, *
nie ostoją się przed Tobą nieprawi.
Nienawidzisz wszystkich, którzy zło czynią. †
Zgubę zsyłasz na każdego, kto kłamie. *
Pan brzydzi się człowiekiem podstępnym i krwawym. Ps 5
No i macie problem.Zauważyłem, że jedyną  Waszą obrona jest niezauważanie  takich cytatów, które są niezgodne z Waszymi przekonaniami. Tylko czy to się godzi tak postępować z słowem Bożym?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Logik 11:38:25 | 2013-02-11
Redaktorek Liz niech nauczy sie mowic po polsku. Bez wulgaryzmow da sie zyc. W ten sposob okaze duzo tolerancji narodowi i milosnikom j. polskiego. Poza tym ideologie lewicowo-libertynska niech uprawia za wlasne, a nie narodu, pieniadze. Proponuja np. zalozenie klubu z Palikotem, Sroda i Holland.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~"droga katoliczka" 18:28:49 | 2013-02-10
Żałosne. Po pierwsze- chyba masz jakiś problem z samoakceptacją skoro tak lubisz manifestować swoją niezależność;p Po drugie współczuję ci szczerze- co za negatywne nastawienie do świata- ciężko musi ci się żyć z taką ilością jadu. Pozdrawiam- 'droga katoliczka'. " kogo obchodzi łaska Waszego wyimaginowanego przyjaciela? Jak chcecie to się do niego pomódlcie "drodzy" katolicy. A my sobie dalej będziemy "grzeszyć' ile nam się podoba, bo to jest po prostu przyjemne. A wy się w tym czasie możecie pomodlić."

...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Grace 05:33:41 | 2013-02-10
@Void - grzech zazwyczaj jawi sie jako przyjemnosc ale nie nlezy zapominac, ze kazdy grzech rodzi konsekwencje, ktore kazdy czlowiek musi poniesc. I nie ma tu znaczenia czy jest wierzacym czy ateista. Im wiecej grzechow tym wiekszy balast nosi czlowiek az do momentu kiedy nie jest w stanie tego udzwignac.  Grzech oraz jego skutki moga stac sie powodem do przewartosciowania wlasnego zycia i radykalnym zwrotem w kierunku Stworcy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Void 23:58:47 | 2013-02-09
A kogo obchodzi łaska Waszego wyimaginowanego przyjaciela? Jak chcecie to się do niego pomódlcie "drodzy" katolicy. A my sobie dalej będziemy "grzeszyć' ile nam się podoba, bo to jest po prostu przyjemne. A wy się w tym czasie możecie pomodlić.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~lalamido'68 18:34:22 | 2013-02-09
Miłość w przypadku "tolerancjonistów" mylona jest z milością. Jeżeli jesteś miły jesteś ok, masz być miły dla wszystkich i już! Jeżeli nie jesteś miły jesteś ciemniak, zacofaniec i bandyta. Obecna cywilizacja zachodnia jest jak rozkapryszone, niedojrzałe dziecko - "mamo jesteś niedobra, bo nie pozwalasz mi rzucać kostką brukową na ludzi". Ale czego się spodziewać po czymś spłodzonym przez zbuntowane dzieciaki lat 60-tych, kontynuacja ich """ideji"""" osiągnęła apogeum w dzisiejszych czasach, ich "mądrości" wydały właśnie zgniłe owoce.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~pkl 17:35:48 | 2013-02-09
Prezydent Włoch Giorgio Napolitano, niegdyś przez kilkadziesiąt lat członek kierownictwa partii komunistycznej, przyznał na łamach watykańskiego dziennika "L'Osservatore Romano", że ideologia, w którą wierzył, poniosła klęskę

W artykule w sobotnim numerze gazety 87-letni, ustępujący w maju, szef państwa włoskiego podkreślił: "Oczywiście niemożliwością było to, by czyjejś uwadze - z wyjątkiem wąskich nostalgicznych kręgów teoretyków i zażartych ekstremistów w polityce - umknęło historyczne potwierdzenie porażki komunistycznych systemów ekonomicznych i społecznych".

Napolitano, który działał we włoskiej partii komunistycznej od 1945 roku do lat 80., nazwał upadek komunizmu "obaleniem rewolucyjnej utopii, zawierającej obietnice emancypacji społecznej i wyzwolenia człowieka". Jak zauważył, te obietnice na koniec "zamieniły się w swoje przeciwieństwo".

Prezydent Włoch w swych rozważaniach dotyczących polityki ocenił, że "po upadku komunizmu przetrwała natomiast ideologia konserwatywna, przyjmując coraz bardziej rysy 'fundamentalizmu rynku' ". To zaś, w jego opinii, "zakwestionował" globalny kryzys finansowy, który zaczął się w 2008 roku.

Refleksje Napolitano zamieszczone w "L'Osservatore Romano" przedrukowano ze zbioru esejów i artykułów opublikowanego z okazji 70. urodzin przewodniczącego Papieskiej Rady Kultury kardynała Gianfranco Ravasiego.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Marek 11:42:54 | 2013-02-09
I tą metodą zostałeś mniejszością na własne życzenie, bo czytasz ze zrozumieniem i wnioskujesz logicznie. A debata publiczna na ww. temat przypomina raczej turniej oratorski, podczas którego wszyscy uczestnicy występują ze stoperami w uszach, żeby konkurenci nie przeszkadzali w przemowie. A że się nawzajem nie słyszymy... Ot, drobna niedogodność. Przecież najważniejsze, żeby coś powiedzieć. A że czasem w swym przemówieniu do jednego worka pakujemy różne kwestie (homoseksualizm, transseksualizm) i w dyskursie skaczemy z płaszczyzny religijno-etycznej na płaszczyznę polityczną, jakby stanowiły całość, a nie dwie odrębne sfery ludzkiej działalności, to mniej ważne. Ważniejszy jest efekt...


Dziękuję za tę wypowiedź, kimkolwiek jesteś. Po przeczytaniu pozostałych komentarzy, zacząłem się już zastanawiać , czy ja przypadkiem nie piszę w jakimś obcym języku...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 07:42:35 | 2013-02-09
Tym bardziej w kontekście hasła nowej ewangelizacji w Kościele może warto byłoby się zastanowić nad sposobem wyrażania opinii?

Ewangelizacja, to nie jest wyrażanie opinii. To jest głoszenie Dobrej Nowiny, a nie dyskutowanie nad tym, na ile nowina jest dobra.
Naprawdę, to co dla jednego jest oczywiste, wcale nie musi takie być dla innych. To zresztą doskonale widać na przykładzie tej tzw. debaty o związkach partnerskich, skoro wieloma wypowiedziami poczulii się urażeni już nie tylko członkowie, nazwijmy to mniejszości seksualnych, ale także wielu "normalnych," i całkiem wierzących ludzi.

Wierzących, to znaczy, kogo?
Pobożnych, chodzących do kościoła, czy ludzi radykalnie żyjących wiarą. Tych drugich nie można urazić.

Oczywiście, można zawsze powiedzieć, że to ich problem, że poprawność polityczna to głupi, współczesny wynalazek, nie licujący z waleczną postawą chrześcijanina. Problem jednak przez to nie zniknie. Po owocach poznacie... Jeśli pożądanym owocem jest odwrócenie się ludzi od Kościoła i chrześcijaństwa, to w porządku. Ale osobiście nie uznaję takiego wyniku za satysfakcjonujący.


Kościół nie może być politycznie poprawny. Kościół ma prowadzić każdego człowieka do Boga. A droga wiedzie wbrew drodze świata.
Jak ktoś tego nie rozumie, to i tak odejdzie od Kościoła.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook