Pod Sztandarem Krzyża

Wszyscy znamy takie filmy jak: "Braveheart" i "Władca Pierścieni". Dwie wrogie siły, dwie armie, potężni dowódcy, walka dobra ze złem, prawdy z fałszem, odwagi z tchórzostwem. Smak ucisku i zwycięstwa. Nie jest to tylko fikcja, ale najprawdziwsza rzeczywistość, w której żyjemy.


Trwa Walka


... czarno odziana postać rzuciła się na niego z uniesionym toporem. Głuchy brzdęk tarczy rozdarł ciszę. Nie zdążył się jeszcze otrząsnąć, gdy potężne uderzenie w brzuch powaliło go na ziemię. Błysk stali. Instynktownie podniósł miecz parując ostrze przeciwnika tuż przed swoją szyją. Z krzykiem rzucił się na ciemną postać. Cios, unik, trzask. Krew. Znów upadek. I dalej walka. Wrzask, złość, strach. Brak tchu. I znowu cios... 

 

Czy to fragment książki fantastycznej lub wyrywek z gry RPG? Nie. To moja codzienność. Tyle już lat, dzień w dzień wciąż staję naprzeciw moim słabościom i wadom, mojej grzesznej naturze, moim przyzwyczajeniom i głupocie. Cały czas zmagam się sam ze sobą gdy, tak jak św. Paweł, robię to czego tak naprawdę nie chcę, a nie robię tego, co chcę. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz (...) przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich /Ef 6,12/.


Początek


Odkąd pamiętam moją pasją było rycerstwo, bitwy, walka. Całą tę rzeczywistość odkrywałem i przeżywałem w rysunku, książkach oraz grach komputerowych, fabularnych i planszowych. Ostatecznie zaciągnąłem się do jednego z bractw rycerskich, gdzie cały opisywany wcześniej klimat stał się możliwie najbardziej realny. Miecz w dłoni, ciężar zbroi, krzyk dziesiątków ludzi wokół mnie, bitwy, turnieje.

 

Dlatego duchowość ignacjańska urzekła mnie natychmiast, gdy zacząłem ją poznawać. Jej autor, św. Ignacy z Loyoli, do trzydziestego roku życia sam był rycerzem i wszystkie swoje doświadczenia duchowe przeżywał i opisywał przez pryzmat tego czasu. Jego sposób myślenia pociągnął mnie do głębszej zażyłości z Bogiem i do podjęcia prawdziwej walki w służbie prawdziwemu Królowi. Bo jeśliby ktoś nie przyjął wezwania takiego Króla, jakże bardzo byłby godny nagany i potępienia ze strony wszystkich jako rycerz przewrotny i tchórzliwy (ĆD 94).


Dwa Sztandary


Wszyscy znamy takie filmy jak: "Braveheart", "Król Artur", "Władca Pierścieni", etc. Dwie wrogie siły, dwie armie, potężni dowódcy, walka dobra ze złem, prawdy z fałszem, odwagi z tchórzostwem. Smak ucisku i zwycięstwa. Otóż nie jest to tylko fikcja, bajka czy patetyczna historia, ale najprawdziwsza rzeczywistość, w której żyjemy.

 

Ojciec Ignacy w swoich Ćwiczeniach Duchowych, wprowadzając rekolektanta w jedną z medytacji, pisze wprost: widzieć wielkie pole, całą ową okolicę Jerozolimy, gdzie najwyższym i powszechnym Wodzem dobrych jest Chrystus, Pan nasz. I inne pole, okolicę Babilonu, gdzie hersztem nieprzyjaciół jest Lucyfer (ĆD 138). Dla tego świętego było jasne, że nasze życie jest wojną Kościoła z diabelskimi mocami. Jest potężną bitwą duchów i ludzi, którzy opowiedzieli się za Jezusem lub przeciw Niemu. Którzy zdecydowali się wstąpić pod sztandar Krzyża lub pod sztandar Szatana.

 

Ojciec Ignacy pragnie by każdy człowiek zobaczył tę rzeczywistość, zaobserwował ją w swoim życiu i świadomie dołączył do armii Zbawiciela. Chce by każdy świadomie stawił czoła Nieprzyjacielowi na polu bitwy, którym jest zwykła codzienność. To jest właśnie niesamowita i rzeczywista walka dobra ze złem! Możemy sobie wyobrazić, że stoimy w szeregach armii Kościoła, nad nami łopoce sztandar Krzyża, na horyzoncie wyłaniają się czarne wojska Babilonu. A my stoimy odważnie, bo na naszym czele, z uniesionym mieczem, na białym koniu siedzi Jezus - Król, za którym pójdziemy choćby w ogień.


Znać swoją twierdzę


Czy chcemy tego czy nie - jesteśmy częścią poważnego oblężenia. Nieustannie nękani i atakowani przez siły Babilonu musimy się bronić. Walka toczy się o jedyną w swoim rodzaju twierdzę - o serce człowieka, moje serce.  Św. Ignacy poucza, że Nieprzyjaciel (Szatan) zachowuje się jak wódz na wojnie, gdy chce jakiś gród zwyciężyć i złupić. Wódz bowiem lub dowódca wojskowy, rozbiwszy obóz i zbadawszy siły i środki obronne jakiegoś zamku, atakuje go od strony najsłabszej (ĆD 327).

 

Dlatego tak ważne jest, by poznać jak najdokładniej siebie, swoją uczuciowość, motywacje, słabości, lęki. Te wszystkie szczeliny naszej twierdzy są genialnie wykorzystywane przez Nieprzyjaciela natury ludzkiej - uderza w nie z łatwością zadając przy tym dotkliwe straty. Gdy nie znamy naszej twierdzy skąd mamy wiedzieć jak się bronić, które miejsca umacniać, jaką taktykę podjąć? Jesteśmy bezbronni a każdy atak złego wprowadza nas w panikę. Gubimy się w chaosie własnych emocji i uczuć.


Czas nowicjatu, który odbywamy na początku życia jezuickiego, jest właśnie studiowaniem planów mojej twierdzy. Odkrywamy kolejne naruszone miejsca, ale także poznajemy jej zalety. Ta wiedza pozwala podczas dziennego oblężenia zwracać szczególną uwagę na słabsze mury, daje możliwość przeniesienia walki na inną, mocniejszą część zamku i przede wszystkim umożliwia trzeźwe i spokojne kontrolowanie całej walki.


Taktyka


Żadnej bitwy nie można prowadzić bez taktyki. Kto walczy bez taktyki, ten już przegrał. Aby świadomie prowadzić wojnę, trzeba znać twierdzę, pole bitwy i możliwości swojej armii. Trzeba też mieć doświadczenie bojowe, znajomość różnych manewrów i, przede wszystkim, znać swojego wroga. Św. Ignacy dał nam potężną broń na Nieprzyjaciela - medytację ignacjańską i ignacjański rachunek sumienia, praktykowane codziennie przez wszystkich jezuitów. Obie praktyki można znaleźć w Ćwiczeniach Duchowych.


Medytacja poranna, oparta na Słowie Bożym, jest niczym innym jak spotkaniem z Królem - Jezusem, który, jak każdy wielki dowódca, staje przed bitwą wobec wszystkich swoich rycerzy i płomienną mową rozpala w ich sercach wolę walki. Umocnieni słowem, zapamiętując wszystkie Jego wskazówki ruszamy do boju.


Natomiast rachunek sumienia, odbywany dwa razy - w połowie dnia i na sam jego koniec, jest czymś w rodzaju narady wojskowej z Chrystusem. Wtedy wspólnie oceniamy przebieg bitwy aż do tego momentu. Razem spoglądamy na taktykę wroga oraz moje reakcje i oceniamy wynik wszystkich posunięć. Wyciągając wnioski podejmujemy decyzje co do dalszej walki.


W tej taktyce najistotniejsza jest zażyłość z Jezusem, kontakt z Nim i ciągłe konfrontowanie moich decyzji z Jego świętą wolą. To On jest tym, który zna mnie najlepiej, który mnie umacnia i wspiera, który pragnie mojego zwycięstwa i doń mnie prowadzi.


Żołnierz pod Sztandarem Krzyża


To określenie pojawia się w historii jezuitów niemal na każdym kroku. Towarzystwo Jezusowe zostało powołane do istnienia bullą Pawła III Regimini militantis Esslesiae (Stojąc na czele wojującego Kościoła), natomiast w samej Formule zakonu jest napisane wprost: Ci, którzy w Towarzystwie naszym (...) chcą walczyć dla Boga pod sztandarem krzyża (...) niech wiedzą, że kiedy zaciągną się w te szeregi żołnierzy Jezusa Chrystusa, będą musieli, mając dniem i nocą przepasane biodra, być gotowi do wypełniania tak wielkiego zobowiązania. Św. Ignacy tak właśnie postrzegał każdego jezuitę - jako rycerza, który nie chce zadowolić się przeciętną pracą, ale w sposób wyjątkowy odznaczyć się w służbie dla jedynego Króla.

 

Tym pragnieniem zaraził pierwszych Towarzyszy a oni kolejne pokolenia. Dziś na świecie prawie 18 tysięcy jezuitów, podążając za swoim założycielem, walczy dzień i noc dla Jezusa. Podejmują najróżniejsze zaangażowania mając jeden wspólny cel - większą Jego Chwałę. Kiedyś wszyscy, u progu życia zakonnego, spoglądaliśmy w przyszłość pragnąc, jeżeli taka jest wola Jego Boskiego Majestatu, stanąć w szeregach Towarzyszy Jezusa i z podniesionym mieczem ruszyć za Królem na chwalebną walkę pod Sztandarem Krzyża. Dziś staramy się wypełnić te pragnienia.

 

Wojciech Werhun SJ - jezuita, pracuje w duszpasterstwie powołaniowym. Jego pasją są duchowość, formacja i rycerstwo. Współtwórca projektu Banita

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

25

 

 

Komentarze użytkowników (21)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~wierny 14:53:13 | 2013-02-07
Droga Olu. Ojcu Świętemu nie dam spokoju dopóki jest ten urząd w Kościele. Nie może być tak, że zwyczajni wierni sobie a hierarchia sobie. Zbyt wiele osób ma podobne zdanie do mojego w sprawie np. Drogi Krzyżowej. A Różaniec na własną rękę rozszerzyła do 15-stu ,,zdrowasiek" s.b. Paulina Jaricot - założycielka Żywego Różańca. Więc nie może być tak, że głos wiernych sobie a hierarchia sobie. Do niczego dobrego to nie doprowadzi, przynajmniej w takich sprawach.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Adek 11:54:43 | 2013-02-07
@Adek

Mam na myśli tych drugich. Tych, którzy mają wielkie pragnienie służenia Bogu, ale też chcieliby założyć rodzinę, a nie wstępować do zakonu. Tymczasem to "mistrzostwo duchowe" wydaje mi się zarezerwowane dla tych, którzy złożyli śluby. Czy nie jest tak, że jezuici walczą pod sztandarem Boga, bo, kolokwialnie rzecz ujmując, nie mają niczego innego do roboty ;)? Żaden świecki nie zostanie generałem :)? Nie ma innej drogi?

...

Wydaje mi się, że częściowo masz rację, że to, jak je nazwałeś "mistrzostwo duchowe" jest faktycznie zarezerwowane dla zakonników, że jest to główne założenie ich życia i cel, który im przyświeca. Ale nie trzeba być mistrzem, żeby być skutecznym w walce, tak mi sie przynajmniej zdaje :) Ja i myślę, że Ty również, także mam pragniene słuzyć Bogu, bardzo mi na tym zależy, bardzo chce być Jego wojownikiem, walczyć w Jego imeiniu. Ale nie czuje w sobie powołania zakonnego, mam wspaniałą dziewczynę, z którą chce związać się już na całe życie. Być może dyskwalifikuje mnie to z bycia "mistrzem", ale cały czas będę starał się być"wojownikiem", a myślę, że i zostanie "generałem" nie jest wykluczone dla osób świeckich, jeżeli tylko tego pragnął :)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ola 11:46:46 | 2013-02-07
@Michał jestem mężatką od dwóch lat. teoretycznie wszystko można, ale moja wiara jakby przycupneła w kącie. Zajełam sie rodziną , dziecko jest na swiecie, praca, szara codziennosc. tego ognia i pracy duchowej co była za młodu nazwijmy to nie ma.... Wiec tez sie tak zastanawiam.
Ale z drugiej strony to my wychowujemy przyszle pokolenia, rodzina to najmniejsza jednostka budująca ludzkie cywilizacje, nasze zadanie jest ogromnie ważne. Moze nie musimy być generałami, ale świetosc mozna osiągnąć bedac matką ojcem zoną mezem, pracownikiem urzędu. Np św gianna beretta mola (na pewno kojarzysz). Nie kazdy musi poprzez medytacje osiagnać duchowe wyzyny, zwykły różaniec tez jest ok...chyba

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Michał 11:38:48 | 2013-02-07
@Adek

Mam na myśli tych drugich. Tych, którzy mają wielkie pragnienie służenia Bogu, ale też chcieliby założyć rodzinę, a nie wstępować do zakonu. Tymczasem to "mistrzostwo duchowe" wydaje mi się zarezerwowane dla tych, którzy złożyli śluby. Czy nie jest tak, że jezuici walczą pod sztandarem Boga, bo, kolokwialnie rzecz ujmując, nie mają niczego innego do roboty ;)? Żaden świecki nie zostanie generałem :)? Nie ma innej drogi?

@Asx

Porównanie do hobbitów trafne, ale każdy chłopak po obejrzeniu Władcy Pierścieni chciał być raczej Aragornem ;)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Adek 11:23:43 | 2013-02-07
Walka duchowa to bliska mi rzeczywistość, ale po przeczytaniu tego tekstu odnoszę wrażenie, że by żyć dla chwały Boga, wszyscy powinni zostać jezuitami. Co mają robić normalni katolicy? Są skazani na rolę szeregowych?

...

Nikt nie jest skazany na rolę szeregowego, ale to chyba zależy, co rozumiemy pod pojęciem "normalni katolicy" :) Czy masz na myśli tych "letnich", którzy po prostu chodzą do kościoła co niedziela, spowiadając się od czasu do czasu? Czy tych, którzy, owszem, spowiadają się regularnie, angażują się we wspólnoty, chcą być blisko z Bogiem, ale nie potrafią? Autor pokazuje, że Ćwiczenia Duchowe św. Ignacego są ogromną i skuteczną bornią w duchowej walce ze złem, a one nie są tylko dla jezuitów, ale dla każdego wierzącego, który pragnie lepszej, żywszej relacji z Panem Bogiem oraz skuteczniejszej walki ze złymi duchami w życiu codziennym :)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Asx 11:21:13 | 2013-02-07
@Michał: Nie szeregowych, jeno hobbitów ;)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak 11:11:42 | 2013-02-07
Adku,
dziękuję za pouczenie.Od teraz będę się starał nie chłonąć zbyt wiele artykułów, lecz osiągnąć sztukę zrozumienia tego co czytam.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Michał 11:04:06 | 2013-02-07
Walka duchowa to bliska mi rzeczywistość, ale po przeczytaniu tego tekstu odnoszę wrażenie, że by żyć dla chwały Boga, wszyscy powinni zostać jezuitami. Co mają robić normalni katolicy? Są skazani na rolę szeregowych?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Adek 10:50:15 | 2013-02-07
Jak to pogodzić z tym co księżą postępowi i oświeceni piszą nawet na deonie na temat unikania mowy nienawiści. Zreszta zastanawiam się czy ten arytukuł nie jest mową nienawiści a Autor czołowym , apage satanas,  hejterem - ulubione słówko postępowców. Tylko hejter może proponować walkę zamiast kompromisów, układania się, przepraszania, że ośmieliliśmy się nazwać złodzieja-złdziejem, homoseksualistę homoseksualistą itd. Postępowcy każą nam się kajać za zuważone zło, ale  zło czyniących nie należy urazić, bo w przeciwnym razie nie ma w nas dość miłości, co jest jeszcze gorszą rzeczą niż grzech. Ergo katolik krytykujący zło czyniącego grzesznika  jest gorszy niż grzesznik.

...
Tu chodzi o walkę duchową, ze złym duchem, z szatanem. W jaki sposób artykuł zachęcający do pracy nad sobą i walce przeciwko złemu ma być mową nienawiści? Iść na kompromis ze złym duchem? Chyba kpisz. Dalej, nikt Ci nie każe potępiać złodzieja, ani sądzić, możesz wyrazić jedynie relatywna opinię na jego temat. Powiedzieć mu, że w Twoim mniemaniu robi źle, a nie od razu naskakiwać na niego, bo sądzenie nie nalezy do Ciebie. I nie będzie to żaden brak miłości, a największy dowód miłości właśnie, bo zechcesz zawrócić go z tej złodziejskiej drogi. Łatwo czytać wiele artykułów i nie wyciągać z nich własnych myśli czy wniosków, tylko chłonąć, co się da. Sztuką jest zrozumienie tego, co się czyta.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ola 10:48:45 | 2013-02-07
@tak moim zdaniem to jest tak. Nie potepia się ludzi któzy zle robią, grzeszą czy tam jak to nazwać, tylko same ich uczynki. Walczy się z rozumowaniem, z ustawami które chcą zrobić, z chorą tolerancją która nam narzucają, z nienormalnością. Ale człowiek z natury jest dobry i jako taki zawsze wymaga szacunku i ludzkiego traktowania. Np homoseksualizm to dla mnie pociąg do zła, skłonnośc do grzechu podobnie jak pokusa zdrady w malzenstwie czy cos takiego. Ale sam gej jest człowiekiem, moim bliznim. nie musze sie z nim zgadzac w pogladach na temat homoseksualizmu, nie musze i nie moge milczeć w tej sprawie i potulnie sie na zło zgadzać  ale nie chce tez go kamienować! o jakoś tak :)

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook