Czy można mówić o sztuce spowiadania?

Życie Duchowe
(fot. sxc.hu)

Leczenie w konfesjonale polega tak naprawdę na nauce dźwigania krzyża, dźwigania własnej słabości. Jezus mówi: Błogosławieni ubodzy, cisi, płaczący, prześladowani, skrzywdzeni… To, co z punktu psychologicznego wydaje się tylko przeszkodą do szczęścia, z punktu widzenia duchowego może stawać się jego źródłem.

 

Elżbieta Sujak: Moim zdaniem lecznicze działanie sakramentu pojednania ma całkiem inny wymiar niż w psychologii. W jego trakcie zostają odpuszczone nasze grzechy. Psychologia tego dać nie może. Spowiednik dysponuje łaską, której Pan Bóg udzielił mu z miłości dla niego i dla mnie, a to jest zupełnie inny rodzaj leczenia niż łagodzenie bólu czy pocieszanie.


Tak naprawdę element złagodzenia bólu nie jest tutaj najważniejszy. Pamięć o bólu powinna zostać. Ona bowiem chroni mnie przed powrotem do grzechu. Moim zdaniem istotne jest odnalezienie siebie w prawdzie i w swoim prawdziwym kształcie, w takim, w jakim spogląda na mnie miłość Boża, z perspektywą rozwojową, z przebaczeniem idącym wstecz, wobec tego, czego się dopuściłam. Tego się nie da przełożyć na język psychologii ani na język medycyny.

 

Psychologia, psychoterapia bardzo często starają się zdiagnozować stan człowieka, nazwać pewne jego emocje, a przez to określić jego osobowość. Czy spowiedź podobnie ukazuje całościową wizję człowieka?

 

Józef Augustyn SJ: Psychologia i psychoterapia nie ukazuje całościowej wizji człowieka, ale jedynie pewien wycinek. Kiedy wycinek ten zostaje zabsolutyzowany, mamy do czynienia z redukcjonizmem, w tym przypadku z redukcjonizmem psychologicznym. O ile możliwe są opisy psychologiczne człowieka, które nie uwzględniają religii, o tyle nie ma religijnego i duchowego opisu człowieka, który nie uwzględniałby psychologii. Prawdziwa religia i autentyczna duchowość nigdy nie rozbijają człowieka na części, nie redukują go do jednego wymiaru, ale integrują i scalają wewnętrznie. Choć religia zajmuje się przede wszystkim duchowym i moralnym wymiarem człowieka, uwzględnia jednak w swoich rozważaniach jego psychiczność i somatyczność.


Nierzadko zdarza się, że penitentowi potrzeba nie tylko spowiedzi, ale także psychoterapii, jednak tym wymiarem kapłan się nie zajmuje. Sztuka spowiadania polega między innymi i na tym, by rozróżnić, gdzie potrzebny jest lekarz, a gdzie ksiądz.

 

Elżbieta Sujak: Oddzielanie psychologii i życia duchowego nie jest łatwe, ponieważ te dziedziny posługują się różnymi językami. I czasem to samo wydarzenie, ten sam fakt, ten sam czyn ma kilka twarzy. Uczciwość terapeuty wymaga jednak, by w razie wątpliwości, czy dany problem ma podłoże duchowe, poinformować o tym pacjenta.

 

Zatrzymajmy się na moment na rzeczywistości nazywanej krzyżem spowiednika. Dla kapłana bardzo bolesne może być stwierdzenie, że penitent nie zauważa swojego grzechu ani jego rozmiaru, że nie jest w stanie żałować ani poprawić się...

 

Józef Augustyn SJ: Jeżeli ksiądz sam jest dobrym i ofiarnym penitentem, łatwiej jest mu nieść krzyż spowiednika. Sztuka spowiadania wiernych zaczyna się od sztuki spowiadania siebie. Jan Paweł II przemawiając do księży, mocno podkreślał, że tylko dobry ksiądz - penitent może być dobrym spowiednikiem. Krzyż spowiednika polega na "dźwiganiu" zła, którego penitent sam nie chce widzieć, nie chce uznać i nie chce dźwigać. Czasami chodzi o bardzo trudne ludzkie sytuacje: wielkie krzywdy czy nawet zagrożenie ludzkiego życia. Na rozmowę o tym z penitentem ma ksiądz niekiedy tylko kilka minut. Trzeba wówczas pozwolić przede wszystkim działać Duchowi Świętemu. Bez Jego światła takich sytuacji nie da się rozwiązać.

 

Czy krzyż spowiednika można porównać z ciężarem terapeuty?

 

Elżbieta Sujak: Czasem tak, ale rzadko. Zakres odpowiedzialności terapeuty jest inny aniżeli zakres odpowiedzialności szafarza sakramentów. Terapeuta ma większą swobodę działania. Może tak poprowadzić rozmowę, by pokazać problem z innej strony. Posłużę się przykładem. Kiedyś pacjentka mnie - jako terapeutce - zwierzyła się, że zamierza zamordować swojego męża. Opowiadała, że pierwsza próba się nie udała, ale następnym razem lepiej sobie poradzi. Postawa zupełnie amoralna. Znalazłam się w kłopotliwej sytuacji. Prawo wymagało ode mnie, abym zawiadomiła organy ścigania o zamierzonym przestępstwie. Z drugiej strony, leżało mi na sercu dobro mojej pacjentki. W tym momencie gorąco modliłam się o światło Ducha Świętego, jak dalej poprowadzić rozmowę. Przyszło światło: "Dobrze, wyobraźmy sobie, co się stanie. Jak to zrobisz?". Powiedziała, co zamierza. Ja na to: "I co potem?". "On umrze". "I co potem zrobisz?". "Odbędzie się pogrzeb…". Ja na to: "Jak to? Silny mężczyzna wrócił z pracy i nagle umarł? Policja zarządzi sekcję zwłok i stwierdzi zabójstwo. Ciebie aresztują i zamkną w więzieniu, a dziecko oddadzą do domu dziecka". Na te słowa moja pacjentka otrzeźwiała. Miała jedno dziecko, pięcioletnią córkę, a sama była wychowanką domu dziecka. "Co?! Moje dziecko do domu dziecka? Mowy nie ma. Nie zabiję go".


Mówię o tym, by pokazać, że czasem można zadziałać także przez wyobraźnię. Udało mi się trafić w miłość macierzyńską, jedyną, którą ta osoba w sobie miała. Nie było bowiem czasu na odwoływanie się do sumienia, które nie zostało obudzone w procesie wychowania. Taką możliwość ma jednak tylko psycholog.

 

  1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.66

Liczba głosów:

32

 

 

Komentarze użytkowników (13)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

marta 07:37:54 | 2009-12-10
Tereso - kierownictwo duchowe jest ważną pomocą i cennym doświadczeniem. To prawda. I faktycznie chyba trzeba szukać kierownika i prosić Boga o takiego. Z "renomowanymi" kierownikami duchowymi jest jeden problem - to, że dany kapłan "przemawia" do jednej osoby, wcale nie znaczy, że i drugiej będzie odpowiadał (to trochę podobnie jak z kazaniami - jednym pasują, innym nie). W gruncie rzeczy chyba chodzi o kogoś przez kogo Bóg chce do mnie mówić.

Jakiś czas temu usłyszałam zdanie, które wlało nadzieję w moje serce. Jeden z księży Jezuitów komentując pewną "modę" na "posiadanie" kierownika duchowego zaznaczył, że to prawda, że trzeba szukać, ale jeśli będziemy troszczyć się o swoje życie duchowe to Pan Bóg da nam pomoc, nie zostawi nas samymi. Czyli pierwszeństwo ma walka o życie duchowe, o swój wewnętrzny rozwój a pomoc zostanie nam dana (to nie eliminuje szukania itd. ale ustawia sprawę w innych proporcjach). W moim życiu to się "sprawdza". Pomoc dana nam z Wysoka może być zupełnie inna od naszych wyobrażeń - dlatego ja osobiście stawiam na otwartość i staram się nie nastawiać.

A co do zapominania... ja sobie pomagam tak, że w spowiedzi i w rachunku sumienia idę po tym samym kluczu - dziesięciu przykazań czy grzechów głównych, czy innym... A że i tak zdarza się coś zapomnieć - jak pamiętam, że "coś jeszcze było" to po prostu otwarcie mówię że coś jeszcze było i nie pamiętam - odpowiedź potrafi zadziwić - bo tu przecież działa Duch Święty.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~jola 23:08:04 | 2009-12-09
Tak, dobry spowidnik jest rzadkością, ale najpierw może chodzi tu o takie jego podstawowe człowieczeństwo(potem wykształcenie), dzięki któremu penitent , odzyska nadzieję i szacunek do samego siebie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

JurekS 22:31:29 | 2009-12-09
Czy można mówić o "sztuce spowiadania"? - Oj można, można. I trzeba. Myślę, że trzeba mówić o sztuce spowiadania i sztuce spowiadania się. Po tak dobrym tekście pani Elżbiety i ojca Augustyna zostaje nam się modlić o dobrych spowiedników no i samemu "przyłozyć się" do dobrego przygotowania do spowiedzi. Chociaż i ja miewałem takie pragnienia jak teresa.
I jeszcze jeden komentarz, który nasuwa mi się po przeczytaniu tego artykułu - jakość naszego zycia religijnego jest też pochodną dobrej spowiedzi. I powinni na to zwrócić uwagę duszpasterze. Ale jak to zrobić gdy (własnie nadchodzi ten czas) w czasie rekolekcji odbywa się to taśmowo?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~jaga 22:21:22 | 2009-12-09
Chciałabym Joan, żeby tu gdzie mieszkam, było tak, jak  tam, gdzie Ty mieszkasz.
Ale czegoś takiego nie ma w całej diecezji( ełckiej), sprawdziłam telefonujac po tamtej przykrej przygodzie do kurii - nie ma stałego konfesjonału, są Msze do tego celu.
Z całą pewnością nie jest normalna sytuacja, kiedy w czasie Mszy są puste konfesjonały.
Trudno jest zwłaszcza, gdy ktoś tak, jak ja mieszka na wsi, nie ma żadnego wyboru, bo jest jeden ksiądz, jeżeli się nie chce korzystać na miejscu, to trzeba pojechać gdzieś dalej, na Mazurach odległości są duże.
Czego się można dowiedzieć ze strony internetowej diecezji ełckiej na ten temat, to zajrzyj i sam się przekonaj.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~joan 21:52:17 | 2009-12-09
Jaga, no to się sprawdza, kiedy jest spowiedź: przed Mszą, po Mszy,  "na dzwonek" do klasztoru ( jak w mojej byłej parafii) itd. A przykładowo tu gdzie teraz mieszkam, to spowiedź jest wyznaczona o konkretnej godzinie zupełnie w innym czasie niż Msze.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~jaga 21:45:33 | 2009-12-09
 Joan - " jeżeli komuś zależy na spowiedzi, to musi się trochę przłyożyć..." o czym Ty mówisz, jakie "w ciemno z biegu" ? Co się sprawdza ? Jasne, że spowiedż w czasie Mszy to kiepski pomysł z punktu widzenia penitenta, ale okazuje się, że i to bywa zbyt dużym oczekiwaniem.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~joan 21:05:05 | 2009-12-09
Jaga, jeżeli komuś zależy na spowiedzi, to musi się trochę przłyożyć. Nie idzie się w ciemo z biegu, tylko sprawdza kiedy w parafii spowiadają albo czy są w mieście tzw. konfesjonały stałe. Spowiedź podczas Mszy, to nie najlepszy pomysł- za głośno i trudno się skupić. Trochę przykro,że ksiądz po Mszy też nie miał czasu, ale cóż- to też człowiek i ma różne problemy, a może umówił się już wcześniej z kimś innym? Smoczyco, nieładnie sugerować, że księża zakonni (i to jescze wybranych zgromadzeń) są jacyś inni- lepsi. Jeżeli chodzi o gotowość służenia wiernym to wszystko zależy od człowieka.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~jaga 20:08:20 | 2009-12-09
Z  DIECEZJII EŁCKIEJ : w Ełku chciałam się wyspowiadać, poszłam do kościoła, przy ołtarzu koncelebra, konfesjonały puste, pomyślałam-spróbuję w innym kościele, podjechałam szybciutko samochodem do katedry, a tam-to samo(przy ołtarzu 3 księży, konfesjonały puste), w następnym(u kanoników reg.) również koncelebra i konfesjonały puste.Wróciłam do pierwszego kościoła, kończyła się Msza, poszłam do zakrystii poprosić księdza o spowiedż, gdy powiedział, że nie ma teraz czasu -  opowiedziałam o swojej wędrówce, mówiąc, że bardzo się starałam, żeby go nie fatygować.
Jak tu w ogóle myśleć o jakiejkolwiek sztuce spowiadania, w konfesjonale mam nadzieję na znalezienie najprostszej rzeczy - szacunku.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~teresa 14:01:06 | 2009-12-09
  Odkąd mam problemy z pamięcią i bywa ,że przed kratką konfesjonału pojawia się we mnie " biała plama" odczuwam pragnienie, aby kapłan po drugiej stronie zwyczajnie mi dopomógł- zapytał np. jak wygląda twoja relacja z Bogiem,modlitwa, niedzielna Eucharystia, relacje z bliźnimi, zadrość,pycha itd. W trakcie takiej spowiedzi okazałoby się,że grzechów jest dużo więcej, spisywanie ich na kartkach byłoby zbędne- nad sumieniem człowieka ,przynajmniej w zarysach dekalogu,grzechów głównych i cudzych... czuwałby przytomny, zdrowy,wrażliwy [[[umysł i sumienie]]].
Na koniec zapytałby-czy widzisz nad czym musisz pracować,co zmienić? Co postanawiasz, jak wynagrodzisz Bogu i innym zlo???  
Podsumowując tak przebiegająca spowiedź byłaby dłuższa,ale dokonanie "wspólnego" rachunku sumienia dopełniałoby warunki dobrej spowiedzi, oczywiście żal za zło i domowy rachunek sumienia byłby nieodzowny, ale owoce takiej spowiedzi byłyby większe, byłby to zalążek doskonalenia siebie na drodze do świętości, a nie każdego stać na renomowanego kierownika duchowego.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~r.kozuchowski 12:32:49 | 2009-12-09
Jesteśmy "specyficznymi" grzesznikami. Bo jesteśmy badź "księciem", badź "ksieżniczką", a naszym Ojcem jest Krółów Król, Panów Pan. To ma dodawać nam otuchy,że kocha nas, takimi jakimi jesteśmy i pragnie byśmy się stali święci, nie oczekuje bezgrzeszności. Wstyd przy spowiedzi to jedno, ale jeśli ktoś się obawia, nichaj zaśpiewa sobie w duchu: Miłość ci wszystko wybaczy, smutek zamieni ci w śmiech........"

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook