O miłości bliźniego i nadstawianiu policzka

Życie Duchowe
(fot. andrew.stichbury./flickr.com)

"Kościół zwycięża, gdy zwycięża miłość". "Bóg zwycięża, gdy zwycięża miłość"… Jeśli więc nasz brat, choćby najbardziej obciążony winami, niegodziwiec, łotr, chce zabrać naszą własność, cokolwiek by to było, wielki majątek czy noszona przez nas szata, strzeżmy się, by go nie wymyślać: obejmijmy go i dajmy mu, czego chce: jesteś moim bratem, to, co moje, jest i twoje; trochę marności nie odłączy mnie od mego brata; kocham cię, bierz wszystko, co chcesz, jeśli chcesz, bierz więcej, bierz wszystko, bo wszystko, co mam, jest twoje, umiłowany bracie, kocham cię, wszystko, co posiadam, jest twoje…

 

Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje.
(Mt 10, 40)
 
Przyjąć bliźniego to przyjąć cząstkę Jezusa, cząstkę Jezusowego ciała; Jezus słucha tego, co mówimy do bliźniego, i przyjmuje to, co czynimy naszym braciom; do Niego mówimy i Jemu czynimy…
 
Z jakąż więc miłością, szacunkiem i radością winniśmy pragnąć czynić jak najwięcej dobra dla duszy czy ciała tych, których spotykamy na swojej drodze, zgodnie z ich i naszymi możliwościami; z jakąż czułością winniśmy przyjąć każdą ludzką istotę, kimkolwiek by ona była!… Ubogiego, który nieśmiało puka do drzwi, przełożonego, który w imię Kościoła i Stolicy Apostolskiej przychodzi odwiedzić nas wszystkich, wszystkich, wszystkich; ubogiego i biskupa, wszystkich, wszystkich, bo przyjmując ich, przyjmujemy Jezusa!
To na tym fundamencie sprawiedliwy, który "żyje w wierze", buduje swoje zachowania, swoje związki z bliźnim, nie widząc w nich niczego innego jak tylko cząstkę ciała Jezusa.
 
Byłem głodny, a daliście Mi jeść.
(Mt 25, 35)
 
Nasz Pan daje nam tu prawdziwy motyw jałmużny, najpotężniejszy ze wszystkich, choć są jeszcze inne motywy: trzeba dawać jałmużnę z posłuszeństwa dla nakazu, tylekroć przez Boga powtarzanego; trzeba być posłusznym, by Go naśladować, Jego, który tak hojnie nas obdarza, naśladować Jezusa, który tyle dał; trzeba dawać, ponieważ miłość Boga zobowiązuje nas do przenoszenia miłości, jaką mamy dla Niego, na ludzi - Jego ukochane dzieci; trzeba dawać przez dobroć, aby praktykować, kultywować tę cnotę, którą należy kochać dla niej samej, ponieważ jest ona jednym z atrybutów Boga, Jego piękna, doskonałości i, w rezultacie, samym Bogiem; wszelako choć każdy z motywów dawania jałmużny jest w zupełności wystarczający, to najbardziej porywające ze wszystkich jest to, że cokolwiek czynimy dla bliźniego, czynimy dla samego Jezusa; i tu właśnie znajdujemy kryterium, według którego winniśmy zmieniać i reformować nasze życie, kierować naszymi działaniami, słowami i myślami… Wszystko, co czynimy dla bliźniego, czynimy dla Jezusa…
 
Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary". Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.
(Mt 9, 13)
 
Trzeba być miłosiernym, nachylać swoje serce ku każdej nędzy, zarówno cielesnej, jak i przede wszystkim duchowej. Choroby duszy są bowiem nieskończenie poważniejsze niż choroby ciała, ponieważ zagrażają odkupionemu przez Chrystusa wiecznemu życiu i szczęściu człowieka, i to nie na kilka lat, ale na całą wieczność… Troszczyć się nie tylko o owce łagodne i zadbane, pozostawiając "czarne owce" ich nieszczęsnemu losowi, lecz kochać należy wszystkich ze względu na Boga, Ojca i Zbawiciela, otaczając szczególną troską chorych i grzeszników, ponieważ oni tego najbardziej potrzebują.
 
Jezus daje nam całe swoje ciało do kochania; wszystkie Jego członki zasługują z naszej strony na jednakową miłość, bo wszystkie do Niego należą: jedne są zdrowe, inne chore: jeśli wszystkie powinny być równo kochane, to chore członki wymagają szczególnej troski, tysiąc razy większej niż pozostałe: zanim będziemy skrapiać inne perfumami, zadbajmy o te zranione, posiniaczone, chore, to znaczy o tych wszystkich, którzy mają potrzeby ciała i duszy, a szczególnie o tych ostatnich, czyli grzeszników… Możemy czynić dobrze wszystkim ludziom za pomocą modlitwy, pokuty czy własnego uświęcenia.
 
Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?
(Łk 6, 41)
 
Miłość nie zważa na wady tego, którego kocha, lecz usiłuje je sobie wytłumaczyć, jeśli nie może ich nie widzieć, modli się, żeby znikły; gdy nie może ich usprawiedliwić, odwraca od nich oczy, by myśleć o pięknie i zaletach miłowanej osoby oraz o własnych brakach wyrażając w ten sposób swoją pokorę… Gdy się kocha, jest się tak małym, tak pokornym przed tym, którego się kocha, widzi się samego siebie tak nędznego i tak biednego, a tego, kogo się kocha, doskonałego i pięknego. Jeśli naszego bliźniego uważamy za pełnego wad, a siebie samych za dobrych, to zapłaczmy nad sobą, ponieważ upadliśmy bardzo nisko, jesteśmy pozbawieni miłości, zarozumiali i ślepi, nie ma w nas także ani pokory, ani prawdy: jesteśmy daleko od Boga, który jest miłością, od Boga, który jest prawdą, od Jezusa pokornego Serca; płaczmy, płaczmy nad sobą, módlmy się, prośmy w modlitwach, błagajmy Boga, byśmy się mogli nawrócić, błagajmy świętych, aniołów, ludzi, żeby nam wyprosili nawrócenie, i pracujmy ze wszystkich sił, by się poprawić, bo tkwimy w bardzo głębokiej przepaści.
 
Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj.
(Mt 5, 23-24)
 
Zachowujmy pokój ze wszystkimi ludźmi i usiłujmy go przywracać, kiedy został zakłócony: wychodźmy zawsze naprzód, czyniąc pierwsze kroki przez miłość dla tych, którzy są naszymi braćmi w Bogu; gdy nie mamy racji, róbmy to z tym większym pośpiechem, bo zobowiązuje nas do tego sprawiedliwość; gdy racji nie ma nasz brat, róbmy to z zapałem, przez troskę o dobro jego duszy, dla jego nawrócenia; w każdym wypadku róbmy to śpiesznie i z całego serca, żeby między dziećmi Boga panowały miłość, pokój i jedność.
 
Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą.
(Łk 6, 27)
 
Kochajmy nieprzyjaciół, kochajmy z całego serca te chore członki ciała Jezusa, tych obciążonych winą braci, którzy pozostają naszymi braćmi i mogą się w każdej chwili nawrócić, te istoty, za które Jezus przelał swoją krew i które wciąż woła do siebie, te dusze uczynione na obraz Boga, stworzone dla nieba, w którym będą królować być może w lepszym miejscu niż nasze… Czyńmy dobrze tym, którzy nas nienawidzą, wyświadczajmy wszelkie możliwe dobro ich duszom i ciałom, módlmy się za nich, ofiarujmy w ich intencji naszą pokutę (ponieważ Pismo Święte ukazuje nam wszędzie pokutę jako nieodłączną towarzyszkę modlitwy), wyświadczajmy im wszelkie dobro, na które nam pozwala Bóg i posłuszeństwo wobec Niego, okazujmy im dobrą wolę, usłużność, życzliwość, obdarzajmy ich jałmużną, jeśli są ubodzy, opieką, jeśli są chorzy, i wszystkim, co jest dla nich dobre; czyńmy to z posłuszeństwa słowu Jezusa i z chęci naśladowania Go, by wyświadczać wszelkie dobro Jego chorym członkom, by zyskiwać te dusze dla Boga, "gromadząc rozżarzone węgle miłości nad ich głowami" i zło dobrem zwyciężając, a ich nienawiść naszymi dobrymi uczynkami.
 
Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty.
(Łk 6, 29)
 
Jakiż dobry jesteś, mój Boże!… Jak czuły Ojciec, pragnący trwałej miłości między wszystkimi swoimi dziećmi, który chce, by dla zachowania pokoju znosiły łagodnie, z cierpliwością i bez sprzeciwu jedne drugich, znosiły wszelki gwałt, zniewagi, a nawet śmierć, woląc raczej umrzeć niż zranić swego brata; tym bardziej chcesz, by między Twoimi dziećmi nie było nawet cienia kłótni o dobra materialne i żeby nigdy nie został między nimi zmącony pokój przez przywiązanie do dóbr doczesnych i przez słowa: "moje" i "twoje"…
 
Uczysz także, byśmy raczej pozwolili sobie odebrać przez niesprawiedliwych braci wszystkie dobra, nawet te niezbędne, jak szaty okrywające ciało, niż przez stawianie oporu i protesty zburzyli miłość i pokój, które powinny panować w rodzinie. O Boże miłości, o dobry Ojcze, jakże chciałbyś widzieć między nami, Twoimi dziećmi, miłość, pokój i zgodę!
 
Pozwólmy się bez sprzeciwu ogołocić, okraść, obedrzeć ze wszystkiego, co mamy, chociaż zgoda na spoliczkowanie i wyrządzanie sobie krzywdy jest szczególnie przeciwna naszej zepsutej naturze i pogańskim ideom tego świata; nie ma jednak nic w tym dziwnego, że myśli Boże są różne od myśli ludzkich. One bowiem, jak mówi Bóg, są od siebie tak odległe jak wschód od zachodu. Nic zatem dziwnego, że natchnienia łaski są tak przeciwne podszeptom zepsutej natury. Pozwólmy więc sobie raczej zabierać, wyrywać nawet największe dobra i najbardziej potrzebne przedmioty, niż przez kłótnie i protesty, walki i potyczki zburzyć braterską miłość…
 
Nasz brat jest niesprawiedliwy: pozwólmy mu dopełnić tej niesprawiedliwości, modląc się za niego, pozwólmy się ogołocić, odstąpmy wszystko, nie "sprzeciwiajmy się złu", ograniczmy się do braterskiego napomnienia, jeśli zechce nas słuchać, i usiłujmy go nawrócić braterskim zwróceniem uwagi, tak jak uczy nas tego Jezus. Zresztą cóż my odstępujemy? Czymże są największe dobra, jeśli nie odrobiną błota. A to wszystko, co nam się zdaje, że posiadamy, jak długo będziemy mieć? Nasze życie tu, na ziemi, to tylko dwie chwile. Jeśli spojrzymy na przemijające dobra w świetle wieczności, zrozumiemy bez trudu to, o czym mówi Bóg, żebyśmy porzucili wszystko bez oporu, jakkolwiek wydawałoby się ważne i nieodzowne, gdyż wszystko, co ziemskie, jest nieskończenie małe, a niezbędna jest nam jedynie cnota…
 
W tym świetle widać wyraźnie, że najmniejszy wzrost miłości między ludźmi, w rodzinie dzieci Bożych, ma tysiąc razy większą wartość i tysiące razy większe znaczenie niż wszystkie dobra materialne świata.
 
"Kościół zwycięża, gdy zwycięża miłość". "Bóg zwycięża, gdy zwycięża miłość"… Jeśli więc nasz brat, choćby najbardziej obciążony winami, niegodziwiec, łotr, chce zabrać naszą własność, cokolwiek by to było, wielki majątek czy noszona przez nas szata, strzeżmy się, by go nie wymyślać: obejmijmy go i dajmy mu, czego chce: jesteś moim bratem, to, co moje, jest i twoje; trochę marności nie odłączy mnie od mego brata; kocham cię, bierz wszystko, co chcesz, jeśli chcesz, bierz więcej, bierz wszystko, bo wszystko, co mam, jest twoje, umiłowany bracie, kocham cię, wszystko, co posiadam, jest twoje… To jest przykazanie Jezusa, to również przykład, jaki nam daje, pozwalając się ogołocić ze wszystkiego, umierając na krzyżu bez stawiania oporu i modląc się za tych, którzy Go ogołocili i przyprawili o śmierć.
 
Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi.
(Łk 6, 29)
 
Jakiż dobry jesteś, Boże mój! W swojej miłości, jaką masz dla wszystkich ludzi, chcesz, by się zachowywali między sobą tak, jak czuły ojciec chce, by jego własne dzieci postępowały jedne z drugimi... Chcesz widzieć panujący między nimi pokój, taką uległość, taką wyrozumiałość, takiego ducha delikatności i czułości, że gdy jeden dopuści się jakiejś niesprawiedliwości, inni mu natychmiast ustępują, by nie zakłócać owego pokoju i jedności, bo uważają, że cokolwiek by się zdarzyło, zawsze zwyciężą, gdy tylko zwycięża miłość… Oto trwały pokój i wypróbowana miłość braterska, których pragniesz wśród swoich dzieci, i dlatego dajesz nam to przykazanie: Jeśli cię ktoś uderzy… i wiele innych.
 
Jeśli nas ktoś uderzy w policzek, nadstawmy mu drugi, dosłownie i w przenośni: jeśli nas ktoś obraża, nie oddajmy mu zniewagą, jeśli nas uderzy, nie bijmy agresora, nadstawmy policzek albo grzbiet, czyniąc znak krzyża; jeśli nas kto zrani, nie brońmy się, nadstawmy szyję jak baranek, by nie sprowokować walki ze swoim bratem, ale go raczej zwyciężyć łagodnością, naśladując Bożego Baranka, który bez stawiania oporu pozwolił, by Go policzkowano, opluto, bito pięściami, zelżono, zasłonięto Mu oczy, biczowano, ukoronowano cierniem, obarczono krzyżem, poraniono i zabito, gdy jednym słowem, jednym aktem woli mógł powalić do swoich stóp wszystkich napastników i każdego z nich unicestwić.
 
Znośmy więc wszystkie obelgi, krzywdy, drwiny, przemoc, ciosy, rany, więzy, śmierć, modląc się za tych, którzy nienawidzą… "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią". Dziękując Bogu za to, że raczył pozwolić, byśmy my, tak niegodni, upodobnili się do naszego Pana, ofiarujmy Mu z miłością to wszystko, co musimy znosić… Jezus daje nam tu wyraziste świadectwo i nie mniej wyrazisty przykład. Idźmy krok w krok za naszym Umiłowanym, za wonią Jego pachnideł.
 
Tłumaczył Bolesław Dyduła SJ

Życie duchowe

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.77

Liczba głosów:

82

 

 

Komentarze użytkowników (49)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~in 00:04:37 | 2014-09-24
Herezja pacyfizmu - wykład ks. Grzegorza Śniadocha

http://www.youtube.com/watch?v=aGrUN9V80ZE

Oceń 12 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~olik 15:39:58 | 2014-09-23
Powiedzcie Irakijczykom, że mają nadstawiać muzułmanom swoje głowy do ścięcia.
Co za durnota. Niedługo wszystkich katolików wybiją, bo sami się będą podkładać

Oceń 7 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~herezja pacyfizmu 15:26:39 | 2014-09-23
W pacyfizmie, sprzecznym z wiarą katolicką, realizuje się ostatecznie godzenie się na dominacją silniejszego, zniewolenie, postawę bierności - pacyfiści chcą, by wszelkie konflikty rozwiązywane były prawem stanowionym przez człowieka (niezależnie, czy prawo takie jest godziwe, czy też nie) - potępiając jednocześnie jakikolwiek opór, ostatecznie także wojny obronne i wyzwoleńcze. Natomiast my jako chrześcijanie mamy obowiązek patrzeć na ludzkie czyny poprzez dane nam prawo od Boga i Jego wolę, które nieustannie powinny doskonalić ludzkie sumienia i działanie w sprzeciwianiu się kłamstwu i złu, a w wybieraniu prawdy i dobra - niezależnie od postanowień silniejszego. Nawet w nadstawianiu drugiego, lewego policzka Chrystus domagał się równego traktowania. Jeśli osoby praworęczne (a tych jest większość) chcą uderzyć kogoś w prawy policzek, to muszą uczynić to grzbietem dłoni; i wówczas w taki właśnie sposób pan wymierzał wtedy policzek słudze. Nadstawiając drugi, lewy policzek, zmuszamy bijącego do tego, żeby uderzył nas otwartą dłonią, a to - według ówczesnej normy kulturowej - oznaczało, że obaj mają taki sam status. społeczny. W Biblii Tysiąclecia tłumacz zrobił z zakazu zemsty nakaz bierności wobec złoczyńców. Czytamy tam: Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu (Mt 5, 39-39). Tymczasem greckie antistenai nie oznacza stawiania oporu, lecz przeciwstawienie się z podobną siłą. To znaczy nie odpłacajcie złem za zło.

Obrona jest nie tylko dozwolona, ale i konieczna (bywa heroiczna), bo kapitulacja i bierność pozwalałaby bezprawiu jeszcze dalej się rozprzestrzenić - czego niestety jesteśmy świadkami. Negowanie prawa i obowiązku obrony przed agresją kłamstwa, zła, deprawacji i bluźnierstwa jest aktem samobójczym, niegodziwym albo zwyczajną ludzką głupotą.

Oceń 20 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~budrys998 15:08:48 | 2014-09-22
Przecież oni tego właśnie chcą. Zbóje chcą by robota szła gładko, by nikt się nie stawiał.
Idąc na robotę nie chcą, by ktoś miał w d*** niestawianie oporu złemu i nadstawiaie policzka. Chcą się narabować. Ktoś powie, że może się nawrócą. Ale to moze być za wiele lat jak już pożyją sobie jak królowie ze zrabowanych dóbr. A potem pochlipą, uronią łezkę i patrzcie Państwo-Święci Pańscy. Po to mamy organy ścigania by były narzędziem naszej zemsty i walki o nasze dobra.
Nie umiem przyjąć tych słów; dla mnie to kompletny bełkot. Chyba tylko Chrystus mógł je stosować, no ale on miał misję. Jak można straszyć, że się pójdzie do piekła za heroiczną obronę sweg życia/zdrowia/dobytku. Tak ma wyglądać Dobra Nowina.
Dobra-chyba dla wszelkiej maści bandytów i złodziei...

Oceń 3 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Weronika 23:26:18 | 2014-09-21
co za obled!!! czyli mamy pozwolic na bezprawie,gwalty,wojny, morderstwa! Niestety kosciol takimi pogladami przyczynia sie do przemocy w rodzinie.  po co sadownictwo,po co prawo,dajmy sie zabic. I mamy bienoscc wobec zla! Czyli kobieta gwalcona, ma na to pozwolic i jeszcze moze krzyczec chwla Panu ,za to co mnie spotyka i wszystko w imie milosci. genialne

Oceń 4 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~błędna interpretacja 19:30:40 | 2014-09-21
PACYFISTYCZNA INTERPRETACJA SŁÓW O NADSTAWIANIU DRUGIEGO POLICZKA JEST BŁĘDNA !!!

1) To, że Jezus każe nam nadstawiać drugi policzek (Mt 5, 39), wcale nie oznacza, że zachęca nas do tego, żeby biernie poddawać się przemocy.

2) W Biblii Tysiąclecia czytamy: Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu (Mt 5, 39-39). Tymczasem greckie "antistenai" nie oznacza stawiania oporu, lecz przeciwstawienie się z podobną siłą. To znaczy „nie rewanżujcie się złu”, nie odpłacajcie złem za zło. Tłumacz zrobił z zakazu zemsty nakaz bierności !

3) Istotny kontekst kulturowy. Mateusz mówi tu o uderzeniu w prawy policzek. Jeśli osoby praworęczne (a tych jest większość) chcą uderzyć kogoś w prawy policzek, to muszą uczynić to grzbietem dłoni; i wówczas w taki właśnie sposób pan wymierzał policzek słudze. Nadstawiając lewy policzek, zmuszamy bijącego do tego, żeby uderzył nas otwartą dłonią, a to - według ówczesnej normy kulturowej - oznaczało, że obaj mają taki sam status społeczny. Tak więc w czasach Jezusa nadstawienie drugiego policzka równało się z odrzuceniem roli kogoś o niższym statusie społecznym i domaganie się równości. Nie ma to więc nic wspólnego z biernością.

4) Konkluzja. Można tylko współczuć człowiekowi (i jego bliskim, Kościołowi !) który w konsekwencji jakiegoś obłędnie pacyfistycznego rozumienia chrześcijaństwa zmuszany jest wyznać analogiczną zasadę: „jeśli ktoś bije cię kijem baseballowym w prawy bok to nadstaw mu i drugi” albo „jeśli ktoś zabija ci jedno dziecko daj mu i drugie”. Ten argument, poprzez redukcję do absurdu pokazuje, że rozumienie omawianych słów w duchu właśnie pacyfistycznym, jest niedorzeczne.

Oceń 16 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Niewolnik czy Katolik 15:44:40 | 2014-09-21
Uważam ten tekst za NIESPÓJNY. Brak przykładów. Mam się dawać okraść i poniżać bo ktoś chce moje pieniądze wydać na wódkę lub inne uciechy swojego ciała? Mam dawać jałmużnę innym skoro mam własne koszty rodziny. Mam ułatwiać czyiś grzech, aby dzięki mojej krzywdzie ta osoba dalej brnęła w grzechu? A co zrobił Jezus gdy został uderzony w twarz? Jezus napominał, aby rozpoznawać ludzi po owocach. Jezus gdy został niesprawiedliwie uderzony w twarz przez Annasza odezwał się tymi słowami: "Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz? (J 18,23)
W tamtych czasach oraz później uderzenie z back-handu, zewnętrzną stroną dłoni oznaczało zniewagę. Rzymianin mógł sobie bez żadnych konsekwencji zabić swojego niewolnika, ale wtedy straciłby sługę, dlatego znieważał go bijąc zewnętrzną stroną dłoni. Założenie dotyczy większości populacji praworęcznej. Żeby to zobaczyć usiądź naprzeciw drugiej osoby i uderz ją lekko w prawy policzek zewnętrzną stroną dłoni. Osoba ta została znieważona jak niewolnik. Następnie ta znieważona  osoba wg zaleceń Jezusa powinna nadstawić drugi policzek. Poproś więc osobę z naprzeciwka aby skręciła głowę maksymalnie w prawą stronę. Siedząc tak jak poprzednio znowu użyj prawej dłoni do uderzenia w policzek. Okaże się, że jeśli użyjesz znowu prawej dłoni to wygodniej Ci uderzyć przeciwnika wewnętrzną stroną dłoni. Myślę, że interpretacja Bł. Karol de Foucauld pasuje do sytuacji beznadziejnych, w których osoba poszkodowana właściwie nie ma już wpływu na to, że jest krzywdzona np. obecnie gwałcone kobiety w Syrii. Te gwałcone kobiety (nie mogąc walczyć) z tego co czytałem postąpiły chciały oddać więcej niż oni chcieli wziąć tj. prosiły oprawców aby ich zabili.  Obecnie Kościołowi wydzierane są nie szaty, nie majątki ale nasi bracia chrześcijanie a my (tj przedstawiciel nas -papież)  napominamy zamiast odpowiedzieć siłą. Proszę o bardziej spójny artykuł..

Oceń 5 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~PTBJ 12:16:18 | 2014-09-21
Piekne 'kazanie' na niedziele
Pozwolcie ze podziele sie z Wami jedna sprawa ktora mnie 'meczy'
W pracy zdeydowanym glosem powiedzialem koledze zeby inaczej pracowal, poniewaz nie robil tego jak powinien..Nie przyjal tego do siebie, nie pozegnal sie, wychodzac..napisalem do niego wiadomosc po przyjsciu do domu, zeby przemyslal sowje zachowanie (dla mnie na poziomie 10latka..) nie przywital sie nast dnia, gdy powiedzialem mu ze sie tak nie zachowuje normalny czlowiek, w trakcie...odwrocil sie..zbyl mnie..potraktowal jak powietrze..nie odzywamy sie do siebie, ja dlatego poniewaz uwazam ze 'wykorzystalem' swoja, chcialem zeby sie 'obudzil' wyszlo w 2 strone...jak uwazacie ( odnoszac sie do artykulu) co powinieniem zrobic, zaczac znow rozmowe ( narazajac sie znow na bycie jak 'powietrze' ) czy ...no wlasnie..pozdrawiam

Oceń 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook