Bóg, który wszystko rozświetla

(fot. prywatne archiwum autorki)

Przyjdź Boże i opatrz nasze rany, ukryte pod perfekcyjnymi uśmiechami. Przyjdź i przypomnij nam nasze najpiękniejsze marzenia. Odbuduj w nas życie. Zaświeć z całą mocą i z łaską. 

 

Kolejny dzień. Nowy początek. Szansa, żeby Jego odnaleźć, żeby siebie samego odnaleźć… Żeby spojrzeć inaczej i zmienić myślenie. Żeby na nowo odszukać dobrą drogę. Żeby usłyszeć, żeby przejrzeć. Żeby poczuć smak. Żeby odkryć sens. We wszystkim co nas uwiera, we wszystkim co tak boli, w naszej codzienności, w naszej gonitwie, w każdej naszej tęsknocie. We wszystkim czego nie rozumiemy. We wszystkim co już tak długo trwa, na co już nawet brakuje siły. W bólu tak wielkim, że niemożliwym do wypowiedzenia. W każdej pustce.


Kolejna szansa, żeby bezkarnie zamilknąć. Żeby w końcu nie mieć żadnej opinii - najlepiej stanowczej, tu i teraz. Nie być po niczyjej stronie. Nie musieć nic udowadniać sobie ani nikomu. Żeby na pustyni wielkiego miasta zatrzymać się i usłyszeć ptaki, które już zwiastują wiosnę. Odwzajemnić radosny uśmiech dziecka wysłany tylko do nas, przyjąć przyjazne merdanie psa, poczuć ciepły wiatr na twarzy i przymknąć na dłuższą oczy i nie przeoczyć tego momentu.

 

Kolejna szansa, żeby do klatki swojego ciasnego i zmęczonego serca wpuścić trochę Jego blasku i w tym blasku odetchnąć świeżym powietrzem: wolnym od urazów, od lęku, od kłótni, od obwiniana, od rozpamiętywania, od zamartwiania, od ocen. Żeby w tym powietrzu i świetle zwyczajnie odpocząć. Żeby na nowo odkryć piękno, dobro, wzruszenie, radość z prostych rzeczy. Żeby odpocząć od pustych słów. Żeby ucieszyć się kolorami i ciszą.

 

Jest taka latarnia na pewnej pięknej szerokiej plaży na Fuerteventurze. Z jakiegoś powodu bardzo lubię to miejsce. Znalazłam tam nawet swój punkt widokowy, w barze z białych desek przy plaży. Zamawiam tam kawę w szklance i po prostu patrzę. Kiedy widzę tę latarnię zawsze myślę o Nim. O tym jak potrzebne to Jego światło w moim mroku. Że bez Niego tylko ciemność, że bez Niego nic nie ma sensu. Że bez Niego wszystko traci smak.

 

Ludzie, relacje, praca, wydarzenia, porażki i sukcesy, radości i rozczarowania, dobre i złe sny - odchodzą i przychodzą. Wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie. Gwałtownie, intensywnie, głośno biegnie życie z lajkami na Facebooku, wynikami sprzedaży i oglądalności, zestawieniami wydatków pisanymi ołówkiem na kartce, plusami i minusami "czy to się opłaca" w tle. Wszystko dookoła krzyczy. Każdy na wszystkim się zna. Każdy jest najlepszy, najpiękniejszy i koniecznie ma racje, a jak się nie podoba to możesz wcisnąć "unfollow" i spadaj. Już cię nie ma. Dzisiaj jesteś dla kogoś całym światem, jutro nie będzie cię znał. Nigdy nie wiadomo, jak wypadniesz w rankingu i czy jeszcze się nadajesz. Ocenią cię, osądzą i zostaniesz sam. Rozczarowanie ludźmi. Rozczarowanie sobą. Bezsilność.

 

Tylko Jego miłość wolna od zakłamania, od ocen, od rozliczania, od pretensji, od targów i humorów, niezmiennie wierna trwa. Oświetla wszystko. Wystarczy, że Jest, że nie tracę Go z oczu i wszystko znowu nabiera sensu. Bóg jest dobry. Bóg jest prosty. On tylko niezmiennie kocha. Tak jak latarnia świeci w każdą naszą noc, żeby po raz kolejny pokazać drogę zbłąkanym, zagubionym, zmęczonym tułaczką, żeby podnieść tych, którzy rozbili się o skały.

 

Przyjdź Boże i opatrz nasze rany, ukryte pod perfekcyjnymi uśmiechami. Przyjdź Boże i przynieś trochę powietrza do naszych serc i głów tak zmęczonych i tak przyzwyczajonych do bylejakości, że już przestały walczyć o dobro, miłość, piękno. Przyjdź i przypomnij nam nasze najpiękniejsze marzenia.

 

Przypomnij znaczenie piękna, bezinteresownej życzliwości, dobra, skromności, zaufania, zwyczajnej miłości. Odbuduj w nas życie. Zaświeć z całą mocą i z łaską, żebyśmy mogli zobaczyć wszystko w nowym świetle. Przyjdź i jeszcze raz powiedz nam do serca, jacy jesteśmy ważni, jacy jesteśmy piękni. Tak po prostu. Przyjdź i w końcu uwolnij nas!

 

Wpis ukazał się pierwotnie na blogu "Bóg w wielkim mieście" >>

 

*

 

Bóg w mojej miłości

 

Rozmawialiśmy o odchodzeniu. Zapytałam wtedy ks. Jana Kaczkowskiego, czego ludzie żałują najbardziej przed śmiercią - pisze Katarzyna Olubińska. Jaka była jego odpowiedź?

 

Pewien król w Starym Przymierzu śmiertelnie zachorował i prosił Boga o uzdrowienie. Bóg powiedział: dobrze. Dodaję do twojego życia pięć lat. Co z tym czasem zrobisz? To jest clou. Co z tym czasem zrobisz? (ks. Jan Kaczkowski)

 

Kiedy prawie trzy lata po śmierci księdza Jana Kaczkowskiego odwiedziłam hospicjum w Pucku, przy wejściu przywitało mnie duże, czarno-białe zdjęcie księdza Jana z tym cytatem. Przez dłuższą chwilę pozostawałam pod wrażeniem tych słów. Pamięcią zaczęłam wracać do wywiadów, które z nim przeprowadziłam, a które były dla mnie niezapomnianymi i wyjątkowymi spotkaniami.

 

Zatrzymałam się zwłaszcza na jednym spotkaniu, na molo, kiedy wiał chłodny wiatr i świeciło wczesne wiosenne słońce, a my rozmawialiśmy o odchodzeniu. Czytaj dalej >>

 

Ten fragment pochodzi z książki-notatnika "Puste miejsca" >> Katarzyny Olubińskiej, o którym autorka pisze: "Dzielę się z tobą moimi chwilami szukania, ważnymi momentami, słowami, które dają nadzieję i siłę. Ale przede wszystkim chcę ci podarować wyjątkową przestrzeń do rozpoczęcia własnych poszukiwań, zanotowania nurtujących cię pytań, zapisania ulotnych chwil oraz tęsknot, które zmieniają twoje życie.

 

A jeśli te kilka zdań ode mnie w jakiś sposób sprawi, że spojrzysz dziś w niebo, uśmiechniesz się i przypomnisz sobie o miłości, jaką obdarował cię Bóg, to znaczy, że warto było je spisać". To jednocześnie książka z refleksjami Kasi i notatnik z miejscem na twoje osobiste przemyślenia. 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.5

Liczba głosów:

8

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?