Kilka rzeczy, o których koniecznie trzeba pamiętać w czasie świętowania Środy Popielcowej

Michał Lewandowski
(fot. cathopic.com)

Poznaj kilka faktów, które są konieczne, by dobrze rozumieć to, co dzieje się dzisiaj w Kościele na całym świecie.

 

Powszechnie wiadomo, że ten dzień rozpoczyna Wielki Post. Jest jednak kilka szczegółów, które łatwo pominąć. Szczególnie dzisiaj. Dla jasności i przejrzystości opisaliśmy najważniejsze kwestie.

 

 

Czy obecność we mszy jest obowiązkowa?

 

Na początek niewielkie wyjaśnienie. Msza święta w Środę Popielcową nie jest obligatoryjna. Brak uczestnictwa w niej nie wiąże się z grzechem ciężkim, ta środa nie jest tak zwanym świętem nakazanym. Ale to Środa Popielcowa, początek Wielkiego Postu, dlatego jak najbardziej powinnaś / powinieneś pojawić się w kościele.

 

 

Sprawę regulują przepisy prawa kanonicznego, a dokładnie kanon 1246 KPK, który mówi:

 

Kan. 1246 - § 1. Niedziela, w czasie której jest czczona tajemnica paschalna, na podstawie tradycji apostolskiej winna być obchodzona w całym Kościele jako najdawniejszy dzień świąteczny nakazany. Ponadto należy obchodzić dni Narodzenia Pana naszego Jezusa Chrystusa, Objawienia Pańskiego, Wniebowstąpienia oraz Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, Jej Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia, Świętego Józefa, Świętych Apostołów Piotra i Pawła, wreszcie Wszystkich Świętych.

 

§ 2. Konferencja Episkopatu może jednak, za uprzednią aprobatą Stolicy Apostolskiej, niektóre z dni świątecznych nakazanych znieść lub przenieść na niedzielę.

 

Jak widać, w wykazie tym nie ma Środy Popielcowej.

 

Co zrobić, kiedy Msza jest tylko obowiązkiem?>>

 

Podobnie sprawę definiuje  "List Episkopatu Polski na temat przykazań kościelnych" z 2003 r.:

 

"Chociaż takie uroczystości i święta, jak: Niepokalane Poczęcie, świętego Józefa, świętych Apostołów Piotra i Pawła, Matki Bożej Gromnicznej, Poniedziałek Wielkanocny, święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła (poniedziałek do Zesłaniu Ducha Świętego), świętego Szczepana, nie są świętami nakazanymi, to jednak zachęcamy wiernych, by zgodnie z wieloletnią tradycją brali wtedy udział w liturgii. Księży zaś, którzy w te dni nie mają obowiązku aplikacji Mszy za parafian, prosimy, by przez dogodny porządek nabożeństw, ułatwiali parafianom udział w Eucharystii".

 

Jak wspomniałem, Msza i posypanie głowy popiołem nie jest konieczne, nie popełniamy grzechu, kiedy nie będziemy mogli być tego dnia w Kościele. Skoro jednak mowa o popiele, to skąd ten obrządek wziął się w tradycji?

 

 

Dlaczego posypujemy głowę popiołem?

 

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przygotowanie do świąt Zmartwychwstania trwało tylko czterdzieści godzin. W późniejszym czasie przygotowania zabierały cały tydzień, aż wreszcie ok. V w. czas ten wydłużył się. Po raz pierwszy o poście trwającym czterdzieści dni wspomina św. Atanazy z Aleksandrii w liście pasterskim z okazji Wielkanocy z 334 r.

 

Tradycyjnemu obrzędowi posypania głów popiołem towarzyszą w Środę Popielcową słowa: "Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz" albo "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię".

 

Sam zwyczaj posypywania głów popiołem na znak żałoby i pokuty znany jest w wielu kulturach i tradycjach. Znajdujemy go zarówno w starożytnym Egipcie i Grecji, jak i u plemion indiańskich oraz oczywiście na kartach Biblii, np. w Księdze Jonasza czy Joela.

 

 

Liturgiczna adaptacja tego zwyczaju pojawia się jednak dopiero w VIII w. Pierwsze świadectwa o święceniu popiołu pochodzą z X w. W następnym wieku papież Urban II wprowadził ten zwyczaj jako obowiązujący w całym Kościele. Z tego też czasu pochodzi zwyczaj, że popiół do posypywania głów wiernych pochodził z palm poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedzającego roku.

 

Co ciekawe, proch do posypywania głów pozyskiwany jest w bardzo konkretny sposób. Tutaj dowiesz się, jak >>

 

 

Jak wygląda post w tym dniu i kogo obowiązuje?

 

Post ścisły nie jest zwykłym postem. W Polsce obowiązuje on w Środę Popielcową oraz w Wielki Piątek. Post ścisły polega na ograniczeniu się w ciągu dnia wyłącznie do jednego posiłku do syta oraz dwóch niepełnych. Przestrzegać powinni go wszyscy katolicy od 18. roku życia do rozpoczęcia 60. roku życia.

 

Czy kobiety w ciąży obowiązuje post ścisły?>>

 

Dodatkowo post ścisły w Środę Popielcową (ale też w Wielki Piątek) oznacza, że wszyscy powyżej 14. roku życia mają w te dni powstrzymać się od spożycia mięsa. Przepis ten obowiązuje każdego katolika do końca życia.

 

Zasady ścisłego postu w Polsce określa Kodeks prawa kanonicznego (kanon 1252):

 

"Prawem o wstrzemięźliwości są związane osoby, które ukończyły czternasty rok życia, prawem zaś o poście są związane wszystkie osoby pełnoletnie, aż do rozpoczęcia sześćdziesiątego roku życia. Duszpasterze oraz rodzice winni zatroszczyć się o to, ażeby również ci, którzy z racji młodszego wieku nie związani jeszcze prawem postu i wstrzemięźliwości, byli wprowadzeni w autentyczny duch pokuty." (kan. 1252).

 

Pamiętajmy jednak, że Wielki Post, który dziś zaczynamy, to przede wszystkim czas poszukiwania i odnowienia relacji z kochającym nas Bogiem. Post, jałmużna i modlitwa są narzędziami, które mają nam w tym pomóc. Koncentrowanie się tylko na prawie i przepisach, jeśli nie jest zanużone w pragnieniu spotkania Boga, może być całkowicie bezowocne.

 

 

 

Wielki Post, dlaczego jest tak ważny?

 

O co tak naprawdę chodzi w Wielkim Poście doskonale tłumaczy tekst Dariusza Piórkowskiego SJ, który pisze:

 

Katolicy żywią różne opinie na temat Wielkiego Postu. Jednak chyba najbardziej rozpowszechnione jest przekonanie, że w tym czasie Kościół oczekuje od swoich członków podjęcia jakiejś formy wyrzeczenia. Najczęściej utożsamia się je z ograniczeniem w korzystaniu z pewnych dóbr lub z pozbyciem się złych nawyków. Dlatego niektóre osoby nie jedzą słodyczy lub przestają żuć gumę. Inni powstrzymują się od seksu. Jeszcze inni próbują rzucić palenie papierosów lub nie piją alkoholu.

 

Natomiast mniej jasna okazuje się motywacja i cel owych skądinąd szlachetnych ćwiczeń. Wiadomo, że warto, a nawet należy coś zrobić. Pytanie tylko, po co? By uzyskać przychylność i błogosławieństwo Boga? By poczuć się lepiej? By spełnić religijne zobowiązanie? By udowodnić sobie i innym, że jednak stać mnie na krztynę heroizmu?

 

Przypomina mi się scenka z życia mojego znajomego. Pewnego dnia próbował on zachęcić swoje dzieci, aby zamiast rezygnowania ze słodyczy w Wielkim Poście, stawiły czoła jakiemuś poważniejszemu wyzwaniu. Jeden z synów oznajmił, że nie będzie się bił z rodzeństwem. W połowie Postu tata zapytał go, jak sobie radzi z wypełnieniem przyrzeczenia. "Idzie mi nieźle - odpowiedział chłopiec, "ale wiesz co, nie mogę się już doczekać Wielkanocy".

 

Ta anegdota wskazuje na jeszcze inne nieporozumienie związane z naszymi wielkopostnymi wysiłkami. Obok nieprzyjemnej konieczności odmówienia sobie tego, co lubimy, z góry zakładamy, że to tylko tymczasowe zabiegi. Napinamy muskuły i chodzimy jak kot z pęcherzem, byle do Wielkanocy. Rozmaicie nam to wychodzi. Jeśli walecznie trwamy, zwalczając zakusy, czujemy się dumni i zadowoleni z siebie. Ale jeśli pomimo "silnej woli" ulegamy "pokusie" zjedzenia ulubionego ciastka, zrazu pojawia się frustracja i zwątpienie. Może jednak nie jestem takim Herkulesem, jak mi się wydawało? (Istotnie, nie byłem nim ani przed, ani po zjedzeniu ciastka). I tak cała ta huśtawka uczuć kołysze się pomiędzy jednym a drugim końcem własnego ja. A Wielki Post leci. Zamiast pokrzepienia i ukojenia obiecanego nam przez Chrystusa, chrześcijaństwo zaczyna się nam jawić jako kolejne jarzmo.

 

Nie mam nic przeciwko wyrzeczeniom. Nie chciałbym wylewać dziecka z kąpielą, twierdząc, że w naszym nowoczesnym świecie nie potrzebujemy już tego rodzaju praktyk. Przeciwnie, potrzebujemy ich bardziej niż kiedykolwiek. Ponadto, słusznie wyczuwamy, że w Wielkim Poście należałoby coś przedsięwziąć, wprowadzić pewne ulepszenia, czy zrewidować sposób myślenia. To szlachetne pragnienie może pochodzić od Boga. Problem w tym, że często próbujemy je realizować na własną rękę, dyskretnie omijając prawdziwe źródło naszej przemiany.

 

Po części jest to spuścizna przedsoborowej wizji Wielkiego Postu. Przez wieki przygotowanie do świąt paschalnych polegało na "wydłużonym" rozważaniu Męki Chrystusa. Warto wspomnieć, że w pierwotnym Kościele okres przed Wielkanocą poświęcony był przygotowaniu kandydatów do chrztu, którzy przyjmowali ten sakrament w Wigilię Zmartwychwstania. Stopniowo doszedł do tego nowy aspekt. Ponieważ wzrastała liczba tych, którzy odchodzili od wiary, popełniając ciężkie wykroczenia, zaoferowano im możliwość publicznej pokuty i pojednania. Znacznie później, w okresie średniowiecza i baroku, z uwagi na fakt, iż większość Europejczyków była już ochrzczona, i zniesiono publiczną pokutę, miejsce chrztu, rozumianego wówczas jako jednorazowy akt udzielający "przepustki" do nieba, zajęło rozpamiętywanie Pasji Chrystusa i prywatne akty pokutne. Szczególny nacisk kładziono jednak na kontemplację fizycznego cierpienia Zbawiciela, czego pozostałością są chociażby polskie "Gorzkie Żale". Nic w tym złego. Tyle tylko, że doszło do przeakcentowania zewnętrznych praktyk pokutnych i opłakiwania umęczonego Jezusa, przy równoczesnym przeoczeniu bardziej istotnych spraw. Czytaj dalej >>

 

Posłuchaj także homilii abpa Grzegorza Rysia:

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.33

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?