s. Anna Maria Pudełko: nie ma czegoś takiego jak powołanie do samotności

Szum z Nieba
(fot. Milan Popovic / unsplash.com)

Świętość to dar od Boga, Jego miłość rozlana w naszych sercach, a z naszej strony to: prostota, pokora i otwartość przyjmowania Jego miłości. W im bliższej relacji z Nim jesteśmy, tym ta więź jest głębsza i jesteśmy świętsi - mówi s. Anna Maria Pudełko AP.

 

Joanna Sztaudynger, "Szum z Nieba": Czy człowiek, który nie zna Boga, może być święty?

 

s. Anna Maria Pudełko AP: To trudne pytanie. Mamy krypto-świętych. W Ewangelii św. Mateusza w rozdziale 25. czytamy o końcu świata: "Pójdźcie błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo…  Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić…". Ci, którzy słuchali Jezusa, spytali: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym, spragnionym…?". W odpowiedzi usłyszeli: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili".

 

Człowiek, który szuka prawdy, może żyć duchem świętości, nawet nie znając Boga. Mamy w sobie wrodzoną intuicję dobra, więc jeśli naturalne sumienie jest dobrze ukształtowane, to ono prowadzi nas do tego, co dobre, ale to jest bardzo trudne, szczególnie w dzisiejszym świecie - zakłamanym i nieautentycznym. Człowiekowi nieznającemu Dobrej Nowiny trudno jest się w nim odnaleźć. Nie jest to jednak niemożliwe. Sobór Watykański II bardzo wyraźnie przypomniał, że łaską chrztu świętego wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Nie tylko wybrańcy, osoby konsekrowane, ale wszyscy!

 

To duża zmiana, ponieważ wcześniej świeccy mogli mieć przekonanie, że ta rzeczywistość jest dla nich niedostępna.

 

Wszystkie powołania w Kościele są równe, nie ma mniej i bardziej godnych. Podstawowym powołaniem jest powołanie do małżeństwa, bo rodzina jest zasadniczym elementem społeczeństwa - to w niej człowiek przychodzi na świat i uczy się miłości. Jan Paweł II zrobił ogromny krok w kierunku docenienia życia świeckich, tak wielu kanonizował i beatyfikował. Ci, którzy wybierają kapłaństwo, pomagają nam spotkać Jezusa w Eucharystii, w Słowie, w sakramentach, we wspólnocie Kościoła. A konsekrowani w ogóle pokazują, że można żyć tak jak Jezus: miłością czystą, ubogą i posłuszną. Ci, którzy wybierają bezżeństwo, też mogą żyć w sposób święty: wybierając samotność, mogą jednoczyć się z Bogiem i być bardzo blisko drugiego człowieka. Pustelnicy pozostający w zupełnym odosobnieniu wybierają miłość do Boga ponad wszystko, zewnętrznie izolują się od ludzi, ale żyjąc w komunii z Bogiem, jednoczą się z całym światem.

 

A co z singlami, czy istnieje powołanie do bycia singlem?

 

Uważam, że "singiel" to niefortunne określenie. Rozumiane w najbardziej powszechny sposób obrazuje bardzo egoistyczny styl życia, przygodny seks, niechęć do zakładania rodziny, ponieważ nie ma się ochoty na zobowiązania… A nie ma czegoś takiego jak powołanie do samotności. Pan powołuje do komunii, do wspólnoty, do drugiego człowieka, do służby. Nie musi się to realizować koniecznie w małżeństwie czy w życiu konsekrowanym. Ale bycie singlem w takim rozumieniu, jakie proponuje nam świat, do świętości nie prowadzi. Kilka miesięcy temu została beatyfikowana Hanna Chrzanowska, pielęgniarka - piękny przykład życia! Nie miała męża, a poświęciła się drugiemu człowiekowi. Bardzo poruszyła mnie niedawna adhortacja papieża Franciszka Gaudete et exsultate poświęcona właśnie powołaniu do świętości. Papież docenia w niej zwykłe życie, codzienne poświęcenie prostych ludzi.

 

Na początku wymieniła Siostra trzy cechy, które charakteryzują świętość. Po pierwsze: prostota. Co to takiego?

 

To spójność. Czyli to, co jest we mnie, koresponduje z tym, co pokazuję na zewnątrz. To jest odwaga nieposiadania masek. Im bardziej jestem sobą, według głębokiego "ja", które w sobie rozpoznaję, tym bliżej mi do świętości. To wymaga poznawania siebie, doszukiwania się w sobie podobieństwa do Boga.

 

Jak odkrywać to podobieństwo?

 

Jest na to prosty sposób. Gdy czytasz Ewangelię i przypatrujesz się Jezusowi, to pewne Jego słowa, gesty, zachowania wzruszają cię bardziej niż inne. Chętniej pozostajesz myślami przy takim Jezusie, taki jest ci wyjątkowo bliski. To znak, że w tym jesteś do Niego podobna. Ktoś może zachwycać się Jego gestami miłosierdzia, one go motywują do postępowania podobnie. Kogoś innego porusza wolność Jezusa, w tym odnajduje swoje podobieństwo do Niego. Wśród ośmiu błogosławieństw każdy zwróci szczególną uwagę na coś innego. Gdy odnajdujemy tę cechę w sobie i staramy się ją rozwijać, coraz bardziej stajemy się podobni do Boga. Swoim zachowaniem, sposobem bycia, reagowania… głosimy wtedy Ewangelię. To jest świętość.

 

Ale mamy też w sobie zestaw cech, które nie są dobre. To jednak nie przekreśla naszego powołania do świętości?

 

Oczywiście, że nie. Warto, żebyśmy spojrzeli na nasze wady i słabości jak na szansę. To trampolina, dzięki której możemy się rzucić w objęcia Boga. Bo "moc w słabości się doskonali" (2Kor 12,9). Tam, gdzie jesteśmy najbardziej zranieni i krusi, tam jest ukryta największa łaska. I ona ma nas zmieniać, nie tylko my sami siebie, własnym uporem.

 

Po drugie: pokora.

 

To umiłowanie prawdy i szukanie jej. Człowiek pokorny jest wolny - od samego siebie, od opinii innych ludzi, ale też wolny dla Boga. Pokora to nie stawanie w cieniu i uznawanie wszystkich za lepszych od siebie. To właściwe poczucie własnej wartości, czyli świadomość swoich mocnych i słabych stron. Umiejętność przyjmowania pochwał, ale też wdzięczność za krytykę, która może być konstruktywna. Podnoszenie się po porażkach, wyciąganie wniosków i pójście dalej. Podchodzenie do Boga bez lęku, z wiarą, że on jest dobrym Ojcem, który mnie wesprze.


Po trzecie: otwartość na przyjmowanie miłości Boga.

 

I budowanie relacji z Nim. Przychodzę do Boga taka, jaka jestem, bo wiem, że tylko On wydobędzie mnie z grzechu. Bo każdy grzech rani drugiego człowieka - nawet jeśli robię coś, czego inni nie widzą, to moje późniejsze niezadowolenie z tego sprawia, że źle się czuję sama ze sobą i łatwiej mi uderzyć w innych. Ale nim podejmę pracę nad sobą, potrzebuję, żeby Pan Bóg przeniknął do korzenia mojego grzechu i mnie uzdrowił. Sama jestem bezradna. Mogę całe życie z czymś walczyć, ale dopiero jak stanę przed Bogiem z tą moją bezradnością, to On jest w stanie przemienić mnie i uzdolnić do zmiany. Pan Bóg nie chce, żebyśmy napinali duchowe mięśnie i zaliczali kolejne sprawności. Żebyśmy stworzyli projekt duchowy i z miesiąca na miesiąc się doskonalili. Lepiej prosić Boga, by to On pokazał nam, co dla Niego jest ważne, jakie piękno chce z nas wydobyć. Sami z siebie możemy ciężko pracować, np. nad swoją pokorą, a Pan Bóg powie: "Jeśli nie przyjmiesz mojej bezinteresownej miłości, nie osiągniesz pokory. Skup się więc na mojej miłości". Tylko ktoś, kto nie czuje się kochany, ma potrzebę zajmowania najwyższego miejsca na podium.

 

Jak taką relację z Bogiem budować?

 

Mieć czas! Miłość to obecność. Jesteśmy zabiegani, robimy mnóstwo niepotrzebnych rzeczy i wydaje nam się, że tego czasu nie mamy. A to nieprawda. Zapychamy swoje życie bezwartościowymi czynnościami. Trzeba też umieć słuchać. Nie idę na modlitwę, żeby coś dać, ofiarować, na coś zasłużyć… ale żeby się napełnić tym, co Pan Bóg chce mi dać na ten czas. Dziś mamy tyle możliwości, tak łatwy jest dostęp do Słowa Bożego. Moim osobistym sekretem na bliskość z Bogiem jest też relacja z Maryją. Razem z Nią, poprzez modlitwę różańcową, patrzę na życie Jezusa. Codziennie modlę się w ten sposób, o różnych porach dnia, w różnych sytuacjach, i odkrywam wielkie owoce. No i wdzięczność. Ona uświadamia nam, że przyjęliśmy od Boga konkretne dobro. A na koniec - działanie. Każda modlitwa ma nas posyłać do innych, dawać uważność na tych, którzy potrzebują naszej miłości. Kto kocha, jest święty.

 

Czy Siostra podejrzewa, że będzie święta?

 

Mam nadzieję, że tak. Ufam, że wpadnę prosto w otwarte ramiona Ojca. Jeśli kochaliśmy, nawet ułomnie, to po śmierci spotkamy się z Tym, który jest sensem naszego życia.

 

Anna Maria Pudełko AP - siostra Apostolinka. Psychopedagog powołania. Prowadzi rekolekcje, wykłady, warsztaty oraz zajmuje się osobistym towarzyszeniem. Wywiad ukazał się pierwotnie w czasopiśmie "Szum z Nieba"
 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.14

Liczba głosów:

7

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Noe.D 16:35:37 | 2018-10-31
Pewnie, że nie ma powołania do życia w samotności. Jest powołanie do życia w małżeństwie albo w stanie bezżennym (konsekrowanym albo nie)

Oceń 2 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?