Czy terapia ogranicza działanie Boga? Katolik i depresja

(fot. Jacqueline Day on Unsplash)

Jeśli ktoś zmaga się z czymś trudnym i nie radzi sobie sam, ma przy tym problem z robieniem prostych rzeczy, wstawaniem i wychodzeniem, to decyzja o terapii jest dla niego tym trudniejsza. A jeśli wokół słyszy głosy, że mu to nie potrzebne, bo Bóg sam wystarczy, to już nie ma szans na nic.

 

Katoliku, Bóg nie wyciągnie cię z depresji! Nie nastawi ci też otwartego złamania, nie wytnie wyrostka robaczkowego, nie cofnie raka. To znaczy może, czasem nawet to robi, ale są to przypadki tak rzadkie, że lepiej się nie nastawiać.


Czy katoliku wolno na terapię?

 

Gdy słyszę chrześcijan odradzających terapie i wizyty u psychologa w momencie, w którym widać, że ktoś tego serio potrzebuje, krew się we mnie burzy i mam ochotę zrobić krzywdę takim ludziom. Jeśli ktoś zamiast terapii proponuje jakieś inne rekolekcje, albo kierownictwo duchowe, zaczynam krzyczeć. Jak ktoś mówi, że aby zacząć terapię to najpierw trzeba się ogarnąć z Bogiem, moje serce zaczyna płakać.

 

Żadna z tych rzeczy nie jest zła - wręcz przeciwnie, jest bardzo dobra i bardzo potrzebna. Ale nie rozumiem czemu zakładamy, że terapia odetnie drogę Bogu. A może właśnie ją otworzy? A może - aż strach to pisać - Bóg będzie działał przez świeckiego terapeutę?!


Różaniec czy terapia?

 

Oczywiście, tytuł jest prowokujący i nadaje się wprost na katolickiego pudelka. Ale mam już dość mówienia wszem i wobec, że jeśli masz doła, depresje, stany lękowe, to lepiej się pomódl. Albo pójdź do spowiedzi i wszystko się naprawi. Warto to zrobić, ale to nie załatwi sprawy i następnego dnia nie wstaniesz z łóżka z uśmiechem na twarzy, a przez okno nie wleci jednorożec na tęczy. Tak, jak nie zrośnie ci się kość jeśli wystarczająco długo i intensywnie będziesz odmawiać różaniec.

 

I nie wiem, czemu ciągle trzeba to powtarzać, a nawet się kłócić. Niektórzy są chyba ścianą z adamantium i nawet zamienienie grochu na rakiety atomowe niewiele pomoże.


W kółko to samo

 

Jeśli ktoś zmaga się z czymś trudnym i nie radzi sobie sam, a jeszcze ma przy tym problem z robieniem rzeczy, wstawaniem, wychodzeniem, to decyzja o terapii jest dla niego tym trudniejsza. A jeśli wokół słyszy głosy, że mu to nie potrzebne, bo Bóg sam wystarczy, to już nie ma szans na nic.

 

I choć teoretycznie terapia nie jest już tak egzotycznym zjawiskiem i coraz więcej ludzi się do niej przyznaje, to dalej jest na niej jakieś piętno.

 

Bóg może cię wyciagnąć z depresji. Ale nie stanie się to w magiczną sekundę, w jeden dzień, bez żadnego wysiłku z twojej strony. On to zrobi przy współpracy z tobą, twoimi przyjaciółmi, spowiednikiem i - uwaga - z terapeutą.

 

Tekst pochodzi z bloga janowskablog.pl

 

 


 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.33

Liczba głosów:

12

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

radosnateresa 19:44:26 | 2018-07-05
Mam podobne jak autorka spostrzeżenia. Dbanie o zdrowie psychiczne jest traktowane w społeczeństwie jak "wstydliwa sprawa", a wśród osób zaangażowanych w życie kościoła jako oznaka "małej wiary". To bzdura! Tak jak idziemy do lekarza ze złamana noga, tak z problemami natury psychicznej trzeba udac się do psychologa. Nie ma w tym nic złego, nic sprzecznego z wiarą. Niestety przekaz promowany przez wielu kapłanów i osób ze wspolnot jest zupełnie inny. Dziękuję autorce i Wam drogi Deonie, że poruszyliście ten ważny temat!

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Czesław Czap 10:02:12 | 2018-07-05
O tak ważnych sprawach wierni Kościoła dowiadują się z bloga od świeckiej osoby. I chwała jej za to.

Czy księża to w ogóle coś potrafią oprócz "odprawiania" sakramentów i kasowania za nie?

 

Oceń 4 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook