Dżihad uczniów Chrystusa

(fot. shutterstock.com)

Ta Ewangelia nosi w sobie niebezpieczny potencjał. Pokusa, by ją odczytać jako wezwanie do wojny w imię Jezusa, jest silna. I znam takich, którzy chętnie by tak zrobili.

 

Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myśli­cie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje sta­nie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa prze­ciw synowej, a synowa przeciw teściowej (Łk 12,49-53).

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już za­płonął. [...] Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, po­wiadam wam, lecz rozłam" (Łk 12,49.51). Dla niektórych to wezwanie jest więcej niż oczywiste. Podpalić świat! Pozwolić, by ogień wypalił to, co złe i grzeszne. Wzbudzić wojnę, bo przecież pokój jest dla mię­czaków.

 

A ludzie wcale nie muszą być braćmi. Przeciwnie - niech sta­ną naprzeciwko siebie. Wystarczy dodać jeszcze kilka sloganów o Koś­ciele wojującym i mamy program dla chrześcijaństwa "niepokornego", niezłomnego i takiego, co się kulom nie kłania. W dobie wojen terro­rystycznych jak znalazł. Tylko krok dzieli nas od katolickiego dżihadu.

 

Ogień. Jedno jest pewne - Jezus nie mówi o ogniu materialnym, ale ucieka się do metafory. Na pytanie, co ukrywa się pod symbolem ognia, nie jest jednak łatwo odpowiedzieć. Wystarczy zrobić przegląd komentarzy egzegetów i teologów. Ogień to według nich: Sąd Osta­teczny, duchowy płomień, Duch Święty, miłość Chrystusowa, słowo Boże. To tylko niektóre z możliwych interpretacji.

 

W Starym Testamencie sam Bóg się nim posługuje, by się objawić. Pod postacią ognia Bóg przeszedł między połowami zwierząt ofia­rowanych przez Abrahama. Mojżeszowi ukazuje się w krzaku gore­jącym, w płomieniu ognia, który się nie spala. Przed Izraelem ucho­dzącym z Egiptu Bóg idzie nocą jako słup ognia. Na górze Synaj spośród ognia Pan mówił z Izraelitami twarzą w twarz. A i sam Duch Święty ukaże się w Dniu Pięćdziesiątnicy pod postacią ognistych płomieni.

 

Ta symbolika jest znana i oczywista. Bóg jest jak ogień - żywioł nie­opanowany. "Ogień, co nie mówi «Dość!»" - jak czytamy w Księdze Przysłów (Prz 30,16). I "chociaż dzieli się on, użyczając światła, nie do­znaje jednak uszczerbku" - jak śpiewany w wielkanocnym Exsultecie. Taki jest też Bóg: nieustannie dzieli się sobą i nie ma tego dość. Ale jak to wszystko się ma do Jezusowej zapowiedzi? Czym jest ten ogień, który On sam chce rzucić, ogień Chrystusowy?

 

Szukając odpowiedzi na to pytanie, znalazłem interpretację, której nie znałem. Jak wszyscy pamiętamy, w Wielką Sobotę święci się ogień. Że paschał symbolizuje Jezusa Zmartwychwstałego, to wszyscy wie­my. Ale dlaczego? Współcześnie odmawiana modlitwa przy poświę­ceniu ognia nie daje na to odpowiedzi. Bardzo szybko bowiem prze­chodzi się od symboliki ognia do symboliki światła.

 

Kapłan mówi: "Ty przez swojego Syna udzieliłeś wiernym światła swojej chwały". Ale przecież nie o światło tu chodzi, lecz o ogień. Poszukałem starej wersji tej modlitwy, "sprzed reformy". A brzmiała ona tak: "Boże, Ty przez swojego Syna, który jest prawdziwym kamieniem węgielnym, udzieliłeś wiernym ognia Twojej światłości; poświęć ten nowy ogień wykrzesa­ny z kamienia dla naszego użytku". A w innej wersji nawet "wykrze­sany z krzemienia".

 

Dorothea Forstner OSB w książce Świat symboliki chrześcijańskiej pisze: "Ogień jest tu symbolem Chrystusa, który jak iskra wskrze­szana z kamienia powstaje z zamkniętego grobu wykutego w skale do nowego przemienionego życia. [...] We wczesnym średniowieczu panował zwyczaj gaszenia przedtem ognia w paleniskach i wszystkich świateł, aby wraz z wykrzesanym z kamienia ogniem wielkanocnym rozpocząć niejako nowe życie". Niestety, współczesna liturgia zagu­biła tę niezwykle piękną symbolikę.

 

Kapłan już nie błogosławi ognia "wykrzesanego z kamienia", ale po prostu ogień, który bierze się nie wiadomo skąd, a i samego ognia nikt już pod kościołem nie krzesze, lecz do jego rozpalenia używa banalnych zapałek, zapalniczek, a może nawet - o zgrozo! - podpałki do grilla.

 

Ta starożytna modlitwa liturgiczna pozwala nam dzisiaj interpreto­wać Jezusowe pragnienie rozpalenia ognia w perspektywie Jego zmar­twychwstania. Powstanie z grobu będzie iskrą, która rozpali świat og­niem zbawienia. W tym kontekście Jego słowa o chrzcie, który ma przyjąć, i że doznaje udręki, aż się to stanie, nabierają także głębokie­go znaczenia.

 

O jakim chrzcie Jezus mówi? Jest już przecież po chrzcie Janowym. Jak wiadomo, greckie słowo baptizo, które tłumaczymy jako "chrzcić", dosłownie znaczy "zanurzyć". Jezusa czeka drugie zanurzenie, już nie w wodzie, ale w kamiennym grobie, w czeluści ziemi. Jezus na trzy dni "zanurzy się" w grobie i zstąpi do piekieł, aby zwycięsko wyjść, wyprowadzając z otchłani pierwszego człowieka - Adama, a z nim całą ludzkość, nas wszystkich. Wszyscy, którzy przez chrzest zanurzyliśmy się w śmierć Chrystusa, nosimy w sobie iskrę Jego zmartwychwstania i iskrę Jego miłosierdzia.

 

Nie przez przypadek święto Miłosierdzia Bożego obchodzimy w II Niedzielę Wielkanocną, gdy kończy się oktawa świąt Zmartwych­wstania Pańskiego. W centrum tajemnicy miłosierdzia jest przecież Zmartwychwstały. Nie przez przypadek też Jezus mówił św. Fausty­nie o "iskrze miłosierdzia", która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście.

 

Tę iskrę sam Bóg wykrzesał z kamieni grobowych Jezusa. "Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście!" - wzywał św. Jan Paweł II podczas konsekracji sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach. A św. Faustyna pisała w Dzienniczku: "Pod tymi promieniami rozgrzeje się każde serce, chociażby było zimne jak bryła lodu, chociażby było twarde jak skała, skruszy się na proch".

 

My, uczniowie Chrystusa, też mamy swój "dżihad", swoje - tłu­macząc dosłownie - "zmaganie, walkę". To nie jest zmaganie się ani walka zbrojna za pomocą ognia, do czego wzywają wojskowe komen­dy. My mamy własny "ogień rzucony na ziemię". I to samo pragnienie co Jezus: "żeby on już zapłonął". Tym ogniem jest Boże Miłosierdzie. W tej kwestii nie mamy cierpliwości. I nie mamy dość. Przeciwnie -podobnie jak On - doznajemy udręki, aż się to stanie. Pewnego dnia miłosierdziem podpalimy świat.

 

Fragment pochodzi z książki ks. Andrzeja Draguły "Słowo, które przenika. Ewangelia dla każdego"

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.33

Liczba głosów:

73

 

 

Komentarze użytkowników (7)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

NAJ 09:20:51 | 2018-04-07
ks. Andrzej Draguła

''Jezus na trzy dni "zanurzy się" w grobie i zstąpi do piekieł, aby zwycięsko wyjść, wyprowadzając z otchłani pierwszego człowieka - Adama, a z nim całą ludzkość, nas wszystkich.''


Proszę wyjaśnić z jakiego źródła ksiądz czerpie takie wieści?

Oceń 8 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Marian 08:12:03 | 2018-04-07
Pytanie do autora: czy gdy przyjdzie do domu chrześcijanina agresywny muzułmanin, to czy chrześcijanin może się bronić używając przemocy, czy ma ów nieproszonego gościa integrować z żoną i dziećmi, oraz promować go wśród sąsiadów?

Moim zdaniem brakuje współczesnych zakonów rycerskich, które obroniły by nas przed agresywną ekspansją muzułmanów. Ale na Kościół hierarchiczny niestety nie możemy liczyć, bo zdradził i sam sprowadza zagładę na cywilizację Zachodu.

Oceń 13 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TOLEK 00:16:39 | 2018-04-07
@atanazy

Tu rozmawia się o rzeczach poważnych. dlatego daj sobie spokój z wypocinami swoimi, które naddają się jedynie do ścieków.
Nie chcę ciebie dodatkowo dołować ale jesteś śmieszny.

Oceń 21 93 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

atanazy 22:53:49 | 2018-04-06
Pacyfistyczna retoryka autora jest kolejnym dowodem na to jak z ofensywnego chrześcijaństwa można zrobić ugrzecznioną akcję samopomocową.
A przecież Chrystus Pan wyraźnie mówił o rozłamie i to nie tylko rozłamie w naszych duszach gdy staramy się porzucic grzech ale też realnym rozłamie w relacjach z najbliższymi gdy ten grzech porzucamy.
Jakoś nie może przez gardło autora przejść słowo Krzyż będące istotą chrześcijaństwa, które w tym kontekście stanowi reakcję najbliższych niekiedy osób na działanie w nas Ducha Świętego.
I to właśnie o Duchu Świętym mówi nam symbolika ognia prowadząc nas do świadectwa wiary dokonywanego wobec bliźniego, a więc głównie wobec osób nam najbliższych,świadectwa okupionego bardzo często cierpieniem.
Tak wygląda realistyczne chrześcijaństwo i nie da się go zastąpić bezustannym mantrowaniem słowa miłosierdzie
  

Oceń 85 21 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook