Jak (skutecznie) korzystać z pomocy świętych?

(fot. shutterstock.com)

W naśladowaniu świętych nie możemy dopuścić, by stało się ono wyświechtanym frazesem, ciągle powtarzanym gdy poruszany zostaje ich temat. By tego uniknąć postawmy sobie jedno pytanie.

 

Gdy pierwszy raz zapoznawałam się z żywotami świętych, moja dziecięca wyobraźnia widziała ich jako bohaterów - zawsze otwarci na innych ludzi, pełni dobra i miłości, nigdy nie odmawiali pomocy potrzebującym, nie zbaczali z drogi, którą obrali, trwali w wierze broniąc swoich ideałów, a niektórzy nawet czynili cuda. Patrzyłam wówczas na świętych, jak na relikty przeszłości, żałowałam, że nie ma już ich wśród nas, nie potrafiłam sobie wyobrazić, że w świecie ciągle zabieganych dorosłych, skupionych na pracy i domowych obowiązkach, mógłby pojawić się ktoś taki jak święty Franciszek i swobodnie spacerować ulicami miasta.

 

Nie zdawałam sobie jeszcze wtedy sprawy, że choć nieobecni fizycznie, cały czas są obok, a w katalogu świętych jest nieskończenie wiele niezapisanych stron, które stale są uzupełniane o nowe życiorysy. Wsłuchując się dalej w świadectwa niezwykłych żywotów, uświadamiałam sobie, że dotyczą one zwykłych ludzi, takich jak ja i moi bliscy, i każdy z nas może zostać takim bohaterem. Byłam pełna podziwu dla świętych i ich życiowej postawy oraz w pełni przekonana, że zasłużyli na to wysokie odznaczenie, jakim było wyniesienie ich na ołtarze, w myślach (z pełną powagą kilkuletniej dziewczynki) przytakiwałam słuszności tej decyzji. Zrozumiałam także, że akt czyjejś kanonizacji ma bardzo duże znaczenie dla nas, którzy dalej wiedziemy swój ziemski żywot.

 

Jak możemy korzystać z obecności świętych? Uważam, że nie ma jednego poprawnego wzorca, jedynej słusznej odpowiedzi, bo oprócz inspirowania się ich życiem możemy się także do nich zwracać z modlitwą, a kontakt z drugą osobą to coś bardzo osobistego i każdy z nas przeżywa go inaczej. W tym przekonaniu utwierdziłam się śledząc pierwszą dyskusję w deonowej grupie na Facebooku, dotyczącą modlitwy za wstawiennictwem świętych.

 

Poruszając ten temat wydaje mi się konieczne zacząć od prostej uwagi, że kontakt ze świętymi nie jest dla nas, chrześcijan, obligatoryjny. Nikt nie wymaga od nas, abyśmy się do nich zwracali i wznosili modlitwy za ich wstawiennictwem. Nie możemy jednak całkiem ich wykluczyć z naszego życia, zaprzeczyć ich istnieniu, bo przecież wyznajemy w credo “świętych obcowanie", czyli tworzenie jednej wspólnoty zarówno z naszymi braćmi na ziemi jak i w niebie. Nie możemy też ograniczać się w myśleniu o świętych w wąskim zakresie tylko tych wyniesionych na ołtarze. Każdy z nas poprzez Chrzest zostaje powołany do świętości i wszyscy mamy takie same szanse jej dostąpić, tylko nie zawsze z rozgłosem.

 

Świadectwem takiego kontaktu z “nieznanym" świętym podzieliła się w dyskusji Kamila. Był niezwykle skromnym i pobożnym księdzem. W kilku zdaniach umiał odpowiedzieć na wszystkie nurtujące człowieka pytania o wiarę. Kochał swoich parafian. Ze mną był od urodzenia przez 36 lat mojego życia. I miał wielką pasję - grę na organach. I z tej wielkiej pasji w ciągu pobytu u nas wykształcił ponad 80 organistów. Ja jestem jednym z nich. Sam nas wszystkiego nauczył. Był najcierpliwszym człowiekiem ma świecie - tak wspomina wikarego ze swojej parafii, do którego od czterech lat modli się z prośbami o wstawiennictwo i za każdym razem przekonuje się, że jej modlitwy zostają wysłuchane. Przyznaję, że po raz pierwszy spotkałam się ze zwracaniem się do kogoś, kogo świętość nie została potwierdzona procesem kanonizacyjnym, ale własnym przeczuciem.

 

Możemy sami powierzać nasze prośby Panu, nie musimy korzystać z pośredników, ale jak zauważa Kamila: kiedy modlisz się za wstawiennictwem świętego to jest tak jakbyście modlili się we dwóch. A Pan przecież sam powiedział Gdzie dwóch lub trzech zebranych w imię moje tam i ja jestem. Przez całą dyskusję podobne wypowiedzi pojawiały się wielokrotnie. Ewa, jedna z uczestniczek rozmowy, traktuje świętych, jak swoich przyjaciół, wierzy, że modlą się oni razem z nią i wypraszają u Boga to, o co się do nich zwraca, wspierają ją, jak na prawdziwych przyjaciół przystało. Dla wielu osób święci są niezastąpionymi partnerami w modlitwie.

 

Jeden z najważniejszych aspektów zanoszenia modlitwy do świętych, to konieczność pamiętania, że występują tu oni w roli pośredników, nie mogą nam przysłonić Boga, nie powinniśmy od nich oczekiwać, że spełnią nasze prośby. Ich zadanie jest jasno określone, stają przed Panem w naszym imieniu, starając się uprosić u niego, to z czym przychodzimy. Często spotykamy się ze świadectwami ludzi, których modlitwy za wstawiennictwem świętych zostały wysłuchane, czasem w sprawach prozaicznych, czasem w bardzo beznadziejnych, gdzie zaczyna się mówić o cudzie.

 

Niekiedy jednak odczuwamy zawód, że nie dostaliśmy tego, o co prosiliśmy, oczekiwaliśmy innego rozwiązania problemu, gdy zwierzaliśmy się z niego w modlitwie. Kwestię owego rozczarowania poruszyła w grupie Katarzyna, wyjaśniając zarazem, dlaczego nie powinniśmy go odczuwać: Bardzo często pomoc o którą proszę, całkowicie odbiega od tej, jaką otrzymuję - nieraz wzbudzało to moją złość i zniechęcenie. Jednak z perspektywy czasu zauważyłam, że otrzymane rozwiązanie problemu było najlepszym co mogłam dostać. Tak więc ja zdecydowanie "czuję" wsparcie świętych za wstawiennictwem których się modlę; czasem dostrzegając ich pomoc wcześniej, czasem później.

 

Tym, co najczęściej pojawia się, gdy mówimy o roli świętych w naszym życiu, to czerpanie inspiracji z ich życia. Nie ujmę chyba tego zagadnienia lepiej niż Michał, niejednokrotnie udzielający się w tym temacie. Według niego święci pokazują nam tak naprawdę nieskończoną liczbę dróg do Boga i każdy z nas może wybrać sobie najbliższego lub takiego, którego życie może być dla nas wzorem. Święci, szczególnie Ci, których biografie są dobrze znane, to też sygnał dla nas - że każdy święty miał przeszłość, a każdy grzesznik ma przyszłość.

 

Od siebie dodałabym, że w tym naśladowaniu świętych nie możemy dopuścić, by stało się ono wyświechtanym frazesem, ciągle powtarzanym gdy poruszany zostaje ich temat. By tego uniknąć (i tu już dołączam się poniekąd do słów poprzednika) postawmy sobie pytanie, w czym konkretnie chcemy podążać za świętymi, co szczególnie nas zachwyca w ich postawie? Nie róbmy jednak tego wybiórczo i nie wybierajmy z każdego po trochę, skupmy się na niewielkiej liczbie osób, albo nawet tylko jednej, obierzmy sobie patrona, poznajmy się  z nim dobrze. Nie każdy święty będzie nam bliski, to tak jak z ludźmi - z jednymi dogadujemy się lepiej z innymi nie bardzo, za to na pewno znajdziemy kogoś, z kim uda nam się nawiązać dobrą relację.

 

W moim wyobrażeniu, święci to osoby zawsze radosne, jak w piosence Arki Noego, która nieustannie, z racji tematu, który poruszam, krąży mi po głowie - “każdy święty chodzi uśmiechnięty". Z czymkolwiek się do nich zwrócimy, cokolwiek zrobimy, wyobrażam sobie, że gdyby mogli (a może właśnie tak robią?) to usiedliby obok nas z pogodnym wyrazem twarzy, poklepali nas po plecach i powiedzieli, że z czymkolwiek teraz przyjdzie nam się zmierzyć, przejdziemy przez to wspólnie. Tacy nasi najlepsi przyjaciele, którzy nigdy nie opuszczą nas w potrzebie. Nieważne jak bardzo zgrzeszyliśmy, oni okażą nam wsparcie, bo wielu z nich bardzo dobrze wie, co oznacza zbłądzić, żyć z dala od Boga. Świadectwa ich nawrócenia udowadniają nam, że każdy ma szansę zawrócić z niewłaściwej ścieżki i podążać za Boża miłością.

 

Bardzo zaciekawiło mnie jeszcze inne spojrzenie na początek relacji ze świętymi, zaproponowane przez Monikę, zupełnie dla mnie nowe. Odnosi ona wrażenie, że często to sami święci się nami interesują i dają znać o sobie. Wyciągają do nas pomocną dłoń, abyśmy nie musieli sami mierzyć się trapiącymi nas problemami. Może zatem, gdy czujemy potrzebę zwrócenia się do Boga z modlitwą za wstawiennictwem świętego, to dlatego, że on sam nam tę myśl podsunął?

 

Wielość głosów prowadzi to różnorodnego postrzegania świętych ich działania w naszym życiu, ale z żadnym z przykładów nie mogę się nie zgodzić, każdy mnie przekonuje, bo jest szczery, wynika z głębokiej wiary w jego prawdziwość.

 

Magdalena Syrda - studentka filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

ponury 11:08:58 | 2018-03-17
a w Bibli pisze że należy modlić się do Boga a jedynym pośrednikiem jest Jezus

Oceń 3 2 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook