Poświęcił ostatni kawałek chleba, by zrobić z niego różaniec

Różaniec
(fot. shutterstock.com)

"Chleb w więzieniu był jedynym plastycznym materiałem, który nadawał się do wykonania różańca. Mimo permanentnego głodu poświęciłem ten kęs chleba" - wspomina Józef Urbanowicz.

 

Józef Urbanowicz pochodzi z Holszan w powiecie oszmiańskim na Wileńszczyźnie. "Wychowywany byłem przez rodziców w duchu głębokiego patriotyzmu i kultywowaniu tradycji narodowych i religijnych. To na cześć marszałka Piłsudskiego dano mi imię Józef. Już w 1939 r. poznaliśmy, co znaczy komunizm i Związek Sowiecki.

 

Po przyjeździe na tzw. Ziemie Odzyskane w roku 1945 zorientowaliśmy się, że to nie taka Polska, o jaką walczyli w szeregach AK moi bliscy. Tego zdania było też wielu moich kolegów licealnych" - wspomina. Młodzież w Trzciance założyła antykomunistyczną organizację "Grunwald". Jej celem była walka z postępującą sowietyzacją Polski. Do "Grunwaldu" należał również Józef Urbanowicz.

 

Skazany

 

W 1951 r. zaczął studiować medycynę w Łodzi. Został aresztowany, kiedy miał osiemnaście lat. Prokurator zażądał dla niego aż dziesięciu lat więzienia, obciążając go dodatkowo zarzutem posiadania broni. "Rewolwer posiadałem - wyznaje Józef Urbanowicz - był schowany pod dachem ­domu moich rodziców. Przez całe śledztwo, mimo bicia i tortur, nie przyznałem się jednak do posiadania broni". "Kiedy prokurator na rozprawie sądowej zażądał dla mnie dziesięciu lat, usłyszałem z tyłu jęk ojca i pełne bólu ciche słowa: «Jezus, Maryja»" - wspomina Urbanowicz. Stalinowski sąd skazał go na sześć lat więzienia wraz z karami dodatkowymi, jak utrata praw i przepadek mienia.

 

Niezwykła pamiątka

 

"Przez jakiś czas siedziałem w jednej ­celi z księdzem. Podczas długich rozmów i wspólnych modlitw padła propozycja wykonania różańca. Szybko ten zamiar zrealizowałem i po poświęceniu przez księdza przez jakiś czas wspólnie się na nim modliliśmy. Nieraz korzystałem z tego rękodzieła. Zawsze starałem się nosić go ze sobą w kieszonce więziennego drelichu, aby podczas rewizji w celi, tak zwanego kipiszu, nie znaleziono go i nie zabrano. Kiedy opuszczałem więzienne mury, udało mi się przemycić go w rzeczach.

 

Mój chlebowy różaniec stanowi dla mnie po tylu dziesiątkach lat nieocenioną pamiątkę czasu upokorzeń i nadziei. Zdecydowałem się przekazać go - podobnie jak i inne pamiątki więzienne - do Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie" - mówi Józef Urbanowicz.

 

Swoje wspomnienia zamieścił w wydanej w 1997 r. książce pt. Ocalić od zapomnienia.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

8

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook