500-lecie Reformacji. Czy jest co świętować?

Czy katolik może świętować rocznicę Reformacji? Czy była ona przejawem działania Ducha Świętego w Kościele? Jak modlić się z protestantami? O odpowiedzi poprosiliśmy dwóch jezuitów. 

 

Jezuicki (dwu)głos to nasz nowy projekt. Wierzymy, że różnorodność w Kościele jest czymś bardzo wartościowym i potrzebnym. Wierzymy, że warto rozmawiać i da się to robić kulturalnie. Wierzymy, że w społeczeństwie, które jest mocno podzielone, ludzie Kościoła mogą pokazywać, że da się inaczej, że można się pięknie różnić. Bez ostrych napięć, obrażania się, wykluczania i hejtu. W myśl jezuickiej zasady rozeznawania, którą tak często stosuje papież i zachęca cały Kościół do jej stosowania. Dwóch jezuitów, dwie wrażliwości. Jeden powszechny Kościół, na którym nam wszystkim zależy. 

 

 

1) Czy w z perspektywy katolika w ogóle jest co świętować, kiedy mówimy o Reformacji?

 

Dariusz Kowalczyk SJ: To samo pytanie zadałem swego czasu pewnemu monsiniorowi z Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan.  Odpowiedział, że w oficjalnym języku Stolicy Apostolskiej mówi się o upamiętnieniu (po włosku: commemorazione), a nie o świętowaniu. Nie chodzi przecież o to, że Kościół katolicki ma raptem uznać Lutra za świętego, a reformację za przykład udanej reformy Kościoła. Bo udaną żadną miarą nie była. Chodzi natomiast o uznanie oczywistej wagi historycznych wydarzeń, które do tej pory kształtują rzeczywistość. Chodzi też o to, by przyjaźnie spotkać się ze współczesnymi luteranami z okazji ważnej dla nich rocznicy. Takie spotkania nie oznaczają rozmycia wszystkiego pod hasłem: "kochajmy się". Oznaczają natomiast chęć wspólnej modlitwy, refleksji, działania. Wierzymy wszak wspólnie w Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka, jedynego Zbawcę każdego człowieka.

 

Wojciech Żmudziński SJ: Rozumiem świętowanie sukcesów, imienin współbrata, rocznicy ślubu, ale świętowania 500-lecia Reformacji - rocznicy smutnej, wspomnienia podziałów i niezrozumienia, okrucieństwa i wzajemnych oskarżeń - nie wyobrażam sobie zarówno w wydaniu katolików, jak i protestantów. Jak najbardziej jestem za upamiętnieniem tej rocznicy jako ważnego wydarzenia, z którego dopiero dzisiaj, mam nadzieję, jesteśmy w stanie wyciągnąć pozytywne wnioski. Zamiast świętować, powinniśmy pochylić głowy i podać sobie dłonie w geście pojednania. Nie tylko podczas uroczystych obchodów, ale i w codziennym współdziałaniu.

 

 

2) Niektórzy mówią, że Reformacja była raną zadaną Kościołowi, inni, że było to działanie Ducha Świętego. Jak to jest?

 

Dariusz Kowalczyk SJ: Sądzę, że Reformacja była przede wszystkim owocem grzechu w Kościele i szczerego w pewnej mierze, ale nieudanego poszukiwania odpowiedzi na ów grzech. Tyle, że Duch Święty działa nie tylko tam, gdzie mądrzy i pokorni ludzie otwierają się na jego działanie. Trzecia Osoba Trójcy Świętej działa także tam, gdzie pleni się grzech i głupota, działa kenotycznie (kenoza = unizenie, ogolocenie - przyp.red.), próbując wyprowadzać ze wszystkiego dobro, jeśli to tylko możliwe. A zatem nie musi być fałszywe twierdzenie, że Duch Święty działał w Reformacji. Jeszcze inaczej można spojrzeć na protestantów współczesnych. Tak się złożyło, że w ramach mojej formacji intelektualnej sporo zajmowałem się teologią protestancką. Licencjat kanoniczny napisałem z Gerharda Ebelinga, a część pracy doktorskiej poświęciłem teologii Henricha Otta. W ich tekstach nietrudno było mi znaleźć obecność Bożej łaski. Jeszcze ważniejsze niż teologiczne lektury jest to, że osobiście spotykałem protestantów, którzy swoją wiarą, postawą modlitwy, życiowymi wyborami naprawdę mnie budowali. Jakże miałbym odmawiać im dobrej relacji z Duchem Jezusa Chrystusa?

 

Wojciech Żmudziński SJ:  Duch Święty działa jak chce i nie zawsze musimy to w pełni rozumieć. Wierzę, że wiele intuicji i zarzutów Lutra było natchnionych. Był jednak człowiekiem naznaczonym ludzkimi słabościami i nie wiemy na ile Duch Święty zrealizował przez niego to, co zamierzał, a na ile ojciec Reformacji pokrzyżował mu szyki.

 

 

3) Jak modlić się z protestantami?

 

Dariusz Kowalczyk SJ: W zeszłym roku akademickim przez miesiąc przebywał we wspólnocie jezuitów na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie pewien luterański duchowny z Niemiec. Mieszkał z nami, jadł z nami w refektarzu, chodził na niektóre wykłady, ale także modlił się z nami. Gorliwie pojawiał się na wspólnej modlitwie przed obiadem, uczestniczył w środowych Mszach świętych całej wspólnoty. Ale do Komunii sakramentalnej oczywiście nie przystępował. Z protestantami możemy modlić się na różne sposoby, bo przecież łączy nas Stary i Nowy Testament i wiele wieków historii Kościoła, choć różnie ją interpretujemy. Trzeba jednak też znać granice. Fałszywym pięknoduchostwem nazwałbym parcie w kierunku wspólnego celebrowania Mszy i tzw. inter-komunii.  Dlaczego? Z prostego powodu. Wspólne celebrowanie Mszy, która jest szczytem chrześcijańskiego wtajemniczenia, oznacza, że mamy tę samą wiarę. Protestanci i katolicy, choć wiele nas łączy, nie mają tej samej wiary. Wystarczy wskazać teologię sakramentów, sukcesję apostolską, prymat Biskupa Rzymu, dogmaty maryjne itd. Ideologiczne budowanie jedności na siłę Panu Bogu się nie podoba. Bo nie jest oparte na prawdzie. Trzeba w dialogu ekumenicznym być otwartym na łaski, które Bóg nam posyła, ale nie wolno udawać, iż mamy tej łaski więcej, niż w rzeczywistości Bóg nam daje.

 

Wojciech Żmudziński SJ:  Mamy tę samą Ewangelię i wierzymy w tego samego Jezusa Chrystusa. Oprócz eucharystycznej wspólnoty, wszystko nas łączy. Inne różnice nie muszą być źródłem podziałów, lecz okazją do konstruktywnej dyskusji, nie przeszkadzają modlić się razem do Boga przez jedynego pośrednika i orędownika, jakim jest Chrystus. Płaszczyzną do wspólnej modlitwy, która sprawdziła się w przeszłości w wielu środowiskach, był ruch pentekostalny (charyzmatyczny), który dzisiaj przesiąkł niestety wszystkim, co emocjonalne i niekoniecznie ekumeniczne.

 

 

4) Na czym miałoby polegać zjednoczenie między katolikami i protestantami?

 

Dariusz Kowalczyk SJ: Problem w tym, że dziś protestantyzm to setki różnych wspólnot, które wyznają różne doktryny. W związku z tym trudno mówić o jakimś jednym dialogu z protestantyzmem jako takim. Można rozmawiać z różnymi wspólnotami kościelnymi, które między sobą czasami dość znacznie się różnią. Inny problem polega na tym, że choć dogadaliśmy się w tak istotnych sprawach, jak relacja między wiarą a uczynkami, to pojawiły się jeszcze głębsze podziały na polu moralności. Niektóre wspólnoty luterańskie i ewangelicko-reformowane poszły w zupełny liberalizm na polu etyki seksualnej i małżeńskiej. Jak tu się jednoczyć na przykład z panią Brunne, luterańską biskup Sztokholmu, żyjącą w lesbijskim związku wraz z wyprodukowanym sztucznymi metodami dzieckiem, która ponadto proponuje, by usunąć krzyże, bo mogą urazić muzułmańskich emigrantów. Pewien znajomy luteranin z Polski powiedział mi, że czuje dużo większą więź wiary z polskimi katolikami niż luteranami w krajach skandynawskich. Inna sprawa, że ja w wielu istotnych sprawach czuję o wiele większe porozumienie z niektórymi znajomymi nie-katolikami niż z niektórymi katolikami. W każdym razie zjednoczenie chrześcijan, jeśli nastąpi przed końcem świata, to będzie to dzieło Ducha Świętego, a nie efekt jakichś społecznych projektów. Poza tym sądzę, że będzie to zjednoczenie wokół tego, który jest Biskupem Kościoła rzymskiego, "Zastępcą Chrystusa i pasterzem całego Kościoła tutaj na ziemi".

 

Wojciech Żmudziński SJ: Na pewno nie na ujednoliceniu, lecz na umiejętności spotkania się w różnorodności. Marzy mi się, oczywiście, wspólna Eucharystia, ale do tego szybko nie dojdziemy, jeśli będziemy tylko mówili o jedności, a nie będziemy jej praktykowali we wszystkich innych obszarach: w głoszeniu i poznawaniu Chrystusa, w praktykowaniu Słowa Bożego, w posłudze ubogim i pogubionym, w upominaniu się o sprawiedliwość społeczną. Od pierwszych lat mojego pobytu w zakonie współpracuję z protestantami w głoszeniu Ewangelii i katechezie biblijnej. Podczas naszych wspólnych misji mamy jedną zasadę: pomagamy ludziom być lepszymi chrześcijanami we wspólnotach, do których należą i nikt nikogo nie przeciąga. Po dziś dzień ta współpraca się sprawdza i ludzie są wdzięczni, że ich osobista relacja z Chrystusem pogłębia się.

 

 

Dariusz Kowalczyk SJ - teolog, wykładowca teologii dogmatycznej, dziekan Wydziału Teologii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie

 

Wojciech Żmudziński SJ - dyrektor Centrum Kształcenia Liderów i Wychowawców im. Pedro Arrupe, redaktor naczelny kwartalnika o wychowaniu i przywództwie "Być dla innych"

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.29

Liczba głosów:

24

 

 

Komentarze użytkowników (6)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

syjonowy 09:23:29 | 2017-10-20
Upraszczając - do czasów Konstantyna wierni Ewangelii trwali w Panu w ukryciu, bo byli tępieni przez cesarstwo rzymskie, od Konstantyna zaś trwali w Panu w ukryciu bo byli tępieni przez religię rzymską. Ewangelicznie żyjący chrześcijanie byli mordowani, a Biblia, była przez religię rzymską palona wraz z Jej wyznawacami. 500 lat temu pojawiły się zatem tylko sprzyjąjące okoliczności (np. wynalezienie czcionki), aby ktoś (Luter) wyznawcom religii rzymskiej przypomniał, że jednak Pismo Święte nie zostało calkowicie zniszczone i że powinno się życ zgodnie z Jego treścią, a nie według ludzkich wymysłów. To tylko początek zmian, które doprowadziły do tego, że żyjący Ewangelią chrześcijanie znów mogą w Prawdzie wyznawać Chrystusa, a nie oddwać czci bałwanom religii rzymskiej lub jej podobnym.

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

syjonowy 09:23:29 | 2017-10-20
Upraszczając - do czasów Konstantyna wierni Ewangelii trwali w Panu w ukryciu, bo byli tępieni przez cesarstwo rzymskie, od Konstantyna zaś trwali w Panu w ukryciu bo byli tępieni przez religię rzymską. Ewangelicznie żyjący chrześcijanie byli mordowani, a Biblia, była przez religię rzymską palona wraz z Jej wyznawacami. 500 lat temu pojawiły się zatem tylko sprzyjąjące okoliczności (np. wynalezienie czcionki), aby ktoś (Luter) wyznawcom religii rzymskiej przypomniał, że jednak Pismo Święte nie zostało calkowicie zniszczone i że powinno się życ zgodnie z Jego treścią, a nie według ludzkich wymysłów. To tylko początek zmian, które doprowadziły do tego, że żyjący Ewangelią chrześcijanie znów mogą w Prawdzie wyznawać Chrystusa, a nie oddwać czci bałwanom religii rzymskiej lub jej podobnym.

Oceń 2 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 08:37:47 | 2017-10-20
Ja zaś odwołam się do "źródeł" byśmy wiedzieli co ewentualnie mamy świętować:
„Żaden grzech nie może mi zaszkodzić... Grzech nie może cię oderwać od Niego (Chrystusa), nawet jeśli cudzołożysz sto razy dziennie i tyleż morderstw popełniasz. Czyż bowiem i sam Jezus nie cudzołożył? Cudzołożył! I to nie raz: Chrystus był cudzołożnikiem: pierwszy raz z kobietą przy studni, gdy było mówione: „Nikt nie wie, co On z nia robi”. Ponownie, z Marią Magdaleną i jeszcze raz z kobietą przyłapaną na cudzołóstwie , którą oddalił tak lekko. Zatem i sprawiedliwy Chrystus musiał przed śmiercią stać się cudzołożnikiem”
(Luther Works, Amierican Edition, volume 54,p 154, także: D. Martin Luthers Werke, kritische Gesamtausgabe (Hermann Bohlau Verlag,1893), vol2, no. 1472, April 7 – May 1, 1532, p.33)

Oceń 1 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 08:37:47 | 2017-10-20
Ja zaś odwołam się do "źródeł" byśmy wiedzieli co ewentualnie mamy świętować:
„Żaden grzech nie może mi zaszkodzić... Grzech nie może cię oderwać od Niego (Chrystusa), nawet jeśli cudzołożysz sto razy dziennie i tyleż morderstw popełniasz. Czyż bowiem i sam Jezus nie cudzołożył? Cudzołożył! I to nie raz: Chrystus był cudzołożnikiem: pierwszy raz z kobietą przy studni, gdy było mówione: „Nikt nie wie, co On z nia robi”. Ponownie, z Marią Magdaleną i jeszcze raz z kobietą przyłapaną na cudzołóstwie , którą oddalił tak lekko. Zatem i sprawiedliwy Chrystus musiał przed śmiercią stać się cudzołożnikiem”
(Luther Works, Amierican Edition, volume 54,p 154, także: D. Martin Luthers Werke, kritische Gesamtausgabe (Hermann Bohlau Verlag,1893), vol2, no. 1472, April 7 – May 1, 1532, p.33)

Oceń 1 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

k.jarkiewicz.ign 21:57:22 | 2017-10-18
Bardzo ciekawa, inspirujaća inicjatywa "dwugłosu". Brawo DEON!

Oceń 3 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

WDR (Jestem rzymskim katolikiem narodowości polskiej) 16:26:23 | 2017-10-18
Taki zestaw kapłanów w dwugłosie bardzo mi odpowiada.

Oceń 21 10 odpowiedz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook