Karol Wojtyła napisał list z wielką prośbą do ojca Pio

WAM
(fot. wikipedia.org)

Gdy mnie czasem dziennikarze pytają: «Co pani czuła podczas cudownego uzdrowienia?», «Jak się pani modliła do Ojca Pio?», odpowiadam: «Nic nie czułam, do Ojca Pio się nie modliłam, wtedy nie wiedziałam o jego istnieniu»". 

 

"Wielebny Ojcze, proszę Cię o modlitwę za pewną matkę czterech dziewczynek, mieszkającą w Krakowie, w Polsce (w czasie wojny pięć lat spędziła w obozie koncentracyjnym w Niemczech); jej zdrowie i również jej życie jest teraz zagrożone z powodu choroby nowotworowej. Módl się, by Bóg, za wstawiennictwem Najświętszej Marii Panny, okazał jej samej i jej rodzinie swe miłosierdzie. Zobowiązany w Chrystusie Karol Wojtyła".

 

Taki list w 1962 roku napisał do Ojca Pio bp Karol Wojtyła. Kiedy Ojciec Pio otrzymał list, powiedział: "Temu nie możemy odmówić. Nie możemy powiedzieć: nie".

 

Już jedenaście dni później biskup Wojtyła napisał kolejny list: "Wielebny Ojcze, kobieta z Krakowa w Polsce, matka czterech córek, dnia 21 listopada, jeszcze przed operacją chirurgiczną, niespodziewanie wyzdrowiała. Bogu niech będą dzięki. Także Tobie, Wielebny Ojcze, serdecznie dziękuję w imieniu jej własnym, jej męża i całej rodziny".

 

Uzdrowiona kobieta to dr Wanda Półtawska.

 

Sama tak opowiada o tamtym czasie: "W tamtym pamiętnym roku nic nie wiedziałam o listach Księdza Biskupa. Gdy mnie czasem dziennikarze pytają: «Co pani czuła podczas cudownego uzdrowienia?», «Jak się pani modliła do Ojca Pio?», odpowiadam: «Nic nie czułam, do Ojca Pio się nie modliłam, wtedy nie wiedziałam o jego istnieniu»".

 

Doktor Półtawska wyjechała do Stanów Zjednoczonych na operację kręgosłupa. W drodze powrotnej zatrzymała się we Włoszech i pojechała do San Giovanni Rotondo. Bardzo chciała dostać się do Ojca Pio i tam na miejscu uczestniczyła we Mszy świętej odprawianej przez Stygmatyka.

 

- Nie zapomnę tej Mszy świętej! Nigdy nie widziałam kapłana tak odprawiającego Najświętszą Ofiarę! Ojciec Pio miał ręce owinięte bandażem. Starał się zasłaniać dłonie, ale podczas Podniesienia bandaże nasiąkały krwią. Było widać, że ten człowiek cierpiał - opowiada dr Wanda Półtawska i dodaje, że wówczas na krótką chwilę spotkała się z Ojcem Pio.

 

"Po skończonej Mszy świętej Ojciec Pio przechodził do zakrystii obok ławki, w której siedziałam; wówczas spojrzał na mnie, przybliżył się i pogładził po głowie, mówiąc: Allora, va bene? («A więc już dobrze?»). I poszedł dalej, a ludzi było bardzo dużo. Jego spojrzenia nie zapomnę nigdy. Wtedy nabrałam pewności, że mnie rozpoznał. Od spotkania z Ojcem Pio mam poczucie kontaktu z nim i korzystam z jego pomocy w różnych sprawach".

 

Wanda Półtawska mówi także, że jej "prywatny święty" ciągle przychodzi jej z pomocą, i dodaje: "Powtarzam ludziom to, czego przez ten czas dowiedziałam się o Ojcu Pio od jego przyjaciół, że chciał zawsze ludziom pomagać, ale głównie pomóc w dojściu do Boga. Miał nadzwyczajne dary, to prawda, ale tej cudowności głównie «używał» - jeśli tak można powiedzieć - do nawracania ludzi".

 

23 marca 2017 roku dr Wanda Półtawska przekazała relikwie św. Ojca Pio, osobiste pamiątki po Stygmatyku, parafii św. Ojca Pio na warszawskim Gocławiu. Proboszcz parafii, ks. Andrzej Kuflikowski, wyjaśnia, że są to relikwie pierwszego i drugiego stopnia, czyli fragment ciała świętego oraz rzeczy codziennego użytku, z których korzystał.

 

Najcenniejszą relikwią są skrzepy krwi Świętego oprawione w obrazek.

 

- Doktor Półtawska otrzymała je w lipcu 1991 roku od hrabiny Riny Telfeuer, która cały swój majątek przekazała na budowany przez Ojca Pio szpital - wyjaśnia ks. Kuflikowski. Inne relikwie to: zakrwawiony fragment bandaża z rany św. Ojca Pio, który podarował Półtawskiej w 1998 roku kapucyn, ojciec Taricsio; obrazek Świętej Rodziny z odręcznie napisaną przez Ojca Pio dedykacją, podarowany Półtawskiej przez Amelię Pellecchi, duchową córkę kapucyna; oraz oprawione w bogato zdobiony relikwiarz bandaż i krew Świętego, opatrzone specjalnym certyfikatem,które dr Półtawska otrzymała od gwardiana kapucynów w San Giovanni Rotondo.

 

Ofiarowując te cenne dary, dr Półtawska napisała list, w którym wyjaśniła powody swojej decyzji.

 

"Mam pełną świadomość, że przeżywam końcówkę życia. Uważam, że powinnam zrobić porządek z moimi papierami i wszystkim, co mam. Nie mam żadnych materialnych skarbów ani posiadłości, ale mam skarby dla serca, pamiątki" - napisała uzdrowiona przez Ojca Pio kobieta, która dodała, że przekazała relikwie ks. Kuflikowskiemu, ponieważ ma wobec niego "dług wdzięczności".

 

Ksiądz Andrzej Kuflikowski wyjaśnia, że jego przyjaźń z dr Półtawską trwa od dziesięciu lat.

 

- Wanda Półtawska jest duchową opiekunką naszej parafii, naocznym świadkiem rozwoju kultu św. Ojca Pio. Bardzo często u nas bywa, ostatnio w grudniu 2016 roku - zaznacza kapłan. Relikwie od dr Półtawskiej zostały umieszczone w specjalnych gablotach.

 

- Te relikwie są tu po to, by ludzie mogli się modlić i odczuć bliskość Świętego. Często szukamy cudowności, a relikwie mają służyć nawróceniu. Dla mnie największym cudem jest to, że w parafii wielu ludzi się nawraca i przystępuje do spowiedzi. To większy cud niż uzdrowienie z nowotworu - podkreśla ks. Kuflikowski.

 

Fragment pochodzi z książki "Cuda świętego ojca Pio. Świadectwa, podziękowania, wskazania i modlitwy".

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

26

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 14:51:39 | 2017-09-24
Szkoda, że na Deonie tak niewiele miejsca poświęca się na publikowanie nauk Pani Wandy Półtawskiej.

http://niezalezna.pl/40560-polskosc-na-polu-walki-rozmowa-z-wanda-poltawska
[...] Trzeba dzisiejszej młodzieży przypominać tamte czasy. Nic nie jest ważniejsze niż osobiste doświadczenie. Dlatego właśnie staram się jeździć po kraju i mówić o tamtych czasach. Cieszę się zwłaszcza, gdy trafiam na lokalne inicjatywy, które uczą młodzież, czym jest polskość. Trzeba wychowywać elity, działać często nie tylko bez pomocy, ale nawet wbrew politykom i mediom, aby wyrosło nowe pokolenie, które będzie świadome swojej tożsamości.

Zajmuję się młodzieżą jako psychiatra od 60 lat – także tą najtrudniejszą, w domach poprawczych. Używam wspomnień o bolesnych przeżyciach z okresu wojny, aby dotrzeć do młodych i uświadomić im ich miejsce w naszej historii, w tym łańcuchu patriotyzmu. Opowiadam więc im o naszym pokoleniu, które wtedy było przecież młode, a dla którego Bóg, Honor i Ojczyzna były święte, dla nich gotowi byli na tortury i nawet śmierć.

Jako harcerki złożyłyśmy już w listopadzie 1939 r. przyrzeczenie – patetyczne, ale prawdziwe – że jesteśmy gotowe umrzeć za ojczyznę. A potem w Ravensbrück, 18 kwietnia 1942 r., trzynaście dziewczyn szło przez plac apelowy na egzekucję, śpiewając „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Chcę zatem pokazać dzisiejszej młodzieży pokolenie Kolumbów, dla którego słowa „patriotyzm” i „Polska” nie były pustym hasłem, ale programem na życie. Niech zobaczą nas, swoich poprzedników w polskim losie, przejrzą się w nas jak w lustrze i dostrzegą dzięki temu lepiej siebie samych.

Oceń 1 1 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook