Test najnowszego "modelu" Boga

(fot. shutterstock.com)

Po pierwszej potyczce diabeł "spobożniał". Ze względu na przeciwnika wymówił słowa, które dla niego są jak piołun. Ale czegóż się nie robi dla sprawy…

 

"Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół. Odrzekł mu Jezus: "Nie będziesz wystawiał na próbę  Pana, Boga swego" (Mt, 4, 6-7).

 

Ten najnowszy "model" Boga jest dziwny, bo żyjący w ludzkim ciele. Coś obrzydliwego dla zbuntowanych duchów. Dwie pokusy w dzisiejszej Ewangelii zaczynają się od słów: "Jeśli jesteś Synem Bożym". Ten tryb warunkowy oznacza, że diabeł nie wie, czy to ten Jezus jest Bogiem, a może jakiś inny. Niektórzy w Kościele tak przedstawiają ojca kłamstwa, jakby był wtajemniczony we wszelkie Boże zamysły i był Jemu równy. To błąd.

 

Najbardziej tajemnicza i perfidna wydaje się druga pokusa. Kartą przetargową w tej grze jest zaufanie. Najpierw szatan chce wydobyć z Jezusa deklarację, słowem lub czynem, kim tak naprawdę jest. A następnie "zmodyfikować" sposób objawiania się i działania Boga na ziemi.  

 

Po pierwszej pokusie diabeł "spobożniał". Ze względu na niełatwego przeciwnika musi wymówić słowa, które dla niego są jak piołun. Z prostego powodu. Skoro Chrystus pokonuje kusiciela Słowem Bożym, i to właściwie z tylko jednej księgi Starego Testamentu, to można przypuszczać, że wypowiedzenie Słowa Boga przez diabła stanęło mu ością w gardle. Ale czegóż się nie robi dla słusznej sprawy… 

 

Szatan cytuje fragment Psalmu 91. Pułapka jest prosta. Skoro Bóg obiecał, że będzie się opiekował wierzącym i ratował go z każdej opresji, to niech teraz dowiedzie swej prawdomówności. Diabeł wzywa Jezusa najpierw do zlekceważenia prawa grawitacji, czasu i cielesności człowieka ustalonych przez Boga. I równolegle kusi do nadużycia wiary, która, jego zdaniem, powinna być bezgraniczna. Rzeczywiście, Jezus powiedział, że "wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy" (Mk 9, 23) albo że "dla Boga nie ma nic niemożliwego" (Łk Mk 10, 7) Skoro wszystko, to wszystko. Nie ograniczajmy Boga - sugeruje diabeł.

 

Ale jest w tej pokusie i druga strona medalu. Szatan zmierza do tego, by Jezus poczuł się kimś specjalnym: "Co będziesz wałęsał się po schodach i pchał się między ludźmi? Daj sobie spokój z tą cielesnością, potem, zmęczeniem. Ty jesteś cudownym dzieckiem". Jezus nie pozwolił, aby traktować Go jak VIPa. Uszanował prawa fizyki i uznał swój status człowieka, nie "korzystając ze sposobności, aby na równi być z Bogiem".

 

Kuszenie Boga wcale nie wypływa z wiary, lecz z jej przeciwieństwa. Mądrze pisze o tym Katechizm Kościoła Katolickiego, że wystawianie Boga na próbę "zawsze zawiera wątpienie co do Jego opatrzności i mocy" (KKK, 2119). Dlaczego?

 

Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w reakcji Jezusa na pokusę. Stwierdza bowiem stanowczo, że "Boga nie wystawia się na próbę". Odwołuje się przy tym do starotestamentalnego "doświadczania" Boga na pustyni, w którym wyspecjalizowali się Izraelici. Nie rozumieli, dlaczego Bóg tak a nie inaczej prowadzi ich do Ziemi Obiecanej. Za każdym razem, gdy pojawiły się jakieś trudności, chcieli wracać do Egiptu.

 

Tuż przed wejściem do Kanaanu ogarnął ich lęk, gdy posłuszeli zmyśloną wieść, że w kraju tym żyją olbrzymy. Wystraszyli się, że Pan przyprowadził ich tu tylko po to, by ich wygubić. I zaczęli tęsknić za Egiptem.

 

Innym razem, gdy zabrakło wody na pustyni w okolicach Meriba (Lb 20, 1-11), zaczęli narzekać, że pewnie Pan podstępnie ich tu zgromadził, by umarli z pragnienia. Nie można mu ufać. I znowu Egipt wydał się rajem na ziemi.

 

W tej pokusie chodzi o to, abyśmy uwierzyli, że to my jesteśmy bogami. I dokonali zamiany miejsc. Ponieważ nie ufamy, że Pan jest obecny, żądamy dowodu. Ale nie wtedy, gdy nam się powodzi. Wówczas o Bogu rzadko się myśli. Wszystko jakoś się samo kręci. Gdy jednak widzimy, że świat rozsypuje się nam na kawałki, chcemy naukowo stwierdzić Jego obecność. Bóg "musi poddać się warunkom, które uważamy za konieczne dla osiągnięcia pewności" i na żądanie człowieka "musi pokazać, że jest Bogiem" (Benedykt XVI).

 

Ulegamy tej pokusie wówczas, gdy łamiemy prawa natury. Rzadko myślimy o tym, że posłuszeństwo wobec Boga polega najpierw na liczeniu się z czasem i cielesnością, z ograniczonymi możliwościami, ze zmęczeniem. Ile ludzi chciałoby uwolnić się od uciążliwości ciała i próbują tego, stosując najróżniejsze środki odurzające? Najchętniej znieślibyśmy niektóre prawa natury i inaczej urządzili świat, w naszym mniemaniu lepszy. 

 
Druga pokusa to także próba, której ciągle podlegają ateiści, ale wierzących też ona nie omija. Często rozbijamy się o tajemnicę zła. Jeśli Bóg jest taki dobry, jak utrzymuje, to dlaczego toleruje nienawiść, cierpienie niewinnych, choroby? Jeśli nie reaguje, to jest słaby albo w ogóle nie istnieje. Jeśli Bóg mówi, że jest Ojcem, który karmi, to dlaczego tyle ludzi nie ma co jeść? Cała walka toczy się o to, jak wyobrażamy sobie Boga. Chcielibyśmy, aby okazywał nam dobroć, ale na naszych warunkach i w formie, która dla nas wydaje się dogodna. 

 

Druga pokusa dotyczy też tych, którzy manipulują Słowe Bożym. Ile razy, także w Kościele, tekstami z Pisma świętego usprawiedliwiano nawet wojny i okrucieństwo? Ile naciąganych interpretacji wyszło z niejednych pobożnych ust, gdy swoje własne poglądy "podpierali" autorytetem Słowa Bożego?  Ilu fałszywych teologów i proroków napisało całe traktaty, by podbudować swoje wypaczone pomysły?

 

Druga pokusa cichaczem wślizguje się też do serc "Bożych wybrańców" w Kościele. Są to rozmaite elitarne grupy, które oczekują, by traktować je z "nabożnością" i okazywać im specjalne względy. Także cała kościelna pompa i tytułomania, nie mówiąc o klerykalizmie, stąd czerpie swoją inspirację.

 

W końcu druga pokusa ogarnia gorliwych i mniej gorliwych chrześcijan, gdy nagle sprawy w życiu przybierają niepomyślny dla nas obrót. Gdy spotyka nas nieszczęście, gdy czegoś ważnego nam zabraknie, wtedy rodzi się pytanie: "Dlaczego Bóg mi nie pomaga? Dlaczego nie reaguje, skoro się do Niego modlę? Jeśli nie reaguje, to znaczy, że Go nie ma". Żądamy, aby Bóg zmienił w mig to, co dla nas niemiłe i bolesne.

 

Na szczęście, Jezus przezwyciężył te starotestamentalne pokusy. I nasze też. Jeśli je w sobie zdemaskujemy, jest tylko jedno lekarstwo: Wołajmy: "Panie, ratuj nas".

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

24

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook