"Dwa razy uratował mi życie". Przyjaźń Szaflarskiej i ks. Popiełuszki

(fot. Public domain via Wikimedia Commons / PAP, Paweł Supernak)

Kiedy miała zawał i leżała na stole operacyjnym poprosiła: - Jerzy, pomóż mi, ratuj. I stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Ratunek przyszedł.

 

To było moje nawrócenie

 

Poznali się niebawem po wprowadzeniu stanu wojennego. W 1981 r. Szaflarska została wydelegowana przez Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom do obserwowania procesów aresztowanych robotników Ursusa i Huty Warszawa. W sądzie usiadł obok niej młody, drobnej postury człowiek w dżinsach. To był ksiądz Jerzy. Nie była zachwycona, bo nie lubiła księży. 

 

- Jestem ksiądz Popiełuszko. Może pójdziemy na kawę? - zaproponował i uśmiechnął się łagodnie. Od tej pory już na każdej rozprawie siedzieli obok siebie, a wspólna kawa stała się rytuałem.

 

Danuta Szaflarska zaprzyjaźniła się z księdzem Jerzym Popiełuszką. Zjawiła się w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, gdy były odprawiane Msze św. za Ojczyznę. Przyznała się wtedy, że przychodzi z przyczyn politycznych, bo jest niewierząca, ale może czytać wiersze, wyłącznie w formie politycznego protestu. Od tego czasu widywali się właściwie prawie codziennie.

 

Kiedyś zapytał ją, czy che się wyspowiadać Miała wątpliwości, jak zrobić to po 40 latach. Wtedy ks. Jerzy stwierdził: - Hurtem łatwiej. Szaflarska stwierdziła, że spowiedź była piękna, podobnie jak pokuta. Zawsze gdy przechodziła koło pustego kościoła, wstępowała na chwilę: - To było moje nawrócenie - mówiła. 

 

Dwa razy uratował mi życie

 

Ks. Jerzy dwa razy uratował jej życie. Raz - kiedy miała zawał i leżała na stole operacyjnym. Gdy sytuacja zaczęła się komplikować, dostała bólu zamostkowego, a ciśnienie dramatycznie spadało, poprosiła: - Jerzy, pomóż mi, ratuj.

 

I ratunek przyszedł. - Na salę wszedł lekarz z innego piętra i podał jej lek w aerozolu, którego szpital jeszcze wówczas nie miał. Stan się wyrównał, chirurg mógł dokończyć operację. Pytała później lekarza, dlaczego to zrobił, dlaczego zszedł z drugiego piętra i przyszedł na salę. Powiedział: "Nie wiem dlaczego, nikt mnie nie wołał, zszedłem" - opowiadała aktorka.

 

Za drugim razem aktorkę napadło trzech mężczyzn, dusili ją, mówiła, że cudem uniknęła twedy śmierci. Czuła wówczas obecność kogoś przy sobie i było jej z tym dobrze.

 

Poczula wtedy nieziemskie szczęście: -  Kiedy w pełni to sobie uświadomiłam, ten ktoś zaczął się oddalać. Wiem, że to był ks. Jerzy. Nikogo nie widziałam, ale czułam tę obecność - wyznała Szaflarska. Policjanci nie wierzyli, że przeżyła.

 

Danuta Szaflarska zmarła w wieku 102 lat >>

 

Mam ciągły kontakt z Jerzym

 

Całą rodziną zaprzyjaźnili się z ks. Jerzym. Dawał ślub jej córce, ochrzcił wnuka. Dwukrotnie ks. Popiełuszko przyjeżdżał do Kosarzysk odpocząć w jej domu. Pytał, czy może przyjechać na Boże Narodzenie. Ale nie przyjechał. W październiku go zamordowali.

 

- Przyślij mi aniołki, niech podtrzymują skrzydła, byśmy nie spadli - mówiła Szaflarska do księdza Jerzego przed każdym lotem samolotem. Uważała też, że wszystkie role, jakie w ostatnim czasie otrzymała, to też jego zasługa, bo ks. Jerzy jej pomaga. 

 

Danuta Szaflarska zastanawiała się na co i komu jest jeszcze potrzebna. Sama sobie odpowiedziała, że chyba ludziom: - Żeby się śmiali. Albo wzruszali. A może, by pomyśleli sobie czasem o braku miłości w życiu. Szesnastoletni chłopak napisał właśnie do mnie, że obejrzawszy mój film, zaczął się nad tą kwestią zastanawiać... To sprawka Jerzego. 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.87

Liczba głosów:

61

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook